xDuoo to już dobrze rozpoznawalna marka na rynku audio. Ostatnio, dzięki firmie Audioheaven, trafił do Polski ich nowy odtwarzacz Nano D3, wyceniany na 319 złotych. Cena plasuje się zatem pomiędzy starszymi modelami X2 oraz X3, które zebrały spore grono wielbicieli. Czy nowy D3 ma szansę powtórzyć ich sukces?

Wyposażenie

Odtwarzacz otrzymuje się zapakowany w nieduże pudełko, które wśród konkurencji nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ot, nasuwany kartonik z grafikami i podstawowymi informacjami, a w środku pudełko z pianką zabezpieczającą Nano D3, oraz akcesoria w postaci:

  • kabla USB do ładowania i przesyłu danych,
  • 2 folii ochronnych na ekran,
  • instrukcji obsługi i gwarancji.

REKLAMA
ibasso

To zatem całkiem standardowe wyposażenie, nie odbiegające od tego, jakie znaleźć można w zarówno w DAP-ach za 200 zł, jak i za 3000 zł. Należy mieć jednak nadzieję, że z czasem producent udostępni dodatkowe akcesorium w postaci etui ochronnych.

Budowa i ergonomia

Zgodnie z tradycją panującą wśród odtwarzaczy xDuoo, również Nano D3 ma obudowę wykonaną z aluminium. To klasyczny sześciobok, przypominający bardziej X2 niż X3. Jest on nieco kanciasty, wszystkie ścianki łączą się pod kątem prostym, ale w dłoni leży stabilnie, a krawędzie nie wżynają się w skórę. Przy rozmiarach 83 x 45 x 10 mm, otrzymuje się dobrze dopasowane do ręki urządzenie, z łatwym i swobodnym dostępem do każdego miejsca.

Całość jest solidnie spasowana, tył pewnie przykręcony. Trzeba się solidnie namachać odtwarzaczem przy uchu, żeby usłyszeć przyciski uderzające w obudowę, co bardzo dobrze świadczy o ich dopasowaniu.

Front w większości wypełnia szybka, choć jest ona nieco „oszukana”, gdyż ekran posiada bardzo duże ramki, a jego powierzchnia użytkowa wynosi zaledwie dwa cale. Przy rozdzielczości 240×320 pikseli zastosowany wyświetlacz IPS daje w pełni zadowalającą jakość obrazu – nie ma problemów z odczytem wyświetlanego tekstu, a pojawiające się okładki płyt mają odpowiednio nasycone kolory. Co istotne, również w świetle słonecznym dane ciągle są czytelne, co w tańszych odtwarzaczach xDuoo bywało w przeszłości sporym problemem.

Pod ekranem umieszczono cztery przyciski. Centralnie umieszczono największy z nich, odpowiadający za zatwierdzanie opcji w menu oraz pełniący funkcję play/pauza. Na lewo od niego jest guzik „wstecz”, który przy dłuższym przytrzymaniu przenosi do głównego ekranu. Po prawej stronie zlokalizowano zaś dwa klawisze (góra i dół), umożliwiające poruszanie się po systemie odtwarzacza oraz zmianę utworów.

Prawa krawędź zawiera trzy przyciski umieszczone jeden pod drugim oraz małą dziurkę służąca do resetowania D3. Tutaj dochodzimy do najsłabiej przemyślanej rzeczy w konstrukcji xDuoo Nano, czyli doboru funkcji, jakie są przypisane przyciskom włącznika oraz zmiany głośności. Nie różnią się one zupełnie niczym, przez co przypadkowo można wyłączyć odtwarzacz zamiast pogłośnić utwór. Na szczęście ponowny rozruch trwa około pięciu sekund, a przy aktywnym wznawianiu od ostatnio odsłuchiwanego miejsca, nie jest to mocno kłopotliwe. Mimo wszystko jednak przesunięcie włącznika na drugą krawędź lub zmiana kształtu klawisza rozwiązałoby ów problem całkowicie.

Górna krawędź to miejsce na kartę pamięci (obsługa kart microSD do 256GB) oraz najpopularniejsze gniazdo microUSB typu B. Na dolne mamy wyjścia słuchawkowe oraz liniowe (trochę oszukane, gdyż D3 pozwala na regulację głośności). Tylna ścianka zawiera oznaczenia modelu, certyfikaty i numer seryjny.

System zastosowany w Nano D3 to nowe wcielenie softu znanego z wyższych modeli X10 oraz X10T. Na głównym ekranie mamy sześć ikon: “Muzyka” (zawartość pamięci ułożona według tagów zapisanych w plikach), “Odtwarzanie” (przenosi do aktualnie odtwarzanego utworu), “Katalog” (bezpośredni dostęp do zawartość pamięci, a więc przeglądanie po folderach), “Ulubione” (czyli utwory oznaczone jako ulubione), “Ustawienia muzyki” (czyli tryby powtarzania, korektor itp.) oraz na końcu “Ustawienia” (wybór języka, wyłączanie czasowe, blokada klawiszy i inne).

Na stronie producenta dostępna jest wersja oprogramowania oznaczona jako v1.2 i warto ją zainstalować. Zajmuje to chwilę, a naprawia ona błąd ucinania początkowych sekund każdego utworu oraz wyraźnie przyspiesza poruszanie się po menu oraz wczytywanie utworów. Co prawda nadal tu i ówdzie trafić można na nie do końca lub błędnie spolszczone fragmenty tekstu, a foldery układane są według daty umieszczenia ich w pamięci, a nie alfabetyczne (to preferowany w Chinach układ – zapewne z czasem pojawi się opcja segregowania „po europejsku”), ale pod względem użytkowym xDuoo Nano zanotował duży progres względem pierwszej wersji produkcyjnej. Natomiast niezależnie od systemu jaki mamy wgrany, otrzymujemy dość rzadką możliwość kasowania utworów wprost z odtwarzacza, co bywa pomocne przy składankach.

Pod względem obsługi formatów zapisu muzyki, xDuoo pozwala na odtwarzanie praktycznie wszystkich popularnych kodeków, łącznie z DSD256. Czas pracy D3 ma wynosić do 20 godzin, a mnie podczas testów wychodziło około 18 godzin na plikach FLAC, więc pod tym względem Nano wypada bardzo solidnie, szczególnie gdy dołożymy przyzwoity zapas mocy na wyjściu słuchawkowym (oficjalnie 250mW przy impedancji słuchawek wynoszącej 32 Ohm).

Szumy własne odtwarzacza, w porównaniu do bezpośrednich konkurentów są dość niskie i mogą przeszkadzać tylko przy bardzo czułych słuchawkach. Co prawda dodatkowo przy każdym przełączeniu utworu słychać dźwięk załączającego się wzmacniacza, jednak daleko mu do nieprzyjemnych i głośnych trzasków, jakie można spotkać w znacznie droższych konstrukcjach.

Brzmienie

Słuchawki służące przy odsłuchach: Alpha&Delta AD01, Fidue A71, MEE Audio P1, Ostry KC06A, Periodic Audio Beryllium, Rose Mini2, Shozy Zero, TFZ Exclusive King, TFZ Series 5, Whizzer Haydn A15Pro, xDuoo EP1.

Bas jest wyraźnie podbity i masywny. Główny akcent położono na midbas, co w połączeniu z dużą sprężystością, dają mu bardzo rozrywkowy charakter. Nie jest to granie naturalne ani tym bardziej neutralne, ale noga sama chodzi w rytm muzyki. Co prawda gubi się przez to część informacji, a żywe instrumenty są przerysowane, zbyt długo wybrzmiewają i mają zubożone zróżnicowanie, ale tam gdzie liczy się energia, nowy xDuoo pokazuje swoje możliwości. Nawet gdy stopa perkusji jest trochę za miękka, to dawka emocji jakie ze sobą niesie (wraz z gitarami basowymi) z nawiązką to wyrównuje.

Średnica jest trochę cofnięta, ale gładka, lekko ocieplona, wyraźnie osadzona na basie, jednak nie jest przez niego stłumiona. Ze względu na podbicie w okolicach sopranów dźwięki są żywe, ale czasami delikatnie zapiaszczone, gdy podbicie góry wpływa na tony średnie i trochę przejaskrawia instrumenty strunowe. Nie jest to męczące, ale raczej nie nadaje się do krytycznych odsłuchów muzyki klasycznej czy jazzu. Dobrze wypadają brzmienia nowoczesne, raczej tworzone na komputerach niż w sali koncertowej. Trance, dance, industrial – w tych gatunkach D3 czuje się jak ryba w wodzie. Duży rozmach dźwięków i ich podbicie na skrajach, które zwiększa dynamikę brzmienia, mocno wciągają w muzykę.

Bez użycia korektora wokale są przerysowane i zbyt podciągnięte w górę, przez co stają się męczące. Po zbiciu w ustawieniach zakresu 6 kHz o jedną kreskę, głosy stają się już całkiem naturalne. Kobiecy śpiew jest zadowalająco intymny, mimo lekkiego oddalenia średnicy od słuchacza. Z kolei wokale męskie mają odpowiednią ilość siły, nie rozmywają się, nie chowają za instrumentami, a po prostu dają sporą dawkę przyjemności z odsłuchów.

Tony wysokie na domyślnym ustawieniu są bardzo mocne, a podbicie zaczyna się już na średnicy, przez co są one ofensywne i męczące. Na szczęście można łatwo temu zaradzić – do wspomnianego wcześniej zbicia o jedną kreskę zakresu 6 kHz należy dodać podobne zejście przy 16 kHz. Od tego momentu soprany stają się znacznie lepiej poprowadzone, bez agresji i narzucania się słuchaczowi. Nie są wybitnie pod względem wybrzmiewania – ich charakter jest wówczas dość spokojny, ale gdy potrzeba to skrzypce czy trójkąt potrafią ładnie zawibrować. Tak ustawiona góra dobrze wpasowuje się w niższe zakresy, dając łatwe w odbiorze, mocno rozrywkowe granie.

Scena budowana przez xDuoo Nano D3 jest zaskakująco rozciągnięta, szczególnie jak na ten przedział cenowy. Niewątpliwie ma na to wpływ strojenie średnicy oraz sopranów, ale nawet przestawiając suwaki na korektorze można zauważyć, że dźwięki niosą się wyraźnie na boki, odsuwając się od środka głowy. Głębia nie jest już zbyt imponująca, trzyma muzykę raczej w jednej linii, co odbija się na nieco słabszej holografii, ale zdecydowanie nie można tu mówić o wrażeniu zamknięcia – to po prostu bardziej typowy rozkład stereo zamiast wrażenia przestrzenności.

Szczegółowość została poświęcona na rzecz wspomnianej rozrywki. Co prawda podbita góra próbuje tworzyć złudzenie mocniejszej analizy, jednak czuć, że mikrodetale rozmywają się w tle, ale całość nie odbiega od średniego poziomu w tym pułapie cenowym.

Spory zapas mocy zdecydowanie pomaga w doborze słuchawek. D3 nie tylko napędził wszystkie dokanałówki, jakie do niego podpiąłem (łącznie z wymagającymi MEE P1), ale również przyzwoicie sobie poradził z Fostexami TH610 oraz HiFiMAN-ami HE-400i (tu dopiero przy głośności 70/100 można było mówić o komfortowym odsłuchu).

Pod względem charakterystyki zdecydowanie należy unikać łączenia xDuoo z jasnymi słuchawkami o mocnej górze. Niedawno testowane Whizzery Haydn A15Pro zupełnie nie zgrały się z opisywanym odtwarzaczem – było jazgotliwie i sztucznie. Podobnie wyglądało połączenie z Ostry KC06A i niewiele lepiej z TFZ Exclusive King. Ciekawie z D3 wypadły za to Rose Mini2, Shozy Zero, TFZ Series 5 oraz MEE P1 – zagrały one rozrywkowo, z rozbudowanym dołem, ale również z dobrą kontrolą. Jednak bezdyskusyjnym wygranym zostały Alpha&Delta AD01, które sprawiały wrażenie, jakby były strojone specjalnie pod ten odtwarzacz. Chłodniejsze i bardziej techniczne granie AD01 zostało dopełnione ciepłem i gładkością D3, dając brzmienie o silnej basowej podstawie, która jednak nie wchodzi na średnicę, tworząc duet do wybijania rytmu muzyki.

Konkurencji dla D3 należy upatrywać oczywiście w dwóch innych odtwarzaczach xDuoo, czyli X2 oraz X3. Nano D3 charakterem przypomina mniejszego brata, jednak ogólną jakością, bliżej mu do X3, choć to całkiem inne granie. Ciągle dostępny na rynku FiiO X1 to DAP z lepszym oprogramowaniem i wyraźnie gorszym brzmieniem, cyfrowym i ociężałym. Grajki z rodziny Sandisk Sansa to tańsza alternatywa, jednak nie znajdziemy w nich tej energii, zarówno pod względem emocji, jak i czystej mocy na wzmacniaczu.

Podsumowanie

xDuoo Nano D3 to ciekawy odtwarzacz. Równie dobrze mógłby nazywać się X10 Mini, gdyż z większym bratem dzieli charakter grania. Pod tym względem daje on dużo radości z odsłuchów, koloryzując muzykę, ale nie jest przy tym mdły. Wiele obsługiwanych formatów plików dźwiękowych, wyjście liniowe, spora moc, przyzwoity ekran i prosta obsługa to wręcz przepis na sukces. Mimo początkowych błędów w oprogramowaniu, producent szybko uporał się z większością z nich, łatając te największe, co dobrze zwiastuje w kwestii dalszego wsparcia. Jeśli komuś nie przeszkadzają błędy w tłumaczeniu na język polski oraz sortowanie po datach i ceni sobie głównie wesołe i energetyczne brzmienie, wówczas D3 to chyba najlepsze budżetowe rozwiązanie. Jeśli natomiast przywiązujemy uwagę do szczegółów, lubimy prawdziwszy przekaz i bardziej dopracowany system, zdecydowanie lepszym wyborem będzie starszy i niewiele droższy xDuoo X3, na który można wgrać oprogramowanie Rockbox.

Zalety:
+ energetyczne i angażujące brzmienie,
+ dobre rozciągnięcie sceny na boki,
+ duża liczba obsługiwanych formatów,
+ wysoka moc na wyjściu,
+ pewnie leży w dłoni i umożliwia bezwzrokową obsługę,
+ jakość ekranu (jak na ten przedział cenowy).

Wady:
– słabe tłumaczenie interfejsu na język polski,
– zbyt mocna i agresywna wyższa średnica oraz soprany.

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
ibasso

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here