Specyfikacja


  • przetwornik: Cirrus Logic CS4398 24 bit/192 kHz
  • obsługa DSD2.8 i DSD5.6
  • wzmacniacz słuchawkowy o mocy 800 mW @ 32 Ohm
  • SNR: 110 dB
  • dynamika: 106 dB (DSD, 192 kHz), 101 dB (44.1 kHz)
  • pasmo przenoszenia: 2 Hz – 20 kHz (-3 dB)
  • THD: 0,0012%
  • napięcia wyjść (2,3 V rms PCM 1,7 V rms DSD)
  • separacja kanałów: 100 dB
  • pobór mocy: 35 W (0,3 W w trybie czuwania)
  • wymiary: 250 x 270 x 90 mm
  • waga: 5 kg

REKLAMA
hifiman

Brzmienie



Platforma testowa

  • Słuchawki: Audeze EL8 Open Back, Final Audio Design Pandora Hope IV, AKG K551, Focal Spirit Professional, Focal Spirit Classic, Denon AH-MM400, Master&Dynamic MH40, Etymotic ER-4S, HiFiMAN RE-400
  • DAC/AMP i wzmacniacze: iFi Nano iDSD, ODAC i O2, Leckerton UHA760, Heed Canamp II, Schiit Audio Valhalla 2
    DAP: iBasso DX90

  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24 bit, DSD oraz nagrania binauralne

Nie ma co się obawiać, HD-DAC1 nie tylko wygląda, ale też brzmi klasycznie. Nie zaatakuje słuchacza cyfrowym charakterem, wyostrzeniem czy wycofaniem średnicy – Marantz postawił na ciepło, gęstość, łagodniejszą górę, ale przekaz jest w stylu naturalnej równowagi. HD-DAC1 gra w analogowym stylu z bliską średnicą, muzykalnie oraz rozdzielczo. Nie ma wygładzenia, sterylności, wyczyszczenia wysokiej koloryzacji, dźwięk jest dynamiczny oraz mocno rysowany. Producent nie obawia się ziarnistej średnicy czy szumu starych nagrań.

Marantz HD-DAC1 jako DAC/AMP

W basie bardziej niż subbas rządzą midbas i wyższy bas, HD-DAC1 nie akcentuje najniższych składowych. Bas jest ciepły, zagęszczony, kontrolowany, szczegółowy, ale nie ma zejścia „do samej ziemi”. Nie wypycha subbasu, nadaje słuchawkom bardziej naturalnych niskich tonów i wydaje się być trochę uszczuplony poniżej 60 Hz. Nie jest to bas podbity, nie dominuje, nie ma go dużo, ale nie jest też wycięty. Faworyzuje nieco środkowe pasmo basu, stąd efekt ciepła, masywności, ale z odpowiednim atakiem i dynamiką. Słuchawki z HD-DAC1 wypełniają się, a nie tylko sztucznie dociążają. Nawet te chudsze, jaśniejsze i bardziej analityczne zyskują trochę bardziej soczysty, bardziej obecny dół. Bas nie muli, wyciąga sporo detali, jest precyzyjny, ale nie jest to punktowy i analityczny przekaz. Z drugiej strony, nie jest też skrócony, wybrzmiewa odpowiednio długo, ale nie jest leniwy. Jego charakter można określić jako muzykalny, nie jest to sam szkic basu. Dźwięk ma też „ciało” i dobrze współpracuje z kontrabasem, różnicuje techniki gry, realizacje, ale priorytetem pozostaje przyjemność, a nie wyciąganie detali. Podobnie jest z gitarą basową, trochę gorzej z cyfrowymi samplami – sygnatura Marantza bardziej pasuje pod żywe instrumenty.

Marantz nie wstydzi się średnicy. Nie idealizuje jej, nie wygładza i nie czyści, ale niskie średnie mają większy priorytet niż te wyższe. To mocne, bliskie i wyraźne, lekko ciepłe pasmo. Nie znikają szum czy twardość, kiedy trzeba brzmienie jest ziarniste, zabrudzone. To bardzo wciągające brzmienie: nasycone, wyraziste, ale bez ostrości i agresywności. Środka jest sporo, ale nie atakuje on słuchacza, nie dominuje. Świetnie wyciąga charakter nagrań – te starsze brzmią jak trzeba, instrumenty dęte pozostają mocne i naturalne, a wokale bliskie i bezpośrednie. Głosy kobiece wydają się trochę cieplejsze, bardziej obfite, z kolei sybilizacja jest łagodzona. Nie ma efektu zgaszenia średnicy, mimo że tej wyższej ilościowo jest mniej, nie jest jednak szorstka, zmatowiała, szara. Sporo tutaj nasycenia, koloru, Marantz brzmi przyjemną, naturalną, „analogową” średnicą, która pozostaje obfitsza, gęstsza, zaokrąglona, ciepła. To nie brzmieniowe „laboratorium”, dźwięk nie jest studyjny, kliniczny. Detali nie brakuje, rozdzielczość jest wysoka, ale Marantz to przede wszystkim muzykalność. To sygnatura pod wiele gatunków, ale urządzenie wydaje się być stworzone z myślą o żywych instrumentach, ambitniejszych brzmieniach.

Sopran nie jest wycięty, ale też nie wyostrzony – to pasmo, które nadaje brzmieniu łagodności. Góra jest precyzyjna, wyraźna, ale naturalna. Talerze perkusyjne nie wychodzą przed szereg, sykliwość wokali nie jest akcentowana, a brzmienie średnicy nie jest rozjaśniane. Nie ma chłodu, cyfrowości – góra wybrzmiewa dynamicznie, nie jest przyspieszona, nie winduje więc sztucznie dynamiki. Brzmienie Marantza jest spójne, sopran nie jest z innej bajki. To ponownie naturalność, kiedy trzeba czysta, innym razem piaszczysta i szumiąca. Rozdzielczość jest odpowiednia, detali nie brakuje, ale liczy się przyjemny, całościowy odbiór muzyki. Sopran nada się także dla słuchawek o łagodniejszej górze – nie zamuli ich, nie przyciemni. Te jaśniejsze i ostrzejsze trochę zdyscyplinuje, złagodzi, analitycznym doda życia, zaś chłodne ociepli. Nie jest to „typowy zimny i bezduszny tranzystor”.

Marantz to rozbudowana głębia i wysokość, a nie szerokość sceny. Nie ma efektu potężnej przestrzeni, dystansu do lewego i prawego kanału. Scena jest wspólna, budowana koliście, blisko i bezpośrednio. Pierwszy plan pozostaje tuż przy uszach, brzmienie rozkładane jest od przodu do tyłu, różnicowane są dystanse oraz wysokość instrumentów. Nie jest to zjawiskowa ekspozycja, HD-DAC1 nie buduje holografii w sposób analityczny – brzmienie jest dobrze odseparowane i nieźle napowietrzone, ale muzyka jest całościowa, nie rozerwana na drobne elementy. Podobnie robi Aune S16, który także woli głębię od szerokości. Stereo jest słyszalne, można odróżnić oba kanały, ale nie ma rozerwania sceny na pół, efektownego przenikania kanałów. Brzmienie jest bliskie, bezpośrednie, instrumenty trafiają także w głowę. Marantz nie wyrywa muzyki poza obszar głowy, a raczej w niej zanurza. To ostatnio nowa tendencja, tworzenie sceny słuchawkowej, otaczającej słuchacza, a nie rozstrzeliwującej muzykę na lewo i prawo, jak ma to miejsce w sprzętach strojonych pod kolumny.

Etymotic ER-4S złagodziły się w sopranie, zyskały kolorów, ciepła, masywniejszego midbasu, gęstości. Stały się bardzo przyjemne i muzykalne, choć dalej wyciągały mnóstwo detali, brzmiały czysto z czarnym tłem, ale straciły analityczny, neutralny charakter. Efekt był jednak bardzo dobry, dźwięk stał się mniej szkicowy, bardziej relaksujący i mocniejszy w midbasie. Etymotiki lubią jednak mocniejszy subbas, bo same mają tam pewien spadek, który bardziej dał się we znaki z Marantzem. AKG K551 zareagowały bardzo podobnie tj. ociepliły się, zaakcentowały w basie, a średnica z równej i gładkiej stała się bliższa, mocniej zarysowana. Słuchawki mają głęboką scenę, ale przydaje im się akcent w szerokości. W połączeniu z HD-DAC1 scena się zmniejszyła, przybliżyła stereofonia, a słuchawki zaczęły brzmieć głównie w płaszczyźnie przód-tył oraz góra-dół. Na separację i ilość powietrza nie można było narzekać, to bardzo dobre połączenie.

Byłem pewien, że opisywany Marantz to brzmienie stworzone dla Shure’ów SRH1440, słuchawek z szeroką sceną, jaśniejszych i chłodniejszych. Scena się pogłębiła, brzmienie ociepliło, a bas przybliżył. Dalej było dosyć analitycznie i jasno, ale już łagodniej, bardziej przystępnie. Wrażenie robiły napowietrzenie, mocna separacja, ale słuchawki miały też więcej naturalności, ciepła, łagodniejszej wyższej średnicy – nie było kłucia, ostrości, sybilizacji. To bardzo udane połączenie, jedno z najlepszych. No może przydałoby się pewne wygładzenie średnicy, co dał Shure’om Aune S16.

Ładnie zgrały się także Audeze EL-8 Open Back, które bywają dosyć szare i suche. Marantz je ocieplił, zagęścił w basie, zabrzmiały przystępniej, łagodniej, bardziej relaksująco. Na tych neutralnych sprzętach bywają trochę spięte, sztywne, szare, podczas gdy z Marantzem stały się bardziej naturalne.

Wzmacniacz słuchawkowy poradził sobie także z AKG K612 Pro, które często bywają trudne do napędzenia. Połączenie również okazało się bardzo dobre: zrównoważone, rozdzielcze, naturalne. Słuchawki kusiły wyraźną i bliską średnicą, ale też przestrzenią, a że lubią szerokość, to i głębia została rozbudowana. K612 brzmiały za głową, z dużą ilością powietrza, ale bezpośrednio i muzykalnie, nie analitycznie. To równie dobre połączenie co w przypadku Shure’ów SRH1440, ale bliższe charakteru samych słuchawek. Z HD-DAC1 dobrze zgrały się także Focale (Professional i Classic), które zazwyczaj wolą, gdy urządzenie nie wpływa na ich brzmienie, ewentualnie lekko rozjaśni górę. Obawiałem że mogą się zamulić, ale myliłem się. Opisywany Marantz nie powinien być więc problematyczny we współpracy z różnymi słuchawkami.

Generalnie HD-DAC1 powinien najlepiej spisać się tam, gdzie zbyt mocne są góra lub wyższa średnica, a za słaby midbas, ewentualnie gdy w ogóle brakuje średnicy, a słuchawki za bardzo V-kują. To też raczej nie wybór dla wyjątkowo rozdzielczych słuchawek, bo rozdzielczość Marantza jest dobra, ale to raczej nie poziom pod brzmienie w jakości Sennheiserów HD800 czy Beyerów T1 (chociaż sygnatura pasowałaby w obu przypadkach).

Marantz HD-DAC1 vs inne DAC/AMP

Przywoływany wcześniej Aune S16 oferuje podobną, może trochę bardziej napowietrzoną scenę, ale również akcentującą głębię. To jednak inny charakter grania – Aune jest dużo gładszy w średnicy i basie, bardziej przystępny, nasycony, czysty. Marantz ma więcej wyrazistości, mocniej rysowaną średnicę, bardziej analogowy, twardszy, ziarnisty charakter. Aune jest przy nim płynny, jednolity, harmonijny. HD-DAC1 nie boi się zabrudzenia, piaszczystości dźwięku, przez co S16 wydaje się być mniej naturalny, bardziej sterylny. Gładkość Aune S16 nie do końca mi pasowała, bo wolę mocniej rysowaną średnicę, którą ma Marantz, ale oba urządzenia są według mnie równie udane (no może Aune to trochę wyższa rozdzielczość). Bliżej S16 było do Hegla HD12, ale to może też przez podobny styl.

Hegel HD12 to mocniejszy bas, jego atak oraz szybsze wybrzmiewanie góry. To także gładsze brzmienie o większej scenie. Marantz ponownie rysuje mocniej średnie i nie jest tak przystępny i wyidealizowany, a bardziej naturalny. Nie ma takiego uderzenia basu, jest lżejszy, jakby bardziej zrównoważony. Bas Hegla jest dużo bardziej sprężysty, energetyczny, ale też trochę za krótki, za szybki – Marantz tak się w tym nie spieszy.

HD-DAC1 przypomina mi Yulonga D200, który również miał mocne średnie, ciepło, był jednak jakby ciemniejszy, ale stawiał także na naturalność, klasykę, a scenę budował szerszą niż głębszą.

Matrix Mini-I Pro to jaśniejsze, chudsze, bardziej neutralne i analityczne brzmienie. Ma mniej wydajny wzmacniacz i stawia raczej na studyjność w funkcji przetwornika. Asus Essence III to – tak jak w HD-DAC1 – mocna prezentacja średnicy, ale jest on jednak ciemniejszy i bardziej dociążony w basie, wolniejszy, też z przewagą midbasu. Nie jest tak ciepły, a bardziej surowy – Marantz wydaje się być przy tym bardziej naturalny. Burson Conductor SL to bardziej przestrzenne granie o bardziej zrównoważonym charakterze, bliższym neutralności.

Marantz HD-DAC1 jako DAC i AMP

W tego typu urządzeniach to funkcja kombo ma pierwszeństwo, a charakter wyjścia liniowego jest zazwyczaj podobny. Marantz jako DAC to trochę wyższy poziom: równiejszy i szerszy w scenie, ale nadal naturalny i mocny w średnicy. Standardowo wyjście RCA jest bardziej zrównoważone od słuchawkowego, lepsze do dalszej „obróbki”.

Wbudowany wzmacniacz słuchawkowy oferuje zadowalający poziom, ale z zewnętrznym da się osiągnąć szerszą scenę i bardziej liniowy bas. Znika „górka” na midbasie, na rzecz liniowego basu. Przybliżają się też wyższa średnica oraz, w mniejszym zakresie, góra. Nie są to duże różnice, ale mając wydajny, bardzo rozdzielczy wzmacniacz w stylu Bursona Soloist lub Conductora, da się słuchawkom dodać ciepła, naturalności, lekko złagodzić i zagęścić je w średnicy. To źródło generalnie pod równe i ostrzejsze wzmacniacze, ale może zgrać się ze wszystkim. Heed Canamp II to w teorii podobna sygnatura, ale sprzęty współpracują ze sobą jak trzeba. Brzmienie jest jednak jaśniejsze i mocniejsze w wyższej średnicy niż z “dziurki” Marantza.

Marantz jako samodzielny wzmacniacz słuchawkowy również oferuje bardzo dobry poziom. Jest cieplejszy, lekko wzmacnia midbas, łagodzi górę i wyższą średnicę. Stawia na głębię sceny, muzykalne brzmienie z wyraźnym środkiem. W połączeniu ze źródłami na Sabre (ODAC, iBasso DX90) tony średnie nie były tak bliskie, całość jaśniejsza, ale bez ostrości i analityczności. Zgrał się także zrównoważony naturalnie iFi Nano iDSD. Szkoda jednak, że Marantz nie ma wejść RCA…

Podsumowanie



hd-dac1
HD-DAC1 to bardzo ciekawy sprzęt, jak znalazł dla osób szukających analogowego grania bez udziwnień. Oferuje mocne tony średnie, naturalne brzmienie o przystępnym, muzykalnym charakterze. Radzi sobie bardzo dobrze w każdej funkcji, ma też całkiem wydajny wzmacniacz słuchawkowy, jest też wygodny w obsłudze. Mnie słuchało mi się go świetnie, szkoda jedynie, że producent przesadził z fatalnym (jak na dzisiejsze standardy) pilotem.


power
dla Marantz HD-DAC1

Zalety:
+ bardzo dobre wykonanie
+ ładny design
+ prosta i wygodna obsługa
+ wysoka funkcjonalność
+ bardzo dobre brzmienie, naturalne, ciepłe, mocne w średnicy, muzykalne i zaskakująco uniwersalne, głęboka scena
+ wydajny wzmacniacz, dobre brzmienie
+ bardzo dobry DAC, naturalnie zrównoważony, przestrzenny, gotowy do współpracy z wieloma wzmacniaczami


Wady:
– fatalny pilot
– jako DAC/AMP spadek w subbasie i wyższej średnicy, może brakować też szerokości
– zbyt głęboko wpuszczony wyświetlacz

Sprzęt dostarczył:



SPRAWDŹ AKTUALNE CENY NA CENEO.PL

REKLAMA
fiio

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here