UTWS5 to zaawansowany adapter bezprzewodowy w formie zausznic do słuchawek dokanałowych. Został wyposażony w interfejs Bluetooth 5.2 z kodekami AAC, aptX i aptX Adaptive oraz przetwornik AKM AK4432.

Nie każdy jest zadowolony z jakości dźwięku lub strojenia słuchawek TWS, bo na rynku dominują rozrywkowo brzmiące modele. Z pomocą przychodzi tytułowy adapter UTWS5, który pozwala przekształcić zwykłe dokanałówki w słuchawki True Wireless Stereo. Względem modelu UTWS3 zaktualizowano interfejs Bluetooth (układ Qualcomm QCC5141) oraz zastosowano nowy przetwornik Asahi Kasei (AK4332), co ma przełożyć się na większe możliwości i wyższą jakość dźwięku. Sprawdziłem UTWS5 w wersji z wtyczkami MMCX i porównałem go z poprzednikiem.

REKLAMA
sennheiser

Wyposażenie

Akcesoria są takie same, jak w przypadku FiiO UTWS3, czyli zestaw zawiera:

  • etui ładujące;
  • kabel USB-A > USB-C (długość 15 cm);
  • instrukcję obsługi i dokumentację.

Konstrukcja

Projektując UTWS5 wykorzystano konstrukcję modelu UTWS3. Szkoda, że nowość nie została zminiaturyzowana, ale byłoby to najpewniej trudne, zważywszy na zastosowanie zaawansowanego układu i sporych akumulatorów. W efekcie UTWS5 to ponownie matowoczarne moduły, dostępne w dwóch wariantach – z wtyczkami MMCX oraz 2-pin 0,78 mm. Widoczne są jednak pewne zmiany wizualne, bo tym razem loga na obudowach są złote, a szare logo na etui zastąpiono metalicznym znaczkiem, wpuszczonym w pokrywę.

Oba moduły wyglądają identycznie. Wyposażono je w płaskie i okrągłe przyciski, podwójne maskownice z mikrofonami oraz potrójne styki ładujące. W obrębie tylnych maskownic można dostrzec także delikatne, białe diody. Z kolei od wewnętrznej strony wytłoczono niewielkie oznaczenia kanałów. Te ostatnie są jednak słabo widoczne, więc lepszym wskaźnikiem są pierścienie wokół wtyczek MMCX, czyli czerwony z prawej strony i niebieski z lewej. Zausznice ponownie ogumowano, są one częściowo giętkie i gładkie w dotyku.

Etui znów wykonano z tworzywa sztucznego (spód) oraz aluminium (pokrywa). Na froncie można zauważyć wcięcie ułatwiające podważenie, poniżej którego umieszczono trzy diody – dwie mniejsze i jedna podłużna pomiędzy nimi. Z kolei z tyłu jest tylko złącze USB-C, które zastosowano także w poprzedniku. Wewnątrz także nie widać zmian – są tam głębokie foremki na słuchawki oraz adaptery, sprężynowe złącza typu pogo-pin oraz pojedynczy przycisk służący do uruchamiania parowania. Wieczko od spodu ponownie wyklejono warstwą pianki.

Jakość wykonania nie uległa poprawie, czyli znów jest „tylko” dobra. Etui jest masywne oraz sztywne – zawias pokrywy pracuje gładko i nie ma jakichkolwiek luzów, a magnesy są optymalne. Z kolei lepsze mogło być spasowanie samych słuchawek, bo szczeliny są widoczne, a na ogumowanych zausznicach łatwo zauważyć zgrzew. Same tworzywa są jednak przyjemne w dotyku i pozbawione skaz.

Ergonomia

Konstrukcja jest znana z poprzednika, więc po szczegóły na temat ergonomii zapraszam do testu dedykowanego modelowi UTWS3. Poniżej zawarłem jedynie skrótowe wrażenia odnośnie UTWS5 i jego specyfiki w aspekcie ergonomii.

Znów mamy do czynienia z dość masywnymi modułami, które przypominają trochę aparaty słuchowe. Nie są one ciężkie, mogą lekko odstawać ponad małżowinami usznymi lub drgać w trakcie chodzenia, ale i tak sprawdzają się nieźle. Adaptery trzymają się swojego miejsca, a zausznice można lekko dogiąć w miarę potrzeby. Nie ma mowy o komforcie rodem ze zwykłych słuchawek TWS, ale UTWS5 to jednak produkt audiofilski, gdzie priorytet ma brzmienie, a pewne kompromisy użytkowe są tolerowane.

Podobnie sprawa ma się z etui, które jest znacznie większe od tych stosowanych w słuchawkach TWS – to kilkakrotność pudełka ładującego z Sony WF-1000XM4. To jednak zrozumiałe, bo wewnątrz muszą zmieścić się nie tylko same adaptery, ale także duże dokanałówki typu OTE. Akcesorium nie zmieści się więc w ciasnej kieszeni spodni, ale nie zajmie wiele miejsca w plecaku czy torbie. Pudełko z łatwością się otwiera, a wyciąganie czy odkładanie słuchawek z adapterami nie stanowi problemu. Może się jednak zdarzyć, że większe słuchawki trzeba będzie odpowiednio ułożyć, uprzednio okręcić we wtyczkach, by zamknąć wieczko.

Użytkowanie

„Pod maską” zaszło sporo zmian, które nie są rewolucyjne, ale bez wątpienia można mówić o progresie. W dużej mierze wynikają one z zastosowania nowszego interfejsu Bluetooth 5.2 (Qualcomm QCC5141 zamiast ACC3020), ale FiiO także postarało się lekko odświeżyć konstrukcję, przybliżyć możliwości do nowoczesnych słuchawek TWS. Poniżej skupiłem się na nowościach, więcej o stronie użytkowej ująłem w teście UTWS3.

Co przynosi nowy układ Bluetooth? W miejscu technologii Qualcomm TWS+ jest TWS Mirroring, czyli tym razem ze smartfonem nie łączą się oddzielnie oba adaptery, a jeden z nich. W efekcie na smartfonie UTWS5 figuruje jako pojedyncze urządzenie, gdy UTWS3 był rozpoznawany jako dwa, bo ze smartfonem łączyły się oddzielnie oba moduły. Brzmi to jak regres, bo tak przecież działały pierwsze słuchawki TWS, ale tym razem każdy moduł może być aktywny i to on synchronizuje się bez opóźnień z drugim modułem. W praktyce działa to bez zarzutu – nie zauważyłem żadnych problemów ze stabilnością sygnału, oba moduły były ze sobą perfekcyjnie zsynchronizowane.

Ponadto nowy układ QCC5141 obsługuje nie tylko kodeki AAC i aptX, ale także aptX Adaptive, który nie był dostępny w UTWS3. Ten ostatni kodek dostosowuje transmisję do sytuacji, balansuje pomiędzy jakością dźwięku a opóźnieniami. Zatem w filmach nie występuje desynchronizacja obraz-dźwięk, a w trakcie słuchania muzyki faworyzowany jest bitrate (do 420 kb/s). Oczywiście kodek aptX Adaptive musi być obsługiwany także przez smartfona, co nie jest pewne. W teorii obsługują go wszystkie nowe układy Qualcomm Snapdragon, ale w praktyce zależy to od producenta telefonu. Dla przykładu kodeka aptX Adaptive nie wspierają smartfony Google’a czy Samsunga, nawet te ze Snapdragonami (np. Google Pixel 4a 5G czy Samsung Galaxy S21 FE).

Etui od zewnątrz wygląda niemal identycznie, ale wewnątrz także zaszła pewna zmiana. Otóż w spód etui wbudowano cewkę indukcyjną, więc jego akumulator można tym razem ładować nie tylko za pomocą USB-C, ale także na ładowarkach bezprzewodowych w standardzie Qi (maks. 5 W). Tę technologię wspiera coraz więcej słuchawek TWS, nawet tańsze modele (np. Creative Oultier Air V3), więc to jak najbardziej mile widziana nowość. Przyznaję, że nie przepadam za ładowaniem indukcyjnym w przypadku smartfonów, ale etui słuchawek TWS chętnie odkładam na ładowarkę indukcyjną. Tak samo było z UTWS5 – również wolałem korzystać z ładowarki zbliżeniowej zamiast kabla.

FiiO podaje, że jeśli korzystamy z kodeka AAC, to adaptery wytrzymają do 8 godzin odtwarzania muzyki jednorazowo oraz łącznie 30 godzin, bo etui doładuje je jeszcze 3-4 razy. Trudno było mi to sprawdzić, ponieważ w trakcie testów korzystałem z wielu modeli słuchawek o różnej impedancji i skuteczności, jak i różnych kodeków. Niemniej adaptery ani razu nie rozładowały się niespodziewanie, mogłem korzystać z nich swobodnie przez wiele dni. Podoba mi się precyzyjny wskaźnik naładowania słuchawek – w systemie Android czy aplikacji FiiO Control jest on wyświetlany z dokładnością co do procenta. Z kolei dioda na etui zaświeci się na czerwono, gdy poziom banku energii spadnie do 20%.

Aplikacja na smartfona

FiiO UTWS5 można skonfigurować w aplikacji FiiO Control, która działa stabilniej niż kiedyś, ale nadal nie zachwyca interfejsem i możliwościami. Właściwie funkcji… ubyło, bo producent zrezygnował z korektora dźwięku. To jednak mała strata, bo w przypadku UTWS3 i tak nie było możliwe utworzenie własnej konfiguracji, do dyspozycji były tylko gotowe i mało uniwersalne profile. Niemniej szkoda, że adaptera nie można swobodnie przestrajać, bo potrafi to wiele modeli słuchawek TWS, zarówno tańszych, jak i droższych. Nie wiem jednak co przyniosą aktualizację oprogramowania układowego, być może korektor w przyszłości ponownie zawita do aplikacji.

Główny ekran wyświetla stan naładowania adapterów, pozwala ograniczyć ładowanie do 85% w celu wydłużenia żywotności akumulatorów, jak i przeprogramować przyciski. Do dyspozycji są znów trzy scenariusze użytkowe, a w obrębie każdego sekwencje kliknięć wywołują inne funkcje. Początkowo korzystałem z drugiej opcji, która pozwala na ściszanie pojedynczymi kliknięciami lewego modułu i zwiększanie głośności za pomocą prawego. Jednak szybko okazało się, że klikania jest trochę za dużo, więc wróciłem do wariantu pierwszego, by regulować głośność przytrzymywaniem klawiszy. Skala jest gęsta, a regulacja stopniowa, co pozwoliło precyzyjnie ustawiać moc.

W zakładce „Audio” dostosujemy balans kanałów, głośność urządzenia, powiadomień czy rozmów telefonicznych, jak i wybierzemy filtr dolnoprzepustowy. Do dyspozycji są cztery filtry cyfrowe (sharp roll-off, slow roll-off, short delay sharp roll-off oraz short delay slow roll-off), które zostały wbudowane w przetwornik AKM. Z kolei w ustawieniach zresetujemy urządzenie, zaktualizujemy oprogramowanie układowe czy zmienimy nazwę urządzenia. Praktycznym dodatkiem jest także wbudowana instrukcja obsługi, do której zawsze mamy dostęp.

Specyfikacja

  • interfejs: Bluetooth 5.2 z Qualcomm True Wireless Mirroring (Qualcomm QCC5141)
  • obsługa kodeków: SBC, AAC, aptX i aptX Adaptive
  • układ DAC/AMP: AKM AK4332
  • złącza: MMCX lub 2-pin 0,78 mm
  • mikrofony: podwójne
  • regulacja głośności: 32-stopniowa
  • moc: 54 mW @ 16 Ω; 33 mW @ 32 Ω
  • obsługa słuchawek: 16-100 Ω
  • impedancja wyjściowa: 0,4 Ω
  • THD+N: <0,002%
  • SNR: 109 dB
  • separacja kanałów: 86 dB
  • czas działania: do 8 godzin jednorazowo, do 30 godzin łącznie (z kodekiem AAC)
  • funkcje: aplikacja FiiO Control, odporność na zachlapania IPX4, obsługa rozmów
  • masa: 8,3 g (pojedynczy moduł); 106 g (etui)

Brzmienie

  • Słuchawki: Campfire Audio Ara, Dorado 2020 i Solaris 2020, FiiO FA7s, FA9, FD3, FD5, FD7, FH3, FH5S i FH9, Meze Rai Solo, IKKO Gems OH1S, ddHiFi Janus 2, Sony WF-1000XM4, Technics EAH-AZ60, HiFiMAN TWS800, Custom Art Go One
  • Źródła: FiiO M17 i M11 Plus ESS, BTA30 Pro, Realme GT Neo 2 (aptX Adaptive)

W trakcie testów korzystałem głównie ze smartfona Realme GT Neo 2 ze względu na bezproblemowe wsparcia dla kodeka aptX Adaptive. Ulepszenia dźwięku Dolby Atmos były oczywiście wyłączone.

FiiO UTWS5 – sygnatura dźwiękowa
FiiO UTWS5 brzmi świetnie – jest naturalnie zrównoważony, czyli lekko ciepły, ale nie ścina góry, nie maskuje wyższej średnicy, jak i nie spłyca subbasu. Słychać pewną gładkość i miękkość, charakterystyczną dla układów Asahi Kasei Microdevices, ale to jak najbardziej zaleta. Dzięki temu brzmienie jest muzykalne, przyjemne w odbiorze, ale nadal na wysokim poziomie technicznym. Moim zdaniem strojenie jest uniwersalne, UTWS5 powinien zgrać się z przeróżnymi słuchawkami. O tym jednak za chwilę.

W trakcie odsłuchów nie stwierdziłem problemów z niskimi tonami. Mam wrażenie, że w średnim zakresie jest pewien akcent, słychać nieznaczne ocieplenie, ale nie ma ubytku w subbasie czy wyższym zakresie dołu. Jeśli słuchawki reprodukują najniższe zakresy, to nie powinno ich brakować z UTWS5. Bas jest też przyzwoicie zróżnicowany, brzmi dynamicznie i z kontrolą, ale priorytet ma raczej satysfakcja z muzyki. Dźwięk nie jest szkicowy, techniczny czy laboratoryjny, a dość miękki, gładki i przystępny. Dobrze słuchało mi się zarówno gitar basowych, kontrabasu, fortepianu, syntezatorów czy cyfrowych sampli.

W paśmie średnim nie ma niespodzianek – także słychać gładkość i ciepło niższej średnicy. Jednak wyższy zakres pasma nie został uszczuplony, dlatego brzmienie jest nadal bezpośrednie, a dźwięk zarysowany i wyrazisty. Nie ma mowy o zamuleniu, przesadnym złagodzeniu pasma – muzyka rozbrzmiewa nadal wyraziście, konturowo i precyzyjnie. Pasmo jest ogólnie bliskie, ale uniwersalne – w muzyce opartej na żywych instrumentach są one z przodu, a elektronika brzmi bardziej syntetycznie. Rozdzielczość dźwięku w pełni mnie satysfakcjonowała, a szczegółów nie brakowało.

Góra pasuje do reszty – jest swobodna, klarowna, ale nie wyostrzona. UTWS5 nie ma roll-offu w najwyższych rejestrach, ale nie podbija sopranu względem basu czy średnicy. Pasmo jest kontrolowane, selektywne i wzorowo doświetla pozostałe zakresy, więc nie słychać dystansu czy woalu. Uważam, że przekaz nie jest agresywny czy natarczywy, ale ani przez chwilę nie brakowało mi wysokich tonów. Sopran nie brzmi też cyfrowo, ale nie jest jeszcze idealnie naturalny, co jest jednak typowe dla urządzeń z Bluetooth. Niemniej uważam, że „cyfrowy nalot” nie daje się we znaki.

Scena dźwiękowa ma optymalne wymiary, ale jest przede wszystkim szeroka. Kanały są mocno odseparowane, ale nie ma jeszcze wrażenia, jakby moduły brzmiały zupełnie oddzielnie – scena nie jest rozerwana pośrodku. Dobre wrażenie robi też głębia, bo sporo dzieje się na płaszczyźnie przód-tył, a nie stwierdziłem problemów z wysokością przestrzeni, bo zapełniany jest zarówno obszar poniżej, jak i powyżej linii uszu. Cieszy mnie to, bo wiele słuchawek Bluetooth ma z tym problemy, często sceny dźwiękowe w słuchawkach TWS są płaskie jak naleśnik, a więc mało zróżnicowane w pionie. Nie zawiodłem się także separacją instrumentów, wokół których jest sporo powietrza.

FiiO UTWS5 – porównanie z UTWS3 i innymi adapterami
FiiO UTWS5 kontynuuje założenia poprzednika, bo UTWS3 również brzmi w miarę naturalnie i muzykalnie, ale nadal nie rozczarowuje „technikaliami”. Różnice jednak słychać, bo UTWS5 brzmi przestrzenniej i bardziej gładko. W bezpośrednim porównaniu UTWS3 nie generuje tak szerokiej sceny, brzmi ciaśniej i nie rozciąga muzyki tak bardzo na boki, jak UTWS5. Okazuje się jednak, że UTWS3 jest klarowniejszy i mocniej zarysowuje wyższą średnicę, brzmi bardziej konturowo i twardziej, co może się podobać. Z kolei UTWS5 mocniej nasyca dźwięk, który w UTWS3 wydaje się być lekko wyblakły.

Moim zdaniem nastąpił progres – UTWS5 generuje wyraźnie większą scenę, brzmi barwniej, a do tego pełniej w niskich tonach, co jest jednak efektem spokojniejszej wyższej średnicy. Z drugiej strony UTWS3 nie jest zupełnie deklasowany. W trakcie porównań brakowało mi tej stereofonii nowego modelu, ale bardziej zarysowany, klarowniejszy dźwięk UTWS3 nadal mnie przekonywał. Dzięki temu UTWS3 nadaje się trochę lepiej do rozkładania muzyki na czynniki pierwsze, bo brzmi bardziej wyraziście w wyższej średnicy i sopranie. Natomiast UTWS5 jest w tych zakresach łagodniejszy, ale dzięki temu sprawia więcej przyjemności z muzyki.

A jak UTWS5 wypada w porównaniu do BTR5 (2021)? Od razu słychać „Velvet Sound” w dźwięku UTWS5, bo BTR5 brzmi klarowniej, a wręcz ostrzej i bardziej neutralnie. Moim zdaniem BTR5 w najnowszej rewizji przechyla się w stronę analityczną, jest mniej muzykalny, a tym samym bardziej wybiórczy – wymaga synergii, bo niektóre słuchawki mogą brzmieć za ostro. W efekcie UTWS5 brzmi zdecydowanie bardziej muzykalnie, cieplej, gładziej i masywniej. Oba urządzenia oscylują wokół równowagi, ale UTWS5 tej muzykalnej, a BTR5 (2021) neutralnej. Muszę przyznać, że aktualnie wolę dźwięk UTWS5, który wydaje się być przestrzenniejszym i bardziej rozdzielczym modelem BTR3K.

Z kolei Qudelix-5K w oryginalnej wersji brzmi bardziej naturalnie i „klasycznie” od UTWS5. Również ma ciepłą barwę, ale jego średnica nie jest tak gładka, a mocniej zarysowana i bliższa. UTWS5 brzmi przy nim trochę bardziej cyfrowo, lekko koloryzuje i zmiękcza przekaz. Moim zdaniem Qudelix jest lepszy technicznie, a nadal brzmi muzykalnie i przestrzennie. Z kolei UTWS5 brzmi bardziej nowocześnie i relaksująco.

FiiO UTWS5 – synergia ze słuchawkami
Przetestowałem słuchawki z czternastoma modelami dokanałówek, które wypisałem wcześniej. Planowałem opisać wszystkie konfiguracje, ale zrezygnowałem – UTWS5 zgrał się z praktycznie każdymi dokanałówkami. Jeśli brzmienie mi nie pasowało, to nie wynikało to z braków UTWS5, a raczej specyfiki samych słuchawek. Dla przykładu IKKO Gems OH1s były za jasne i trochę za chude, ale dokładnie taka jest ich charakterystyka. W takich przypadkach pomaga zmiana filtra cyfrowego w aplikacji na wariant „slow”, co trochę łagodzi dźwięk. Jednak UTWS5 jest na tyle zrównoważony i ciągle charakteryzuje go klarowny przekaz góry, że raczej nie uratuje wyjątkowo jasnych słuchawek. Pewna synergia jest zatem wskazana.

Byłem pod wrażeniem zgrania zarówno z podstawowymi modelami, jak i tymi topowymi. Nie, Campfire Audio Solaris 2020, Ara czy FiiO FH9 nie pokazały pełni możliwości, ale i tak mnie satysfakcjonowały. Zaskoczyło mnie też połączenie z FiiO FD7, bo to ciepłe, gładko brzmiące słuchawki, a więc ich sygnatura niejako dubluje się z UTWS5, niemniej świetnie słuchało mi się takiego zestawu. Znakomicie zabrzmiały także FH5s czy Meze Rai Solo – oba modele brzmiały zgodnie ze swoim charakterem. Szczególnie często korzystałem z FH5s, bo słuchawkom przypasował przekaz UTWS5 – góra była mocna, ale nieźle kontrolowana i trzymana w ryzach. Wolałem brzmienie FH5s z UTWS5 niż z konfiguracji z odtwarzaczami, bo uważam, że fabryczny kabel niezbyt pasuje do tych słuchawek.

Do gustu przypadły mi jeszcze dwie konfiguracje, czyli z FiiO FD3FH3. Te pierwsze słuchawki zaoferowały gładszy, cieplejszy i masywniejszy dźwięk; drugie brzmiały podobnie, ale z mocniejszym zarysowaniem góry i wyższej średnicy. Miałem wręcz wrażenie, że UTWS5 został stworzony do tych słuchawek lub też modeli tego typu. Dlaczego? Otóż UTWS5 razem z FD3 czy FH3 są niewiele droższe od topowych TWS-ów w stylu Sony WF-1000XM4 lub Technics EAH-AZ60. Moim zdaniem konfiguracje z UTWS5 oferowały brzmienie lepsze dla wymagających melomanów: bardziej naturalne, precyzyjne i barwne. Przy nich WF-1000XM4 brzmiały trochę za ciemno i za gęsto, a EAH-AZ60 wydawały się sztuczne i oddalone w średnicy.

Podsumowanie

FiiO UTWS5 nie jest produktem rewolucyjnym. Producent wykorzystał konstrukcję modelu UTWS3, którą odróżnił złotymi ozdobami. Skupiono się na zmianach układu, zarówno Bluetooth, jak i przetwornika cyfrowo-analogowego. Przyniosło to obsługę kodeka aptX Adaptive, jak i powiększenie sceny oraz ubarwienie i wygładzenie dźwięku. Do gustu przypadło mi także ładowanie indukcyjne, którego nie ma starszy model.

Nadal nie ma mowy o ergonomii i stronie użytkowej rodem ze słuchawek TWS – FiiO UTWS5 to jednak większe, masywniejsze urządzenie, które nie daje takich możliwości, jak dokanałówki True Wireless Stereo z wyższej półki. Szkoda też, że w aplikacji zabrakło korektora, a adapter nie obsługuje kodeka LDAC. Ten ostatni brak to jednak sprawka Qualcomma.

FiiO UTWS5 został wyceniony na 690 zł, czyli jest dość drogi, bo poprzednik kosztuje aktualnie około 400 zł. Jeśli lubimy najnowsze rozwiązania, zależy nam na gładszym, bardziej przestrzennym i muzykalnym dźwięku, to warto sięgnąć po UTWS5. Jeśli jednak nie potrzebujemy tak szerokiej sceny dźwiękowej, a kodek aptX Adaptive nie jest koniecznością, zakup modelu UTWS3 będzie bardziej opłacalny. Gdybym miał zignorować cenę, wybrałbym UTWS5. W innym przypadku byłbym zadowolony z „trójki”.

Zalety:
+ uniwersalne wzornictwo
+ solidne etui ładujące
+ intuicyjna obsługa
+ stabilne działanie
+ ładowanie bezprzewodowe w standardzie Qi
+ Bluetooth 5.2 z obsługą kodeka aptX Adaptive
+ aplikacja FiiO Control
+ wydajne akumulatory
+ ciepłe, muzykalne i klarowne brzmienie
+ szeroka scena dźwiękowa

Wady:
– pewne braki ergonomiczne i użytkowe
– brak korektora dźwięku

Sprzęt dostarczył:

fiio

SPRAWDŹ AKTUALNE CENY NA CENEO.PL

REKLAMA
hifiman

10 KOMENTARZE

  1. Ciekaw byłem tej wersji, jako posiadacz tws3 zastanawiałem sie jakie będą zmiany, i wygląda że zmiany są dla mnie na plus, jednak bardziej muzykalne granie lepiej sprawdza się w sytuacjach nie stricte odlsuchowych. Z własnych obserwacji dodam że sygnatura i jakość dźwięku zależą też od źródła, jest znacza różnica czy będzie to telefon czy odtwarzacz. Sam sposób przetwarzania dźwięku przenosi się przez komunikację BT, ten sam kodek aptx, znacznie lepiej brzmi UTWS3 sparowany z odtwarzaczem Norma SR25 niż podłączony do telefonu. Podobnie jest z ATH CK3TW znacznie lepiej grają z tym odtwarzaczem. Sprawdzałem też zestaw Fiio M11 Plus EES z B&W PX7 jest istotna poprawa w stosunki do telefonu dzwieku jest więcej, ma większą przestrzeń dół jest większy i lepszy. Takie są moje obserwacje odnośnie komunikacji bt, niestety telefony generują zaobkony wyprany i skompresowany w scenie dziwek z ostrą i szeleszcząca gorą.
    Dzięki za test
    Pozdrowienia

    • Tak, jak zwykle świeżo po publikacji testu pojawiło się nowe oprogramowanie układowe z dodatkowymi funkcjami 🙂 Sprawdziłem Ambient Sound Mode jakiś czas temu i muszę przyznać, że jest lepszy, niż myślałem. Mikrofony bardzo dobrze nagłaśniają otoczenie i można regulować intensywność nasłuchu. Szkoda tylko, że tryb trzeba aktywować w aplikacji, nie można tego dokonać przyciskami.

    • Również czuję kodekowy niedosyt, ale to już sprawka Qualcomma, bo układ QCC5141 nie wspiera aptX-a HD czy LDAC-a. Qualcomm musiałby się dogadać z Sony, co jest raczej mało prawdopodobne.

  2. Mam nadzieję, że LC3 zostanie jak najszybciej udostępniony i od kolejnej wersji BT zastąpi SBC, bo powoli z tymi autorskimi kodekami zaczyna się śmietnik licencyjny robić. Potrzebujemy standaryzacji w tym temacie… :/

  3. Rewelacyjne zgranie z fiio FH5S i ifh3 a także fh5. Szczególnie cieszy mnie że FH5S są znacznie lagodniejsze w odbiorze i barwą zbliżają się do Fh9.
    Wreszcie wyższa srednica nie jest sucha i natarczywa. Moje wrażenia pokrywają się z autorem testu, za który serdecznie dziękuję.

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj