FiiO FH9 są siedmioprzetwornikowymi, hybrydowymi słuchawkami dokanałowymi o konstrukcji półotwartej. Mają modularne wtyczki, wymienne filtry akustyczne oraz nowy, ośmiożyłowy kabel z czystego srebra monokrystalicznego.

Na łamach kropka.audio opisałem praktycznie wszystkie modele słuchawek hybrydowych serii FH, począwszy od podstawowych FH1s, przez wysoce opłacalne FH3, aż po analityczne i najdroższe FH7. Seria ta była początkowo spójna i dość przewidywalna, bo im wyższy model, tym przetworników armaturowych było więcej, a brzmienie stawało się klarowniejsze i bardziej techniczne. Jednak niedawno do serii dołączyły nietypowe FH5s, które posiadają podwójne przetworniki dynamiczne i brzmią łagodniej od pierwowzoru, modelu FH5.

Nowe FH9 są jeszcze bardziej zaawansowane od poprzedników, ale bliżej im do FH7 niż FH5s. Tym razem na pokładzie jest pojedynczy przetwornik dynamiczny z membraną 13,6 mm, który jest znowu wspierany przez specjalny tunel akustyczny. Dynamikowi towarzyszy aż sześć przetworników armaturowych, czyli Knowles DFK (dwa podwójne) oraz SWFK-31736 (jeden podwójny). Pierwsze przetworniki są nowe, a drugie znane z modelu FH7. Nie zapomniano także o wymiennych filtrach, pozwalających przestroić słuchawki.

REKLAMA
fiio

Muszę przyznać, że absolutnie nie wiedziałem, czego spodziewać się po FH9. Zastanawiałem się, czy słuchawki rozwiną sygnaturę FH7, czy jednak pójdą w stronę modelu FH5s. Testowane ostatnio dokanałówki FiiO z innych serii, czyli FD7 oraz FA7s sugerują, że producent coraz częściej stawia na spokojniejszy przekaz sopranu, stroi słuchawki bardziej muzykalnie i z większym naciskiem na niskie częstotliwości. Jak jest w przypadku FiiO FH9? Czy to klasyczne hybrydy, czy jednak skok w bok?

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • trzy pary tipsów SpinFit CP145 (rozmiary S, M i L);
  • trzy pary tipsów Vocal (biało-czerwone, rozmiary S, M i L);
  • trzy pary tipsów Balanced (szare, rozmiary S, M i L);
  • trzy pary tipsów Bass (szaro-czerwone, rozmiary S, M i L);
  • dwie pary tipsów trójkołnierzowych (białe, rozmiary S i L);
  • dwie pary pianek termoaktywnych (rozmiar M);
  • kabel MMCX z rzepem (dł. 120 cm, posrebrzana miedź OCC);
  • trzy wtyczki modularne (2,5 mm; 3,5 mm i 4,4 mm);
  • trzy pary filtrów akustycznych (basowe, zrównoważone i sopranowe);
  • foremkę na filtry;
  • szczoteczkę do czyszczenia;
  • magnetyczną opaskę;
  • przyrząd do wypinania wtyków MMCX;
  • futerał;
  • instrukcję obsługi i dokumentację.

Wyposażenie prawie w całości pokrywa się z zestawem modelu FD7, czyli flagowego przedstawiciela serii dynamicznej. Znów otrzymujemy mnogość tipsów, wymienne filtry, modularne wtyczki itd. Jednak tym razem zastosowano nowy kabel, który został spleciony nie z czterech, a z ośmiu żył czystego srebra monokrystalicznego.

Konstrukcja

FiiO FH9 przypominają wspominane FH5s. Wszystko za sprawą sporych, metalowych maskownic, bo topowy model to także konstrukcja półotwarta. Zrezygnowano jednak z „łusek”, ostrzejszych linii na rzecz obłości, a więc wzornictwo zostało uproszczone. Ponadto słuchawki są dostępne w dwóch wersjach – do mnie trafił wariant połyskujący (czarno-złoty), a w sprzedaży ma być także model matowy (srebrno-szary). Zazwyczaj preferuję czerń, ale sztuka testowa FH9 jest mocno lustrzana, więc kolor jest w praktyce ciemnoszary, a same obudowy dość mocno zbierają odciski palców. Wersja matowa (Titanium) jest więc zapewne bardziej praktyczna.

Nowością jest nie tylko wzornictwo, ale także zastosowane materiały. Tym razem obudowy są tytanowe, podobnie jak w przypadku dwukrotnie droższych Campfire Audio Ara. FiiO FH9 zostały wykonane na pięcioosiowej frezarce, podobnie jak testowane niedawno Sennheisery IE 900, ale wykończono je gładko. Z kolei membrany przetworników dynamicznych to DLC, czyli „Diamond-like Carbon” (węgiel diamentopodobny), z którym także po raz pierwszy zetknąłem się w słuchawkach Campfire Audio, a dokładniej przy okazji testu modelu Atlas.

Oprócz maskownic nie zabrakło typowych gniazd MMCX, do których świetnie pasują stalowe i odgięte wtyczki MMCX kabla. Od wewnętrznej strony obudów słuchawek można dostrzec także niewielkie oznaczenia kanałów oraz dodatkowe otwory odpowietrzające. Tulejki są długie i zwieńczone filtrami, czyli wymiennymi nakrętkami, odróżnionymi kolorami uszczelek – czerwień to filtry basowe, czerń zrównoważone, a zieleń sopranowe. Zastosowano więc system znany z FH7, bo we wspomnianych FD7 wykręca się całe tulejki.

Kabel przypomina model FiiO LC-RC, bo zabezpieczono go ciemną izolacją i wyposażono w wymienne wtyczki. Znów odkręcany jest kołnierz, co pozwala wymienić wkład, czyli zwieńczyć kabel wtyczką 2,5 mm; 3,5 mm lub 4,4 mm. Na tym podobieństwa się kończą, bo kabel jest wykonany ze srebra OCC, a nie z miedzi monokrystalicznej. Skręcono go też z ośmiu żył, co jest nowością, ponieważ kable starszych modeli, jak i flagowych dynamików FD7 są czterożyłowe.

Jakość wykonania można ocenić dwojako. Z jednej strony tytanowe obudowy zachwycają, bo są masywne i niezwykle twarde. Słuchawki sprawiają wrażenie pełnych w środku, zupełnie jednolitych brył metalu. Nie rozczarowuje też spasowanie obudów, które są kilkuczęściowe – łączenia są widoczne, ale spasowanie nie budzi zastrzeżeń. Gniazda MMCX, gwinty tulejek czy sam kabel także niczym nie podpadają. Widać i czuć, że FiiO FH9 to słuchawki z wyższej półki.

Wykończenie nie jest jednak idealne – na tytanowych obudowach widać płytkie ryski. Wprawdzie trudno dostrzec je gołym okiem, ale nie ma mowy o perfekcji. Może w praktyce nie ma to dużego znaczenia, bo FH9 są znacznie tańsze od słuchawek Campfire Audio i nadal wyglądają świetnie, ale tytan ma być z założenia odporny na rysy, więc zastosowanie tego materiału trochę mija się z celem. Wydaje mi się, że wersja matowa (Titanium) może być wykończona precyzyjniej, bo zakładam, że minimalne niedoskonałości powstały w wyniku polerowania metalu.

Ergonomia i użytkowanie

Słuchawki są… dość małe, jak na model naszpikowany driverami. Obudowy oczywiście nie należą do drobnych, bo wewnątrz zastosowano w końcu siedem przetworników, w tym dużego dynamika o średnicy 13,6 mm, jednak w praktyce wymiary słuchawek są zbliżone do modelu FH5s. Słuchawki są już większe od FH7, ale tutaj również nie widać ekstremalnych różnic, obudowy są jedynie bardziej pękate. Słuchawki nie są jeszcze tak komfortowe, jak niewielkie Sennheisery IE 900, ale w moim przypadku FH9 pewnie trzymały się uszu, tylko nieznacznie odstawały i w ogóle nie irytowały skóry.

Nie narzekałem też na wypełnienie kanałów słuchowych, bo tulejki FH9 mają zbliżoną długość i szerokość do modeli FH7, FH5s czy FD7. Tulejki są więc dłuższe od starszych FH5, na które narzekało wielu użytkowników. W efekcie FH9 powinny pasować znacznie lepiej. Nie znaczy to jednak, że izolacja akustyczna jest świetna, bo słychać, że FH9 są półotwarte – słuchawki tylko lekko przytłumiają otoczenie. Ma to swoje zalety, bo ucho rzeczywiście „oddycha”, ze słuchawek korzysta się komfortowo nawet podczas długich odsłuchów. Nie można jednak liczyć na pełne odcięcie od świata.

Kabel przypadł mi do gustu. Odgięte wtyczki MMCX nie uciskają uszu, a zausznice nie drażnią. Nie ma w nich drucików, ale profil zausznic jest poprawny – mnie zausznice nie uciskały i nie drapały skóry poniżej małżowin usznych. Splitter z suwakiem także jest bez zastrzeżeń. Ponadto kabel bardzo dobrze się układa, bo to lejący się warkocz, który nie sprężynuje i nie mikrofonuje. Warto jednak wiedzieć, że kabel jest dość gruby i ciężki, co mnie się akurat podobało. Obawiam się jednak, że posiadacze mniejszych małżowin usznych i płytszych kanałów słuchowych będą musieli przypinać kabel do ubrania, bo może on powodować wypadanie słuchawek.

O wtyczkach oraz filtrach nie muszę się rozpisywać – oba rozwiązania są już dobrze znane. Wkłady wymienia się po uprzednim wykręceniu kołnierza i można je wsunąć tylko w jednej, poprawnej pozycji, więc wymiana wtyczek nie jest wyzwaniem. Z kolei filtry mają precyzyjne gwinty, są wyżłobione na krawędziach, więc wykręcanie i wkręcanie to banał. Filtry też łatwo odróżnić, a kolorowe uszczelki uniemożliwiają ich przekręcenie czy przesadne zaciśnięcie. Trochę większym wyzwaniem jest za to wykręcanie filtrów z metalowej blaszki – bardziej podobała mi się „kapsułka” z FH7.

Specyfikacja

  • przetworniki: dynamiczny DLC (13,6 mm) z tunelem S.TURBO + 2 x Knowles DFK + SWFK-31736
  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-40 kHz
  • impedancja: 18 Ω
  • maksymalna moc wejściowa: 100 mW
  • czułość: 108 dB
  • kabel: ośmiożyłowy ze srebra OCC, MMCX > 2,5mm/3,5 mm/4,4 mm (ok. 120 cm)
  • masa: 12 g (pojedyncza słuchawka z filtrem); 62 g (obie słuchawki z kablem, filtrami i tipsami)

Brzmienie

  • Słuchawki: Campfire Audio Ara, Dorado 2020 i Solaris 2020, FiiO FA7s, FA9, FD5, FD7, FH5S i FH7, Sennheiser IE 900, IKKO Gems OH1S, BQEYZ Spring II, Moondrop Starfield
  • Źródła: FiiO M17, M15 i M11 Plus LTD, Astell&Kern AK70 MKII, FiiO BTR5 2021, Qudelix-5K, Oriolus 1795

FiiO FH9 – tipsy
Tipsy z zestawu wpływają na brzmienie, ale nie ma niespodzianek. Te „zrównoważone” (czarne) zapewniają dość naturalny i łagodny dźwięk, „basowe” (szaro-czerwone) lekko ścinają górę, a „wokalne” (biało-czerwone) jak zwykle wyostrzają sopran i wyższą średnicę. Z kolei pianki producenta są zbliżone do czarnych tipsów „zbalansowanych”.

Efekty były niezłe z każdymi nakładkami, ale i tak wolałem korzystać ze SpinFitów, które moim zdaniem świetnie pasują do charakteru FH9 – zapewniają klarowny dźwięk, ale nie wyostrzają przesadnie sopranu i nie wycinają basu. To właśnie z nich korzystałem w trakcie odsłuchów.

FiiO FH9 – filtry zbalansowane (czarne)
Słychać, że FH9 to słuchawki hybrydowe, że należą do serii FH, bo daje się wychwycić podobieństwa do starszych modeli, czyli zarówno FH7, jak i FH5s. Jednak tym razem skupiono się nie na wysokich, a raczej niskich tonach, bo FH9 to słuchawki łagodniejsze od poprzednika oraz pełniejsze w basie. Moim zdaniem FH9 to mieszanka modeli FH7 oraz FD7 – tym razem dźwięk jest bardziej muzykalny, a mniej analityczny. Zanim jednak przejdziemy do porównań, skupmy się na dźwięku w podstawowej konfiguracji, czyli z czarnymi filtrami zbalansowanymi.

Bas to stosunkowo mocne pasmo. W niskich tonach słychać pewien akcent, który przypada na przełom subbasu z midbasem, ale to ten ciepły, średni bas ma więcej do powiedzenia. FiiO FH9 są więc dociążone, brzmią dość masywnie i głęboko w dole, ale bas nie jest wcale serwowany w ekstremalnych, niestrawnych ilościach. Słuchawki nie należą do wyjątkowo basowych, pasmo średnie czy góra ciągle nie są nim przytłoczone, więc równie dobrze słucha się elektroniki, jak i jazzu. Niskie tony są też prezentowane w sposób muzykalny – pasmo to jest gładkie, nasycone i energiczne. Bas jest dynamiczny, precyzyjny i nieźle zróżnicowany, ale moim zdaniem priorytet ma rozrywka, a nie fakturowość czy mikrodetale. Nie zrozumcie mnie źle – w basie nadal słychać dużo szczegółów, można podziwiać fakturę kontrabasu, fortepianu czy syntezatorów, ale FH9 przede wszystkim sprawiają przyjemność z muzyki, angażują i relaksują. Słuchawki nadal mogą posłużyć do analizy, ale nie brzmią bezwzględnie, skrajnie technicznie, twardo czy zupełnie punktowo. Brzmienie FH9 jest bardziej „wyluzowane”, nieagresywne i przystępne. Niegdyś narzekałbym, bo w basie szukałem zazwyczaj maksymalnej techniczności, ale dzisiaj taki przekaz bardzo mi odpowiada.

Dół płynnie przechodzi w niską średnicę, która jest ciepła, barwna i bliska. Tym samym wyższa średnica jest spokojniejsza, ale nie uważam, aby była zupełnie wycięta. Dźwięk jest nadal bezpośredni i rysowany optymalnie twardą kreską. Nie brakuje precyzji, muzyka nie jest zdystansowana, ale słuchawki nie są po prostu natarczywe w przekazie. Nie należy się obawiać woalu, zgaszenia czy przyciemnienia dźwięku – instrumenty oraz wokale są nadal klarowne. Mnie słuchało się świetnie zarówno muzyki bazującej na żywych instrumentach, starszych i nowszych realizacji, jak i mocno efektownej elektroniki. W spokojniejszych gatunkach mogłem liczyć na wysoką rozdzielczość, zapas detali, wysoką dynamikę i precyzję, a w utworach efektownych i stricte rozrywkowych nie brakowało mi energii. Słuchawki potrafiły zabrzmieć nawet cyfrowo, gdy wymagał tego repertuar. Mam jednak wrażenie, że muzykalność znów bierze górę nad technicznością – FH9 pozwalają rozłożyć muzykę na czynniki pierwsze, śledzić poszczególne linie melodyczne, drżenie strun czy uderzenia pałeczki perkusyjnej, ale nie wyręczają w tym słuchacza. Znów kiedyś szukałbym maksymalnie twardego, suchego i precyzyjnego pasma średniego, a dzisiaj doceniam spokojny charakter FH9.

Góra pasma jest… taka sama, jak pozostałe zakresy. Wysokie tony nie zostały ścięte, ale nie są wyostrzone, co potęguje przystępny i muzykalny charakter słuchawek. Uzyskano to jednak uspokojeniem całego pasma, a nie ścięciem najwyższych rejestrów – sopran jest nadal zrównoważony, pnie się wysoko, nie ma w nim roll-offu. W efekcie wysokie tony mogą być zarówno osadzone w wyższej średnicy, jak i brzmieć bardziej syntetycznie, gdy zaakcentowane są najwyższe oktawy. Byłem usatysfakcjonowany zarówno z przekazu talerzy perkusyjnych, jak i cyfrowych sampli. Nie narzekałem na wysokie wokale, solówki gitarowe, przekaz instrumentów dętych czy smyczkowych. Uważam, że mimo priorytetu w basie, ocieplenia średnicy, góra jest nadal krystaliczna, klarowna, precyzyjna i selektywna. Pasmo to nie zlewa się, nie syczy, nie rozmywa ani nie skrzy. Można liczyć na świetny, punktowy i szybki przekaz wysokich tonów, które nie są jednak podawane zupełnie bezwzględnie, maksymalnie laboratoryjnie. Prościej rzecz ujmując – FiiO FH9 nie brzmią ostro, ale są nadal jasne.

Scena dźwiękowa jest imponująca! Słuchawki generują dużą przestrzeń, jak na dokanałówki. To bez wątpienia skutek zastosowania półotwartej konstrukcji, bo przestrzeń jest rozbudowana w każdym kierunku. Moim zdaniem największe wrażenie robi stereofonia, instrumenty są rozstawiane szeroko, co jest potęgowane w połączeniach zbalansowanych, bo separacja kanałów jest intensywna. Głębia jednak wcale mocno nie odstaje, ponieważ dużo dzieje się także w płaszczyźnie przód-tył. Nie inaczej jest z wysokością, więc mamy do czynienia z poziomą elipsoidą, ale ogólnie bliską kształtem kuli. Słychać też warstwowość, oddalone instrumenty drugoplanowe, jak i mocne napowietrzenie, bo separacja jest bez zarzutu, a pomiędzy dźwiękami nie brakuje dystansu. Holografia także nie rozczarowuje, bo mowa jednak o wieloprzetwornikowych hybrydach – instrumenty są kształtne, trójwymiarowe, a nie punktowe czy szkicowe. W efekcie przestrzeń to atut opisywanych FiiO, scena dźwiękowa jest dużego formatu, czym FH9 przypominają słuchawki stacjonarne.

FiiO FH9 – filtry basowe (czerwone)
Filtry basowe nie wymagają szczegółowych opisów, bo w ogóle nie zaskakują, ich wpływ jest typowy. Znów nie ma mowy o potężnym wzmocnieniu dołu, a raczej o uspokojeniu góry. Wysokie tony stają się po prostu kapkę delikatniejsze, nieznacznie ścięte. Słuchawki nadal nie mulą, nie stają się ciemne czy zupełnie zgaszone. Słychać jedynie pewien akcent w niskich tonach, ale bez specjalnego wpływu na ich przebieg.

Filtry czerwone nie są więc „bass boostem”. Nie wycinają zupełnie góry czy średnicy, ale potęgują rozrywkowy charakter słuchawek, jeszcze zwiększając nacisk na muzykalność. To tyle i aż tyle, bo filtry czerwone są użytecznym narzędziem, gdy połączymy FH9 ze zbyt ostrym źródłem lub jesteśmy wrażliwi na sopran.

FiiO FH9 – filtry sopranowe (zielone)
Z filtrami zielonymi sytuacja jest identyczna. Tym razem góra jest lekko akcentowana, ale bas wcale nie jest ścinany. Dźwięk rzeczywiście się wyostrza, brzmienie staje się jaśniejsze i tym samym bardziej zarysowane oraz techniczne. W efekcie FH9 przybliżają się do charakteru FH7, ale nadal brzmią pełniej w basie i przystępniej. Filtry spodobają się fanom trochę twardszego przekazu, bliższego pierwszego planu, szukającym w sopranie tej „iskry”.

Z filtrami zielonymi słuchawki nie stają się ekstremalnie ostre, bas ciągle nie jest anemiczny, a średnica nie traci nasycenia. To znów raczej narzędzie pozwalające dostroić słuchawki do gustu lub poprawić zgranie ze sprzętem, a nie zupełnie zmienić sygnaturę FH9. W efekcie uważam, że każdy rodzaj filtra jest dobry – w każdej konfiguracji FiiO FH9 brzmią świetnie.

FiiO FH9 – porównania z innymi słuchawkami
Konfrontacja z FiiO FH7 jest bardzo ciekawa i idealnie obrazuje zmiany. Starszy model odebrałem jako w miarę zrównoważony, ale z zarysowaną górą i raczej analityczny w przekazie. Względem modelu FH9 słychać duże różnice – FH7 brzmią wyraźnie chudziej, ostrzej w przekazie i chłodniej, a raczej bardziej neutralnie. Przy nich FH9 są masywniejsze, mocniej dociążone, cieplejsze i łagodniejsze w przekazie, a więc bardziej muzykalne. Nie uważam, aby FH7 było mocno ostre czy anemiczne, ale FH9 brzmią zdecydowanie łagodniej w górze, która robi krok wstecz w odniesieniu do FH7. Słychać także progres w scenie dźwiękowej, która w FH9 jest wyraźnie obszerniejsza, szersza i bardziej napowietrzona. Ex-flagowe dokanałówki nie brzmią tak przestrzennie i swobodnie.

Lubię „siódemki”, ale moim zdaniem „dziewiątki” są górą. Flagowy model oferuje brzmienie większego formatu, bardziej „stacjonarne” w scenie i uniwersalne w basie oraz średnicy. Aktualnie różnica w cenie pomiędzy FH7 a FH9 wynosi około 1000 zł, więc progres nie zaskakuje. Z drugiej strony jeśli wolimy jaśniejszy dźwięk z bardziej punktowym i zbitym basem, preferujemy słuchawki neutralne tonalnie i gustujemy raczej w technicznym dźwięku, to FH7 mogą okazać się lepsze. Jeśli natomiast nie lubimy ostrego sopranu i zależy nam na dźwięku głębszym, obfitszym w basie, to FH9 zostawią FH7 daleko w tyle. Osobiście wybrałbym FH9.

Następnie sięgnąłem po FD7, aktualnie flagowego przedstawiciela serii słuchawek dynamicznych. Przetestowałem go niedawno i doceniłem za muzykalne brzmienie, ale nie zostałem powalony na kolana – FD7 wydały mi się za łagodne, trochę zbyt leniwe w basie. Dla mnie FH9 mają wszystko to, co FD7, ale przy okazji eliminują ich wady. Otrzymujemy bardziej energiczny bas, twardszą średnicę, precyzyjniej zarysowany i bardziej konturowy przekaz góry, ale nadal w muzykalnym sosie. Uważam, że FH9 brzmią równie angażująco, a do tego lepiej technicznie, więc z powodzeniem sprawdzają się także w analitycznych odsłuchach. W mojej ocenie scena dźwiękowa jest też większa w FH9, wyraźnie szersza i bardziej otwarta.

Z drugiej strony FD7 mają tylko pojedyncze przetworniki dynamiczne, a nie są zupełnie deklasowane przez siedmioprzewodnikowe hybrydy – pomiędzy modelami nie słychać specjalnej przepaści. Ponadto mam wrażenie, że FD7 swobodniej osiągają subbas, ich średnica jest jeszcze gładsza, a góra ciut równiejsza, co może się jak najbardziej podobać. Jeśli nie przepadamy za brzmieniem przetworników armaturowych, stawiamy górą specyfikę dynamika, to FD7 mogą wygrać z FH9. „Siódemki” to w bezpośrednim porównaniu bardzo przyjemnie, soczyście brzmiące słuchawki. Nie rozumiem jednak ceny FD7, bo to obiektywnie mniej zaawansowane i skomplikowane słuchawki, a wszystko wskazuje na to, że cena obu modeli jest zbliżona i wynosi 600 dolarów amerykańskich. Znów wybrałbym FH9.

A jak FH9 wypadają na tle innych, hi-endowych dokanałówek? Świeżo przetestowane Sennheisery IE 900 są również muzykalne, ale brzmią odmiennie. Ich brzmienie jest również dużego formatu, ale to jednak słuchawki oparte na pojedynczych dynamikach, które zostały zestrojone w kształcie mocnej litery U. Moim zdaniem w dźwięku FH9 jest więcej średnicy i ciepła, a góra jest bardziej naturalna, mniej cyfrowa niż w IE 900. Średnica w Sennheiserach jest bardziej z tyłu, ale ma neutralny charakter, a bas jest za to mocniej podbity, więc IE 900 brzmią efektowniej i bardziej konsumencko. Według mnie IE 900 to słuchawki odważniejsze, zważywszy na ich audiofilski target, a FH9 są bardziej przewidywalne.

Okazuje się jednak, że dół IE 900 jest bardziej zróżnicowany, zwarty oraz dynamiczny, że FH9 nie potrafią tak mocno uderzyć basem i nie ma on tak zróżnicowanej faktury. IE 900 zdecydowanie punktują basem, co zaskakuje, zważywszy na to, że słuchawki niemieckiego producenta mają na pokładzie jedynie 7-milimetrowe przetworniki. Z drugiej strony FH9 brzmią bardziej uniwersalnie, generują większą scenę dźwiękową, mocniej zarysowują średnicę i… kosztują 3000 zł mniej. Lubię IE 900, ale wyższa opłacalność FH9 jest w zasadzie bezdyskusyjna.

Campfire Audio Ara to już zupełnie inna sygnatura, bardziej techniczna, analityczna i średnicowa, bo to jednak w pełni armaturowe słuchawki. Przy nich FH9 są bardziej muzykalne, masywniejsze w basie, gładsze w średnicy i ogólnie bardziej ciepłe w przekazie. Słuchawki w zasadzie ze sobą nie konkurują, są zestrojone skrajnie inaczej i należą do zupełnie innych segmentów cenowych – Ara to znów dwukrotność ceny FH9. Podobnie jest z innymi Campfire, Dorado 2020 czy Vega 2020, bo to także słuchawki, które moim zdaniem przegrywają z FH9. Dorado 2020 są mniej klarowne, nie tak techniczne i wyraźnie gładsze w przekazie średnicy, a Vega 2020 mają płytszy bas, nie brzmią tak gładko i klarownie w sopranie. Przestrzeń oraz holografia są również po stronie FH9.

Natomiast w dźwięku Solaris 2020 słychać pewne podobieństwa, co jest zrozumiałe, bo to również mutliprzetwornikowe hybrydy. Różnic jest jednak więcej, bo Solaris 2020 są bardziej neutralne i trochę mocniej zaakcentowane w skrajnych pasmach kosztem średnicy. Ponadto Solaris 2020 chętniej schodzą w subbas, a mniej faworyzują midbas, co jest główną różnicą w konfrontacji z FiiO FH9. Moim zdaniem tony niskie Solarisów są także bardziej zwarte i twarde oraz popisują się atakiem. FH9 nie potrafią tak mocno, punktowo i energicznie uderzyć basem, jak słuchawki Campfire, brzmią spokojniej w basie, który jest miększy i bardziej obły.

Jednak FiiO FH9 stawiają średnicę bliżej, która jest gęstsza, barwniejsza i bardziej nasycona, a do tego cieplejsza, zważywszy na faworyzację niższego środka. Pasmo to jest całościowo mocniej wycofane w Solarisach, co od razu rzuca się w uszy. Co ciekawe oba modele brzmią podobnie szeroko, ale scena dźwiękowa Solarisów 2020 nie jest aż tak swobodna i otwarta w pozostałych kierunkach, co znów wynika z wentylowanych komór przetworników w słuchawkach FiiO. Lubię Campfire Audio Solaris 2020, ale uważam, że FH9 nie są słabsze, a po prostu inne. Różnica w cenie jest za to ogromna, Solaris 2020 są o około 4000 zł droższe od FH9.

FiiO FH9 – synergia
Słuchawki są na tyle uniwersalnie zestrojone, a do tego można je przestrajać filtrami, że nie trzeba martwić się synergią. „Dzięwiątki” brzmią dobrze nawet w teoretycznie mniej korzystnych połączeniach, czyli z odtwarzaczami basowymi czy ciemnymi lub mocno wyostrzonymi. Zawsze można przecież zmienić filtry czy poeksperymentować z tipsami, żeby poprawić zgranie. Nie natrafiłem jednak na specjalne problemy – FH9 brzmiały świetnie praktycznie w każdej konfiguracji.

FH9 rozwijają skrzydła ze źródłami z wyższej półki, ale słychać to głównie w scenie dźwiękowej. Im przestrzenniejsze źródło, tym słuchawki brzmią bardziej otwarcie. Niemniej efekty są świetne także z tańszymi odtwarzaczami, jak i z adapterami Bluetooth. Słuchało mi się ich znakomicie zarówno z FiiO M17, M15 czy M11 Plus, ale ten pierwszy generował największą scenę. Zachwycałem się słuchawkami także, gdy były podłączone do Cayina N3Pro (bez względu na tryb) czy Astell&Kerna AK 70 MKII.

Warto jednak pamiętać, że ważna jest czystość sygnału. Wprawdzie FH9 nie szumią wyjątkowo mocno, ale to jednak słuchawki skuteczne i niskoomowe, więc potrafią wyciągnąć „brudy” z odtwarzaczy. W wielu przypadkach trudno uzyskać idealnie czyste tło, stąd mogą odpaść wydajne źródła czy sprzęty stacjonarne. FH9 były czułe nawet na wzbudzanie się lampy w odtwarzaczu Cayin N3Pro.

Podsumowanie

FH9 to aktualnie najlepsze słuchawki w portfolio FiiO. Wyposażenie jest jak zwykle bogate, ergonomia wysoka, a kabel modularny to wręcz zbawienie – w czasie testów mogłem żonglować wtyczkami bez konieczności wymiany całego kabla. Na swoim miejscu są także wymienne filtry akustyczne, które tym razem są na równi – każda konfiguracja ma rację bytu. Brzmienie jest bardziej basowe od poprzednika, a do tego cieplejsze i łagodniejsze, ale słuchawki nadal nie rozczarowują stroną techniczną. Atutem FH9 jest także obszerna i trójwymiarowa scena dźwiękowa.

Słuchawki są jednak ciężkie i dość duże, a półotwarta konstrukcja pogarsza izolację akustyczną – FH9 tylko w niewielkim stopniu tłumią otoczenie, więc wymagają optymalnych warunków do odsłuchów. Szkoda też, że wykonanie nie jest perfekcyjne – minimalne ryski trochę psują humor.

FiiO FH9 zostały wycenione na 2999 zł. To drogie słuchawki, które są… zaskakująco opłacalne. Wiem, że brzmi to absurdalnie, ale FH9 wcale nie są deklasowane przez nawet dwukrotnie droższe, znane mi słuchawki dokanałowe, a nawet mogą okazać się od nich lepsze w zależności od preferencji. Zaznaczam jednak, że FH7 nadal stanowią dobrą opcję, gdy wolimy jaśniejsze i bardziej analityczne brzmienie, a można je kupić aż 1000 zł taniej.

Natomiast FD7 brzmią jeszcze łagodniej i muzykalniej, więc niektórzy mogą preferować właśnie je, ale ich cenę moim zdaniem trudniej usprawiedliwić, bo bardziej zaawansowane FH9 kosztują tyle samo. Gdy jednak nie przepadamy za basem, to armaturowe i bardziej średnicowe FA9 także mogą być lepsze. Jeśli miałbym dokonać w pełni subiektywnej oceny, zignorować różnice w cenach, to ze wszystkich modeli wybrałbym FH9. Moim zdaniem są one najbardziej kompletnymi słuchawkami FiiO.

Dla FiiO FH9

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ tytanowa konstrukcja
+ stosunkowo wysoka ergonomia
+ modularne wtyczki
+ wymienne filtry akustyczne
+ ośmiożyłowy i elastyczny kabel
+ wysoka synergiczność i małe wymagania odnośnie źródła
+ muzykalne, barwne, ale nadal techniczne brzmienie z basem
+ duża scena dźwiękowa i świetna holografia

Wady:
– dość ciężkie
– słaba izolacja akustyczna
– nieperfekcyjne wykończenie (dotyczy wersji połyskującej)

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
fiio

21 KOMENTARZE

  1. Przyznam że nie mogłem się doczekać tego testu, i czytałem! wręcz z wypiekami 😉 zabrakło mi tylko bezpośredniego porównania do półotwartych FH5S, przyznam że absolutnie preferuje takie rozwiązanie.
    Pomimo mniejszej izolacji komfort przy dłuższym odlsuchu jest zdecydowanie większy, zadecydowanie słychac tą otwartość w sposobie prezentacji dziwięku we wszystkich jego aspektach. Jestem bardzo ciekawy jak wypada takie porównanie. Można co prawda to wywnioskować na podstawie różnić z FH7 ale to jednak inna konstrukcja i przyznam że mi nie przypadła do gustu. Będę wdzięczny, Pozdrowienia
    Tomek

    • Porównanie z FH5s rzeczywiście powinno było znaleźć się w treści. Zatem nadrabiam braki – poniżej szybkie porównanie słuchawek w zbliżonych konfiguracjach, czyli „zrównoważonych” w połączeniu zbalansowanym z FiiO M11 Plus LTD.

      Wychodzi na to, że FH9 są bliżej FH5s niż FH7, ale flagowe słuchawki są górą. Moim zdaniem w FH9 bas jest bardziej zaznaczony, więc słuchawki brzmią trochę pełniej i gęściej, a brzmienie jest ogólnie twardziej zarysowane – co słychać zarówno w niskich i średnich tonach. Ponadto FH9 są nieznacznie łagodniejsze w sopranie, który ma spokojniejszy przebieg, ale wcale nie wydaje się być ciemniejszy czy zgaszony względem FH5s. Generalnie w dźwięku FH9 jest więcej precyzji oraz energii, a dźwięk jest jeszcze bardziej muzykalny.

      Z kolei FH5s nie brzmią tak rozdzielczo i dynamicznie, są gładsze w basie, nie tak konturowe w średnicy i ciut bardziej wyostrzone w górze pasma, gdzie w przeciwieństwie do FH9 słychać „peaki”. Uważam, że FH9 słucha się przyjemniej, że słuchawki są z tego powodu przystępniejsze, mimo twardziej zarysowanego środka. Przestrzeń jest też po stronie FH9 – flagowe słuchawki brzmią wyraźnie szerzej i swobodniej, mimo że oba modele są półotwarte. FH5s nie separują tak mocno kanałów, jak FH9. Daje się wychwycić także to, że przejście pomiędzy przetwornikami jest płynniejsze. W przypadku FH5s miałem wrażenie pewnego rozerwania pomiędzy dynamikami a armaturami, co nie występuje w FH9. Generalnie słychać, że FH9 to model z wyższej półki, ale słuchawki są jednak prawie trzykrotnie droższe od FH5s.

      Dziękuję za komentarz 🙂

      • Mam już FH9 to jednak inny rozmiar dziwięku, FH5S w wersji pro są bardzo fajne ale FH9mają nadal sporą przewagę, dla mnie to rozwinięcie strojenia FH3, midbas płynnie łączy się z średnicą co wpływa korzystnie na muzykalność, góra nadal sięga daleko ale nie ma tej szorstkości. Przestrzeń i rozmiar źródeł robią wrażenie.. 🙂
        Duże znaczenie ma źródło dla mnie BTR5 czy X5 III jest nadal zbyt ostry i cyfrowy ale już A&Norma sr25 zgrywa się releaxyjnie.
        Pozdrowienia

  2. Dzięki za reckę. Czekałem na to 🙂
    A jak się mają te słuchawki do FA9? Mała wzmianka to za mało 🙂

    pozdrawiam,
    Bartek

    • Obawiałem się, że to nie wystarczy 🙂 Poniżej porównanie FA9 z FH9 – w obu przypadkach korzystałem z konfiguracji „zrównoważonych”, jak i połączeń zbalansowanych przy użyciu FiiO M11 Plus LTD jako źródła.

      Słychać, że FA9 to słuchawki w pełni armaturowe – nie ma wątpliwości, że na pokładzie FH9 jest dodatkowy dynamik. Bas FA9 nie jest tak głęboki, wibrujący i masywny, a bardziej zbity, zwarty i punktowy. Średnica FA9 jest bliżej i ma trochę bardziej konturowy przebieg. Okazuje się, że FA9 generują trochę mniej sopranu, nie brzmią tak klarownie, jak FH9. W efekcie FH9 mocniej akcentują skrajne pasma względem FA9, cechują się lepszym zejściem basu i swobodniej rozciągają wysokie tony, które jednak nadal nie należą do ostrych. Moim zdaniem dźwięk FH9 jest bardziej efektowny i nowoczesny, ale nadal na wysokim poziomie technicznym. FA9 są tutaj bardziej naturalne, średnicowe i jakby „intymne”, bo pierwszy plan jest bliżej.

      To również efekt innej prezentacji, bo słychać to, że FH9 mają półotwarte komory przetworników. Flagowe hybrydy brzmią szerzej, mocniej separują kanały, czyli grają generalnie mocniej na boki. W bezpośrednim porównaniu FA9 także brzmią szeroko, ale jednocześnie zabudowują centrum przestrzeni, a w konsekwencji więcej instrumentów trafia „w głowę”. FH9 wydają się je wyciągać z obszaru czaszki, czym przypominają słuchawki wokółuszne. Ponadto FH9 generują większe, bardziej trójwymiarowe źródła pozorne, co jednak jest częściowo konsekwencją głębszego basu, który wydaje się zajmować więcej miejsca w scenie.

      Muszę przyznać, że preferuję FA9 w konfiguracji 32 omowej – wtedy różnice względem FH9 się pogłębiają. FA9 zaczynają brzmieć jeszcze bardziej punktowo w dole, klarowniej w średnicy oraz bardziej analitycznie od FH9. Lubię FA9, ale chyba wolałbym dopłacić do FH9 – to trochę bardziej uniwersalne słuchawki. Za FH9 przemawia także modularny kabel, ale z drugiej strony FA9 wyraźnie lepiej izolują akustycznie.

      • Dzięki za odpowiedź.

        Jeszcze jedno mam pytanie: jak te słuchawki do siebie mają się pod względnem techniczności, analityczności.

        pozdrawiam,
        Bartek

        • „Muszę przyznać, że preferuję FA9 w konfiguracji 32 omowej – wtedy różnice względem FH9 się pogłębiają. FA9 zaczynają brzmieć jeszcze bardziej punktowo w dole, klarowniej w średnicy oraz bardziej analitycznie od FH9. Lubię FA9, ale chyba wolałbym dopłacić do FH9 – to trochę bardziej uniwersalne słuchawki. Za FH9 przemawia także modularny kabel, ale z drugiej strony FA9 wyraźnie lepiej izolują akustycznie.” Mysle, ze ten akapit na to odpowiada. FA9 sa bardziej analityczne a FH9 bardziej muzyczne z wciaz wysokim poziomem analitycznosci. Mysle, ze inaczej tego nie da sie wyjasnic. Mam juz FA9 dolozylem do nich LC-RE i rzecztwiscie dzwiek jakby sie wygladzil i ociepli. Jada do mnie FH9 czekam by porownac na wlasne uszy i jestem ciekawe jaki kabel dla nich bedzie lepszy.

  3. Podpisnam sie do pytania Bartka, Posiadam FA9 i czekalem na ta recenzje bo poszukuje jeszcze polotwartych dokanalowych sluchawek(czasem nie chce sie calkowicie izolowac od otoczenia). Mialem nadzieje, ze FH9 okaza sie odrobine bardziej muzykalne od FA9 z zachowaniem charakterystyk prztwornikow aramaturowych.

    • A ja myślałem, że FA9 nie są popularne 🙂 Napisałem kilka zdań w odpowiedzi do Bartka – według mnie FH9 są bardziej muzykalne od FH9, ale nadal „armatura” ma sporo do powiedzenia.

      • Dziekuje bardzo za ten krotki opis, tyle wystarczy. Czy sa popularnie ? Nie mam pojecia bo mimo wszystko sa dosc drogie, napewno tansze niz konkurencja a niewiele im brakuje, w tej samej cenie mam dwie pary a nie jedna. FH9 sa dokladnie takie jakich sie spodziewalem i jakie sobie wymarzylem. Juz do mnie leca z chin. Pozdrawiam.

  4. Dziękuje za precyzyjne informacje 🙂 FH5s z wymienionym kablem na LC-RC (czyli wersja pro) zmieniają nieco charakter góry, do tego średnica się wypełnia, słuchawki brzmią lekko bliżej.
    Wydaje się że różnice i dyns do FH9 się zmniejsza, ale to już trzeba posłuchać i ocenić na własne ucho 🙂
    Różnica w odbiorze „obiektywnym” czy analitycznym może być niewielka, ale czasem ta niewielka różnica ma ogromny wpływ na percepcję i odbiór muzyki. Czy okaże się adekwatna do ceny ..posłuchamy.

  5. Mam FH7 i zastanawiam się, czy FH9 byłby dla mnie wyraźnym progresem.
    Cytaty z recenzji FH9 vs FH7:

    „Z drugiej strony jeśli wolimy jaśniejszy dźwięk z bardziej punktowym i zbitym basem, preferujemy słuchawki neutralne tonalnie i gustujemy raczej w technicznym dźwięku, to FH7 mogą okazać się lepsze. Jeśli natomiast nie lubimy ostrego sopranu i zależy nam na dźwięku głębszym, obfitszym w basie, to FH9 zostawią FH7 daleko w tyle.”

    „Starszy model odebrałem jako w miarę zrównoważony, ale z zarysowaną górą i raczej analityczny w przekazie. Względem modelu FH9 słychać duże różnice – FH7 brzmią wyraźnie chudziej, ostrzej w przekazie i chłodniej, a raczej bardziej neutralnie. Przy nich FH9 są masywniejsze, mocniej dociążone, cieplejsze i łagodniejsze w przekazie, a więc bardziej muzykalne.”

    W związku z tym pytania. FH7 wylądowały u mnie jako mobilne słuchawki (m.in. do sportu), z reguły używane z Fiio LC-BT2, naszyjnym transmiterem bluetooth/dac/amp, który, przy basowych filtrach FH7 ładnie się zgrywa bez problemów z ostrą górą. W tej konfigurajci FH7 ma sporo basu dobrej jakości, ale ma też szczegółową górę. Na przykład FH7 podpięty pod Chord Mojo był dla mnie już zbyt basowo-gęsty, a na przykład FH5 mają dla mnie przyciętą górę (choć bas jest bardzo dobry i szczegółowy).

    Czy FH9, w związku z innym strojeniem niż FH7 nie gubią informacji na górze względem FH7?
    Basu jest jeszcze więcej-cieplej niż w FH7 (którym nic nie brakuje) jak rozumiem, co w niektórych połączeniach FH7 z ciepłym wzmacniaczami subiektywnie zbyt zagęszczało/ocieplało/basowało.
    Czy FH9 vs FH7 to głównie inne strojenie (złagodzona góra i kierunek na muzykalność) z gubieniem detali, czy może klasa wyżej i informacja nie ginie, ale całość ma cieplejszy posmak?

    Jak te FH9 wypadają przy nie-Fiio-wej konkurencji? Takich klasykach jak Campfire Andromeda, albo może ciepłobasowych Empire Ears, albo polskich LimeEars czy CustomArt?

    • Mam już swoje Fh9 więc mogę kilka słów dość subiektywnnie. Przyznam nie przepadam za ostrością Fh7. Generalnie to progres jest spory, mimo muzykalności nie traci się szczegółów, nadal jest sporo informacji ale podane jest to w dużo bardziej przystępny sposób. Przestrzeń jest znacznie bardziej napowietrzona, źródła spore. Ergonomiczne to krok w stronę starych fh5 nieco krótsza tulejka niż w Fh7, FH3 i FH5S, ale nie tak krótka jak FH5 mi to pasuje genialnie, słuchawki „znikają” bardzo wygodne. Słuchane na zamontowanych firmowo spin fit cp 145 plus Norma SR 25 w zbalansowanym połączeniu. Dla nie mnie rewelacja, to takie strojenie FH3 tylko kilka oczek wyżej w każdym aspekcie.

      • Właśnie dumam nad kolejnymi dokanałówkami i mam FH3. Bardzo odpowiada mi właśnie strojenie tych słuchawek i w sumie nie chcę szukać kwadratowych jaj bo i po co? Skoro jest rozwój w tej linii 🙂 Ale z drugiej strony zastanawiam sie nad innymi słuchawkami po to żeby nie zamykać sie w jednym rodzaju strojenia – mianowicie dużo naczytałem się o Dunu Zen i mocno mnie intrygują.

        • Nie miałem okazji słuchać Dunu ale z tego co czytałem to przestrzeń nie jest w nich wybitna, do tego to konstrukcja zamknięta. Fh9 już z powodu półotwartej konstrukcji mają predyspozycje do szerokiej i przestrzennej prezentacji. Taka konstrukcja to też zupełnie brak ciśnienia w kanale słuchowym, można słuchać długo i komfortowo. Jest to także znacznie zdrowsze dla aparatu słuchowego.

          • Dzięki Tomek. To ważne informacje akurat. Wczoraj zmodyfikowałem swoje FH3. Cóż za modyfikacja hehehe… otóż one mi sie trochę słabo trzymają w uchu i często muszę poprawiać. No tak to nie może być. Poogladałem je trochę i wpadłem na jak się okazuje genialny pomysł (no chyba, że wymyśliłem proch 🙂 ). Otóż tulejka dokanałowa na której jest obsadzany silikon kończy się takim…”kołnierzem” i moje silikony były właśnie dopchnięte do samego kołnierza. zsunąłem silikony tak ok 2 mm i się okazuje że to było fantastyczne posunięcie. Słuchawka trzyma się w uchu jak trzeba a w dźwięku wszystkiego jest więcej, pełniej szerzej, głębiej…no bajka 🙂

  6. Mam nietypową prośbę o porównanie.
    Szukam słuchawek scenicznych i rozglądam się za FH9 oraz Sundarami.
    Zdaję sobie sprawę że jedne są douszne a drugie to duże słuchawki otwarte.
    Czy może Pan porównać je pod względem jakości dźwięku i sceny?

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj