K9 Pro ESS jest flagowym, stacjonarnym kombo typu DAC/AMP, które bazuje na dwóch przetwornikach ES9038PRO oraz zbalansowanym wzmacniaczu THX-AAA 788+. Urządzenie zostało naszpikowane złączami i wyposażone w ciekawe funkcje dodatkowe.

Jakiś czas temu zadebiutował pierwszy, poważny przetwornik ze wzmacniaczem słuchawkowym od FiiO, model K9 Pro. Wyposażono go w pojedynczego DAC-a AK4499, czyli topowe rozwiązanie Asahi Kasei Microdevices. Urządzenie było dostępne w limitowanej ilości ze względu na ograniczoną dostępność przetworników AKM, spowodowaną pożarem głównej fabryki japońskiego producenta. Na szczęście w wyniku pożaru nikt nie ucierpiał, ale AKM zmuszone było zaprzestać produkcji większości przetworników, a układ AK4499 zyskał status „End Of Life”.

REKLAMA
fiio

Pisałem już o tym kilkukrotnie, bo FiiO sukcesywnie aktualizuje swoje urządzenia, wymieniając w nich przetworniki AKM na ESS Technology. Testowany ostatnio M11 Plus ESS, bazujący na M11 Plus LTD, to tylko jeden z przykładów. Jednak tym razem sytuacja jest trochę inna, bo K9 Pro ESS przynosi więcej zmian. Pojedynczą kość AK4499 zastąpiono podwójnymi ES9038PRO, co robi wrażenie, ale nie należy zapominać, że przetwornik AKM jest ośmiokanałowy, a konkurent ESS czterokanałowy. Ponadto nieznacznie przybyło mocy, a producent zdecydował się też na wentylowaną obudowę.

Sprawdziłem, co potrafi nowe kombo FiiO i czy brzmi tak samo, jak mobilno-stacjonarny odtwarzacz FiiO M17, wyposażony w te same przetworniki i kostki wzmacniacza.

Wyposażenie

Zestaw jest bogaty, bo FiiO K9 Pro ESS został wyposażony w:

  • kabel USB-A > USB-B (długość 115 cm);
  • kabel zasilający (długość 110 cm);
  • podstawkę;
  • antenę Bluetooth;
  • sześć podkładek silikonowych;
  • adapter 3,5 mm > 6,35 mm;
  • zapasowy bezpiecznik;
  • zaślepkę przełącznika napięcia;
  • zaślepki XLR 4-pin oraz 5x RCA;
  • instrukcję obsługi i dokumentację.

Zaskoczyła mnie dbałość o detale. Pierwsze, co zobaczy użytkownik po otwarciu pudełka, to duży arkusz w kolorze pomarańczowym z przypomnieniem, by przed podłączeniem urządzenia ustawić przełącznik napięcia na odpowiedniej pozycji (110 lub 230 V). Dla bezpieczeństwa dorzucono też gumową zaślepkę, która pozwoli zamaskować głęboką wnękę z przełącznikiem napięcia.

Nie zabrakło także zaślepek przeciwkurzowych, którymi zabezpieczono gniazda RCA oraz XLR 4-pin na froncie. Nie spodziewałem się także dodatkowej podstawki, która pozwala ustawić urządzenie w pionie – akcesorium wykonano z plastiku i wyklejono silikonem. Producent dorzucił także trapezoidalne nóżki, których jest łącznie sześć. Jedynie okablowanie wygląda przeciętnie i jest trochę za krótkie.

Konstrukcja

Znów mam podobne odczucia – gdy na grafikach nowości FiiO wyglądają mocno nowocześnie, to na żywo okazują się być w miarę stonowane. Wprawdzie FiiO K9 Pro ESS nie jest typowym „kanciakiem” i raczej nie ma mowy o minimalistycznym wzornictwie, ale urządzenie nie jest przekombinowane. Dominuje matowa czerń, krawędzie są pościnane, a akcenty złote, ale dość oszczędne, więc K9 Pro ESS prezentuje się poważnie i dość uniwersalnie. Przyznaję, że na co dzień preferuję prostsze konstrukcje, ale projekt K9 Pro ESS przypadł mi do gustu.

Obudowę wycięto z pojedynczego bloku aluminium i precyzyjnie wykończono metodą anodowania. Nawet krawędzie zostały lekko zaoblone, więc są przyjemne w dotyku. Z przodu umieszczono trzy wyjścia słuchawkowe (XLR; 6,35 mm i 4,4 mm), duże i podświetlone pokrętło głośności, dwa przyciski, dwa suwaki oraz pięć diod w kolorze białym. Natomiast z tyłu ulokowano włącznik, gniazdo zasilające, slot bezpiecznika, złącze antenowe, szereg wejść cyfrowych (USB-B, koaksjalne, optyczne), wejść analogowych (2x RCA i 4,4 mm) oraz wyjść analogowych (2x RCA i 2x XLR 3-pin). To nie koniec, bo na prawym boku tuż przy froncie jest także USB-C.

Pokrywę zdobi wpuszczony w obudowę panel z logo THX oraz standardów Hi-Res Audio i Hi-Res Audio Wireless, a w tylnej części jest jeszcze szare, mniej rzucające się w oczy logo FiiO. Bardziej krzykliwe jest efektowne, ale dość drobne, oznaczenie „PRO” na froncie, które metalicznie się mieni, podobnie jak pokrętło głośności. Z kolei na spodzie nadrukowano szereg oznaczeń, jak i umieszczono wspominany przełącznik napięcia. Silikonowe podkładki należy nakleić samemu w rogach urządzenia. Niestety nie przewidziano na nie wgłębień, które stabilizowałyby nóżki.

Tym razem pokrętło jest aluminiowe, a nie stalowe. Nie wiem czy w praktyce czuć różnicę, bo nie testowałem pierwszej wersji urządzenia, niemniej aluminiowe pokrętło wersji ESS mnie satysfakcjonowało. Uważam, że ważniejszą zmianą są więc wentylowane boki, bo na lewej i prawej ściance wycięto po dwanaście, wąskich i podłużnych otworów. Nie było ich w pierwowzorze, który miał zupełnie jednolite krawędzie i podobno wyraźnie nagrzewał się w trakcie odsłuchów. Szkoda, że producent zdecydował się na wentylowaną obudowę dopiero teraz – posiadacze limitowanego wariantu mogą poczuć się pokrzywdzeni.

Ergonomia i użytkowanie

K9 Pro ESS nie jest stacjonarnym debiutem FiiO, ale wcześniejszy K5 Pro to jednak kompaktowe kombo, więc w tym przypadku producent miał trochę większe wyzwanie. Uważam, że nie wszystko się udało – większość aspektów nie rozczarowuje, ale niektóre elementy są nieprzemyślane. Zacznijmy od plusów, których jest więcej.

Podoba mi się, że K9 Pro ESS waży prawie 3 kg. Urządzenie jest masywne i stoi stabilnie na gładkim blacie biurka, ale nadal łatwo je przestawić czy odłączyć do czyszczenia. Nóżki stawiają odpowiedni opór, są optymalnie wysokie i na szczęście się nie odklejają, mimo że nie zostały wpuszczone w obudowę. Do gustu przypadło mi także umiejscowienie włącznika zasilania, jak i przycisku wybudzania – oba znajdują się przy prawej krawędzi. Ponadto pokrętło odpowiednio odstaje, obraca się gładko i z jednolitym oporem, a wyjścia słuchawkowe są daleko od niego, więc nic ze sobą nie koliduje. Z tyłu jest ciasno, ale złącza zostały logicznie pogrupowane.

Ciekawym pomysłem jest podstawka, dzięki której K9 Pro ESS zajmuje niewiele przestrzeni. Akcesorium nie rozczarowuje, bo urządzenie stoi stabilnie w pionie i nie przesuwa się, a pozycja wertykalna może wspomóc cyrkulację, bo wtedy otwory wentylujące znajdą się na spodzie i na górze, więc zgodnie z zasadą konwekcji, wymiana powietrza będzie efektywniejsza. Nie trzeba się tym jednak mocno przejmować, bo nawet w pozycji poziomej temperatury nie są ekstremalne – obudowa nagrzewała się do 40°C, czyli była jedynie ciepła w dotyku.

Co zatem poszło nie tak? Niestety przyciski oraz suwaki na froncie są zbyt małe i prawie niewidoczne. Najgorzej wypadają trójpozycyjne przełączniki suwakowe – pierwszy zmienia funkcję urządzenia (DAC/AMP, PRE AMP, DAC), a drugi wzmocnienie (L, M, H). Oba są naprawdę drobne, mają za krótki skok i niewystarczająco odstają z obudowy, więc trudno przełączać je precyzyjnie. Osobiście wolałbym zwyczajne, odstające przełączniki dźwigniowe, zastosowane w K5 Pro ESS, które przy okazji są bardziej satysfakcjonujące w obsłudze. Pewne wątpliwości budzi też wykończenie – K9 Pro ESS to istny magnes na smugi. Zarówno obudowa, jak i pokrętło pokrywają się momentalnie odciskami palców. Bez ściereczki z mikrofibry się nie obędzie.

Funkcjonalność

Możliwości są naprawdę duże, jak na DAC/AMP-a w tej cenie. Zazwyczaj urządzenia tego typu pełnią funkcję kombo słuchawkowego i umożliwiają wyprowadzenie sygnału analogowego. Natomiast K9 Pro to zarówno przetworniko-wzmacniacz słuchawkowy, przetwornik, przedwzmacniacz, jak i wzmacniacz słuchawkowy. Dzięki temu K9 Pro ESS może zasilać aktywne głośniki, przeróżne zewnętrzne wzmacniacze, jak i przyjmować sygnał z innych przetworników i to zarówno niesymetrycznie, jak i symetrycznie. Wprawdzie pełnowymiarowe złącza XLR zastosowano tylko dla wyjść, ale sygnał zbalansowany można wprowadzić za pomocą gniazda 4,4 mm.

Nikomu nie zabraknie także wejść cyfrowych, bo FiiO K9 Pro ESS przyjmuje sygnał za pomocą USB-B, wejścia koaksjalnego lub optycznego, a także USB-C, przygotowanego do podłączania odtwarzaczy muzyki czy smartfonów. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by podłączyć do niego także laptopa – symetryczne USB nie różni się funkcjonalnie od portu USB z tyłu urządzenia. Urządzenia mobilne mogą być źródłem sygnału także bezprzewodowo, bo K9 Pro ESS ma odbiornik Bluetooth 5.0, który obsługuje kodeki AAC, aptX, aptX LL, aptX HD, aptX Adaptive i LDAC. Należy jednak pamiętać, że Bluetooth jest jednokierunkowy – z K9 Pro ESS nie sparujemy słuchawek.

Nie zawiodłem się także wyjściami słuchawkowymi, bo standardy XLR 4-pin; 6,35 mm oraz 4,4 mm pozwolą podłączyć większość słuchawek. Moim zdaniem brak dedykowanego wyjścia 3,5 mm nie daje się we znaki, bo w zestawie otrzymujemy przejściówkę na dużego jacka. Z kolei w razie czego łatwo o redukcję z 4,4 mm do 2,5 mm. Warto jednak wiedzieć, że moc dla słuchawek o impedancji 16 i 32 Ω jest taka sama ze wszystkich wyjść i wynosi kolejno 1,1 W oraz 2,1 W. Wyjścia zbalansowane mają za to przewagę w przypadku podłączenia słuchawek wysokoomowych, bo generują 1,1 W na 300 Ω, gdy wyjścia niesymetryczne zapewniają „jedynie” niecałe 0,3 W.

K9 Pro nie posiada wyświetlacza, ale dodatkowa konfiguracja jest możliwa. W tym celu należy zainstalować na smartfonie aplikację FiiO Control, w której dostosujemy kolor podświetlenia pokrętła lub zupełnie je wyłączymy. Do wyboru jest jednolity kolor wskazujący próbkowanie muzyki lub efektowna, wielokolorowa animacja. Nie ma możliwości wybrania dowolnej barwy podświetlenia, ale świetnie, że diody można przyciemnić w czterostopniowej skali. Aplikacja pozwala także zmienić źródło sygnału cyfrowego, wybrać kodeki Bluetooth lub filtr dolnoprzepustowy. Zaimplementowano również regulację balansu kanałów czy EQ, ale korektor działa tylko wtedy, gdy odtwarzamy muzykę przez Bluetooth. W „ustawieniach” znajdziemy także włącznik trybu czuwania oraz aktualizator oprogramowania układowego.

Specyfikacja

Ogólna

  • przetwornik: 2x ES9038PRO
  • wzmacniacz: 2x THX AAA-788+
  • odbiornik USB: XMOS XUF208
  • obsługa słuchawek: 16-600 Ω
  • maksymalne próbkowanie: 32 bit/384 kHz i DSD256 (USB); 24 bit/192 kHz
  • (koaksjalne); 24 bit/96 kHz (optyczne)
  • interfejs bezprzewodowy: Bluetooth 5.0 (Qualcomm QCC5124)
  • obsługa kodeków: SBC, AAC, aptX, aptX LL, aptX HD, aptX Adaptive, LDAC (odbiornik)
  • funkcje: trzystopniowe podbicie, konfiguracja w aplikacji, wskaźnik RGB, wbudowany odbiornik Bluetooth
  • wymiary: 224,5 x 200 x 72 mm
  • masa: 2750 g

Wyjście słuchawkowe 6,35 mm

  • moc: 1,1 W @ 16 Ω; 2,1 W @ 32 Ω; 281 mW @ 300 Ω
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-50 kHz
  • SNR: >129 dB
  • impedancja: <1 Ω
  • separacja kanałów: >75 dB
  • THD+N: 0,00033% @ 1 kHz

Wyjścia słuchawkowe 4,4 mm + XLR 4-pin

  • moc: 1,1 W @ 16 Ω; 2,1 W @ 32 Ω; 1,1 W @ 300 Ω
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-50 kHz
  • SNR: >123 dB
  • impedancja: <1 Ω
  • separacja kanałów: >114 dB
  • THD+N: 0,0003% @ 1 kHz

Wyjście liniowe (niesymetryczne)

  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz
  • SNR: >128 dBa
  • separacja kanałów: >125 dB
  • THD+N: 0,00042% @ 1 kHz
  • napięcie: 2,5 V rms

Wyjście liniowe (symetryczne)

  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-50 kHz
  • SNR: >128 dBa
  • separacja kanałów: >125 dB
  • THD+N: 0,00025% @ 1 kHz
  • napięcie: 5 V rms

Brzmienie

Słuchawki: Audeze LCD-2 (Double Helix Fusion Complement4), Dan Clark Audio Ether 1.1 (Forza AudioWorks HPC Mk2 i DUM XLR), HiFiMAN Arya V3, Deva Pro, Edition XS, HE-R9 i Sundara, Sennheiser HD 6XX
Źródła: Yulong DAART Aquila II, Burson Playmate Everest, FiiO K5 Pro ESS, M17, M15 i M11 Plus ESS, Cayin N3Pro, Astell&Kern AK70 MKII

Po cichu liczyłem, że FiiO K9 Pro ESS zabrzmi tak samo, jak FiiO M17, więc przekieruję Was do testu dedykowanemu odtwarzaczowi i zrobię sobie wolne, ale niestety to nie jest takie proste. Podobieństwa definitywnie słychać, założenia są zbliżone, ale oba urządzenia nie brzmią jednakowo. To, które jest lepsze i czym się dokładnie różnią zostawmy na później. Najpierw skupmy się na K9 Pro ESS, który nie rozczarowuje barwnym, lekko ciepłym, ale nadal klarownym brzmieniem. Sygnatura nie jest mocno podkoloryzowana – ciągle mowa o dość uniwersalnym źródle dźwięku, a więc brzmieniu oscylującym wokół równowagi, ale raczej w wydaniu naturalnym/muzykalnym niż neutralnym/analitycznym.

FiiO K9 Pro ESS jako DAC/AMP
FiiO K9 Pro ESS nie brzmi chudo, szkicowo czy zupełnie płasko, bo słychać pewien akcent w średnim basie, który nadaje brzmieniu masywniejszego i lekko ciepłego charakteru. Raczej nie ma mowy o dużym podbiciu, po prostu dźwięk nie jest anemiczny. Bas jest też sprężysty i dynamiczny, potrafi energicznie uderzyć i jest przy tym świetnie zróżnicowany, więc angażuje, ale nadaje się także do bardziej krytycznych odsłuchów. Moim zdaniem reprodukcja niskich tonów nie jest stereotypowa dla układów ESS – bas jest muzykalny, chętniej wychodzi przed szereg i słychać w nim więcej barw niż zazwyczaj. Muszę przyznać, że obawiałem się, że przetwornik ESS Technology wraz ze wzmacniaczem THX przełożą się na zbyt techniczne, mało wypełnione brzmienie basu, ale myliłem się. Zresztą nie pierwszy raz, bo podobne obawy miałem odnośnie odtwarzacza FiiO M17.

Niskie tony przechodzą płynnie w średnicę, która jest także nieznacznie zaakcentowana w średnim zakresie, ale nie kosztem wyższego zakresu. Pasmo średnie jest nadal zarysowane, odpowiednio twarde i bezpośrednie, ale słychać w nim pewną gładkość i nasycenie – średnica z pewnością nie jest sucha lub szara, co jest miłą odmianą. Dzięki temu żywym instrumentom nie brakuje barw, a wokale są wyraziste i bliskie. Średnica nie daje się też przytłoczyć niskim tonom, rozdzielczość jest wysoka, a szczegółów mnóstwo, więc z odpowiednimi słuchawkami można rozkładać utwory na czynniki pierwsze. Jednak K9 Pro ESS brzmi przede wszystkim muzykalnie, sprawia przyjemność, wciąga i relaksuje. W przeróżnych konfiguracjach mimowolnie wystukiwałem rytm utworów, podziwiałem fakturę instrumentów, wsłuchiwałem się w wokale, czyli skupiałem na muzyce, a nie na tym jak ona brzmi.

Wysokie tony są… mocne, klarowne i rozciągnięte. Zatem naturalnie ciepły i muzykalny przekaz nie został uzyskany ścięciem sopranu, co jest dość zaskakujące. Brzmienie z pewnością nie jest ciemne czy zamulone. Nie stwierdziłem w górze roll-offu, więc instrumenty są doświetlone, przekaz bliski i krystaliczny, jak przystało na układy ESS Technology. Jednocześnie K9 Pro ESS nie jest ostry, sykliwy czy męczący. Wiele będzie zależało od samych słuchawek, ale mnie K9 Pro ESS ani przez chwilę nie męczył przekazem góry. Myślę, że wysokie tony można śmiało określić jako jasne, ale jednocześnie gładkie i przystępne, co nie często się zdarza, a już szczególnie nie w przypadku przetworników ESS Technology. Przyznaję, że poczułem ulgę – niegdyś uwielbiałem mocny, bezwzględny i techniczny sopran, a dzisiaj preferuję mniej agresywny przekaz. I dokładnie taka jest góra K9 Pro ESS.

Scena dźwiękowa jest… jedynie dobra. Spodziewałem się, że przestrzeń będzie szersza, bardziej stereofoniczna. Nadal nie ma mowy o ciasnocie, brzmienie jest ciągle trójwymiarowe, bo przestrzeń jest kulista, a instrumenty eksponowane w różnych punktach. Niemniej K9 Pro dość mocno zapełnia centrum sceny, więc sporo instrumentów trafia w środek głowy lub bezpośrednio przed twarz. Holografia jednak nie rozczarowuje – kompetentne słuchawki generują kształtne i duże źródła pozorne. Ciągle nie czułem się przez muzykę osaczony, nadal satysfakcjonowała mnie separacja kanałów, ale nie zaszkodziłoby gdyby pierwszy plan był trochę bardziej odsunięty od słuchacza, a muzyka dalej rozciągnięta na boki. Lubię tego typu bliski i bezpośredni przekaz, więc K9 Pro ESS nadal sprawiał mi przyjemność, ale fani przestrzeni niczym z hali koncertowej mogą nie być zadowoleni.

FiiO K9 Pro ESS – porównanie z FiiO M17, DAART Aquila II i innymi urządzeniami
FiiO K9 Pro ESS brzmi bardzo podobnie do FiiO M17, co nie jest niespodzianką, zważywszy na zastosowanie tych samych przetworników i wzmacniaczy. Niemniej uważam, że FiiO M17 jest górą, co jest dość zaskakujące. Mamy do czynienia z sytuacją, że znacznie mniejszy odtwarzacz mobilny brzmi trochę lepiej i generuje więcej mocy (3 W vs 2 W) od dużego, stacjonarnego kombo z transformatorem toroidalnym! Z drugiej strony M17-tka jest jednak znacznie droższa od K9 Pro ESS. Wiadomo, że to bardziej zaawansowane urządzenie, ale mowa jednak o dwukrotności ceny K9 Pro ESS, więc może nie ma się co dziwić, że FiiO M17 oferuje trochę wyższy poziom techniczny.

FiiO M17 w trybie stacjonarnym brzmi przestrzenniej i pełniej w skrajach pasma – generuje głębszy subbas i ciut klarowniejszą górę. Nie na każdych słuchawkach różnica jest równie duża, reagują na to głównie modele, którym służą bardziej rozbudowane skraje pasma i potrafią przekazać subbas oraz najwyższe oktawy. Zaznaczam jednak, że to częściowo subiektywne – bliższy pierwszy plan, cieplejszy średni bas i nieznacznie spokojniejsze wysokie tony modelu K9 Pro ESS mogą podobać się bardziej od jaśniejszego i lekko technicznego M17. Gdybym miał zignorować różnicę w cenie i wybrać jedno urządzenie, byłby to FiiO M17. Z kolei jeśli szukałbym jedynie sprzętu stacjonarnego i wziął pod uwagę przepaść w cenie, to na moim biurku wylądowałby K9 Pro ESS.

K9 Pro ESS brzmi zupełnie inaczej od Yulonga DAART Aquila II, który ma ten sam, ale pojedynczy przetwornik ES9038PRO. Aquila II jest dużo bardziej analityczna, generuje mniej basu, jest neutralna barwowo i winduje sopran. Wprawdzie Aquila II nadal nie brzmi żyletkowo czy skrajnie laboratoryjnie, bo w odpowiedniej synergii potrafi zabrzmieć muzykalnie, ale to K9 Pro ESS jest bez wątpienia cieplejszy, barwniejszy i przystępniejszy w przekazie. Podobnie jest w konfrontacji ze starym Bursonem Virtuoso z DAC-em ES9018, który wprawdzie generuje większą scenę, ale brzmi ostrzej, mniej przyjemnie i z pewnością nie tak muzykalnie, jak K9 Pro ESS. Bliżej jest już Burson Playmate Everest, który jednak brzmi ciaśniej, mniej dynamicznie i generuje albo podobną górę (z wyłączoną funkcją DE-EMPHASIS) lub zamula i ścina sopran (z włączonym DE-EMPHASIS).

FiiO K9 Pro ESS – synergia
Przesłuchałem wszystkie, wokółuszne słuchawki, jakimi dysponuję i znalazłem tylko jedną, nie do końca udaną konfigurację. Świetnie zgrały się moje Ethery 1.1, a nie narzekały Audeze LCD-2. Znakomicie słuchało mi się planarów HiFiMAN-a, którym przypasował muzykalny i łagodniejszy charakter K9 Pro ESS – dotyczy to zarówno Arya V3, jak i Edition XS lub Sundara. Wszystkie słuchawki brzmiały klarownie, ale zyskiwały ciepła, barw i nieznacznie uspokajały się w sopranie, nadal wyrazistym, ale przystępniejszym. K9 Pro ESS to ogólnie dobry wybór do dość technicznych i jasnych słuchawek otwartych, które nadal zabrzmią bezpośrednio i przestrzennie, ale trochę łagodniej.

Nie zgrały się za to dynamiczne HiFiMAN HE-R9, słuchawki basowe, podkreślające skraje pasma i brzmiące efektownie. Z K9 Pro ESS brakowało im subbasu, ocieplenie średnicy psuło efekt, a góra pasma nie była jeszcze tak rozciągnięta, jak może. HE-R9 to dość specyficzne słuchawki, które muszą mieć głęboki subbas i lekko odsuniętą średnicę względem góry, bo inaczej brzmią nieciekawie. Wspominałem już o tym w teście dedykowanym temu modelowi słuchawek. Co ciekawe FiiO M17 zgrał się znacznie lepiej z HE-R9, które wyciągały z nim głębszy subbas, brzmiały klarowniej i wyraźnie przestrzenniej. Na innych słuchawkach nie było słychać aż tak kontrastowych różnic pomiędzy K9 Pro ESS a M17 – HE-R9 to więc dość ekstremalny przykład.

Miałem duże oczekiwania odnośnie gniazda 4,4 mm na froncie K9 Pro ESS, bo wyjścia typu zbalansowanego w sprzęcie stacjonarnym często zawodzą – zapewniają zbyt dużą moc, za wysoką impedancję i niedostatecznie czysty sygnał, by dało się ich używać z dokanałówkami. Na szczęście producent się postarał – na niskim podbiciu moc jest optymalna, szumy nie dają się we znaki, a impedancja wyjściowa poniżej 1 Ω zapewnia dobre warunki pracy dla czułych multiarmatur czy słuchawek hybrydowych. No dobrze, na wyjątkowo czułych i niskoimpedancyjnych dokanałówkach nadal można wychwycić lekki szum, ale jest on zbliżony do tego dobiegającego z odtwarzaczy mobilnych. Nie słychać za to żadnych zakłóceń sieciowych. W efekcie świetnie słuchało mi się FiiO FH9 czy Campfire Audio Solaris 2020.

FiiO K9 Pro ESS – jako DAC i jako AMP
Sprawdziłem także K9 Pro ESS w rolach przetwornika dla zewnętrznych wzmacniaczy, jak i wzmacniacza dla zewnętrznych przetworników. Najpierw wziąłem się za odsłuchy trybu DAC – po podłączeniu K9 Pro ESS do Bursona Virtuoso uzyskałem bardziej zrównoważone i neutralne brzmienie, a do tego większą scenę dźwiękową w porównaniu do trybu DAC/AMP K9 Pro ESS. Dźwięk stracił na muzykalności, ale stał się lepszy technicznie i bardziej liniowy, co nie zaskakuje, zważywszy na przetwornik ES9038PRO na pokładzie K9 Pro ESS i analityczny charakter wzmacniacza wbudowanego w Bursona.

Z kolei w drugą stronę, czyli po podłączeniu Bursona Virtuoso (ESS ES9018) do wzmacniacza FiiO K9 Pro ESS (THX AAA-788+), uzyskałem dość zrównoważone, ale gładsze brzmienie z ciepłym nalotem. Przestrzeń była szeroka, rozdzielczość wysoka, a brzmienie naturalne i muzykalne z nadal zarysowaną górą i bliską średnicą. Z ciekawości podłączyłem do K9 Pro ESS także FiiO M17, co nie ma specjalnego sensu, zważywszy na to, że odtwarzacz posiada te same przetworniki. Jednak M17 z K9 Pro ESS zabrzmiały bardzo podobnie do samego K9 Pro ESS w trybie DAC/AMP – uzyskałem gładsze oraz nieznacznie cieplejsze brzmienie niż bezpośrednio z wyjścia M17-tki. Zaryzykuję więc stwierdzenie, że to wzmacniacz THX AAA-788+ odpowiada za lekkie ciepło, barwność i gładkość przekazu.

Podsumowanie

FiiO K9 Pro ESS to świetny, wielofunkcyjny DAC/AMP. Urządzenie jest bogato wyposażone, solidnie wykonane i naszpikowane opcjami. Tym razem otrzymujemy nie tylko tryby kombo i przetwornika, ale także tryb wzmacniacza, bo K9 Pro ESS może przyjąć sygnał niesymetryczny lub symetryczny z innych przetworników. Duże wrażenie robią też dodatkowy port USB-C, wbudowany odbiornik Bluetooth 5.0 z kompletem kodeków czy możliwość konfiguracji za pomocą smartfona. W trakcie testów nie brakowało mi mocy, sygnał był czysty także na dokanałówkach, a naturalno-muzykalne brzmienie mnie nie rozczarowało.

Nie spodobały mi się przyciski oraz suwaki na froncie, które są zbyt małe i prawie ich nie widać. Aplikacja FiiO Control ma pewne ograniczenia – dla przykładu nie można wybrać dowolnego koloru podświetlenia RGB, a korektor działa tylko w trybie Bluetooth. Moim zdaniem także scena dźwiękowa mogłaby być trochę większa.

W chwili pisania testu FiiO K9 Pro ESS nie jest dostępny od ręki na polskim rynku. Nie jestem pewien, jaka będzie jego ostateczna cena, bo w zagranicznych sklepach jest on dostępny za 700-800 dolarów amerykańskich. Niemniej relacja jakości do ceny wydaje się być bardzo korzystna, zważywszy na multum możliwości, stopień zaawansowania układu i rzeczywiste osiągi. Nie jest to może jeszcze FiiO M17 w wersji stricte stacjonarnej, ale dźwięk jest rzeczywiście zbliżony. Moim zdaniem zdecydowanie warto zainteresować się K9 Pro ESS, gdy szukamy bezpośredniego i muzykalnego, a także wszechstronnego kombo.

Dla FiiO K9 Pro ESS

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ solidne wykonanie
+ masywna i stabilna konstrukcja
+ rozbudowany interfejs
+ wiele trybów działania
+ dodatkowe gniazdo USB-C
+ zaawansowany odbiornik Bluetooth
+ dobra współpraca z dokanałówkami
+ naturalno-muzykalne, dynamiczne i lekko ciepłe brzmienie

Wady:
– niewielkie przyciski i drobne suwaki
– scena dźwiękowa mogła być większa
– pewne ograniczenia aplikacji FiiO Control

Sprzęt dostarczył:

fiio

SPRAWDŹ AKTUALNE CENY NA CENEO.PL

REKLAMA
hifiman

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj