R2 Red to nowe słuchawki brytyjskiej marki IMR Acoustics, które stanowią zamknięty wariant modelu R2 Aten. Posiadają przetworniki dynamiczne 13,6 mm oraz ceramiczne, a także zaawansowany system podwójnych filtrów akustycznych.

Testowane wcześniej IMR R1 Zenith zrobiły na mnie duże wrażenie – to jedne z najoryginalniejszych słuchawek dokanałowych z jakimi miałem do czynienia. Nie chodzi tylko o samo wzornictwo, a pokrętła otwierające komory przetworników oraz system filtrów, a także charakterystyczne brzmienie. Nowy model R2 Red ma niby podobną konfigurację przetworników, ale bazuje na wentylowanych słuchawkach R2 Aten, których nie miałem okazji sprawdzić. Producent wymienił jednak przetwornik dynamiczny na taki, który lepiej sprawdza się w zamkniętych komorach przetworników. Zastosowano też taki sam system strojenia, jak w przypadku R2 Aten, czyli filtry są podwójne – wymienne są zarówno same falowody (tulejki), jak i końcówki. Tych pierwszych jest pięć par, drugich sześć, co daje łącznie trzydzieści kombinacji. Przetestowałem wersję z okablowaniem symetrycznym i niesymetrycznym. Sprawdźcie, co potrafią R2 Red i jak wypadają w porównaniu do R1 Zenith.

REKLAMA
fibae

Wyposażenie

IMR R2 Red są zapakowane nietypowo. Rolę pudełka pełni duży futerał, zamykany na zamek i wypełniony foremką z pianki. Wewnątrz niego znajdziemy:

  • słuchawki;
  • kabel 2-pin 0,78 mm z wtyczką 3,5 mm (długość 140 cm);
  • kabel 2-pin 0,78 mm z wtyczką 2,5 mm (długość 140 cm);
  • dwie opaski na kable;
  • klips do kabla;
  • adapter 6,3 mm;
  • komplet tipsów silikonowych (S, M, L, XL);
  • dwie pary nakładek piankowych (M i L);
  • parę nakładek silikonowych dwukołnierzowych;
  • pudełko na nakładki;
  • zestaw tulejek akustycznych (czarne, złote, czerwone, fioletowe, zielone);
  • zestaw filtrów akustycznych (niebieskie, czarne, złote, czerwone, fioletowe, zielone);
  • kartę z opisem filtrów;
  • instrukcję obsługi i certyfikat autentyczności.

Jak widać, wyposażenie jest niezwykle bogate. Zastosowano nowe, miedziane kable do których są skóropodobne opaski z guzikami, a także klips oraz adapter 6,3 mm. Producent jest jednak wierny złączom 2-pin zamiast MMCX – pod tym względem nie ma zmiany w porównaniu ze starszym modelem. Jak zwykle dobre wrażenie robią filtry, wkręcone w grube, aluminiowe tabliczki. Do dyspozycji jest też sporo tipsów w specjalnym pudełku z tworzywa sztucznego.

Mimo obfitości dodatków, trudno wybaczyć brak małego etui. Oczywiście, duży futerał nie zawodzi jakością, ale nie wyobrażam sobie noszenia go ze sobą – jest wielki. Wewnątrz niego spokojnie zmieściłyby się słuchawki nagłowne pokroju AKG N700NC M2 lub Sony WH-1000XM3. W efekcie wolałbym zwykłe opakowanie ze słuchawkami i mały futerał znany z modelu R1 Zenith.

Konstrukcja

Producent konsekwentnie trzyma się charakterystycznego, industrialnego wzornictwa. IMR R2 Red są podobne nie tylko do wentylowanych R2 Aten, ale także do regulowanych R1 Zenith. Tym razem miejsce otwartych maskownic lub odstających pokręteł zajęły czerwone, metalowe wstawki z niewielkimi otworami wentylującymi. Efekt jest bardzo oryginalny, zarazem surowy i nowoczesny. Wykonanie jest również na wysokim poziomie – obudowy słuchawek są w pełni metalowe, co tyczy się także wykręcanych tulejek oraz filtrów, które są wzorowo spasowane i wykończone. Widać, za co się płaci.

Słuchawki cechują się konstrukcją typu OTE (over the ear), mają okrągłe komory przetworników wraz z pionowymi, walcowatymi wydłużeniami zakończonymi gniazdami 2-pin 0,78 mm. Pokrywki słuchawek są przykręcane za pomocą czarnych śrubek, które w trzech punktach trzymają koliste pokrywki. Te ostatnie są wklęsłe i wyposażone w niewielkie otwory w samym centrum. Po przeciwnych stronach znajdują się gwinty na tulejki z filtrami, a tuż przy gniazdach 2-pin można dostrzec nadruki odróżniające kanały.

Słuchawki mają nowe okablowanie, które również prezentuje się nietuzinkowo. To kable wykonane z miedzi OCC nawiniętej w dwie grube, splecione ze sobą żyły. W efekcie do samych słuchawek podłącza się pojedyncze żyły kabla. Wtyczki 2-pin są ponownie metalowe, wyżłobione i ciemnoszare, więc pasują do słuchawek. Rozdzielacz to już natomiast srebrne aluminium z plastikowym suwakiem, a końcówki obu kabli (2,5 mm oraz 3,5 mm) są kątowe, częściowo aluminiowe, a częściowo wykonane z ogumowanych, półprzezroczystych tworzyw sztucznych.

Użytkowanie i ergonomia

W praktyce słuchawki spisują się praktycznie tak samo, jak IMR R1 Zenith, czyli równie dobrze. Konstrukcja wygląda specyficznie, ale w rzeczywistości IMR R2 Red należą do słuchawek wygodnych – są lekkie, mają udany kształt typu OTE i tulejki wychodzące pod odpowiednim kątem. O dziwo obudowy prawie nie stykają się z uszami, chłód metalu nie powoduje specjalnego problemu. Słuchawki lekko odstają z uszu, ale nie powinny przeszkadzać pod czapką.

Izolacja nie jest idealna – mimo tylko nieznacznie wentylowanych komór przetworników, nie można liczyć na odcięcie od świata. Efekt jest podobny do IMR R1 Zenith w konfiguracji zamkniętej, niemniej R2 Red tłumią jednak trochę bardziej. „Na mieście” stopień tłumienia będzie zatem zależał od samego repertuaru. Zewnętrzny hałas może przeszkadzać w cichych utworach, ale podczas odsłuchu dynamicznej muzyki otoczenie nie powinno już dawać się we znaki. Szkoda, że izolacja pasywna nie jest bardziej intensywna, ale moim zdaniem nadal wystarcza do komfortowego użytku mobilnego.

Filtry w R1 Zenith były jednoczęściowe, tzn. wymieniało się jednocześnie tulejkę z końcówką. Tym razem oba elementy zostały wydzielone, w słuchawki najpierw wkręca się gwintowane falowody, a następnie filtry, przez co dostępnych kombinacji jest więcej. Tulejek jest pięć par (czarne, złote, czerwone, fioletowe, zielone), a wpływają one na ilość basu oraz sopranu. Filtrów jest natomiast sześć par (niebieskie, czarne, złote, czerwone, fioletowe, zielone) i mają one już bardziej specyficzną charakterystykę. Na dołączonej karcie znajdziemy wykres odpowiedzi częstotliwościowej dla każdego filtra, pokazujący niuanse ich strojenia, tj. górki i dołki w zakresie od 100 Hz do 40 kHz.

Podoba mi się, że tym razem kolory filtrów są bardziej zróżnicowane. W modelu R1 Zenith trudno było odróżnić filtry złote od pomarańczowych. Jednak i tym razem nie do końca zgadzam się z nomenklaturą producenta – fioletowe filtry i tulejki są moim zdaniem po prostu różowe. Radzę też nie dokręcać filtrów co sił w palcach, bo ich późniejsze wykręcenie może być wyzwaniem. Szkoda też, że ranty samych filtrów nie zostały wyżłobione niczym nakrętki, bo wtedy łatwiej byłoby je wymieniać.

Okablowanie R1 Zenith potrafiło zirytować, było słomkowe i dość „uparte”. Nowe kable są moim zdaniem znacznie lepsze, ale również specyficzne. Nietypowe, pojedyncze żyły dobrze trzymają się małżowin usznych, mimo że są lekko pofalowane. Wiązka w odcinku od rozdzielacza do wtyczki 2,5 mm lub 3,5 mm jest mocno skręcona ze sobą i nie rozwarstwia się. Świetnie, że nie zabrakło suwaka przy splitterze, który spełnia swoje zadanie. Niestety kable są dość ciężkie – żyły są grube, a masę okablowania czuć, więc warto skorzystać z klipsa do ubrania. Okablowanie nie powoduje jednak efektu mikrofonowego – stukanie lub szuranie kabla nie daje się we znaki.

Specyfikacja

  • konstrukcja: OTE (Over The Ear), zamknięta z wymiennymi, dwuczęściowymi filtrami
    przetworniki: dynamiczne 13,6 mm z berylowymi membranami + ceramiczne piezoelektryczne
  • filtry: 5 falowodów + 6 końcówek
  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-45 kHz
  • czułość: 105 dB
  • impedancja: 32 Ω
  • kable: 2-pin 0,78 mm, miedź OFC, pozłocone wtyczki 2,5 mm oraz 3,5 mm, długość ok. 140 cc
  • masa: 5 g (jedna słuchawka z filtrami), 32 g (dwie słuchawki z filtrami, kablem i tipsami)

Brzmienie

  • Słuchawki: Campfire Audio Solaris, Atlas i Andromeda, FiiO FA1, FA7 i FH7, IMR Acoustics R1 Zenith, Oriveti New Primacy, Brainwavz B400, Aune E1, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO, TinHiFi P1
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila, Burson Playmate Everest, FiiO Q5s (AM3E i AM3B), FiiO BTR5, Radsone EarStudio ES100
  • DAP: FiiO M15, Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200 (AMP1), FiiO M11 Pro, OnePlus 7 Pro
  • Okablowanie: Forza AudioWorks Copper Series, Oriveti Affinity, FiiO LC-C i LC-D
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

Testując model R1 Zenith opisałem brzmienie ze wszystkimi pięcioma filtrami, a tym razem konfiguracji jest łącznie trzydzieści. Miałem wątpliwości, czy opisywanie wszystkich filtrów i tulejek ma sens i jak w ogóle ocenić brzmienie, przedstawić ogólny charakter słuchawek o tak zróżnicowanym sposobie strojenia. Okazuje się jednak, że jest to dość łatwe – dominują raczej cieplejsze i ciemniejsze strojenia, tzn. wiele kombinacji stawia raczej na bas i niskie tony średnie. Z tego powodu śmiało można eksperymentować z filtrami sopranowymi i wyostrzającymi, co w moim przypadku ograniczyło ilość konfiguracji. Dla przykładu domyślne, czarne tulejki i filtry brzmiały moim zdaniem zbyt ciemno i midbasowo, a najciekawsze efekty uzyskałem sięgając po filtry oraz tulejki stawiające większy akcent na wyższą średnicę i górę pasma. Postanowiłem dokonać wspólnego opisu, syntezując odsłuchy wszelkich konfiguracji. Jest co robić i co podziwiać – w odpowiednich konfiguracjach słuchawki nie zawodzą rozdzielczością, ilością detali i dynamiką. Zacznijmy tradycyjnie od basu.

IMR Acoustics R2 Red – brzmienie
Zakres regulacji niskich tonów jest dość duży, ale jednocześnie większość tulejek oferuje raczej basowe brzmienie. Czarne tulejki generują ciepły, masywny i wibrujący, ale raczej midbasowy przekaz dołu. Pomarańczowe tylko lekko uszczuplają bas, czerwone jeszcze bardziej, a tulejki fioletowe (różowe) lub zielone są pod tym względem bardziej zrównoważone. W przypadku tulejek fioletowych nadal słychać lekkie ciepło, akcent w średnim zakresie basu, który jest jednak dość naturalny, a brzmienie sprawia wrażenie zrównoważonego. Natomiast z zielonymi, najjaśniejszymi filtrami dźwięk jest już bardziej płaski i punktowy, ale słychać jednak pewną pustkę w basie, wyraźne spłycenie niskich tonów, jakby ścięcie najniższego zakresu i przesunięcie akcentu ze średniego basu na wyższy. Moim zdaniem w ogólnym rozrachunku tulejki fioletowe (różowe) są najlepsze – bas jest już podawany w optymalnej ilości, bez roll-offu, w przeciwieństwie do tulejek zielonych. Dzięki temu można docenić naturalne, dociążone, zarysowane, odpowiednio twarde i zróżnicowane pod względem faktury brzmienie. Detali nie brakuje, bas jest głęboki, dynamiczny i kontrolowany, ale nie osiąga jednak ekstremalnych nizin subbasu – nadal prym wiedzie midbas.

Tulejki nie wpływają specjalnie na brzmienie średnicy. Tulejki czarne lub czerwone poprzez akcent basu wydają się lekko dominować nad niższą średnicą, która to bardziej dochodzi do głosu w przypadku tulejek fioletowych (różowych) lub zielonych, jednak ogólny efekt jest zbliżony. W efekcie z pomocą przychodzą filtry, czyli same końcówki, które już odpowiadają za dostrojenie wyższej średnicy i góry. Rozchodzi się głównie o zakres 3-4 kHz, który jest mocny w filtrach niebieskich, czarnych, czerwonych i trochę mniej zaakcentowany w filtrach zielonych i fioletowych, a najmniej w złotych. Wszystkie filtry jednak wpływają też na tony wysokie – niektóre akcentują zarówno wyższe tony średnie, jak i górę (filtry zielone), inne wzmacniają wyższą średnicę, ale ścinają górę (czarne), a jeszcze inne łagodzą wyższy środek i wzmagają górę (złote). Moje wrażenia pokrywały się z wykresem od producenta. W efekcie filtry pozwalają na uzyskanie dominującej niższej średnicy lub dość zrównoważonego przebiegu niższa > wyższa średnica. Bez względu na wybrany filtr słychać ciepło niskiej średnicy, nasyconej, barwnej i żywej. Wyższa średnica nigdy nie staje się jazgotliwa, ostra i piaszczysta, dlatego według mnie najlepiej wypadają filtry o jaśniejszej prezentacji środka. Z zielonymi lub różowymi uzyskałem najlepsze ogólne efekty, najwyższą szczegółowość, najbardziej bezpośrednie i zrównoważone brzmienie, nadal pozbawione ostrości, sykliwości i odchudzenia. Dla przykładu z fioletowymi tulejkami (różowymi) oraz zielonymi filtrami R2 Red brzmiały bliską, żywą, twardą i zarysowaną średnicą.

Filtry stroją także wysokie tony, dużo dzieje się w zakresie 6-10 kHz, a także w rejonach 20-30 kHz, ale skupmy się na tym pierwszym. Pozwólcie też na bardziej ogólnikowy opis – tak naprawdę na wykresach częstotliwości dzieje się dużo i warto je dogłębnie przeanalizować. Można dość swobodnie dostroić przełom 7-8 kHz, decydując się na dołek (filtry złote, czerwone, zielone, różowe) lub górkę (niebieskie i czarne), a także przełom 9-10 kHz, wzmagając ten zakres (zielone, różowe i czerwone) lub go łagodząc (czarne i niebieskie). Okazało się, że wolę mocniejsze 9-10 kHz, a słabsze 7-8 kHz. Z tego powodu ponownie moimi faworytami były filtry zielone – gdy zależało mi na jasnym, zarysowanym przekazie – oraz różowe – gdy chciałem lekko złagodzić górę. Brzmienie wysokich tonów mocno przypomina model R1 Zenith i jest typowe dla ceramika: zarysowane, wyraziste, kontrolowane i szczegółowe. W efekcie jest zadziornie, klarownie i bezpośrednio, ale nadal nie ostro, chudo lub sykliwie. Moim zdaniem filtry czarne czy niebieskie tracą tutaj sens, ponieważ ograniczają potencjał przetwornika wysokotonowego. Według mnie z nimi góra się po prostu „marnuje”, słuchawki przestają brzmieć jak przystało na hybrydy, stąd lepiej nie ograniczać przesadnie wysokich tonów.

Scena jest spora, mimo zamkniętych, a właściwie jedynie minimalnie wentylowanych komór przetworników. Nadal można liczyć na szeroką scenę, ale także dobrą głębię i wysokość sceny. Doceniłem separację kanałów, rozciągnięcie przekazu pomiędzy kanałami, ale także zróżnicowane pozycjonowanie przód-tył. Separacja jest dobra, instrumentom towarzyszy sporo powietrza, o ile nie korzystamy z basowych tulejek i filtrów. W przypadku ciemniejszych i bardziej basowych konfiguracji przestrzeń wydaje się być ciaśniejsza, ale to zrozumiałe – bas wypełnia wtedy zakamarki sceny, ograniczając napowietrzenie. Słuchawki potrafią także wygenerować duże źródła pozorne, śmiało konkurując z wieloprzetwornikowymi armaturami lub hybrydami dynamiczno-armaturowymi.

IMR Acoustics R2 Red – filtry w pigułce i najlepsze konfiguracje
Większość tulejek oferuje raczej basowe brzmienie, więc w efekcie „realnych” kombinacji jest tak naprawdę mniej. R2 Red dość łatwo zamulić, przyciemnić i mocno podkreślić w średnim basie, ale nie zrobimy z nich wyjątkowych żyletek, słuchawek ekstremalnie rozjaśnionych i ostrych lub totalnie średnicowych. Moim zdaniem z tego powodu najlepiej sięgać po jaśniejsze konfiguracje, czyli nieprzesadnie basowe tulejki i filtry z klarowną wyższą średnicą oraz górą pasma, które pozwolą wykorzystać potencjał hybrydowej konstrukcji i docenić możliwości przetwornika wysokotonowego.

Mnie do gustu najbardziej przypadły dwie kombinacje. Pierwszą jest połączenie fioletowych tulejek (według mnie tak naprawdę różowych) oraz zielonych filtrów. Bas jest wtedy bezpośredni, swobodny, zarysowany i nasycony, niskie średnie są barwne, wyższe odpowiednio klarowne, a sopran czysty i wyrazisty. Z niektórymi źródłami góry może być wtedy jednak za dużo i może zdarzyć się utrata kontroli, lekkie szeleszczenie. Z tego właśnie powodu wyłoniłem drugą, trochę łagodniejszą konfigurację tulejek oraz filtrów w kolorze fioletowym (różowym). W takim zestawieniu sopran był również klarowny, bezpośredni i jasny, ale kapkę łagodniejszy, przyjemniejszy w odbiorze. W efekcie różowe tulejki i zielone filtry to bardziej analityczna konfiguracja, a różowe tulejki oraz różowe filtry to wersja bardziej muzykalna, ale oba warianty oscylują wokół równowagi.

Nie twierdzę, że wszystkie pozostałe kombinacje nie mają sensu, nadal mamy spore pole manewru z doborem filtrów. Jeśli chcemy jeszcze ocieplić brzmienie i dodać basu można sięgnąć po czerwone tulejki i czerwone filtry – muzyka zabrzmi cieplej, bardziej barwnie i rozrywkowo. Ciekawie zabrzmiały także złote filtry, które niby wygładziły wyższą średnicę, ale nadal zaoferowały odpowiednio klarowną górę pasma. Za to nie przypadły mi do gustu filtry łagodzące okolice 10 kHz (czarne i niebieskie) – w moim odczuciu brzmienie po ich użyciu stawało się zbyt miękkie i łagodne. Po zestawieniu ich z basowymi tulejkami (czarnymi lub złotymi) piezoelektryk tracił na wyrazistości.

IMR Acoustics R2 Red vs IMR Acoustics R1 Zenith i inne słuchawki
Konfrontacja R2 Red z R1 Zenith jest chyba najciekawsza, ale tym samym trudna do opisania. Oba modele można wyraźnie przestroić, więc ich porównanie ze sobą nie jest takie łatwe. Po dłuższych odsłuchach da się jednak wychwycić trzon brzmienia obu modeli, a tym samym zauważyć, że wyraźnie się różnią, mimo podobnej konfiguracji przetworników.

IMR R1 Zenith to bardziej efektowne brzmienie od R2 Red, a to przez mniejszą ilość średnicy, która jest też zazwyczaj bardziej neutralna tonalnie. Z tego powodu scena dźwiękowa R1 Zenith wydaje się być mocniej napowietrzona i swobodniejsza. Z uwagi na system pokręteł R1 Zenith mają też inną holografię. Z otwartymi pokrętłami brzmią dość szeroko, ale nadal tworzą trójwymiarową scenę, jakby miniaturową kulę, w której pozycjonowane są instrumenty i można je analizować z oddali. Gdy natomiast zakręcimy pokrętła, to stereofonia się zwęża, a wtedy separacja kanałów jest dużo słabsza, a scena mniejsza.

Model R2 Red brzmi bliższą średnicą (szczególnie tą niższą) i ma ciut mocniejszy midbas, nieznacznie obfitszy i bardziej nasycony od tego z R1 Zenith. Z tego powodu słuchawki są cieplejsze, a tym samym bardziej naturalne w przekazie. Potęguje to także scena, która stanowi jakby wypadkową R1 Zenith w konfiguracji z otwartymi i zamkniętymi portami. Brzmienie jest bardziej klasyczne, stereofoniczne, ale nadal odpowiednio głębokie i zróżnicowane w ekspozycji instrumentów. Nie jest jeszcze tak szeroko, jak w R1 Zenith z otwartymi portami, ale nie słychać takiego ograniczenia i pogorszenia separacji kanałów, jak w R1 Zenith z zamkniętymi portami.

Oczywiście oba modele można mniej lub bardziej przybliżyć do siebie filtrami, ale według mnie w optymalnych konfiguracjach R1 Zenith są ostatecznie mniej średnicowe i bardziej efektowne oraz nowoczesne w brzmieniu, dzięki czemu robią większe wrażenie np. w elektronice. W porównaniu do nich R2 Red stawiają bliżej ciepłą średnicę i brzmią bardziej typowo w scenie, więc grają bardziej naturalnie i lepiej radzą sobie z żywymi instrumentami. Werdykt jest zatem trudny – w R2 Red nie ma możliwości otwierania portów wentylujących, ale w zamian otrzymujemy więcej kombinacji za sprawą podwójnych filtrów. Lubię oba modele słuchawek, ale gdybym miał wybrać jedne, byłyby to R2 Red.

W takiej konfiguracji R2 Red brzmią trochę cieplej i bliżej w średnicy od FiiO FH7, które to są ostatecznie gładsze, bardziej efektowne i nowoczesne w brzmieniu. Dynamik FH7 osiąga swobodniejszy subbas, a góra przetworników armaturowych jest mocniej rozciągnięta. Jednak R2 Red robią wrażenie zarysowanym basem, niskim środkiem i nadal klarowną, mocniej osadzoną w średnicy górą, więc uważam, że te dwie pary słuchawek mogą ze sobą śmiało konkurować. Dla porównania FiiO FA7 to już znacznie bardziej basowe i ciemniejsze słuchawki od R2 Red, które co prawda również można „doładować” w basie filtrami i przyciemnić, ale nie w takim stopniu, jak FA7.

Campfire Audio Andromeda oraz Solaris to również inne brzmienie. Pierwsze z nich nie mają tak nasyconego basu i brzmią spokojniej w górze pasma, są bardziej szkicowe w przekazie. Drugie, mimo hybrydowej konstrukcji, również nie mają tak nasyconego i gęstego basu, a górę prezentują w sposób bardziej rozciągnięty i krystaliczny. W efekcie IMR R2 Red z różowymi tulejkami i filtrami brzmią według mnie równiej i bardziej naturalnie od Solarisów, ale nie mają takiej sceny, nie są jeszcze aż tak szczegółowe i rozdzielcze. Jest jednak coś w połączeniu dynamika z piezoelektrykiem, co nadaje R2 Red nietypowego charakteru, ciekawej, mocnej góry i zarysowanej średnicy, przez co według mnie ich brzmienie jest bardziej oryginalne od słuchawek Campfire Audio.

IMR Acoustics R2 Red i sprzęt
Z synergią właściwie nie ma problemu. Dzięki filtrom można dostroić dół i górę pod źródło, łagodząc słuchawki na jaśniejszych, analitycznych źródłach lub wyostrzyć je w przypadku odtwarzaczy i DAC/AMP-ów o zbyt łagodnych wysokich rejestrach. Słuchawki nie potrzebują dużo mocy, nie są też specjalnie podatne na szum, a tym samym są konsekwentne w brzmieniu i nie robią niespodzianek, więc nie powinny wymagać skrupulatnego doboru sprzętu. Nie natrafiłem na zupełne „pudła”, połączenia których nie dało się uratować prostą wymianą filtra.

FiiO M15 zaoferował neutralne i dociążone brzmienie, pozwolił swobodnie poeksperymentować z filtrami. W przypadku FiiO M11 Pro dźwięk był bardziej analityczny i neutralny, ale nadal w grę wchodziły jaśniejsze filtry, choć w tym przypadku te różowe sprawdzały się lepiej niż zielone, które były już trochę za ostre. Podobnie było w przypadku zgrania z iBasso DX200 – dźwięk był dociążony, ale zarysowany w wyższej średnicy i sopranie, więc łagodniejsze filtry sprawdzały się lepiej. To samo można stwierdzić o Astell&Kern AK70 MKII i FiiO BTR5. Natomiast cieplejszy i łagodniejszy Radsone EarStudio ES100 współpracował także z R2 Red wyposażonymi w zielone filtry.

Podsumowanie

IMR R2 Red to świetne słuchawki dokanałowe. Wyglądają zjawiskowo, są bogato wyposażone, solidnie wykonane, zaskakująco wygodne i funkcjonalne. Nowe kable są praktyczne i mocne, a system podwójnych filtrów daje duże możliwości dostrojenia słuchawek do gustu lub sprzętu. Jestem zadowolony z dźwięku – rozdzielczego, przestrzennego, naturalnie nasyconego i zarysowanego w średnicy oraz górze pasma. Udało mi się dostroić brzmienie do swojego gustu, a także uzyskałem znakomity dźwięk z różnymi źródłami.

Nadal wykorzystano standard 2-pin, w mojej ocenie gorszy od MMCX. Okablowanie jest dość ciężkie, ale sytuację ratuje klips do ubrania. Futerał robi wrażenie, ale na co dzień brakuje w zestawie małego etui. Słuchawki mogłyby tłumić jeszcze lepiej, a naprawdę realnych kombinacji filtrów jest mniej niż 30. Wszystko dlatego, że sporo tulejek stawia na bas, a korzystanie z filtrów ograniczających górne rejestry mija się z celem, bo ogranicza możliwości przetwornika ceramicznego. Ogólnie subbasu mogłoby być więcej w każdej konfiguracji, prym wiedzie midbas.

Słuchawki kosztują ponad 400 euro w konfiguracji z dwoma kablami (3,5 mm + 2,5 mm) lub ponad 350 euro z pojedynczym kablem do wyboru. W efekcie stanowią tańszego konkurenta dla FiiO FH7 i rzeczywiście mogą z nimi powalczyć. To moim zdaniem lepszy wybór od R1 Zenith, ze względu na bliższą średnicę, ale wszystko zależy od preferencji. Tak czy inaczej uważam, że R2 Red to słuchawki jak najbardziej udane i warte zainteresowania.

Dla IMR Acoustics R2 Red

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ solidne wykonanie
+ świetne wzornictwo
+ wysoka ergonomia
+ dobre, wypinane kable
+ zaawansowany system filtrów
+ świetne, rozdzielcze, nasycone brzmienie z bliską średnicą, soczystym midbasem, klarowną górą
+ szeroka scena dźwiękowa z dobrą holografią

Wady:
– gniazda 2-pin zamiast MMCX
– brak małego etui w zestawie
– subbas mógłby być głębszy
– realnych kombinacji filtrów jest mniej, gdy odrzucimy skrajności ograniczające przetworniki

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
fibae

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here