Qudelix-5K to nowy, zbalansowany adapter bezprzewodowy. Bazuje na podwójnej kostce Sabre ES9218P, ma zaawansowany układ Bluetooth Qualcomm QCC5124 i obsługuje multum kodeków. Jak brzmi i co potrafi w porównaniu do EarStudio ES100 czy FiiO BTR5?

Qudelix to nowy gracz na rynku audio, a model 5K to pierwszy produkt południowokoreańskiego producenta, który jednak nie wziął się znikąd. Za projekt odpowiada współzałożyciel i główny inżynier marki Radsone, znanej ze świetnego adaptera ES100, który miałem okazję przetestować i docenić. Jakiś czas temu drogi inicjatorów marki Radsone się rozeszły, wskutek czego powstały firmy EarStudio oraz właśnie Qudelix. Przetestowałem już dzieło tego pierwszego producenta, czyli świetny, miniaturowy DAC/AMP HUD100, a teraz przyszła pora na sprawdzenie debiutu Qudelixa.

REKLAMA
fiio

Wygląda na to, że EarStudio pozostało wierne rozwiązaniom Asahi Kasei Microdevices, a Qudelix postawił na ESS Technology. W przeciwieństwie do ES100 czy HUD100, adapter Qudelix-5K posiada dwie kości ES9218P, które zastosowało też FiiO w modelu BTR5. Wykorzystano jednak nowszy, dwurdzeniowy układ Bluetooth od Qualcomma, który obsługuje także kodek aptX Adaptive. Producent obiecuje dużo mocy, czysty sygnał, funkcjonalną aplikację i świetne brzmienie. Zestawiłem Qudelix-a z ES100, BTR3K, BTR5 oraz Oriolusem 1795, by przekonać się co potrafi.

Wyposażenie

Producent punktuje za ekologiczne opakowanie, czyli małe pudełko z szarego kartonu. Wewnątrz, oprócz samego urządzenia, znajdziemy dwa, krótkie kabelki – z wtyczką USB typu A oraz typu C, a także z dwiema wtyczkami USB typu C. Nie ma co liczyć na aluminiowe wtyczki czy dodatkowe oploty, ale kable mają smukłe wtyczki, gładkie izolacje i wyglądają solidnie. Samą obecność przewodu z dwiema wtyczkami USB typu C należy uznać za duży plus.

Konstrukcja

Qudelix wygląda minimalistycznie – to matowoczarny prostopadłościan z dodatkowym klipsem z tyłu. Urządzenie jest kanciaste i prezentuje się bardziej surowo od wspominanych modeli BTR5 czy ES100. Mnie efekt przypadł do gustu. Wprawdzie urządzenie nie wygląda tak efektownie, jak szklano-aluminiowy BTR5, ale w prostocie siła – Qudelix-5K jest bardziej dyskretny.

Na froncie nie ma wyświetlacza czy diod, a na bokach są jedynie odstające i podświetlone przyciski, które są podwójne, ale mają wspólne pokrywki. Klawisze na prawej stronie rozświetla niebieska dioda, a na lewej czerwona. Szczyt to miejsce na dwa wyjścia analogowe, czyli 2,5 mm oraz 3,5 mm, ustawione jedno nad drugim. Obok nich jest także niewielki otwór z mikrofonem. Na spodzie jest natomiast samotne wyjście USB typu C, wpasowane między dwiema śrubkami Torx.

Z tyłu znajduje się tylko płaski klips, który jest aluminiowy i nie odstaje poza obręb adaptera. Można na nim dostrzec także dwie, niewielkie szczeliny oraz drobne nadruki z oznaczeniami. Klips jest wyposażony w dodatkowe ząbki i ma mocne sprężyny oraz podwójne zawiasy, które stawiają duży opór i pracują gładko.

Założenia konstrukcyjne są podobne do EarStudio ES100 – Qudelix jest także aluminiowo-plastikowy, obudowa jest z tworzywa sztucznego, a front oraz klips są metalowe. Spasowanie nie budzi zastrzeżeń, materiały są wysokiej jakości, a konstrukcja nie skrzypi. Uważam, że adapter jest wykonany solidniej od ES100, ale to jeszcze nie poziom FiiO BTR5.

Ergonomia i użytkowanie

Zabrakło szkła czy w pełni aluminiowej konstrukcji, ale przekłada się to na niską masę – urządzenie waży jedynie 25 g, jest więc znacznie lżejsze od BTR5, który ma 44 g bez klipsa i 56 g z klipsem. W efekcie gabarytowo Qudelix to konkurent raczej BTR3K i ES100, niż BTR5 lub tym bardziej Oriolusa 1795, który to waży aż 109 g. Obudowa Qudeliksa ma zbliżoną długość do pudełka zapałek i taką samą grubość, ale stanowi 3/4 jego szerokości. W efekcie Qudelix-5K to bez wątpienia kompaktowe urządzenie, które dałoby się też zawiesić na szyi. Szkoda więc, że w zestawie nie ma smyczki, ale na klipsie nie zabrakło otworów, które umożliwią montaż takowej.

Obsługa budzi pewne wątpliwości. Z jednej strony przyciski odstają mocniej, niż w ES100, a także klikają bardziej sprężyście i precyzyjnie. Z drugiej strony szkoda, że nie zostały one wydzielone lub nie są dłuższe. Czasami trudno trafić np. w ten górny klawisz, bo zdarzają się przypadkowe aktywacje dolnego przycisku. Zabrakło też jakichkolwiek oznaczeń, więc obsługę trzeba opanować “na pamięć”. To niby proste, ale nie do końca intuicyjne. Przyciski na lewej stronie odpowiadają jedynie za regulację głośności, która jest bardzo precyzyjna, oferuje multum poziomów z minimalnymi skokami mocy. Dolny przycisk na prawym boku to włącznik, który służy także do cofania utworów podwójnym kliknięciem. Górny prawy przycisk służy natomiast do parowania, zmiany utworów do przodu i kontroli rozmów.

Te ostatnie są dobrej jakości, ale budzą mieszane odczucia. Rozmówców słyszałem wzorowo, ale musiałem trzymać adapter blisko ust, by oni nie narzekali. Sytuację da się poprawić zwiększając czułość mikrofonu w aplikacji, wtedy już można rozmawiać dość swobodnie. Niestety w trakcie rozmów telefonicznych działa też nasłuch, czyli słyszymy również swój głos, co w teorii poprawia komfort konwersacji. Niestety mikrofon tym samym przechwytuje wszelkie szuranie i stukanie urządzenia, co lekko irytuje. W trakcie testów nie było możliwości wyłączenia funkcji sidetone, ale została ona wprowadzona w nowej wersji aplikacji.

Funkcjonalność

Możliwości są duże. Qudelix działa jako DAC USB, ma Bluetootha 5.0 i obsługuje kodeki: SBC, AAC, aptX, aptX HD, aptX Adaptive i LDAC. Uwagę zwraca wsparcie dla stosunkowo nowego i rzadkiego, adaptywnego kodeka od Qualcomma, który skaluje się w zależności do jakości odtwarzanego sygnału, czyli dostosowuje bitrate w celu oszczędzania energii. Co prawda kodek nie dorównuje jeszcze możliwościami do LDAC-a, a do tego wspiera go garstka smartfonów, ale trudno narzekać – to przyszłościowa opcja.

Czego brakuje? NFC i kodeka aptX Low Latency. Za tą pierwszą opcją nie będę tęsknił, bo rozwiązanie w adapterach Bluetooth przydaje się tak naprawdę rzadko. Drugi kodek wydaje się być nieodzowny, gdy chcemy oglądać filmy, bo zapobiega desynchronizacji obraz/dźwięk, ale okazało się, że opóźnienia były minimalne – za pomocą Qudeliksa dało się komfortowo oglądać np. YouTube’a.

Czas działania jest zarówno rewelacyjny, jak i… przeciętny. Wszystko zależy od tego, z jakiego korzystamy trybu (standard vs performance), wyjścia (2,5 vs 3,5 mm), wzmocnienia (normalne vs wysokie) oraz kodeka. Producent nie pozostawia miejsca na domysły, precyzyjnie rozpisując czas działania w zależności od konfiguracji. W najgorszym wypadku (LDAC 96 kHz, wyjście 2,5 mm, 4 V, tryb performance) można uzyskać niecałe 7 godzin, a w najlepszym (AAC, wyjście 3,5 mm, 1 V, tryb standard) osiągalne jest aż 20 godzin odtwarzania muzyki. Podczas testów korzystałem z najwyższych ustawień, więc uzyskiwałem wyniki bliskie pierwszemu przypadkowi. Można to łatwo sprawdzić, ponieważ w aplikacji nie brakuje statystyk z wykresem czasu działania.

Oprogramowanie

Pod względem oprogramowania producent idzie drogą wytyczoną przez Radsone – aplikacja jest również rozbudowana, daje dużą swobodę użytkownikowi, podobnie jak apka z modelu ES100. Opcji jest znacznie więcej niż w aplikacji FiiO Control, a oprogramowanie Qudeliksa działa tym samym stabilniej, mimo że jest w wersji beta. Nie mam zarzutów też odnośnie interfejsu, który jest dość intuicyjny i łatwo się w nim odnaleźć.

Nie miałem żadnych problemów z działaniem aplikacji w przypadku smartfona OnePlus 7 Pro – adapter był natychmiastowo wykrywany i działał bez zarzutu. Jednak niektórzy użytkownicy natrafili na pewne zgrzyty, więc efekty mogą być różne, zależne od systemu operacyjnego lub smartfona. Producent jednak cały czas dopracowuje oprogramowanie, w czasie testów zostały wydane dwie aktualizacje oprogramowania układowego adaptera oraz jedna aktualizacja aplikacji, więc zakładam, że wszystko zostanie dopieszczone.

Aplikacja dzieli konfigurację na pięć zakładek, do których skróty znajdują się w dolnej części ekranu. W obrębie nich znajdziemy także dodatkowe karty, które grupują poszczególne ustawienia. Do dyspozycji mamy:

  • Device (Device, Batt, Power, Misc, About);
  • Input (State, Codec, USB, Mic);
  • Volume (Main, Sub);
  • DAC/AMP (Mode, Filter);
  • Equalizer (Equalizer, Options).

W pierwszej zakładce znajdziemy skróty do wyzwalania parowania, wyłączania czy resetowania urządzenia, statystyki baterii z możliwością wyłączenia ładowania, opcje dotyczące automatycznego uruchamiania, blokowania przycisków, zachowania diod itp.

Zakładka Input pozwala natomiast sprawdzić statystyki połączenia, wybrać preferowane kodeki, próbkowanie w trybie DAC-a USB oraz ustawić podbicie mikrofonu, jak również włączyć obsługę mikrofonów wbudowanych w słuchawki.

W Volume znajdują się dwa suwaki z regulacjami głośności – oddzielną dla smartfona i adaptera, a także możliwość dostosowania balansu kanałów, głośności sygnałów dźwiękowych oraz limitu głośności.

W ustawieniach DAC/AMP wybierzemy tryb (standard i performance), podbicie (normalne i wysokie) oraz wskażemy preferowany filtr cyfrowy kostki ESS Sabre. Do wyboru jest łącznie osiem filtrów w różnych wariantach.

Ostatnia zakładka to dziesięciopasmowy i precyzyjny korektor, który obsługuje zakres od 31,5 Hz do 16 kHz, pozwala wybrać podbicie i działa także z kodekiem LDAC. Korektor zapisuje ustawienia w pamięci urządzenia, do działania nie wymaga więc korzystania z aplikacji. Brakuje tylko możliwości zapisywania różnych ustawień – aktualnie dostępny jest tylko jeden, globalny preset.

Specyfikacja

  • interfejs: Bluetooth 5.0
  • układ Bluetooth: Qualcomm QCC5124
  • przetwornik: 2x ESS Technology Sabre ES9218P
  • obsługa kodeków: SBC, AAC, aptX, aptX HD, aptX Adaptive, LDAC
  • próbkowanie USB DAC: 24 bit/96 kHz
  • mikrofon: MEMS z Qualcomm cVc
  • wyjścia: 2,5 mm (4 V rms) oraz 3,5 mm (2 V rms)
  • funkcje: aplikacja na smartfona, dwa tryby dźwięku, 10-pasmowy korektor, tryb DAC USB
  • akumulator: 500 mAh
  • czas pracy: 6-20 godzin
  • wymiary: 52 x 26,7 x 15,6 mm
  • masa: 25 g

Brzmienie

  • Słuchawki: Audeze LCD-2 (Double Helix Fusion Complement4), Dan Clark Audio Ether 1.1 (Forza AudioWorks HPC Mk2 i DUM), HiFiMAN Sundara, Sennheiser HD 6XX, Campfire Audio Solaris, Atlas i Andromeda, FiiO FA9 i FH7, IMR Acoustics R2 Red, Oriveti New Primacy, Aune E1, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO, TinHiFi P1, Meze Rai Solo
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila i Canary II, Burson Playmate Everest, FiiO Q5s (AM3E), FiiO BTR5 i BTR3K, EarStudio ES100 i HUD100, Oriolus BD20, BA20 i 1795
  • DAP: FiiO M15 i M11 Pro, Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX220 (AMP1 MKII) i DX200 (AMP1), OnePlus 7 Pro
  • Okablowanie: Forza AudioWorks Copper Series, Oriveti Affinity, FiiO LC-C, LC-D i LC-RE

Adapter został przetestowany z oprogramowaniem układowym w wersji 1.1.0. Korzystałem głównie z kodeka LDAC, wyjścia 2,5 mm i trybu performance. Pomiędzy trybami standard i performance nie ma dużej różnicy, ale za każdym razem miałem wrażenie szerszej sceny w tym drugim.

Qudelix-5K – brzmienie
Gdy dowiedziałem się, że za projektem Qudelix stoi osoba odpowiedzialna wcześniej za adapter Radsone ES100, nie martwiłem się o jakość brzmienia. Słychać, że Qudelix-5K to nie wypadek przy pracy, lecz skrupulatnie zaprojektowany sprzęt oferujący znacznie większe możliwości, niż wskazywałyby niepoważne gabaryty. Jednocześnie dźwięk jest inny od ES100, BTR3K czy BTR5, ale do tego ostatniego jest opisywanemu Qudeliksowi najbliżej, co nie jest przypadkiem, bo oba adaptery bazują na tych samych kostkach ESS Technology. Nie jest to jednak typowe granie w stylu Sabre, producent stworzył pewną wypadkową z dźwiękiem AKM. Można spodziewać się więc zrównoważonego, neutralnego tonalnie brzmienia, które jest jednocześnie muzykalne i dość naturalne. Rozdzielczość jest wysoka, podobnie jak dynamika, a i przestrzeń nie rozczarowuje.

Bas jest zrównoważony, żaden podzakres nie wydaje się wybijać. Gdy trzeba dół osiąga tłusty subbas, masywny średni bas i lekki oraz punktowy wyższy bas. Jednocześnie słychać, że niskie tony są kontrolowane, wręcz trzymane w ryzach, prezentowane w sposób konturowy, twardy i precyzyjny, a przy tym kontrastowo różnicowane pod względem faktury. Qudelix nie ogranicza możliwości słuchawek – atak jest energiczny, a wygasanie szybkie, więc można liczyć na granie „w punkt”, rytmiczne i angażujące. Nie uświadczymy jednak napompowania basu – adapter nie wzmaga niskich tonów, nie podbija i nie barwi dołu, brzmi raczej dość technicznie. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by go przestroić w aplikacji – korektor pozwala spotęgować bas i to bez specjalnych strat jakościowych.

Średnica jest blisko. Qudelix nie V-kuje, ale prezentuje średnie neutralnie, wręcz liniowo. Niska średnica nie jest podkreślona, nie brakuje w niej naturalnego ciepła i wypełnienia. Wyższa średnica nie jest wyostrzona, ale nie została też ścięta, więc dźwięk jest bezpośredni, zarysowany i wyrazisty. Qudelix nie brzmi gładko czy miękko, nie rozmywa przekazu, raczej mocno go zarysowuje. Lubię taki przekaz, o czym nieraz wspominałem – wolę wysoką rozdzielczość, twardy kontur od mdłego i rozmytego brzmienia. Nie trzeba się jednak martwić o braki w muzykalności, bo Qudelix jest nadal transparentny – to od słuchawek będzie zależał ostateczny efekt. Mnie nie brakowało barw, ciepła czy nasycenia. Qudelix nie jest typowym, krystalicznie lub wręcz chłodno brzmiącym Sabre. Nie jest skrajnie analityczny, nadal potrafi zabrzmieć muzykalnie i tym samym naturalnie. Moim zdaniem nie słychać też sztuczności, cyfrowego nalotu interfejsu Bluetooth.

Tyczy się to także wysokich tonów: klarownych, rozciągniętych, ale nie wyostrzonych. Słychać, że najwyższe oktawy nie są wzmocnione. Góra jest więc osadzona w wyższej średnicy, nie jest od niej oderwana, dzięki czemu brzmienie pozostaje bardziej naturalne. Dla przykładu talerze perkusyjne nie brzmią sterylnie, nie sprawiają wrażenia maksymalnie krystalicznych, więc potrafią zabrzmieć jak na blachę przystało: dźwięcznie i metalicznie, a nie cyfrowo. Nie znika piaszczystość czy ziarnistość starszych nagrań, dźwięk nie sprawia wrażenia dodatkowo obrobionego przez adapter, co także potęguje efekt naturalności. Do wysokich tonów można przypisać te same określenia, co do basu, czyli kontrolę, precyzję i zarysowanie. Nic się nie zlewa ani nie syczy.

Scena jest elipsoidalna – prym wiedzie szerokość, ale nie słychać braków w głębokości czy wysokości. To efekt mocnej separacji kanałów, pozytywny wpływ zbalansowanego układu. Jeśli jednak granie mocno na lewo i prawo nam nie pasuje, to standardowy tryb dźwięku wydaje się brzmieć bardziej w centrum, mocniej syntezować kanały niż w trybie Performance. Dużo dzieje się także w płaszczyźnie przód-tył, jak i góra-dół, więc holografia jest bardzo dobra – instrumenty są eksponowane w różnych punktach, a multi-armaturowe doki czy hybrydy nie wydają się być ograniczane pod kątem przestrzeni. Pierwszy plan jest nadal blisko, granie jest warstwowe – instrumenty wiodące są bezpośrednie, a dźwięki tła oddalone. Nic się ze sobą nie zlewało, a nie brakowało mi również napowietrzenia z przeróżnymi słuchawkami.

Qudelix-5K vs FiiO BTR5, BTR3K, EarStudio ES100 i Oriolus 1795
FiiO BTR5 brzmi bardzo podobnie do modelu 5K, ale nie identycznie. Słychać, że oba urządzenia bazują na tej samej kostce, w obu przypadkach dźwięk jest neutralny, przestrzenny i bezpośredni. BTR5 wydaje się jednak mocniej akcentować skraje pasma – basu i góry jest jakby trochę więcej, sprawiają wrażenie bardziej rozciągniętych. Z tego powodu Qudelix-5K stawia bliżej średnicę, a tym samym mocniej zarysowuje dźwięk. Dla porównania BTR5 brzmi trochę bardziej gładko i miękko, a Qudelix twardziej i konturowo. Obu adapterów słucha mi się świetnie, oba reprezentują bardzo wysoki poziom. Wybór to zatem kwestia gustu – ja skłaniam się ku brzmieniu Qudeliksa, który jest mniejszy, 50 zł tańszy i bardziej precyzyjny. Nie przekreślam jednak modelu BTR5, który kusi ekranem, szklano-aluminiową konstrukcją i trochę efektowniejszym brzmieniem basu i sopranu.

W dźwięku FiiO BTR3K skraje pasma są podobne, tony średnie są także bliskie, ale słychać więcej gładkości i ciepła, bardziej muzykalną sygnaturę. Innymi słowy, nie ma wątpliwości, że BTR3K bazuje na kostkach AKM a Qudelix-5K na Sabre. Moim zdaniem Qudelix jest wyraźnie lepszy technicznie, brzmi bardziej przestrzennie (mocniejsza separacja kanałów i napowietrzenie), twardziej (wyrazistszy kontur) i oferuje więcej detali (mocne zróżnicowanie faktury instrumentów). Uważam, że BTR3K to także wysoki poziom, ale wyższa cena Qudelixa jest usprawiedliwiona – to lepszy adapter dla osób wymagających.

Konfrontacja z EarStudio ES100 jest arcyciekawa. Moim zdaniem Qudelix-5K stanowi pewne rozwinięcie modelu ES100. Nie, nie jest to kontynuacja sygnatury ES100, bo nowy adapter brzmi bardziej technicznie, jaśniej, mniej miękko, nie tak gładko i analogowo, jak urządzenie EarStudio. To jednak pewien krok naprzód pod względem jakościowym – dźwięk jest bardziej zarysowany, lepiej kontrolowany i przestrzenniejszy. Moim zdaniem separacja kanałów w Qudeliksie jest także bardziej kontrastowa, 5K brzmi szerzej od ES100, a tym samym słychać więcej powietrza i mocniejszą separację instrumentów. Jeśli jednak wolimy cieplejszy dźwięk i bardziej muzykalny przekaz, to ES100 może wyjść na prowadzenie. Ja wybieram model Qudelix-5K, który moim zdaniem wygrywa pod względem technicznym, a przy tym także potrafi brzmieć muzykalnie. ES100 wydawał mi się obok niego trochę zbyt miękki w brzmieniu, troszkę za ciepły i mniej rozdzielczy.

Na koniec zestawiłem Qudeliksa z Oriolusem 1795, adapterem dwukrotnie droższym od niego i prawie… czterokrotnie większym. Uważam, że Oriolus 1795 nie spadł z podium – oferuje brzmienie dużego formatu, bardziej przestrzenne i stereofoniczne, z trochę większym dystansem do pierwszego planu, które jest bardziej muzykalne, ale bez strat w rozdzielczości. Oriolus 1795 stanowi pewną wypadkową dźwięku modeli BTR5 i Qudelix-5K oraz ES100. To sprzęt świetny technicznie i nadal zrównoważony, ale tym samym niezwykle muzykalny. Moim zdaniem 1795 brzmi najmniej „blutufowo”, najbardziej stacjonarnie z wymienionych adapterów. Qudelix to jeszcze nie ten format dźwięku, nie ta przestrzeń. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę cenę, to Qudelix wygrywa pod względem opłacalności, bo nadal oferuje świetne brzmienie za połowę ceny Oriolusa 1795. Nie zdziwię się, jeśli melomani preferujący bardziej techniczny dźwięk w takiej konfrontacji postawią wyżej model Qudelix-5K.

Qudelix-5K i synergia
Uważam, że nie trzeba przejmować się synergią. Qudelix-5K brzmi na tyle neutralnie i uniwersalnie, że powinien zgrać się z przeróżnymi słuchawkami, pozwalając zachować ich charakter. Byłem zadowolony ze zgrania ze słuchawkami FiiO, Campfire Audio, Meze czy IMR Acoustics, a do tego w pełni satysfakcjonowała mnie czystość sygnału – Andromedy nie szumiały. Dobrze brzmiały także słuchawki nagłowne, nawet planary oferowały już całkiem niezłe brzmienie. Radzę jednak używać połączeń zbalansowanych, bo wyjście 2,5 mm góruje nad 3,5 mm – dźwięk jest klarowniejszy, separacja kanałów mocniejsza, brzmienie swobodniejsze i bardziej napowietrzone.

Qudelix-5K jako DAC/AMP USB
Miałem pewne obawy, czy Qudelix-5K sprawdzi się równie dobrze przez USB, jak BTR5, który to posiada świetny odbiornik Bluetooth XMOS XUF208. Okazuje się jednak, że odbiornik USB wbudowany w układ Qualcomma spisuje się bez zarzutu. Brzmienie Qudeliksa po kablu jest również świetne (może trochę bardziej klarowne, niż przez Bluetooth), sygnał czysty, a opóźnienia nie stanowią problemu. Właściwie główną przewagą BTR5 jest obsługa muzyki 32 bit, gdy Qudelix-5K obsługuje „jedynie” 24 bity. Czy to wada? Moim zdaniem nie.

Podsumowanie

Qudelix-5K nie rozczarowuje. To kompaktowy, wysoce wydajny, funkcjonalny i świetnie brzmiący adapter Bluetooth. Urządzenie jest estetyczne, lekkie i poręczne, obsługuje dużo kodeków Bluetooth, ma funkcjonalną aplikację, „śmiga” też przez USB i do tego brzmi znakomicie – neutralnie, wysoce technicznie, ale jednocześnie muzykalnie, gdy trzeba.

Znajdzie się jednak kilka wad. Przyciski są specyficzne – wolałbym wydzielone i oznaczone klawisze zamiast dość eksperymentalnych przycisków-diod. Zabrakło też wsparcia dla kodeka aptX-LL i lepszego odbiornika USB, ale w praktyce nie ma to większego znaczenia. W aplikacji przydałaby się możliwość zapisywania różnych ustawień korektora graficznego.

Qudelix-5K kosztuje 499 zł. Warto go kupić? Moim zdaniem zdecydowanie tak. To mocny konkurent FiiO BTR5 i lepsza technicznie alternatywa dla ES100. Korzystało mi się z Qudeliksa przyjemnie, byłem właściwie w pełni zadowolony, bo to bez wątpienia profesjonalny sprzęt. Aktualnie wybrałbym go zamiast FiiO BTR5, również rewelacyjnego, ale większego, znacznie cięższego i trochę droższego.

Dla Qudelix-5K

Zalety:
+ dwa kable w zestawie
+ bardzo wysoka jakość wykonania
+ lekka i poręczna konstrukcja
+ obsługa zaawansowanych kodeków audio Bluetooth
+ funkcjonalna aplikacja
+ dużo mocy
+ dobry tryb DAC-a USB
+ nieproblematyczny pod kątem synergii
+ precyzyjne, techniczne, zarysowane, dynamiczne, angażujące i przestrzenne brzmienie

Wady:
– brak wsparcia dla kodeka aptX Low Latency
– specyficzne przyciski
– pewne braki użytkowe
– aplikacja na smartfony wymaga drobnego dopracowania

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
yulong

8 KOMENTARZE

  1. Zastanawiam się nad zastąpieniem mojego Dragonfly Cobalt. Waham się między Qudelix-5K, Fiio BTR5 lub ostatecznie iFi xDSD. Które z tych urządzeń ma szansę najlepiej zgrać się z Campfire Andromeda?

    • Nie znam niestety iFi xDSD, więc porównam jedynie BTR5 i Qudeliksa. Ten pierwszy mocniej akcentuje skrajne pasma – Andromedy brzmią z nim bardziej klarownie, nowocześnie, efektownie. Andromedy z Qudelixem to natomiast mocniejszy średni bas i łagodniejsza góra, trochę masywniejsze i bardziej naturalne brzmienie. Akurat w przypadku Andromed trochę bardziej podoba mi się zgranie z BTR5.

    • It’s hard to say, because both devices are not „bassy” per se. EarStudio sounds more natural/warmer/analogue and Qudelix is more neutral/balanced/transparent. You can tune them in mobile apps by boosting low frequencies with EQ which works fine. If it was up to me, I would choose Qudelix-5K – it sounds clearer and by boosting bass you can achieve more modern sound if that’s you are after.

  2. Jak to zwykle bywa, tuż po zakończeniu testów adaptera pojawiła się aktualizacja oprogramowania – zarówno aplikacji, jak i firmware’u adaptera. W aplikacji jest jeszcze więcej funkcji, np. pozwalających na wyłączenie ładowania, przyciemnienie światła diod w ośmiostopniowej skali czy też zmianę sposobu włączania urządzenia (kombinacje przycisków).

  3. Głupie pytanie nooba – czy do tego adaptera (i generalnie innych tego typu) można podłączyć dodatkowy wzmacniacz i dopiero do wzmacniacza słuchawki? Strzelam, że poprzez wejśćie 3.5 powinno pójść.

    • Można przerobić adapter Bluetooth tego typu w taki transport/DAC-a. Sygnał jest czysty, napięcie odpowiednio wysokie, więc może zasilać inne wzmacniacze słuchawkowe czy też aktywne głośniki. Co prawda niektóre wzmacniacze wymagają źródeł o wyższej impedancji wyjściowej, może zdarzyć się sytuacja, że wzmacniacz będzie brumił i buczał. Np. mój Burson Conductor Virtuoso współpracuje lepiej ze stacjonarnymi przetwornikami, niż odtwarzaczami czy adapterami, ale w większości przypadków nie powinno być problemu.

Pozostaw odpowiedź Maciej Sas Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here