Produkty xDuoo czasami się pojawiały na naszych łamach przy okazji różnych recenzji, jednak tym razem jej nie będzie, mimo że prosto od firmy Audioheaven wpłynął do mnie ich najnowszy sprzęt stacjonarny: flagowa lampowa hybryda, xDuoo TA-30, wyceniona na 2799 złotych.

Jest to wszystko mające combo, czyli DAC, wzmacniacz słuchawkowy i odbiornik Bluetooth, zamknięte w jednym, trzykilogramowym bloku. Jako przetwornik działa tu układ scalony ESS Sabre 9038Q2, w oczy zdecydowanie rzuca się duża lampa prostownicza 5Z3P (może bardziej znana jako 5U4G), a jako lampy wzmacniające pracuje para ECC82 (czyli 12AU7). Oczywiście mamy tu obsługę protokołu Bluetooth w wersji 5.0 oraz kodeków audio od SBC aż po aptX HD i LDAC. Możliwość połączenia układu DAC jest zarówno przez USB, jak i przez wejścia optyczne oraz koaksjalne. Z kolei zewnętrzny przetwornik można podpiąć przez RCA.

Skoro jednak tyle tu dobra, to dlaczego nie ma dziś recenzji? Powód jest prosty: nie miałem na biurku żadnego odpowiednika prócz zestawu Focusrite Scarlett 6i6 2gen + xDuoo TA-20 , więc i o porównanie ciężko. Zamiast tego, dziś trochę luźniejszy opis mocno subiektywnych wrażeń.

REKLAMA
fiio

Wyposażenie


xDuoo TA-30 dociera do nas w niczym niewyróżniającym się kartonie, na którym znajdziemy logo producenta, oznaczenie modelu i zbiór informacji w języku chińskim. W środku, prócz samego combo, znajdziemy dodatkowe wyposażenie, popakowane w kolejne kartoniki. W nich znajdziemy następujące elementy:

  • lampę 5Z3P (made in China),
  • parę lamp produkcji JJ Electronic,
  • nakręcaną antenę Bluetooth,
  • dwie metalowe bramki ochronne,
  • komputerowy przewód zasilający,
  • kabel USB,
  • instrukcję obsługi.

Cieszy obecność lamp JJ. Oczywiście nie jest to żaden rarytas, gdyż to jedne z najtańszych nowych lamp na rynku, ale w przeciwieństwie do standardowych baniek ECC82, dodawanych do wzmacniacza TA-20, tu nie trzeba ich od razu wymieniać, gdyż na start nie zamulają układu.

Wykonanie


Całość TA-30 została zamknięta w solidnej metalowej bryle, z ładnie wyeksponowanymi lampami, za którymi zabudowano transformator. Wszystko jest świetnie spasowane, rogi delikatnie zaoblone, a matowa czerń dodaje całości powagi (a przy tym zaskakująco słabo zbiera odciski palców!). Jedynie „czapka” na transformatorze jest delikatnie przesunięta, przez co pod palcami można wyczuć jej krawędzie. Co prawda nie ma powodu by za nie łapać, szczególnie gdy xDuoo jest włączony od dłuższego czasu, niemniej to jakiś mankament w wykończeniu. Bardzo ciekawie zrobiono natomiast bramki ochronne lamp, których zaoblenia estetycznie opływają same lampy, a ich mocowania mocno przypominają wtyki bananowe przy kablach głośnikowych, dzięki czemu trzymają pewnie, bez konieczności dodatkowych mocowań.

Na przednim panelu mamy niewielki wyświetlacz, gdzie widać informacje o rodzaju połączenia, formacie dźwięku i częstotliwości kodowania. Pod nim umieszczono trzy przyciski: do wyboru źródła dźwięku, zmiany filtra (7 ustawień dla dźwięku PCM) oraz przycisk parowania dla modułu Bluetooth. Po prawej stronie od nich jest wyjście słuchawkowe 6,3 mm, więc w przeciwieństwie do TA-20, nie znajdziemy tu wyjścia zbalansowanego, co jest pewnym minusem i krokiem wstecz. Co prawda TA-30 raczej nie cierpi na brak mocy, ale już lepsza separacja kanałów na niektórych słuchawkach byłaby pożądana.

Wracając jednak do wyglądu… Na froncie mamy jeszcze dwa elementy. Pierwszym jest dość duży i wygodny potencjometr, z przyjemnie wyprofilowanym przodem gałki, dzięki czemu zawsze wiadomo, w jakim położeniu się znajduje, bez potrzeby patrzenia na niego. Drugim, nieco zaskakującym elementem, jest przycisk zmiany języka (do wyboru chiński i angielski). Co prawda komunikacja jest prosta i co najwyżej tłumaczone są nazwy typu „no signal” czy „coaxial”, więc nie wymagające zaawansowania w języku angielskim, ale widać producent uznał, że na jego rodzimym rynku będzie to przydatna funkcja. Osobiście zdecydowanie wolałbym zobaczyć w tym miejscu przełącznik zasilania, by nie sięgać na tył TA-30 za każdym razem by go włączyć lub wyłączyć. Oczywiście ze względu na duże ilości generowanego ciepła i tak należy trzymać urządzenie na otwartej przestrzeni, niemniej to i tak pewna niedogodność.

A co znajdziemy na „pleckach” obok włącznika? Najbliżej jest mocowanie anteny Bluetooth, obok którego mamy blok dwóch par gniazd RCA, gdzie górne odpowiadają za wyjście, gdy xDuoo służy tylko jako DAC, natomiast dolne to standardowe wejście liniowe.

Poniżej mamy trzy wejścia cyfrowe: USB, koaksjalne oraz optyczne, a obok nich komputerowe gniazdo zasilania. Zaraz nad nim, pod plastikową zaślepką, jest bezpiecznik, więc łatwo się do niego dostać w razie potrzeby. Miłym akcentem jest fakt, że w samej zaślepce ukryto jego zapasową sztukę, więc gdy coś się stanie, nie musimy od razu szukać sklepu z elektroniką.

Z kwestii użytkowych, warto wspomnieć o dostarczanej mocy: skromne 3000 mW przy słuchawkach 32 ohm pozwala rozruszać praktycznie wszystkie słuchawki, na pewno nie trzeba przejmować się niską głośnością. Mając DAC ustawiony w systemie na 10%, na wzmacniaczu praktycznie nie wychodziłem poza godzinę 9, czyli 20% wychylenia gałki potencjometru, i to na Fostexach T50RP Mk3. Na mniej wymagających prądowo słuchawkach głośność w systemie była obniżana nawet do 2%.

Taka moc w połączeniu z trzema lampami oczywiście generuje duże pokłady ciepła – fizyki się nie oszuka. W związku z tym, przy dłuższych sesjach odsłuchowych, temperatura przy biurku lekko się podnosi. To świetna rzecz zimą, nawet taką jaką mieliśmy w tym roku, ale latem – niekoniecznie. Z drugiej strony w upały długie siedzenie w słuchawkach i tak mocno grzeje, więc może niekoniecznie będzie to miało aż tak duże znaczenie.

Pod względem czystości sygnału, słychać lekki szum z sekcji zasilania, a jego odbiór jest mocno uzależniony od słuchawek. Na typowo domowych słuchawkach wokółusznych nie jest to nic, co by przeszkadzało nawet przy cichych odsłuchach i pojawia się właściwie tylko w przerwach pomiędzy utworami. Na dokanałówkach jest to natomiast często dość irytujące ze względu na ich dużą czułość. Wiele również zależy od tego, w jaki sposób dostarczamy dźwięk – przez AUX szum jest nieustanny, po USB mniejszy, wejście koaksjalne jeszcze go redukuje, a w najmniejszej ilości występuje on przez wejście optyczne. Niewiele można powiedzieć o połączeniu Bluetooth – na nim po prostu nie da się słuchać cicho, więc i ewentualne szumy giną gdzieś tam w tle za muzyką.

Brzmienie


Urządzenia wykorzystane podczas odsłuchów:

  • Transport: Samsung Galaxy S10e, komputer stacjonarny PC, ikko Zerda ITM03,
  • DAC: Focusrite Scarlett 6i6 2gen, iBasso DX150, xDuoo XD-05 Plus,
  • Wzmacniacz: S.M.S.L. SAP-9, xDuoo TA-20.
  • Słuchawki: AudioQuest NightOwl Carbon, Dunu Falcon-C, Empire Ears Bravado, Fostex T50RP Mk3, Fostex TH610, iBasso SR01.
  • Okablowanie: mocno nieaudiofilsko, bo wybrałem nowe kable z posrebrzanej miedzi produkcji Ventiona, idąc w kierunku opłacalności, zamiast prestiżu.

Na początek zacznijmy od standardowych lamp, gdyż te były dużą bolączką w xDuoo TA-20 i ich zmiana była wręcz obowiązkowa by uzyskać satysfakcjonujące brzmienie. Tu na szczęście nie ma takiej potrzeby i można spokojnie zostać na tym co jest, przynajmniej na samym początku.

Mamy więc parę JJ Electronic 12AU7 i bliżej nieokreśloną lampę 5Z3P, prawdopodobnie produkcji Shuguanga. DAC ustawiłem na USB, żeby ograniczyć wpływ innych urządzeń. A czy on w ogóle występuje? Owszem, słychać różnicę pomiędzy wejściem koaksjalnym, a USB i optycznym, które są niezwykle do siebie podobne. Czym się to przejawia? Otóż coax (wyprowadzony z Focusrite Scarlett 6i6 2gen) jest delikatnie cieplejszy i głębszy, zbliżający TA-30 do grania samego Scarletta. Różnica nie należy do dużych, ale jak najbardziej jest obecna. Jeśli zatem mamy taką możliwość, warto u siebie porównać, które wejście wypada lepiej.

Ze względu na to, że jednak najpopularniejszym portem jest USB, to skupiam się na nim. Jak to brzmi?

Przede wszystkim mamy dość lekkie i trochę rozmyte granie w dolnych rejestrach. Jest ono bogate, schodzi do samego dołu, dźwięki mają ciekawe faktury dające wrażenie głębi, ale całościowo są one zaoblone. Brak im dobrze zdefiniowanego szczytowego punktu, w którym byśmy poczuli uderzenie basu, przysłowiowe kopnięcie. Oczywiście przekłada się to na odbiór muzyki. Gdy mamy do czynienia z szybszą elektroniką czy metalem, nie ma tu tej potrzebnej energii, czuć że kolejne bity lub stopa perkusji powinny być bardziej dosadne i energetyczne. Natomiast ze względu na złożoność dołu jaki prezentuje TA-30, dobrze wypadają np. organy, na których nie ma typowego uderzenia, lecz mają one majestatycznie wybrzmiewać. W takim przypadku xDuoo na standardowych lampach daje namacalne i naturalne brzmienie. Podobnie dobrze wypada spokojniejsza elektronika, gdzie na dole mamy bardziej hipnotyzujące pulsowanie, zamiast serii szybkich bitów.

Tony średnie są już mocniejszą stroną TA-30. Nie tylko dają wgląd w wielowarstwowość dźwięków, ale są też one już mniej zaoblone, a przez nieco jaśniejszą barwę, wynoszoną głównie z przetwornika Sabre, daje nam to poczucie dużej swobody i lekkości dźwięków. Nie tylko zapewnia to większą uniwersalność brzmienia, ale również dodaje muzyce trochę magii, przez niektórych określanej zniekształceniami typowymi dla lamp. Bardzo dobrze dzięki temu brzmią instrumenty strunowe, niby naturalne, ale trochę wzbogacone, o większym nasyceniu, a jednocześnie dynamiczne, nie sprawiające wrażenia jakby grały z poluzowanymi strunami. Trochę gorzej wypadają wyżej wchodzące instrumenty dęte. Średnica idąca w stronę sopranów się rozjaśnia, a to z kolei odchudza nieco dźwięki z tego zakresu. Natomiast brzmienie generowane przez syntezatory wydaje się być bardziej spójne, zapewne z powodu jego gładszego przechodzenia pomiędzy kolejnymi tonami.

Wokale są postawione bliżej słuchacza, namacalne i gładkie, choć wyżej wchodzące głosy kobiece ocierają się o sybilizację, czasami przekraczając tę cienką granicę. Z tego względu możemy być pewni, że xDuoo na tych lampach nie uratuje słabych nagrań. Zaskakująco dobrze oddany jest za to niższy śpiew męski: masywny i silny, o odpowiednio długim wybrzmiewaniu. Przydałoby się jeszcze więcej głębi, ale podstawa basowa nieco je w tym ogranicza.

Tony wysokie zaczynają się dość mocno, wyraźnie nadając blasku instrumentom z tego zakresu. Nie jest to suche i agresywne brzmienie, jest w tym wszystkim pewna łagodność, jednak jednocześnie nieco zmienia się barwa dźwięków, która nadaje muzyce lekko syntetycznego brzmienia. Przez to np. ciężko określić materiał z którego wykonane są skrzypce, jakby rezonans był nieodpowiednio przekazany słuchaczowi. Natomiast samo skupienie dźwięków, ich wielowymiarowość, są oddane jak najbardziej prawidłowo. Nie mamy więc sytuacji, by blachy perkusji dawały zapiaszczony przydźwięk tudzież zbyt szybko się wygaszały, dzięki czemu otrzymujemy dość niespodziewany mariaż grania naturalnego z syntetycznym.

Scena jest bardzo solidna. Rozszerza się na boki, a jednocześnie oddalając się od nas jakby nabierała głębi. Nie jest to najbardziej rzeczywiste przedstawienie przestrzeni, ale za to efektowne. Blisko nas nie dzieje się za dużo, gra pierwszy plan, ale nie narzuca się. Natomiast dalej wyraźnie pojawiają się kolejne fragmenty muzyki, instrumenty zawieszone są raz wyżej, raz niżej, wyraźnie od siebie oddalone, a jednak spójne, bez pogłosów i wrażenia przebywania w zbyt dużym pomieszczeniu.

Szczegółowość oczywiście stoi na wysokim poziomie, nawet mimo tego, że dźwięki często wydają się zaokrąglone. Nie rozmywają się jednak między sobą, tylko pewnie trzymają swoje miejsce w szeregu, pozwalając słuchaczowi na wyłapywanie drobnych zmian, jakie się na nich pojawiają. Tu już bez zbytniego wsłuchiwania się w tło wyłapiemy szmery publiki na nagraniach koncertowych, czy nawet pojawiające się w studiu artefakty – wystarczy zaopatrzyć xDuoo w odpowiednie słuchawki.

Tak prezentuje się TA-30 na standardowych lampach. Z kapci nie wyrwie (no, może poza mocą), ale dostajemy już całkiem solidne brzmienie. Zmieńmy jednak lampy na coś innego. W pierwszej kolejności dobierzmy lampę prostowniczą, wzmacniające zostawiając te same. Na pierwszy ogień idzie Shuguang 5U4G z czarnymi anodami. Jest ona z bieżącej produkcji i można ją kupić za niespełna 80 złotych, to zatem jedna z tańszych nowych opcji.

Zamiast opisywać wszystko od nowa, skupmy się na zmianach, bo choć można się spotkać z opiniami, że lampa prostownicza nic nie wnosi do dźwięku, to jednak moje ucho (i nie tylko moje) się z tym nie zgadza.

Przede wszystkim, od razu można dostrzec dwie zmiany: po pierwsze jest ciszej, a po drugie pojawia się różnica w barwie dźwięku. Na basie i średnicy jest cieplej i równiej, a jednocześnie bardziej gładko, mniej nowocześnie. Nie znaczy to jednak, że jest nudniej, gdyż przybywa dołu, zwłaszcza w jego środkowej części, a sam charakter brzmienia zaczyna zachęcać do podkręcania głośności, co przekłada się na wrażenie wzrostu dynamiki. Zagęszczoną atmosferę dodatkowo wzmacnia przybliżenie sceny, gdzie kolejne plany są coraz bliżej siebie – nie rozmywają się między sobą, ale powietrza między nimi ubywa w porównaniu do lampy stockowej. Zmiany zachodzą również w górze pasma – nie ma już tego syntetycznego nalotu, ale instrumenty operujące w tym zakresie wygaszają się trochę szybciej, jednocześnie będąc bardziej zwartymi. Z jednej strony dynamizuje to brzmienie, a z drugiej osoby czułe na to pasmo mogą poczuć, że czasami wychodzi ono przed szereg. Również z tego powodu nie znika całkiem wrażliwość na sybilanty – gdy coś się zbliża do sopranów, mimo ciepła panującego niżej, lepiej by było dobrej jakości, bo inaczej może niemiło zaskoczyć.

Zmieńmy teraz lampę na coś trochę bardziej uznanego, a mianowicie na 5C3S (odpowiednik 5U4G) z czarnymi anodami produkcji Svetlany, a dokładniej NOS z 1961 roku, której cena oscyluje w okolicach 150-200 złotych. Przy okazji szybkie wyjaśnienie czym jest NOS, jeśli ktoś się z tym terminem nie spotkał – są to lampy (co prawda nie tylko, ale głównie), które nie są nowe, ale też i nie były używane. To czasem jakieś leżaki magazynowe, a częściej elementy kolekcji. Dość powszechnie kilkudziesięcioletnie NOS-y uważa się za najlepiej brzmiące i jest ich na rynku coraz mniej, a dzięki temu dobrze się spekuluje ich cenami…

Ale wróćmy do brzmienia. Podobnie jak w przypadku Shuguanga, następuje ocieplenie dźwięku, jest jednak głośniej, a nie ciszej. Dodatkowo ciepło pojawia się na całym paśmie, przez co jest ono bardziej spójne wewnętrznie i naturalne. Dodatkowo definicja basu ulega poprawie – uderza on bardziej punktowo, jednocześnie nie gubiąc swojej namacalności. Na średnicy mamy wyraźne wyrównanie poziomów, więc już nie ma ewentualnych problemów z żywymi instrumentami, które teraz grają spójnie od dołu do sopranów, a sybilanty na wyższych poziomach zostały opanowane. Nie znaczy to wcale, że góra została wygaszona, wręcz przeciwnie. Na Svetlanie mamy łagodniejsze przejście pomiędzy górą i tonami średnimi, ale same tony wysokie są wyciągnięte wyżej i dostały więcej blasku, gdyż nie wygaszają się tak szybko jak na Shuguangu. Jest tu pewna łagodność, nie starają się one atakować słuchacza, ale są na tyle wyraziste, że czasami trochę za bardzo wychodzą do przodu ze swoją prezencją. Pod względem sceny mamy jakby odwróconą wersję oryginalnej lampy. O ile na szerokość przestrzeń wydaje się podobnie rozbudowana, to już głębia została rozrysowana w inny sposób: mamy jej więcej na pierwszym planie, a rozchodząc się na boki całość zostaje zawężona. Nie jest to może aż tak efektowne, ale bardziej naturalne, dające więcej swobody. Dodatkową korzyścią jest też wyraźne zmniejszenie szumów na wyjściu słuchawkowym.

Główne zmiany dźwięku uzyskuje się jednak na lampach wzmacniających, więc przejdźmy do nich. Na pierwszy ogień idzie para Raytheon na czarnych anodach, w zależności od stanu wyceniana od 100 złotych za dogorywającą i niezbalansowaną parę, do 250 złotych za stan idealny z balansem. W ramach testu wolałem sięgnąć po lepsze egzemplarze…

Tu dźwięk jest bardziej skoncentrowany i dynamiczny niż na JJ Electronic – szybciej uderza, szybciej zanika, punkty szczytowe są bardziej dosadne, a więc i bas nabiera przysłowiowego kopa. Brzmienie jest też nastawione na przekaz bezpośredni, atakujący słuchacza, o nieco szkieletowej konstrukcji i podkreślający skraje pasma. Nie mamy tu już tego wrażenia dużych i dostojnych dźwięków. Podkręcona głośność i agresywna muzyka, to jest to co lubią Raytheony, a gdy dodamy do tego słuchawki z mocniejszym basem, robi się już mocno rozrywkowo. Przy czym, dość zaskakująco, nie atakują one sybilantami, dość skutecznie wygładzając wyższą średnicę – dopiero na sopranach dzieje się więcej. To jednak dźwięk dobrze poukładany i przestrzenny, więc nie giniemy w tym wszystkim. Pierwszy plan jest wyraźnie odsunięty od słuchacza, a scena rozchodzi się nie tylko szeroko, ale również mocno rozbudowuje głębię w porównaniu z JJ. W połączeniu z poczuciem większej szczegółowości, daje nam to wrażenie wyższej jakości przy jednoczesnej zmianie charakteru grania.

Trzeba natomiast uważać na dobór lamp prostowniczych, gdyż z tą z zestawu Raytheony się nie lubią – w takim połączeniu dźwięk jest zbytnio odchudzony, jasny i nadto agresywny. Może z typowo ciemnymi słuchawkami by się to sprawdziło, ale raczej nie rozważałbym budowy takiego zestawu lamp – w testowanej kombinacji najlepiej wypadły ze Svetlaną.

Drugą parą 12AU7 jaką dobrałem do xDuoo TA-30, są Psvane Treasure Mark II, które świetnie się spisywały ze wzmacniaczem xDuoo TA-20. To aktualna produkcja, ale lampy tej serii cieszą się dobrą opinią wśród miłośników lamp, co jest dość nietypowe, gdyż często nie chcą oni nawet patrzeć na nowe sztuki. Cena? Od 270 do 320 złotych za parę, ale biorąc pod uwagę, że nie jest to żaden biały kruk czy leżak magazynowy, po prostu warto wybrać najtańszą ofertę.

Psvane to takie trochę połączenie lamp JJ i Raytheonów. Nie są tak rozjaśnione jak te ostatnie, są najbardziej delikatne na górze pasma, która pozostaje czysta i wyrazista, ale nie ma tu ostrości, a jednocześnie bas jest dobrze zaakcentowany, z solidnym uderzeniem. Oczywiście nie jest ono tak punktowe i ekstremalnie precyzyjne jak w dobrym wzmacniaczu tranzystorowym, ale w połączeniu z przyjemnie zaoblonym dźwiękiem, dodającym masy do muzyki, daje to bardzo angażujący przekaz. Najbardziej korzysta na tym średnica, niezwykle dźwięczna, ocieplona, a przy tym pełna werwy, dająca wrażenie niemal namacalności instrumentów – na fortepianie możemy wręcz śledzić palce pianisty. Oczywiście jest w tym trochę czarowania, ale przecież o to w lampach chodzi. Pomaga w tym prezentacja przestrzeni, zdecydowanie najbardziej naturalna wśród testowanego zestawienia – ani specjalnie bliska, ani efekciarsko rozdmuchana, mimo że sięga daleko. Daje poczucie siedzenia przy samych instrumentach, ale bez przytłaczania ich obecnością – wszystko jest na swoim miejscu i bardzo dokładnie pokazane w trzech wymiarach. Szczegółowość jest jednak troszkę niższa niż na wcześniej opisanej parze.

Bonus – ponownie trochę mniej szumów, więc pod tym względem dobrze się zgrywa ze Svetlaną. Natomiast brzmieniowo dużo zależy od słuchawek, gdyż na ciemniejszych lepiej wypadnie Shuguang, bardziej rozświetlający górę.

A jak xDuoo TA-30 sprawdza się jako DAC? Cóż, jak to przetwornik Sabre o dość standardowym strojeniu dla tej firmy. Dźwięk jest zatem lekko rozjaśniony, bardzo detaliczny, stojący raczej po technicznej stronie. Dzieje się zdecydowanie dużo, gdyż ze względu na taką charakterystykę poszczególne tony są szybkie i dokładne, trafiające w punkt oraz prezentowane na różnych płaszczyznach sceny z podobną siłą (o ile nagranie na to pozwala). Czasami wręcz nie wiadomo na czym się skupić.

Nie jest to jednak suche i matowe granie – instrumenty posiadają odpowiednią masę i, mimo rozjaśnienia oraz wysokiej dynamiki, nie są one męczące, głównie ze względu na łagodnie przeprowadzone przejście ze średnicy w tony wysokie. Jednocześnie można zapomnieć o tym, że TA-30 zacznie wygładzać i ratować kiepskie nagrania – absolutnie nie. Jeśli więc będziemy mieli w utworze syczące wokale, to dokładnie takie dostaniemy, po prostu xDuoo dodatkowo tego nie podbije.

Zmieniłbym natomiast scenę, bowiem wyraźnie rozciągnięto ją na boki kosztem głębi. W tym aspekcie posiadany przeze mnie Scarlett 6i6 2gen oferuje bardziej trójwymiarowe rozbudowanie przestrzeni. Nie jest może aż tak efektowny, za to bardziej naturalny.

Oczywiście nie musimy się zbytnio martwić lampami, czy nam przypadkiem czegoś nie ograniczą, gdyż układ DAC to typowy tranzystor, zawsze grający w określony sposób, zgodnie z zastosowaną aplikacją.

Synergia ze słuchawkami zależy jedynie od fantazji w doborze lamp – kombinacji dźwięku jest masa i dopóki nie będziemy podpinali dokanałówek wrażliwych na szumy elektroniki, zawsze uda się znaleźć odpowiednią konfigurację.

Dla przykładu, na posiadanych przeze mnie nausznikach domowych, oryginalny zestaw lamp najlepiej zgrał się z AudioQuest NightOwl, Raytheony ze Svetlaną świetnie wypadły na iBasso SR01, natomiast Fostexy TH610 oraz T50RP MK3 pasowały do Psvane z Shuguang, ale tego ostatniego można było z powodzeniem zastąpić Svetlaną, jeśli lubimy bardziej zaznaczoną górę.

Wybrane dokanałówki akurat nie były specjalne podatne na szum, więc jak najbardziej dało się na nich słuchać muzyki – tu Empire Ears Bravado właściwie nie wybrzydzały, ładnie trzymając swoją charakterystykę i korzystając z dużej ilości dostępnego prądu, który bardzo lubią. Natomiast Duny Falcon-C bardzo dobrze czuły się w kombinacji z Psvane ze Svetlaną, wpasowujących się w brzmienie Falkonów, szczególnie w górnych rejestrach.

Podsumowanie


Jako że nie jest to recenzja, to również w podsumowaniu pozwolę sobie na bardzo subiektywną opinię. Po prostu odpowiem na pytanie, czy bym kupił xDuoo TA-30.

Rozważając plusy: mamy zintegrowany dobry DAC z bardzo mocnym wzmacniaczem słuchawkowym, który nie zabiera dużo miejsca na biurku, ma masę wejść, obsługę Bluetootha, wymienne lampy pozwalające na zabawę brzmieniem. Urządzenie jest też świetnie wykonane i po prostu ładne w swojej surowości.

Z minusów: lampy pociągają za sobą kolejne wydatki, za głośne granie na połączeniu bezprzewodowym oraz brak wyjść zbalansowanych.

Jaka jest więc moja decyzja? Z czysto osobistych względów jednak “nie”, gdyż zarówno monitory odsłuchowe, jak i słuchawki stacjonarne, mam przygotowane właśnie pod balans. Dlatego pozostaje Focusrite Scarlett 6i6 2gen jako DAC, ale z marką xDuoo się nie rozstaję, gdyż TA-20 dobrze się ze Scarlettem uzupełnia.

Jeśli jednak kogoś balans nie interesuje, chce się pobawić lampami i nie ma dużo miejsca na biurko, wówczas zdecydowanie warto się zainteresować TA-30. Pewnie z czasem nasz zestaw lamp będzie kosztował więcej niż samo combo, jednak taki już urok tego hobby, w końcu raczej nikt nie kupuje sprzętu audio opartego na lampach, by zaoszczędzić pieniądze. Ja w każdym razie bawiłem się z TA-30 wyśmienicie i oddałem go z żalem.

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
fiio

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here