Topping E50 oraz L50 to kolejno kompaktowy przetwornik oraz dedykowany mu wzmacniacz. Pierwsze urządzenie bazuje na DAC-u ESS Technology ES9068AS, a drugie generuje nawet 3,5 W na kanał.

W październiku 2021 roku przetestowałem świetny zestaw Toppinga, czyli modele D30 Pro oraz A30 Pro. Urządzenia skradły moje serce zarówno jako zestaw, jak i oddzielne elementy. Doceniłem ogólną relację jakości do ceny, bo kwoty rzędu 1790 zł za D30 Pro oraz 1590 zł za A30 Pro nie przerażały w kontekście możliwości. Mowa przecież o przetworniku z czterema kostkami Cirrus Logic CS43198 oraz wzmacniaczu generującym 6 W na kanał, które w tandemie zapewniają naturalne i angażujące brzmienie.

REKLAMA
hifiman

Nie każdy potrzebuje jednak tak dużej mocy, stąd Topping E50 oraz L50 mogą okazać się świetną i znacznie tańszą alternatywą dla wyżej opisanego zestawu. Otóż E50 kosztuje 1190 zł, a L50 wyceniono na 990 zł – oba urządzenia zamknięto w kompaktowych obudowach i nafaszerowano złączami. Co ciekawe przetwornik E50 dekoduje MQA i obsługuje DSD512, czego nie potrafi D30 Pro. Natomiast wzmacniacz L50 bazuje na architekturze znanej z A30 Pro i nadal zapewnia zapas mocy, bo 3,5 W na kanał powinno wystarczyć w większości sytuacji. Gdzie jest haczyk?

Wyposażenie

Zestaw modelu Topping E50 zawiera:

  • pilot;
  • kabel USB-A > USB-B (długość 117 cm);
  • kabel zasilający USB-A (długość 115 cm);
  • instrukcję obsługi i dokumentację.

Jak widać zabrakło zasilacza czy okablowania analogowego, ale otrzymujemy za to pilot znany z innych modeli Toppinga, w tym modelu D30 Pro. Pilot jest uniwersalny, więc może nie być w pełni funkcjonalny, ale to i tak mile widziany dodatek.

Natomiast zestaw wzmacniacza Topping L50 stanowią:

  • zasilacz z kablem (długość 112 cm);
  • adapter 6,35 mm > 3,5 mm;
  • instrukcja obsługi i dokumentacja.

Ze wzmacniaczem także nie ma interkonektów, więc należy wyposażyć się w nie samemu. W grę wchodzą zarówno kable niesymetryczne z wtyczkami RCA, jak i symetryczne realizowane za pomocą standardu TRS (duży jack stereo). Tym razem nie brakuje za to zasilacza 15 V, ale szkoda, że jego okablowanie nie jest dłuższe.

Konstrukcja

Od razu widać, że Topping E50 i L50 tworzą zestaw – aluminiowe obudowy mają taki sam, lekko zaoblony kształt. Producent oferuje do wyboru warianty czerwony, niebieski, srebrny oraz czarny, ale w momencie testu w Polsce dostępne są jedynie te dwa ostatnie, najbardziej stonowane. Wzornictwo jest generalnie minimalistyczne, estetyczne i uniwersalne. Może większe i bardziej zjawiskowe D30 Pro oraz A30 Pro prezentują się lepiej, ale tańsze modele są również niczego sobie.

Przetwornik E50 cechuje się niezwykle prostą konstrukcją. Na połyskującym froncie znajdziemy jedynie wyświetlacz w kolorze pomarańczowym, obok którego są niewielka dioda oraz pojedynczy przycisk. Ten ostatni element jest dotykowy i służy jako włącznik oraz przycisk wielofunkcyjny w jednym. Z kolei z tyłu jest ciasno od gniazd, bo od lewej umieszczono: wyjścia symetryczne TRS, wyjścia niesymetryczne RCA, wejścia cyfrowe koaksjalne, optyczne i USB-B, a także gniazdo zasilania.

Front wzmacniacza Topping L50 jest już bardziej zagospodarowany, bo zawiera: diodę, dwa trójstopniowe przełączniki, wyjście XLR 4-pin oraz 6,35 mm, a także duże pokrętło głośności z czerwoną lamówką. Z tyłu znajdziemy zaś multum, wyraźnie oznaczonych złącz, czyli: wejścia TRS oraz RCA, wyjścia TRS oraz RCA i gniazdo zasilania. Powyżej tego ostatniego jest jeszcze USB-C, które służy do aktualizacji oprogramowania wewnętrznego.

Nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z zestawem bardziej budżetowym i pozycjonowanym niżej od D30 Pro i A30 Pro, bo zastosowane aluminium jest znacznie cieńsze, a całość mniej masywna. Niemniej spasowanie konstrukcji nie rozczarowuje, obudowy są zwarte, a gniazda pozbawione luzów, więc jakość wykonania jest i tak niezła. Testowałem droższe urządzenia (np. od Bursona), które w porównaniu do bohaterów niniejszego testu wyglądały jak sprzęt DIY.

Ergonomia i użytkowanie

Kompaktowe obudowy łatwo docenić – modele E50 i L50 zajmują mało miejsca i stoją dość stabilnie ustawione jeden na drugim. Do przycisku na przetworniku jest wygodny dostęp i reaguje on responsywnie, a front wzmacniacza został logicznie rozplanowany, więc korzystanie z pokręteł czy złącz nie stanowi wyzwania. Nie obyło się jednak bez pewnych kompromisów użytkowo-obsługowych, które dotyczą zasilania oraz konfiguracji.

Zacznijmy od przetwornika. Żeby zasilić model E50 potrzebny jest albo adapter sieciowy 5 V, albo wolny port USB, bo gniazdo USB-B służy jedynie do transmisji sygnału. Może nie jest to praktyczne, ale dzięki temu odizolowujemy od siebie zasilanie od sygnału cyfrowego, co w pewnych sytuacjach może mieć znaczenie. W trakcie testów korzystałem z zasilacza sieciowego dedykowanego do smartfonów, który sprawdzał się bez zarzutu. W końcu na pokładzie E50-tki jest mobilny przetwornik ES9068AS, który ma małe zapotrzebowanie prądowe, więc potężne zasilacze są zbędne.

Przycisk dotykowy na froncie jest responsywny i pozwala na włączanie (dotknięcie), zmianę źródła cyfrowego (dotknięcia), zmianę wyjść (podwójne dotknięcia) czy wyłączanie (przytrzymanie). Z kolei konfigurację wywołuje się przytrzymaniem przycisku w trakcie włączania, co wyświetla charakterystyczne dla producenta kody. Odszyfrujemy je za pomocą instrukcji, co pozwoli wybrać filtr cyfrowy, włączyć automatyczne wygaszanie ekranu, dostosować jego jasność czy ustawić tryb wyjścia liniowego (DAC/PRE-AMP).

Czy dotykowy przycisk to w praktyce problem? Moim zdaniem nie, bo do dyspozycji jest też pilot, który pozwala na pełną obsługę oraz wygodniejszą konfigurację. Ponadto E50-tka może także włączać się samoczynnie po wykryciu sygnału, więc w ogóle nie trzeba sięgać do przycisku. Nie irytuje także wyświetlacz, który po konfiguracji wyłącza się po 30 sekundach. Wprawdzie wskaźniki wybranego źródła sygnału (np. USB) są podświetlone cały czas, ale nie przeszkadzają nocą.

Topping L50 nie wymaga już takich operacji czy konfiguracji, bo to jednak prosty w obsłudze wzmacniacz. Przełącznik z lewej to zarówno włącznik, jak i wybór źródła sygnału – pierwsza pozycja odpowiada gniazdom TRS, druga RCA. Natomiast kolejny przełącznik ustawia podbicie, czyli kolejno: -14,3 dB (L), -0,1 dB (M) oraz +13,9 dB (H). Pokrętło głośności mogło być za to lepsze – potencjometr działa gładko i z optymalnym oporem, ale brakuje mu precyzji. Nadal można ustawić pożądany poziom głośności, ale gałka potrafi lekko „odbijać” i ma wyczuwalny luz.

Obudowy obu modeli są małe, więc zrezygnowano z gniazd XLR na rzecz TRS. Szkoda, ale ucieszą się posiadacze monitorów studyjnych, które często posiadają właśnie wejścia TRS. Wprawdzie E50-tka ma tylko jedną parę gniazd TRS do spięcia z L50-tką, ale z tyłu tego drugiego są przelotowe wyjścia TRS. Jak działają? Otóż gdy włączymy wzmacniacz, to aktywne będą wyjścia słuchawkowe. Jeśli natomiast wyłączymy L50-tkę, to sygnał zostanie przekierowany na wyjścia TRS. Zatem włącznik jest w praktyce także przełącznikiem sygnału pomiędzy słuchawkami a głośnikami.

Warto wiedzieć, że mimo obecności symetrycznych wejść oraz wyjścia słuchawkowego XLR 4-pin, Topping L50 tak naprawdę nie jest wzmacniaczem zbalansowanym. Producent zastosował technologię NFCA (Nested Feedback Composite Amplifier), znaną z modelu A30 Pro, która w pozwala uzyskać multum mocy i jednocześnie czysty sygnał dla czułych dokanałówek. Niemniej i tak warto spiąć ze sobą zestaw za pomocą kabli TRS, bo przetwornik E50 podaje przez nie dwukrotnie większe napięcie względem RCA (4 V zamiast 2 V), na czym mogą zyskać wymagające słuchawki nagłowne.

Specyfikacja

Topping E50

  • przetwornik: ESS Technology ES9068AS
  • odbiornik: XMOS XU216
  • obsługa PCM: do 32 bit/768 kHz (USB)
  • obsługa DSD: do DSD512 (USB)
  • obsługa MQA: pełna (USB)
  • wejścia: USB, optyczne, koaksjalne
  • wyjścia: TRS, RCA
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-40 kHz +/- 0,3 dB (RCA i TRS)
  • THD+N: 0,0001% @ 1 kHz (RCA); 0,00009% @ 1 kHz (TRS)
  • SNR: 124 dB @ 1 kHz (RCA); 126 dB @ 1 kHz (TRS)
  • dynamika: 124 dB (RCA); 126 dB (TRS)
  • napięcie wyjściowe: 2 V rms (RCA); 4 V rms (TRS)
  • przesłuchy międzykanałowe: -130 dB @ 1 kHz (RCA); -139 dB @ 1 kHz (TRS)
  • impedancja wyjściowa: 20 Ω (RCA); 100 Ω (TRS)
  • wymiary: 155 x 129 x 41 mm
  • masa: 448 g

Topping L50

  • wejścia: RCA, TRS
  • wyjścia: RCA, TRS (bypass) oraz słuchawkowe XLR 4-pin i 6,35 mm
  • moc: 3500 mW x 2 @ 16 Ω; 2800 mW x 2 @ 32 Ω; 540 mW @ 300 Ω (6,35 mm i XLR)
  • podbicie: -14,3 dB; -0,1 dB; 13,9 dB (L, M, H)
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-40 kHz +/- 0,05 dB (6,35 mm); 20 Hz-40 kHz +/- 0,1 dB (XLR)
  • przesłuchy międzykanałowe: -119 dB @ 1 kHz (6,35 mm); -113 dB @ 1 kHz (XLR)
  • impedancja wyjściowa: < 0,1 Ω (6,35 mm i XLR)
  • THD+N: <0,00006%
  • SNR: 145 dB (6,35 mm); 140 dB (XLR)
  • poziom szumu: <0,7 uV rms
  • wymiary: 166 x 129 x 41 mm
  • masa: 554 g

Brzmienie

  • Słuchawki: Audeze LCD-2, Dan Clark Audio Ether 1.1, HiFiMAN Arya V3, Edition XS, HE-R9 i Sundara, Sennheiser HD 6XX, Campfire Audio Ara, Solaris 2020, FiiO FA9, FD5, FD7, FH5s i FH9, IKKO Gems OH1s, Meze Rai Solo
  • Źródła: Yulong DAART Aquila II, Burson Playmate Everest, Yulong DAART Canary II, FiiO K9 Pro ESS, M17, M15 i M11 Plus ESS, Cayin N3Pro, Cayin RU6, Astell&Kern AK70 MKII

Topping E50 i L50 – sygnatura dźwiękowa
Topping E50 i L50 tworzą zgrany duet. Brzmienie może jeszcze nie dorównuje do wspominanych wielokrotnie D30 Pro i A30 Pro, ale jakość dźwięku w pełni satysfakcjonuje. Sygnatura jest trochę inna, bo zastosowano jednak przetwornik ze stajni ESS Technology zamiast Cirrus Logic, ale nie należy obawiać się tego stereotypowego, mocno analitycznego czy maksymalnie technicznego dźwięku, o czym za chwilę. Brzmienie jest zrównoważone, ale jednocześnie muzykalne, bo słychać naturalne ciepło, barwy i pewną gładkość, ale bez strat w precyzji. W mojej ocenie tor jest uniwersalny, rozdzielczość wysoka, a przestrzeń optymalna.

Nie stwierdziłem spłycenia subbasu – z odpowiednimi słuchawkami przekaz dołu był pełny i masywny. Niskie tony są jednak liniowe, czyli nie słychać faworyzacji podzakresów, więc średni oraz wyższy bas są na swoich miejscach. Faktura instrumentów jest odpowiednio zróżnicowana, bas jest twardo zarysowany i kontrolowany, ale jego brzmienie nie jest bezwzględne – detali nie brakuje, dynamika jest duża, ale muzykalność gra pierwsze skrzypce. Mimo tego mogłem zarówno analizować poczynania basistów, jak i się zrelaksować lub zrobić z muzyki tło. W odpowiednim repertuarze i z kompetentnymi słuchawkami nie brakowało też energii.

Pasmo średnie jest i ma taki sam charakter, jak bas. Słychać lekki ciepło, nie brakuje barw, a muzyka jest gładka, ale znów nie kosztem precyzji, konturu czy szczegółów. Wyższej średnicy nie wycięto, więc muzyka nie sprawia wrażenia zamulonej czy rozmytej. Nie należy obawiać się jednak żyletek, mocno laboratoryjnego, wyżyłowanego dźwięku średnicy, co jest charakterystyczne dla Toppinga. Mnie sprzęt tego producenta kojarzy się z naturalnym ciepłem, brzmieniem przyjemnym i łagodnym, ale jednocześnie rozdzielczym. Taki dokładnie jest zestaw E50 z L50.

W wysokich tonach nie ma niespodzianek – pasmo to jest swobodne, rozciągnięte i wzorowo kontrolowane. Przekaz góry jest neutralny, bo góry nie ścięto, ale ta nie wybija się też ponad pozostałe zakresy. W górze nie ma żyletek, sopran nie jest ostry czy zimny, a pasmo nie dominuje, co nie jest standardem w przypadku źródeł bazujących na rozwiązaniach ESS Technology. Nie zrozumcie mnie źle – góry jest ciągle pod dostatkiem, ale jest podawana bez agresji, a jej charakter będzie zależał od samych słuchawek. Mowa jednak o stosunkowo neutralnym źródle dźwięku, oscylującym wokół naturalnej równowagi.

Scena dźwiękowa jest niezła, ale nie wybitna. Odebrałem przestrzeń jako kulistą, dość proporcjonalną w głębi, szerokości i wysokości. Pierwszy plan jest blisko, ale dalsze są dystansowane, więc przekaz jest w miarę trójwymiarowy. Nie należy jednak oczekiwać potężnej przestrzeni i wyjątkowo kontrastowej separacji kanałów. Muszę przyznać, że daje się wychwycić to, że wzmacniacz nie jest zbalansowany – stereofonię słychać, ale oba kanały dość mocno się przenikają. Zbalansowane „klocki” z platformy testowej wydawały się wręcz przełamywać scenę w połowie, dużo mocniej rozciągały ją na boki. Niemniej i tak byłem zadowolony z przestrzeni Toppingów.

Topping E50 i L50 – porównania z innymi urządzeniami
Nie dysponuję modelami D30 Pro i A30 Pro do bezpośredniego porównania, ale uważam, że słychać pewne podobieństwa w postaci naturalnego ciepła, barwności i gładkości, czyli ten trzon dźwięku Toppinga. Jednocześnie E50-tka z L50-tką brzmią ciut klarowniej, trochę bardziej technicznie i liniowo, stąd w mojej ocenie testowany zestaw jest bliższy neutralności. Modele z dopiskami Pro zapamiętałem jako barwniejsze, bardziej muzykalne, ale też brzmiące przestrzenniej – w przypadku D30 Pro i A30 Pro nie brakowało mi szerokości. Pod tym względem E50-tka z L50-tką zostają w tyle.

Z kolei kombo typu DAART Aquila II czy FiiO K9 Pro ESS, wyposażone w kostki ES9038 Pro okazały się brzmieć bardziej technicznie, klarowniej i mniej gładko. Aquila II generowała przy Toppingach wręcz laboratoryjne brzmienie, a muzykalniejszy FiiO K9 Pro i tak mocniej zarysowywał górę i średnicę, a także generował więcej basu. W obu przypadkach dało się wychwycić przewagę Aquila II czy K9 Pro ESS pod względem szerokości sceny czy rozdzielczości, ale nie tak dużą, jak sugerowałaby różnica w cenie.

Sięgnąłem także po odtwarzacze, ale skupiłem się na jednym – FiiO M11 Plus ESS. Dlaczego? To DAP z tym samym przetwornikiem ES9068AS, ale z układem wzmacniacza od THX. W efekcie odtwarzacz FiiO jest liniowy, neutralny, precyzyjny i mniej barwny. W przypadku konfiguracji E50 i L50 dźwięk jest mocniej nasycony, gładszy i cieplejszy, mniej stereotypowy dla ESS Technology. Myślę, że takie porównanie pokazuje, jak ważna jest implementacja układu i sam wzmacniacz. Zaryzykuję stwierdzenie, że Topping E50 i L50 spodobałyby się tym, którzy nie przepadają za sprzętem opartym na rozwiązaniach ESS Technology.

Topping E50 i L50 – synergia
Synergią właściwie nie trzeba się przejmować. Zestaw jest bliski równowagi, brzmi naturalnie ciepło i nadal klarownie w sopranie, stąd zgrywa się z przeróżnymi słuchawkami, które zabrzmią zgodnie ze swoim charakterem. Toppingi E50 i L50 zgrały się właściwie ze wszystkim, co do nich podłączyłem. Nie brakowało mocy, rozdzielczości czy dynamiki. Jedynie topowe modele nie rozwinęły skrzydeł w aspekcie sceny dźwiękowej, ale nie było tragedii. W razie potrzeby brzmienie można lekko dostroić filtrami cyfrowymi – według mnie filtr „fast roll off linear” zapewniał ciut ostrzejsze brzmienie od dwóch pozostałych.

Świetnie słuchało mi się zarówno łagodnych i naturalnych Etherów 1.1 od Dan Clark Audio, jak i masywniejszych Audeze LCD-2 czy też analitycznych i wyrazistych HiFiMAN Arya Stealth V3. Rewelacyjnie zgrały się także HiFiMAN Sundara – z tym połączeniem spędziłem mnóstwo czasu. W większości przypadków wystarczał średni poziom podbicia (zerowy), a pokrętło głośności rzadko przekraczało połowę skali. Nie inaczej było w przypadku 300-omowych Sennheiserów HD 6XX, które zostały napędzone z łatwością z wyjścia 6,35 mm, bo nie ma różnicy w mocy czy brzmieniu pomiędzy dużym jackiem a gniazdem XLR.

Sprawdziłem też zapewnienia producenta o czystości sygnału na słuchawkach dokanałowych. Rzeczywiście okazało się, że kultura pracy jest bez zarzutu – nawet na najbardziej czułych Campfire Audio Ara nie słyszałem szumu, jakichkolwiek zakłóceń czy problemów z wysterowaniem, a są to dość trudne, niskoomowe słuchawki armaturowe. Znakomicie wypadły także hybrydowe FiiO FH9, które brzmiały czysto, mocno i głęboko w basie, który był pełny, precyzyjny i wzorowo kontrolowany. Zatem tor rzeczywiście nadaje się do dokanałówek, co zdecydowanie nie jest standardem.

Kłopotliwa może być za to duża moc – z niektórymi dokanałówkami nie mogłem wyciszyć w pełni urządzenia, np. ze wspomnianymi Ara, czyli multiarmaturami o impedancji 8 omów. Nawet po spięciu zestawu kablem RCA (2 V na wyjściu E50) i wybraniu niskiego podbicia (-14,3 dB) było słychać muzykę na minimum skali potencjometru, którym trudno się operowało. Wystarczyło jednak włączyć tryb PRE-AMP Toppinga E50 i ściszyć jego wyjścia analogowe, by zestaw wzorowo współpracował z dokanałówkami.

Topping E50 i L50 – jako oddzielne elementy
Mimo że skupiłem się na teście Toppingów E50 i L50 jako zestawu, to sprawdziłem także oba urządzenia niezależnie. W tym celu wykorzystałem FiiO K9 Pro ESS, który posłużył jako wzmacniacz (THX AAA-788+) do przetestowania przetwornika Topping E50, jak i przetwornik (ESS ES9038 Pro) do odsłuchu wzmacniacza Topping L50. Rezultat nie zaskakuje – oba urządzenia bronią się samodzielnie, ale słychać że brzmienie całego toru to wypadkowa ich charakterów.

Najpierw podłączyłem E50-tkę do K9 Pro ESS i usłyszałem klarowny, precyzyjny i zarysowany dźwięk, ale z pełnym basem, bliską średnicą i precyzyjną górą. Brzmienie było ciut gładsze i mniej techniczne od tego z przetwornika ES9038 Pro, wbudowanego w K9 Pro ESS, ale różnica była znacznie mniejsza niż mogłoby się wydawać. K9 Pro ESS solo zabrzmiał trochę mocniej w górze i twardziej w dole oraz średnicy, ale podobnie przestrzennie, czyli również szeroko i głęboko. Zatem Topping E50 z ES9068AS to kawał dobrego i uniwersalnego przetwornika o neutralnym, ale przystępnym charakterze.

Następnie do wyjścia liniowego K9 Pro ESS podłączyłem Toppinga L50. Od razu wyszło na jaw, że lekkie ciepło, gładkość i pierwszoplanowa średnica to sprawka wzmacniacza, a nie przetwornika. Taka konfiguracja zapewniła łagodniejsze, bardziej muzykalne brzmienie od samego K9 Pro ESS. Zauważyłem też, że scena dźwiękowa była węższa – przestrzeń nadal satysfakcjonowała, ale L50-tka nie potrafiła tak kontrastowo odseparować kanałów, jak zbalansowany wzmacniacz THX-a. Niemniej i tak byłem pod dużym wrażeniem Toppinga L50, co dotyczyło nie tylko brzmienia, ale też mocy.

Podsumowanie

Toppingi E50 i L50 nie są perfekcyjne. Względem droższych modeli widać pewne oszczędności – jakość wykonania jest trochę niższa, a interfejs uproszczony, bo zrezygnowano ze standardu XLR na rzecz TRS. Brak zasilacza w zestawie E50-tki czy nieperfekcyjny potencjometr L50-tki także można zaliczyć do wad. Szkoda również, że scena dźwiękowa nie jest trochę szersza.

Jednak zalety górują nad wadami, bo oba urządzenia i tak zachwycają możliwościami. Przetwornik ma sporo złącz, obsługuje multum formatów i zapewnia świetne, neutralne brzmienie. W zestawie DAC-a nie zabrakło też pilota, który ułatwia konfigurację oraz obsługę. Z kolei wzmacniacz generuje krocie mocy, korzysta się z niego komfortowo i świetnie słucha, bo umuzykalnia on brzmienie. Całość tworzy naprawdę uniwersalną konfigurację zarówno do wymagających słuchawek nagłownych, jak i czułych dokanałówek.

Topping E50 kosztuje 1190 zł, a L50 jest dostępny za 990 zł. Uważam, że warto kupić zarówno oddzielne elementy, jak i oba sprzęty naraz. Mnie świetnie korzystało się z całego zestawu, który w mojej ocenie zdecydowanie zasługuje na rekomendację. Mimo pewnych wad, to mocna alternatywa dla droższych „klocków” i to nie tylko Toppingów D30 Pro oraz A30 Pro. Te ostatnie jednak warto rozważyć jeśli zależy nam na wyjściach i wejściach XLR oraz bardziej naturalnym, jakby analogowym brzmieniu.

Dla Topping E50 i L50

Zalety:
+ dyskretne wzornictwo
+ satysfakcjonująca jakość wykonania
+ kompaktowe obudowy
+ stosunkowo prosta obsługa
+ duże ogólne możliwości (pilot, interfejs itd.)
+ multum mocy i czysty sygnał
+ dość zrównoważone, bezpośrednie i angażujące brzmienie
+ neutralny dźwięk przetwornika E50
+ muzykalny wzmacniacz L50

Wady:
– pewne oszczędności w jakości wykonania i funkcjonalności
– brak zasilacza w komplecie z E50
– nie do końca precyzyjny potencjometr L50
– scena dźwiękowa L50-tki mogłaby być szersza

Sprzęt dostarczył:

audiomagic

REKLAMA
hifiman

2 KOMENTARZE

  1. Do Hifiman XS dokupilem topping ex5, jednak wydaje mi sie ze wzmacniacz w tym dac/amp combo jest za slaby, mysle nad zakupem L50 lub D30 PRO, pytanie czy ma to sens i faktycznie topping ex5 moze byc za slaby? z tego co mierzyli ex5 ma jakies 1W mocy. Co sadzicie Panowie?
    Pozdrawiam
    Michal

    • Przepraszam za opóźnienie w odpowiedzi. Co wskazywało na to, że EX5 nie jest wystarczająco wydajny? Nie znam tej konfiguracji, ale w teorii mocy nie powinno brakować, a EX5 ma też odpowiednio niską impedancję wyjścia słuchawkowego. Jeśli bas był przytkany, scena mała, a dynamika niska, to może rzeczywiście słuchawki potrzebują więcej. Korzystałeś z wyjścia XLR? Może Edition XS po prostu nie zgrywały się z tym Toppingiem?

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj