Sigma Pro to wysokopozycjonowane kombo słuchawkowe, które ma sprawdzić się w zastosowaniach mobilnych oraz stacjonarnych. Nowość bazuje na przetwornikach ESS Technology ES9069Q, ma wzmacniacz zbalansowany na elementach dyskretnych i rozbudowany interfejs złącz. Nie zabrakło także zaawansowanego interfejsu Bluetooth z kodekami rodziny aptX oraz LDAC-em.

Questyle zaprezentował serię Sigma, która zawiera dwa mobilno-stacjonarne przetworniki ze zbalansowanymi wzmacniaczami słuchawkowymi – podstawowy Sigma i zaawansowany Sigma Pro. Pierwsze urządzenie wyposażono w DAC-a od Asahi Kasei Microdevices (AK4493), a drugie w podwójne kostki ESS Technology (ES9069Q). Wariant z dopiskiem „Pro” został rozbudowany także o wyświetlacz oraz szereg dodatkowych gniazd. Wszystko wskazuje na to, że zastosowano identyczne wzmacniacze – obie Sigmy podają nawet 1,2 W na 32 Ω z wyjścia zbalansowanego.

REKLAMA
hifiman

Wypożyczyłem do testu wariant z wyższej półki. Nie przesadzam, ponieważ Sigma Pro kosztuje niebagatelne 3999 zł. Okazuje się jednak, że to coś więcej niż zwykłe, mobilne kombo – urządzenie może działać także jako samodzielny przetwornik, wzmacniacz oraz adapter Bluetooth ze wsparciem dla zaawansowanych kodeków audio. Z kolei moc powinna być wystarczająca dla przeróżnych słuchawek, więc Sigma Pro ma predyspozycje do zastąpienia nie tylko odtwarzacza muzyki, ale także typowo stacjonarnego sprzętu.

Sprawdziłem, co potrafi Questyle Sigma Pro w różnych scenariuszach.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • kabel USB-A > USB-C (długość ok. 120 cm);
  • przejściówkę USB-C > USB-A;
  • instrukcję obsługi.

Liczyłem na bogatsze wyposażenie. Kabel USB-C nie rozczarowuje oplotem, elastycznością czy długością, a nie obyło się też bez przejściówki do standardu USB-A. W pudełku nie znalazłem jednak krótkiego interkonektu USB-C, znanego z mniejszych przetworników Questyle’a. Mile widziane byłoby również etui, choćby podstawowej jakości. Niestety oba akcesoria trzeba ewentualnie dokupić.

Konstrukcja i jakość wykonania

Obok Sigma Pro trudno przejść obojętnie – przezroczysta pokrywa odsłania misterny układ komponentów, estetycznie upakowanych na czarnej płytce PCB. Centralnym elementem jest podwójny wzmacniacz z czerwonymi diodami, do którego przylega sekcja przetworników ESS Technology. Nieopodal można dostrzec także odbiornik XMOS oraz konwerter częstotliwości próbkowania Cirrus Logic. Jest co podziwiać. Podoba mi się także, że Questyle gra w otwarte karty – wiemy dokładnie, co Sigma Pro ma w środku.

Gdy już nacieszymy się wnętrzem, należy skierować wzrok w stronę frontu, gdzie sporo się dzieje. Umieszczono tam niewielki, monochromatyczny wyświetlacz oraz cztery przyciski z subtelnymi oznaczeniami. Uwagę zwraca także duże i wyżłobione pokrętło głośności z towarzyszącymi mu trzema wyjściami słuchawkowymi – gniazdami 3,5 mm, 4,4 mm oraz 6,35 mm. Elementy na przedniej ściance zabezpieczono odstającymi „uchwytami”, więc Sigma Pro kojarzy się z urządzeniami serwerowymi – aż prosi się, żeby wsunąć kombo do miniaturowej szafy rack.

Pozostałe złącza wylądowały na tylnej ściance, która została w pełni zagospodarowana. Znajdziemy tam: dwa gniazda USB-C (ładujące i sygnałowe), dwa wejścia SPDIF (koaksjalne i optyczne), a także dwa wejścia analogowe w standardach 3,5 mm oraz 4,4 mm. Te ostatnie złącza pozytywnie zaskakują, ponieważ dzisiaj wielu producentów rezygnuje z funkcji wzmacniacza na rzecz wejść cyfrowych. Boki pozostały puste, a na spodzie jest jedynie czarna tafla szkła.

Widać, że Sigma Pro to sprzęt z wyższej półki. Obudowę skonstruowano z perfekcyjnie wykończonego aluminium, a okno oraz spód wykonano ze szkła Kunlun, znanego ze smartfonów Huaweia. Całość jest idealnie spasowana, a wnętrze nieskazitelne – nie dostrzeżemy tam choćby drobinki kurzu. Niemniej producent zdążył już do tego przyzwyczaić, bo testowane przez mnie modele M15 czy M18i także nie podpadały jakością wykonania.

Ergonomia i użytkowanie

Questyle Sigma Pro mierzy prawie 16 cm długości na niemal 9 cm szerokości, a jego grubość wynosi ponad 2 cm – kombo będzie zatem trochę szersze i ponad dwukrotnie grubsze od typowego smartfona. Pozytywnie zaskakuje za to masa, bo Sigma Pro waży 336 gramów. Nie jest to mało, ale w dłoni urządzenie sprawia wrażenie lekkiego, jak na swoje gabaryty. Niemniej „kanapka” ze smartfonem będzie podobnie wielka i masywna, co hi-endowy DAP w stylu FiiO M17 czy M27. Sigma Pro nie jest zatem sprzętem stricte przenośnym, a raczej transportowalnym.

Kombo sprawdza się także w zastosowaniach biurkowych, czyli podłączone do peceta, laptopa czy tabletu. Dzięki prostopadłościennej obudowie i logicznemu rozmieszczeniu złącz (tył – wejścia, przód – wyjścia), stacjonarne odsłuchy są niemal bezproblemowe. Muszę się jednak przyczepić do dwóch aspektów. Po pierwsze spód jest śliski – szkoda, że nie ma tam silikonowych nóżek, bo urządzenie przesuwa się na blacie. Po drugie odstające „uchwyty” na froncie to miecz obosieczny – zabezpieczają one wtyki czy pokrętło, ale jednocześnie utrudniają do nich dostęp.

Obsługa nie budzi większych zastrzeżeń, bo przyciski mają zrozumiałe funkcje – z prawej umieszczono włącznik, a dalej wybór źródła sygnału, przełącznik wzmocnienia oraz wybór wyjść. Niektóre przyciski pełnią dodatkowe funkcje, np. „OUTPUT” nie tylko przełącza wyjścia słuchawkowe na liniowe, ale także aktywuje tryb słuchawek dokanałowych, czyli „IEM MODE” – wystarczy go przytrzymać. Natomiast pokrętło jest bezoporowe, precyzyjne i przyjemnie terkocze, a to jednocześnie przycisk, który służy do wyciszania.

Niewielki ekranik jest dość ciemny, ale wyświetla intuicyjny interfejs. Szkoda jedynie, że nie można go wyłączyć czy dostosować jego jasności, bo nie istnieje jakiekolwiek menu konfiguracyjne. Ograniczona luminancja jest paradoksalnie plusem, bo dzięki temu wyświetlacz nie przeszkadza po zmroku, a pewnie mało kto będzie korzystał z urządzenia w ostrym słońcu. Jak wspomniałem, Sigma Pro to raczej sprzęt do hotelu, niż noszenia w kieszeni.

Jeśli mamy jednak odpowiednio pojemną kieszeń, to urządzenie nie sparzy ciała. W trakcie wielogodzinnych odsłuchów obudowa stawała się co najwyżej ciepła, gdy korzystałem z planarnych słuchawkach stacjonarnych i najwyższego poziomu wzmocnienia.

Funkcjonalność

Zapewnienia o wszechstronności czy zdolności do zastąpienia sprzętu stacjonarnego nie są w tym przypadku wyssane z palca, bo Sigma Pro może działać także jako autonomiczny wzmacniacz czy niezależny przetwornik. Wyjścia słuchawkowe pełnią funkcję liniowych, a z tyłu są dedykowane wejścia analogowe, zarówno niesymetryczne 3,5 mm, jak i zbalansowane 4,4 mm. Urządzenie przyjmie więc sygnał z innych przetworników, jak i zasili zewnętrzne wzmacniacze czy aktywne głośniki.

Sigma Pro punktuje wielostopniową regulacją wzmocnienia. Do dyspozycji mamy poziomy L(ow), H(igh) oraz S(tudio) i to nie tylko dla słuchawek, ale również wyjść liniowych. Co ciekawe, diody w sekcji wzmacniacza żarzą się mocniej, gdy aktywujemy tryb oznaczony literką „S”. Z kolei w trybie single-ended działa tylko połowa wzmacniacza, a więc świecą się dwie z czterech diod. Producent zaimplementował ponadto tryb dla słuchawek dokanałowych, czyli „IEM Mode” z dwustopniowym gainem (Low i High), który redukuje moc względem trybu HP Out.

Interfejs Bluetooth jest zaawansowany, ale nie bezkompromisowy. Na papierze trudno narzekać, bo zaimplementowało układ w wersji 5.4 ze wsparciem dla standardu LE Audio, obsługą LDAC-a i kodeków z rodziny aptX. Problem w tym, że brakuje obsługi aptX-a Lossless. W materiałach marketingowych figuruje „aptX HD Lossless”, ale producent miał zapewne na myśli zwykły kodek aptX HD. Wykorzystałem do testu adapter Creative BT-W6, który wskazuje w oprogramowaniu oraz kolorem diody aktywny kodek – aptX-a Lossless nie dało się aktywować.

Niestety na czułych IEM-ach słychać lekkie zakłócenia w trybie Bluetooth, które nie są powodowane przez inne urządzenia bezprzewodowe czy zatłoczony eter, a smartfona sparowanego z Sigmą Pro. Pomagało zwiększenie dystansu względem źródła dźwięku, ale nie eliminowało to w pełni zakłóceń. Skarżyłem się na to także w teście Questyle’a M18i, dedykowanego adaptera Bluetooth.

Czas pracy

Sigma Pro ma oferować nawet 12 godzinny czas pracy. Zakładam, że to najlepszy możliwy scenariusz, czyli z niewymagającymi słuchawkami dokanałowymi z wyjścia niesymetrycznego oraz na niskim poziomie podbicia. W moich testach okazało się, że czas pracy wynosi 5-9 godzin w zależności od podłączonych słuchawek i ustawień – dolna granica dotyczy wzmocnienia S(tudio) i słuchawek planarnych, górna poziomu L(ow) i zbalansowanych IEM-ów.

Warto wiedzieć, że urządzenie może być jednocześnie używane oraz ładowane, ale nie zaimplementowano przełącznika ładowania, ani fizycznego, ani cyfrowego, więc musimy kontrolować stan baterii i podłączać kabel zasilający w miarę potrzeby. Nie zabrakło natomiast funkcji oszczędzania energii – nieużywane kombo wyłącza się samoczynnie.

Specyfikacja

Ogólna

  • przetworniki: 2x ESS Technology ES9069Q
  • wzmacniacz: 4x Current Mode Amplifier
  • odbiornik: XMOS XU316
  • obsługa: 32 bit/768 kHz (PCM), DSD512 (DSD Native), MQA
  • kompatybilność: Android, Harmony OS, Linux, MacOS, iOS, iPadOS, Windows
  • interfejs bezprzewodowy: Bluetooth 5.4 (SBC, LE Audio, aptX, apX HD, aptX Adaptive, aptX Lossless, LDAC)
  • wejścia: USB-C (sygnał); USB-C (zasilanie), koaksjalne, optyczne, analogowe (3,5 mm i 4,4 mm)
  • wyjścia: 3,5 mm; 4,4 mm; 6,35 mm
  • funkcje: DAC i AMP, adapter Bluetooth, tryb IEM, 3-stopniowy gain, certyfikat MFi, nagrywanie sygnału z wejść analogowych
  • czas pracy: do 12 godzin
  • czas ładowania: ok. 3 godziny
  • wymiary: 157 mm x 86 mm x 23 mm
  • masa: 336 g

Audio

  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz (+/- 0,8 dB)
  • moc: 40 mW @ 300 Ω (SE); 160 mW @ 300 Ω (BAL); 1200 mW @ 32 Ω (BAL)
  • THD+N: 0,0002% (BAL)
  • SNR: 120 dB (BAL)
  • akumulator: 4300 mAh

Brzmienie

Testowałem tylko kilka urządzeń Questyle’a, ale zauważam już trend – Sigma Pro również brzmi w sposób zrównoważony, ale w naturalnym wydaniu, czyli z pewną dawką ciepła. Nie jest to stereotypowy dźwięk ESS, nie słychać tutaj tej surowości czy sterylności. Wręcz przeciwnie, brzmienie jest angażujące i przystępne w odbiorze.

Bez obawy, nie należy oczekiwać mocno podkoloryzowanego czy tym bardziej zniekształconego dźwięku – Sigma Pro wciąż oscyluje wokół równowagi, zapewnia klarowny przekaz i jest blisko neutralności. Dźwięk po prostu nie jest podawany w sposób bezwzględny, maksymalnie techniczny tudzież ostry. Stanowi to sedno brzmienia modelu Sigma Pro.

Questyle Sigma Pro – DAC/AMP

Sigma Pro umożliwia słuchawkom zejście w subbas, a także reprodukcję sprężystego, masywnego i gęstego średniego podzakresu niskich tonów. Nie ma problemu ze zróżnicowaniem instrumentów, a ogólna dynamika satysfakcjonuje – atak jest mocny, wybrzmiewanie szybkie, a podtrzymywanie długie. Wyższy podzakres basu przechodzi płynnie w średnicę, która jest prezentowana naturalnie – Sigma Pro nie odbiera słuchawkom nasycenia czy ciepła. Jednocześnie nie wiąże się to ze skasowaniem wyższej średnicy, czyli dźwięk jest wciąż zarysowany i precyzyjny. Nie inaczej jest z górą pasma, swobodną i rozciągniętą, ale nie wyżyłowaną.

Efekt? Zrównoważone, ale nie agresywne brzmienie o naturalnym charakterze, a do tego bezpośrednio prezentowane instrumenty i wokale oraz multum szczegółów. Sigma Pro umożliwia więc zarówno analizę, jak i czystą rozrywkę – odbieranie muzyki w całości, a nie tylko w kawałkach. Urządzenie nie pozbawia muzyki koloru, ale tym samym pozwala rozwinąć słuchawkom skrzydła i brzmieć zgodnie z charakterem. Wielokrotnie wspominałem, że jestem już zmęczony wyżyłowanym, maksymalnie technicznym brzmieniem, dlatego charakter Sigma Pro przypadł mi do gustu.

Nie rozczarowuje także scena dźwiękowa, która jest mocnym argumentem za tym, że Sigma Pro może śmiało służyć jako sprzęt stacjonarny. Z wyjść zbalansowanych urządzenie kontrastowo separuje kanały, co przekłada się na szeroką przestrzeń – otwarte słuchawki rozwijają skrzydła, odsuwają instrumenty daleko na boki. Nie stwierdziłem też problemów z separacją dźwięków czy napowietrzeniem – otwarte planary czy dynamiki brzmiały swobodnie, a przekaz był wyciągany poza obszar głowy. Nie jest to pewnikiem w mobilnych kombo.

Questyle Sigma Pro – interfejs Bluetooth

Bluetooth zaimplementowano poprawnie, czyli nie słychać dużego spadku rozdzielczości czy ograniczenia dynamiki względem trybu USB-C, a scena dźwiękowa jest wciąż szeroka i holograficzna. Niemniej można wychwycić lekkie zmiękczenie i wygładzenie dźwięku, a więc standardowy „narzut” interfejsu Bluetooth.

Mnie to absolutnie nie przeszkadzało, słuchało mi się świetnie Sigma Pro także bezprzewodowo, a szczególnie z kodekiem LDAC, bo z aptX-em Adaptive dźwięk sprawiał wrażenie miększego lub wręcz mdłego. Nastąpił też progres względem adaptera M18i, który wypadał wyraźnie lepiej przewodowo niż bezprzewodowo.

Questyle Sigma Pro – wzmacniacz i przetwornik

Sigma Pro sprawdza się także w roli wzmacniacza. Urządzenie lekko złagodziło sygnał wyjściowy z M17-tki, dość technicznie brzmiącego odtwarzacza muzyki z ES9038 Pro na pokładzie. Brzmienie stało się nieznacznie cieplejsze i bardziej naturalne. Należy uważać jedynie na poziom sygnału, ponieważ ze zbyt mocnym przetwornikiem łatwo o lekki przester, a szczególnie w przypadku wejścia 3,5 mm.

Wyjścia liniowe podają z kolei neutralny, płaski i mocny sygnał, gotowy do obrobienia przez inne wzmacniacze czy głośniki. Nie odniosłem więc wrażenia, że funkcje wzmacniacza czy przetwornika są na doczepkę.

Questyle Sigma Pro – synergia

Sprawa jest prosta – Sigma Pro oferuje naturalną równowagę i nie brzmi ostro, więc zgrywa się właściwie ze wszystkim. Kombo współpracowało bez zarzutu z dynamikami, jak i planarami o dowolnej sygnaturze. Świetnie słuchało mi się też wielu HiFiMAN-ów, jak np. HE1000 Unveiled czy starszych HE1000 V3 – góra nie cięła bębenków i nie dominowała nad przekazem, co nie jest takie oczywiste w przypadku słuchawek tego producenta. Nie stwierdziłem braków mocy, słuchawki nie wykazywały problemów z basem czy sceną i satysfakcjonowały dynamiką.

Synergia z dokanałówkami także była bez zarzutu – trybrydowe Craft Ears Aurum zabrzmiały rewelacyjnie. Mimo dość jasno zestrojonych przetworników elektrostatycznych, góra pasma była prezentowana w sposób klarowny, ale przystępny. W ich przypadku nie musiałem się też przejmować czystością sygnału, ale niestety nie zawsze tak było. Dla przykładu FiiO FH19 lekko szumiały i to nawet na niskim poziomie podbicia w trybie IEM Mode. Zatem na czułych dokanałówkach, sygnał nie będzie perfekcyjnie czysty.

Questyle Sigma Pro – porównania z Cayin RU9, FiiO M17 i M27

W pierwszej kolejności sięgnąłem po Cayina RU9, jednego z moich faworytów z ostatnich lat. Okazało się, że również brzmi on naturalnie, ale ze zdecydowanie większą dawką ciepła. Przy nim Sigma Pro jest bliżej neutralności i równowagi, ale to zrozumiałe – Cayin RU9 ma na pokładzie przetwornik AKM i lampę Korga oraz oferuje dwa, mniej lub bardziej „analogowo” brzmiące tryby lampowe. Dało się wychwycić znaczną przewagę Sigma Pro w szerokości sceny. Cayin nie może też działać jako wzmacniacz, ale jest znacznie tańszy (ok. 2200 zł), więc kompromisy są zrozumiałe.

Zestawiałem Questyle’a także z odtwarzaczami, bo to jednak bezpośrednia alternatywa dla nich. Nie zaskoczyło mnie, że FiiO M17 zabrzmiał bardziej analitycznie i trochę węziej w scenie. Dlatego podobieństw dopatrywałbym się raczej w M27, wyposażonego w nowsze przetworniki ESS. Topowy odtwarzacz FiiO także nie brzmi już sterylnie i laboratoryjnie, a do tego mocno separuje kanały. Jednak moim zdaniem M27 intensywniej ociepla i wygładza brzmienie, więc w takiej konfrontacji to Sigma Pro jest bliżej neutralności.

Na czas testów Sigma Pro z powodzeniem zastąpiła mi także stacjonarne „graty”, czyli HiFiMAN-a EF600 i FiiO R9. Oba okazały się brzmieć mniej barwnie, a ten drugi bardziej analitycznie. Wprawdzie czuć było, że oba urządzenia zapewniają zdecydowanie większy zapas mocy i mają w sobie nieco więcej werwy od Sigma Pro, ale mógłbym z powodzeniem używać Sigma Pro na co dzień także stacjonarnie.

Podsumowanie

Questyle Sigma Pro z pewnością nie nudzi. Urządzenie zostało świetnie wykonane, a wzornictwo jest niczego sobie – wszystko za sprawą dużego okna, odsłaniającego estetyczny układ. Niezależne zasilanie, wielostopniowa konfiguracja wzmocnienia oraz rozbudowany interfejs złącz to kolejne plusy. Nie podpadła mi obsługa, czas pracy uważam za sensowny, a możliwości Bluetootha za satysfakcjonujące. Przekonało mnie także zrównoważone, ale naturalne i angażujące brzmienie z szeroką sceną dźwiękową. Mocy również było pod dostatkiem.

Wyposażenie jest skromne – zabrakło krótkiego interkonektu, etui czy nóżek na spód. Wyświetlacz mógłby być jaśniejszy i konfigurowalny, a Bluetooth powinien obsługiwać aptX-a Lossless. Największym problemem Sigma Pro jest jednak szum na czułych dokanałówkach, które są podatne także na zakłócenia w trybie odbiornika Bluetooth.

Questyle Sigma Pro kosztuje 3999 zł. Cena nie należy do niskich, ale można ją usprawiedliwić tym, że urządzenie świetnie radzi sobie z pełnowymiarowymi słuchawkami i jest wciąż łatwe w transporcie. Questyle Sigma Pro to tym samym niejako all-in-one i all-rounder. Urządzenie może zastąpić zarówno odtwarzacz, jak i stacjonarny tor. Gdy natomiast potrzebujemy przede wszystkim mobilnego sprzętu i korzystamy głównie z IEM-ów, to większy sens może mieć zakup dedykowanego dongle’a, adaptera Bluetooth lub mniejszego kombo.

Zalety:
+ wysoka jakość wykonania
+ rozbudowany interfejs
+ wygodna obsługa
+ intuicyjny wyświetlacz
+ przyzwoity czas pracy
+ optymalna moc
+ wielostopniowe wzmocnienie
+ wejścia analogowe
+ solidny tryb Bluetooth
+ zrównoważone, ale naturalne i angażujące brzmienie
+ szeroka scena dźwiękowa

Wady:
– skromne wyposażenie
– szum i zakłócenia na czułych IEM-ach
– brak konfiguracji ekranu/urządzenia

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
fiio

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj