IE 900 są najnowszymi, flagowymi słuchawkami dokanałowymi w portfolio niemieckiego producenta. Wyposażono je w przetworniki dynamiczne 7 mm ze specjalnymi, potrójnymi komorami.

W sierpniu 2021 roku przetestowałem podstawowy model serii, czyli IE 300. Słuchawki zaskoczyły mnie niezwykle lekką konstrukcją, wysoką ergonomią i muzykalnym brzmieniem – energicznym, soczystym i pełnym. Zachwyciła mnie także szeroka scena dźwiękowa, bo mimo niesymetrycznego kabla z wtyczką 3,5 mm, IE 300 nadzwyczaj kontrastowo separowały kanały. Narzekałem jednak na nieuniwersalne gniazda MMCX, jak i kręciłem nosem na pewne aspekty brzmienia, ale w gruncie rzeczy byłem ze słuchawek zadowolony – świetnie mi się ich słuchało.

REKLAMA
sennheiser

Teraz przyszła pora na test topowego modelu IE 900. Znów zastosowano pojedyncze przetworniki dynamiczne o średnicy 7 mm, które zamknięto w podobnych obudowach. Wydaje się to być szaleństwem, zważywszy na cenę słuchawek (6000 zł), ale dzisiaj ważniejsze od ilości przetworników oraz stopnia skomplikowania zwrotnic jest strojenie akustyczne. Z tego powodu wewnątrz każdej słuchawki są trzy komory rezonacyjne, a w tulejkach specjalne „wiry”, które mają zapewnić lepszą reprodukcję częstotliwości powyżej 11 kHz. Sennheiser uważa, że dzięki temu IE 900 brzmią niczym słuchawki wokółuszne. Czy to w ogóle możliwe?

Wyposażenie

W zestawie są:

  • trzy pary tipsów silikonowych (S, M, L);
  • trzy pary pianek termoaktywnych (S, M, L);
  • kabel MMCX > 3,5 mm (125 cm);
  • kabel MMCX > 2,5 mm (125 cm);
  • kabel MMCX > 4,4 mm (125 cm);
  • klips do ubrania;
  • organizer na tipsy;
  • futerał;
  • przyrząd do czyszczenia;
  • ściereczka;
  • instrukcja obsługi.

Wyposażenie robi wrażenie, bo w zestawie otrzymujemy aż trzy kable, więc słuchawki można od razu podłączyć do gniazd zbalansowanych bez dodatkowych wydatków. To dzisiaj rzadkość, gdyż wielu producentów wymaga zakupu opcjonalnych kabli symetrycznych, nawet w przypadku hi-endowych modeli. Dla przykładu testowane jakiś czas temu Campfire Audio Solaris 2020 (7000 zł) mają w zestawie jedynie przewód z wtyczką 3,5 mm.

Warto jednak zauważyć, że przewodnikiem w kablach modelu IE 900 jest miedź OFC, a nie monokrystaliczna czy posrebrzona. To więc kable tańsze w produkcji od tych wielożyłowych i często hybrydowych, znanych z wielu flagowych dokanałówek pokroju Solarisów. Wszystko wskazuje zatem także na to, że kable IE 900 nie różnią się jakością od tego, zastosowanego w znacznie tańszym modelu IE 300.

Konstrukcja

Producent wykorzystał obudowy znane z modelu IE 300, czyli znów mamy do czynienia z niewielkimi, obłymi i ergonomicznymi słuchawkami typu OTE (over the ear). Zrezygnowano jednak z tworzyw sztucznych na rzecz aluminium w naturalnym, srebrnym kolorze. Słuchawki zostały także pokryte rytmicznymi wyżłobieniami i ozdobione dyskretnymi nadrukami, więc nie ma wątpliwości, że IE 900 to słuchawki z półki premium. Wprawdzie mnie podobały się także „brokatowe” IE 300, ale nie mam wątpliwości, że IE 900 wyglądają bardziej profesjonalnie i elegancko.

Na płaskich pokrywkach słuchawek znajdują się niewielkie znaczki producenta, poniżej których można dojrzeć otwory odpowietrzające. Gniazda MMCX umieszczono u góry i znów wpuszczono głęboko w obudowy. Zostały one odróżnione kolorami, bo pierścień na lewej słuchawce jest ponownie czarny, a na prawej czerwony. To jednak nie jedyne różnice pomiędzy słuchawkami, bo na tej lewej jest także duże, wygrawerowane oznaczenie modelu, które znajduje się od wewnętrznej strony. Tulejki są ponownie dość krótkie, mają poszerzone ranty i plastikowe sitka.

Wszystkie kable zabezpieczono półprzezroczystą izolacją, którą ponownie wzmocniono aramidem. Przewody rozpoczynają kątowe wtyczki, co tyczy się także wtyku 4,4 mm typu Pentaconn, co jest rzadkością, bo te są zazwyczaj proste. Odcinki douszne rozdziela płaski splitter, obok którego nie brakuje także płaskiego suwaka. Natomiast przy wtyczkach MMCX są znane, długie zausznice, wewnątrz których znajdują się giętkie druciki, co nie jest już standardem.

Jakość wykonania jest wysoka, ale nie spektakularna. Podoba mi się, że słuchawki zostały skonstruowane w Niemczech, a na futerale jest tabliczka z numerem seryjnym i napisem: „Made in Germany”. Nie twierdzę, że słuchawki wykonane w Azji są niskiej jakości, ale cieszy mnie, że tak drogie dokanałówki wykonano w Europie. Producent informuje, że IE 900 powstały w tej samej fabryce, co nagłowne modele HD 800S czy HD 820.

Z drugiej strony obudowy wycięte za pomocą pięcioosiowej frezarki z pojedynczego bloku aluminium, wykończonego metodą anodowania, to dzisiaj już nic specjalnego. Materiał jest też dość miękki, bo na sztuce testowej widać pewne rysy i draśnięcia. Dla porównania wspominane Campfire Audio Ara czy FiiO FH9 zostały wykonane z tytanu, a coraz częściej stosuje się też specjalne powłoki, zapobiegające rysom.

Ergonomia i użytkowanie

Sennheiser IE 900 są cięższe od IE 300, bo pojedyncza słuchawka waży 3,6 g w porównaniu do 1,6 g, ale nadal mowa o wadze piórkowej. Konstrukcja jest znów miniaturowa, więc słuchawek praktycznie nie czuć w uszach. W moim przypadku IE 900 zupełnie chowają się w małżowinach, dobrze je wypełniają i wzorowo się trzymają. Wielokrotnie większe, hybrydowe Campfire Audio Solaris 2020 czy nawet FiiO FH9 nie mają szans z IE 900 pod względem ergonomii – wyraźnie odstają i potrafią lekko uciskać. Nawet moja partnerka mogła korzystać z IE 900, w przeciwieństwie do większości testowanych przeze mnie dokanałówek.

Z drugiej strony plastikowe IE 300 mają pewną przewagę nad IE 900, ponieważ aluminium jest chłodne w dotyku. Tańszy model nie powodował żadnego dyskomfortu podczas zakładania, nie wymagał uprzedniego ogrzewania słuchawek w dłoni. W efekcie metalowe IE 900 mogą lekko irytować, co jednak będzie problemem jedynie w okresie jesienno-zimowym i to głównie w użytku mobilnym. W domu raczej nie będziemy narzekać na chłód.

Izolacja akustyczna jest całkiem niezła. Nawet z silikonowymi tipsami, model IE 900 tłumi lepiej od wielu „półotwartych” dokanałówek. Czułem się bardziej odcięty od świata korzystając z IE 900 niż z większości testowanych ostatnio słuchawek od Campfire Audio czy FiiO, zarówno z serii FH, jak i FD. W zestawie otrzymujemy też mocno rozprężające się pianki termoaktywne, które także nie rozczarowują uszczelnieniem kanałów słuchowych.

Kable nie są idealne. Nie miałem powodów do narzekania na zausznice, które można swobodnie dogiąć wedle preferencji, a spodobał mi się także splitter z suwakiem, który pozwala swobodnie dostosować długość odcinków dousznych. Przewody nie są może wybitnie elastyczne, ale nadal nieźle się układają, więc nie uprzykrzają odsłuchów. Niestety problemem jest znowu wyraźny efekt mikrofonowy – wyraźnie słychać stukanie i szuranie kabla, co jest najpewniej winą drucików w zausznicach.

Wymiana kabla jest utrudniona lub nawet niemożliwa – gniazda MMCX znów zostały osadzone zbyt głęboko w obudowach słuchawek. Teoretycznie nie ma problemu, bo w przeciwieństwie do modelu IE 300, w zestawie IE 900 otrzymujemy trzy kable z różnymi wtykami. Nie rozumiem jednak, dlaczego producent ogranicza użytkownika, który płaci za słuchawki aż 6000 zł, więc potencjalnie posiada różne, alternatywne kable, ma pewne preferencje i wymogi odnośnie typu oraz rodzaju przewodników.

Jeśli nawet nie czujemy potrzeby eksperymentowania z okablowaniem, to w razie uszkodzenia czy zagubienia kabla możemy zostać na lodzie. Konieczny będzie zakup zamiennika bezpośrednio od producenta. Czy będą one dostępne za kilka lat? Pozostaje mieć nadzieję, że w sprzedaży pojawią się kable od firm trzecich, które będą kompatybilne z IE 900 lub że zwykłe wtyczki MMCX zostaną dostosowane tak, by pasowały zarówno do słuchawek Sennheisera, jak i dokanałówek od innych producentów.

Specyfikacja

  • przetworniki: dynamiczne 7 mm
  • pasmo przenoszenia: 5 Hz-48 kHz
  • impedancja: 18 Ω
  • THD+N: <0,05%
  • czułość: 123 dB
  • kable: MMCX > 2,5; 3,5; 4,4 mm, miedź OFC, 125 cm
  • masa: 3,6 g (pojedyncza słuchawka); 25,5 g (obie słuchawki z kablem i tipsami)

Brzmienie

  • Słuchawki: Campfire Audio Ara, Atlas, Dorado 2020 i Solaris 2020, FiiO FA7s, FA9, FD5, FD7, FH7 i FH9
  • Źródła: FiiO M17, M15 i M11 Plus LTD, Astell&Kern AK70 MKII, FiiO BTR5 2021, Qudelix-5K, Oriolus 1795

Sennheiser IE 900 – tipsy
Końcówki wpływają na brzmienie, ale różnice nie zaskakują – tipsy silikonowe jak zwykle przekładają się na mocniejsze skraje pasma, a pianki lekko je łagodzą. Z silikonami IE 900 brzmią bardziej efektownie i nowocześnie, a z nakładkami piankowymi są cieplejsze, miększe i gładsze.

Różnice nie są ekstremalne, bo pianki są jednak mało porowate, powleczone na zewnątrz i wyposażone w otwory wylotowe o podobnej średnicy. Zarówno silikony, jak i pianki wyposażono też identyczne, gąbkowe wkłady, a w obu przypadkach zastosowano też takie same sitka. Mnie jednak bardziej podobało się brzmienie z tipsami silikonowymi i to ich dotyczy poniższy opis dźwięku. Pianki można jednak śmiało wykorzystać do przestrojenia słuchawek, uspokojenia skrajnych pasm, co może być pożądane.

Sennheiser IE 900 – brzmienie
Sennheiser IE 900 zaskakują na wielu płaszczyznach. Po pierwsze, wręcz trudno uwierzyć, że z pojedynczego i to niewielkiego przetwornika da się uzyskać dźwięk aż takiego kalibru. Po drugie brzmienie słuchawek jest odważne, bo strojenie nie jest stereotypowo „audiofilskie”, a raczej „konsumenckie” – sygnatura jest U-kształtna, basu nie brakuje, a wysokie tony są podkreślone. Po trzecie w brzmieniu IE 900 jest rzeczywiście coś stacjonarnego, co słychać szczególnie w niskich tonach – bas jest dużego formatu. Po czwarte mimo ewidentnie efektownego strojenia, IE 900 zgrywają się także z lżejszymi gatunkami muzycznymi.

Bas jest potężny, ale chodzi o jego charakter, a nie ilość. Wprawdzie niskich tonów jest pod dostatkiem, w paśmie jest bez wątpienia akcent, ale nie należy się obawiać dudniącego, zalewającego wszystko dołu. Niskie tony popisują się raczej masywnością, soczystością i dociążeniem. Przekaz basu jest kształtny, gładki i miękki, ale jednocześnie wzorowo kontrolowany, dynamiczny, barwny i zróżnicowany pod względem faktury. W basie jest mnóstwo energii, dół potrafi mocno uderzyć, przyjemnie wibrować, jak i cicho zamruczeć, ale akcent pada raczej na przełom subbasu ze średnim basem. Mimo tego IE900 potrafią zabrzmieć niczym subwoofer, przekazać masywne gitary basowe, jak i bardziej punktowy kontrabas. Co ciekawe mimo dużej masy, dół nie muli, wygasa szybko i nie przelewa się. Muszę przyznać, że to nietypowa mieszanka – bas brzmi efektownie, ale jednocześnie hi-endowo. Mnie niskie tony zachwyciły, mimo że na co dzień gustuję w spokojniej reprodukowanym dole. Jestem jednak świadomy, że fani idealnie punktowego i analitycznego basu raczej nie będą zadowoleni.

Pasmo średnie jest wstecz względem niskich oraz wysokich tonów, co tylko potęguje nowoczesny charakter IE 900. Nie należy się jednak obawiać absolutnego przytłoczenia żywych instrumentów czy wokali, które nie giną pod ciężarem gitar basowych czy niskiego fortepianu. Pasmo średnie nie jest wypchnięte, ale pozostaje klarowne i czytelne. To też pasmo zrównoważone, mocne zarówno w niższym zakresie (barwnym i nasyconym), jak i wyższym (twardszym i zarysowanym). Jednocześnie środek nie jest konturowy, techniczny czy laboratoryjny, bo słychać przyjemną gładkość charakterystyczną dla słuchawek zestrojonych muzykalnie, ale znów w rozdzielczym i precyzyjnym wydaniu. Muszę przyznać, że z przyjemnością słuchałem zarówno psychodelicznego trance’u, lekkiego rocka, muzyki fusion oraz jazzu. Może dźwięk nie był idealnie naturalny, perfekcyjnie wyważony w całym zakresie, ale nadal byłem zadowolony – relaksowałem się robiąc z muzyki w tło, jak i bez problemu wsłuchiwałem w drobne detale, podziwiając uderzenia werbla, drżenie strun gitar czy głosy wokalistów i wokalistek. Napomknę także, że IE 900 są czułe na charakter źródła, że słuchawki mogą zabrzmieć bardziej średnicowo, ale o synergii wkrótce.

Wysokie tony są najbardziej kontrowersyjne. To, podobnie do basu, także zaakcentowane pasmo, które jednak nie sprawia wrażenia ostrego – uważam, że bas ma nadal więcej do powiedzenia, że góra pasma nie jest zupełnie rozszalała i nie przytłacza średnicy. IE 900 bez wątpienia brzmią klarownie, są pozbawione jakiegokolwiek przyciemnienia, woalu czy dystansu, bo prezentują muzykę bezpośrednio, ale nie agresywnie. W niektórych połączeniach odbierałem sopran jednak jako trochę za bardzo zarysowany i lekko sztuczny. Talerze perkusyjne nie zawsze były idealnie selektywne, nie brzmiały tak metalicznie, jakbym chciał, ale z drugiej strony nie nazwałbym IE 900 mianem sykliwych – sybilizacja nie dawała się we znaki. Konieczna była jednak synergia, w odpowiednim towarzystwie nie miałem powodów do narzekania, podziwiałem sopran z równym zapałem, co bas. Generalnie fani rozciągniętej, mocnej i „iskrzącej” góry, która jednocześnie nie męczy na dłuższą metę, powinni być zadowoleni. Z kolei osoby szukające góry mocno łagodnej czy osadzonej w wyższej średnicy, mogą odebrać sopran IE 900 jako przesadnie rozciągnięty, zbyt wywindowany.

Scena dźwiękowa jest nietypowa. IE 900 nie generują bezkresnej przestrzeni, nie brzmią specjalnie „koncertowo”. Otrzymujemy raczej kulistą, proporcjonalną scenę, w której każda płaszczyzna ma równie wysoki priorytet. Nie stwierdziłem dominacji stereofonii, faworyzacji głębi czy wysokości sceny dźwiękowej. Słuchawki blisko prezentują pierwszy plan, nie oddalają dźwięku, a raczej zanurzają słuchacza w muzyce, przy zachowaniu wzorowej separacji instrumentów, zróżnicowanej ich ekspozycji i, co najważniejsze, niesamowitej holografii. Kształtne, trójwymiarowe i duże instrumenty to sedno przekazu IE 900 – nie tylko bas, ale i pozostałe instrumenty zajmują w scenie duże obszary, a nie tylko punkty. To także wzmaga „stacjonarność” Sennheiserów IE 900, dźwięk wydaje się być nieproporcjonalnie „duży” w stosunku do samych słuchawek. Efekt jest świetny, trudno uwierzyć, że muzyka dobiega z łącznie dwóch, drobniutkich przetworników dynamicznych.

Sennheiser IE 900 – porównania z innymi słuchawkami
IE 900 skojarzyły mi się od razu z Campfire Audio Atlas, nieprodukowanymi już słuchawkami, które również zostały wyposażone w pojedyncze przetworniki dynamiczne. Założenia obu modeli są podobne, bo Atlasy to również audiofilskie, ale efektownie brzmiące słuchawki z podkreślonym basem i górą. Okazuje się jednak, że IE 900 są bardziej uniwersalne, bo zostały zestrojone równiej – Atlasy potrafią przytłaczać niskimi tonami, które nie są tak szybkie, zwarte i kontrolowane. Moim zdaniem IE 900 są też lepsze technicznie – znów górą jest niewielki, 7-milimetrowy przetwornik, który brzmi bardziej precyzyjnie, ale równie głęboko, co ten 10-milimetrowy w Atlasach, a przy tym zapewnia klarowniejszy, bardziej trójwymiarowy przekaz. Atlasy doceni jednak fan jeszcze bardziej basowego i efektownego brzmienia, ale moim zdaniem IE 900 wychodzą na prowadzenie.

Porównania IE 900 do hybrydowych Campfire Audio Solaris 2020 oraz armaturowych Ara są już bardziej skomplikowane. Wprawdzie bohater niniejszego testu ma więcej wspólnego z tymi pierwszymi niż z drugimi słuchawkami, ale różni się on wyraźnie od obu modeli. Solaris 2020 także popisują się basem (ale ten jest oszczędniejszy i bardziej zbity), mają mocniej zarysowaną średnicę, a do tego brzmią przestrzenniej, ale nie generują tak dużych źródeł pozornych. Solaris 2020 także nie należą do słuchawek ostrych, ale miałem wrażenie, że IE 900 brzmią spokojniej i przystępniej, że Solaris 2020 są bardziej wymagające od słuchacza. Muszę przyznać, że wolę bardziej analityczny charakterek Solarisów 2020, ale to jednak czteroprzetwornikowe hybrydy o dużo większej konstrukcji, które są do tego o 1000 zł droższe od IE 900.

Z kolei Campfire Audio Ara to zupełnie inna bajka. IE 900 brzmią przy nich rozrywkowo, mocno akcentują skrajne pasma i wciągają brzmieniem, podczas gdy Ara to słuchawki zestrojone płasko z priorytetową średnicą, które twardo zarysowują dźwięk, nie szczędzą detali i brzmią dość bezwzględnie. Mamy jednak do czynienia z porównaniem słuchawek dynamicznych z armaturowymi, więc wiele różnic wynika z samego charakteru przetworników. Trudno tutaj wskazać jednogłośnie zwycięzcę – Ara zachwycą „analityków”, a IE 900 uwiodą szukających w muzyce przyjemności. To dwa zupełnie różne światy. Podobnie jest w przypadku FiiO FA9, również armaturowych słuchawek o bardziej zrównoważonym strojeniu, bliższym w średnicy. To także zdecydowanie mniej efektowne i nie tak muzykalne brzmienie, ale jednak trochę bardziej naturalne.

Z kolei FiiO FH5s czy FH7 brzmią bardziej analitycznie, mocniej zarysowują dźwięk i nie generują tak obfitych i sprężystych niskich tonów. Tak, znów niewielki przetwornik dynamiczny zawstydza basem konstrukcje hybrydowe z większymi driverami, ale pomiędzy słuchawkami serii FH a modelem IE 900 jest jednak przepaść cenowa. Najbliżej konstrukcyjnie są nowe FiiO FD7, które także mocno dociążają brzmienie, faworyzują bas i muzykalność, ale brzmią ciemniej, cieplej, bliżej w średnicy i bardziej gładko. FD7 nie robią jednak takiego wrażenia, jak IE 900 – Sennheisery mają bardziej zróżnicowany i szybszy bas oraz generują większe źródła pozorne. Warto jednak zwrócić uwagę na różnicę w cenie – FD7 mają także pojedynczego „dynamika”, ale kosztują o połowę mniej. Za to z IE 900 powalczą już nowe, hybrydowe FiiO FH9, które będą bohaterem nadchodzącego testu. „Dziewiątki” od FiiO to także muzykalne brzmiące słuchawki z zaakcentowanym basem.

Sennheiser IE 900 – synergia
Słuchawki wymagają synergii, ale trudno jednoznacznie ją określić. Zdarzało się, że IE 900 brzmiały świetnie w konfiguracji, którą w teorii bym skreślił, jak i nie do końca się zgrywały w połączeniach, którym dałbym zielone światło. Generalnie dla bezpieczeństwa warto unikać rozjaśniających lub też basowych źródeł, ale lepiej skupić się na górnych rejestrach, bo nawet odtwarzacze z mocniejszym basem potrafiły świetnie zgrać się z IE 900. Warto też wiedzieć, że słuchawki są czułe na charakter źródła – w niektórych konfiguracjach brzmią zupełnie inaczej.

Mowa tutaj np. o FiiO M15, z którym IE 900 złapały synergię, a to odtwarzacz o trochę mocniejszym dolnym zakresie. Słuchawki wcale nie stały się ekstremalnie basowe, ale góra się lekko uspokoiła, a średnica ociepliła, przez co IE 900 zabrzmiały bardziej naturalnie. Obstawiałem więc, że M11 Plus LTD będzie dla słuchawek zbyt jasny, ale tutaj efekty również były bez zarzutu – IE 900 brzmiały neutralnie, ale nadal przystępnie. Co ciekawe, FiiO M17 wypadł najgorzej, a w jego przypadku nie przewidywałem problemów z synergią. Tymczasem topowy odtwarzacz pogorszył kontrolę góry słuchawek, która stała się ostrzejsza, bardziej skrząca. Modele M11 Plus LTD oraz M15 wypadły lepiej.

Słuchawki skalują ze sprzętem, rozwijają skrzydła na źródłach z wyższej półki, ale nie są one nieodzowne – uzyskiwałem świetne brzmienie także z tańszymi odtwarzaczami czy adapterami Bluetooth. Sennheiser IE 900 zabrzmiały nieźle z Cayinem N3Pro, zarówno w trybie Triode (cieplejszym i gładszym), jak i Ultra Linear (jaśniejszym i technicznym), co mnie zaskoczyło. Okazało się też, że słuchawki dość mocno reagują na charakter źródła – IE 900 zabrzmiały dużo bardziej średnicowo i twardo z odtwarzaczem Astell&Kern AK70 MKII, który korzystnie wpłynął także na przekaz góry. W takiej konfiguracji świetnie brzmiały żywe instrumenty, a było to w ogóle jedno z najlepszych, sprawdzonych przeze mnie połączeń.

Zachwyciło mnie także zgranie z Qudeliksem-5K. Niepozorny adapter Bluetooth przybliżył średnicę, zapewnił bardziej naturalny dźwięk i świetną precyzję sopranu z zachowaniem wysokiej rozdzielczości słuchawek. Jedynie scena była trochę mniejsza, niż na odtwarzaczach, ale to świetny przykład tego, jak ważna jest synergia w przypadku IE 900. Zgranie z adapterem za ułamek ceny słuchawek potwierdza też to, że IE 900 nie są wyjątkowo wymagające odnośnie klasy źródła. Mam nadzieję, że Qudelix szybko przygotuje nową wersję adaptera, bo aktualnie jest on niedostępny w sprzedaży.

Podsumowanie

Sennheisery IE 900 to słuchawki wysokiej klasy. Zastosowano podobne obudowy do podstawowego modelu IE 300, ale trudno na nie narzekać – słuchawki są małe, wygodne, a do tego dobrze tłumią otoczenie. Świetnie, że w zestawie są aż trzy kable, więc nie trzeba dokupować przewodów zbalansowanych. W teorii niewielkie, pojedyncze przetworniki dynamiczne to nic specjalnego, ale lepiej się tym nie sugerować – dzięki dodatkowym komorom dźwięk jest znakomity. Bas to szczególnie łakomy kąsek, przekaz niskich tonów jest naprawdę imponujący.

Niestety gniazda MMCX są ponownie nieuniwersalne, co jest moim zdaniem błędem – użytkownik tak drogich słuchawek powinien mieć pełną swobodę, wymieniać kable jak mu się tylko podoba. Tym bardziej, że kable z zestawu mikrofonują. Słuchawki wymagają też synergii – brzmią dobrze w różnych konfiguracjach, ale z odpowiednim źródłem przybywa średnicy, a góra zyskuje na precyzji.

Sennheiser IE 900 kosztują 6000 zł. Model ten nie pretenduje więc do miana króla opłacalności, ale fani wysokiej jakości dźwięku o efektownym i muzykalnym charakterze zapewne będą zachwyceni. Mimo że to nie moje brzmienie, to słuchawki również mnie zachwyciły – IE 900 ze skromnymi, pojedynczymi dynamikami stają w szranki z wieloprzetwornikowymi hybrydami, co jeszcze do niedawna było nie do pomyślenia.

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ kable zbalansowane w zestawie
+ ładne wzornictwo
+ wysoka ergonomia
+ satysfakcjonujące tłumienie
+ podatność na synergię
+ potężne i muzykalne brzmienie
+ fenomenalny bas
+ świetna holografia

Minusy:
– mikrofonowanie kabli
– nieuniwersalne gniazda MMCX
– wymagają synergii

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
hifiman

5 KOMENTARZE

    • Rzeczywiście pominąłem Dorado 2020 – nie wiem jak to się stało 🙂

      Słychać podobieństwa w brzmieniu Dorado 2020 i IE 900, bo oba modele zostały zestrojone dość rozrywkowo i efektownie. Jednak Dorado 2020 to słuchawki brzmiące lżej, które mają mniej zaakcentowane skraje pasma. Okazuje się, że IE 900 generują mocniejszy bas od Dorado 2020 – jest on też bardziej zwarty, sprężysty i zróżnicowany. Ponadto góra w IE 900 jest mocniej zarysowana i bardziej cyfrowa od Dorado 2020, ale dzięki temu IE 900 brzmią klarowniej/bardziej bezpośrednio, a Dorado 2020 są jakby ciemniejsze, lekko przygaszone. Średnica w obu przypadkach jest raczej neutralna i nie jest pierwszoplanowa. Z kolei przestrzeń jest po stronie IE 900 – Sennheisery brzmią szerzej, bardziej poza głową i generują większe źródła pozorne. Moim zdaniem IE 900 są górą za wyjątkiem sopranu, ale to jednak słuchawki 1000 zł droższe od Dorado 2020, więc doki Campfire nadal się bronią.

  1. Jeden mały przetwornik a tyle dziwięku, to pokazuje jak ważne jest doświadczenie i wiedza w pracy z dźwiękiem, a tu niemiecka firma ma spore ma się czym pochwalić, i nie zawsze jak się okazuje hybrydy są górą.
    Zaskoczyło mnie że że fiio fh5s i Fh7 jednak poległy, przynajmniej w kwestii zejścia dołu. Z niecierpliwością czekam na test FH9 może to będzie lekarstwo na zmęczone uszy wyższa średnicą po fh5s i lekkim niedoborem bassu.
    Pozdrowienia

    • Może niekoniecznie poległy, bo FH5s i FH7 są jednak wielokrotnie tańsze od IE 900, a nadal oferują solidne brzmienie. Jednak bas w IE 900 to rzeczywiście majstersztyk, o ile lubimy zaakcentowany dół.

      Test FiiO FH9 powinien zostać opublikowany niedługo 🙂

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here