Sennheiser HD 660S2 wyglądają znajomo, ale zostały wyposażone w nowe przetworniki dynamiczne o impedancji 300 omów. Słuchawki mają zapewnić muzykalne i ciepłe brzmienie, a także głębszy subbas od starszych modeli.

Sennheiser gra w otwarte karty – HD 660S2 bazują na konstrukcji modelu HD 660S, ale tym razem zastosowano nieznacznie mniejsze przetworniki (38 mm vs 42 mm) o dwukrotnie wyższej impedancji (300 omów vs 150 omów). Ma przełożyć się to na pełniejszy przekaz niskich tonów, a także naturalną i relaksującą sygnaturę dźwiękową. Nowe słuchawki zapowiadają się więc atrakcyjnie, bo subbasu zazwyczaj brakuje w otwartych konstrukcjach, które często brzmią też raczej analitycznie, niż muzykalnie.

REKLAMA
final

Jest jednak pewien haczyk – cena słuchawek wzrosła. Aktualnie nowy model jest dostępny za 2500 zł, czyli wymaga dopłaty 800 zł względem HD 660S. Ponadto Sennheiser HD 660S2 są droższe od modeli Sivga SV023 (2000 zł) czy HiFiMAN Sundara Silver (1900 zł), czyli mają nie lada konkurencję. Z drugiej strony nowość Sennheisera wciąż wypada korzystniej cenowo na tle słuchawek HiFiMAN Ananda Nano (3000 zł) czy tym bardziej Meze 109 PRO (4000 zł). Sprawdziłem, czy HD 660S2 są warte swojej ceny, porównując je z wyżej wymienionymi modelami.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • pokrowiec;
  • kabel zbalansowany 4,4 mm (długość ok. 180 cm);
  • kabel 6,35 mm (długość ok. 180 cm);
  • przejściówkę 6,35 mm > 3,5 mm (długość ok. 12 cm);
  • dokumentację.

Niestety zrezygnowano z charakterystycznego pudełko-kuferka, z którego słyną słuchawki tej serii. Zamiast niego otrzymujemy pokrowiec, który jest gruby, aksamitny i zaciskany na sznurek, ale niestety trochę za ciasny. Nie każdy będzie narzekał, bo nie wszyscy w ogóle korzystaliby z pudełka do przechowywania słuchawek, które zajmuje sporo miejsca.

Na pierwszy rzut oka kable są bez zmian względem zestawu HD 660S, czyli oprócz przewodu z wtykiem 6,35 mm i klasycznej redukcji do 3,5 mm, otrzymujemy także kabel zbalansowany Pentaconn (4,4 mm). Okazuje się jednak, że producent skrócił kable z około 300 cm do 180 cm, co uważam za zaletę, bo krytykowałem HD 660S za zbyt długie okablowanie.

Warto wiedzieć, że kabla symetrycznego brakuje w konkurencyjnych HiFiMAN-ach Sundara Silver czy droższych Ananda Nano, a nie oferują go w standardzie także Meze 109 PRO. Mile widziany byłby jednak adapter z wtyczki 4,4 mm do XLR 4-pin, który możemy znaleźć w zestawie z FiiO FT3.

Konstrukcja i jakość wykonania

Koń jaki jest, każdy widzi – to pierwsze, co przyszło mi na myśl, gdy rozpakowałem model HD 660S2. Sennheiser nie zdecydował się na eksperymenty, wykorzystał dobrze już znaną konstrukcję, która jest z nami od wielu, wielu lat. Z jednej strony producentowi można zarzucić nudę, mocno zachowawcze podejście i „odcinanie kuponów”. Z drugiej strony nie naprawia się czegoś, co działa, a słuchawki tej serii udowodniły, że tak właśnie jest. Ponadto nadal będą pasować przeróżne części, zamienniki i kable, których w sprzedaży bez liku.

Nie znaczy to jednak, że słuchawki z dwójką w nazwie są identyczne, jak HD 660S. Po pierwsze ozdoby w postaci logo na pałąku, widełkach oraz maskownicach muszli są tym razem złote, a nie srebrne. Kolor ma lekko miedziany czy też szampański odcień, co ładnie kontrastuje z matową czerń tworzyw sztucznych. Te ostatnie rzeczywiście mniej połyskują, są bardziej jednolite i nie widać na nich niedoskonałości, za co krytykowałem poprzednika. Być może ma to związek z miejscem produkcji HD 660S2, bo od wewnętrznej strony pałąka można dostrzec napis „Made in Ireland”.

Niemniej wśród materiałów wciąż dominują tworzywa sztuczne, a mechanizm pozwalający na odchylenie muszli lekko przyciera, więc słuchawki sprawiają wrażenie tańszych, niż są. Dla porównania wspomniane Sivga SV023 są drewniano-metalowe, a FiiO FT3 czy HiFiMAN Sundara Silver w większości metalowe. Znam jednak droższe słuchawki, które także nie rozpieszczają jakością wykonania – myślę tutaj o wyższych modelach HiFiMAN-a, które nie zawsze są poprawnie spasowane, a ich widełki momentalnie wycierają się od regulowania rozmiaru.

Ergonomia i użytkowanie

W tym miejscu mógłbym przekleić cały opis ergonomii z testów modeli HD 660S lub HD 6xx, bo absolutnie nic się nie zmieniło lub nie jestem w stanie stwierdzić różnic. Nauszniki wciąż są głębokie, ale dość wąskie, a opaska pałąka nie uciska czubka głowy, bo jest wcięta w centralnej jej części. Z kolei nacisk pałąka jest ponownie znaczny, czyli słuchawki wzorowo trzymają się głowy, ale mogą lekko uciskać styki szczęk. Zatem nie ma mowy o perfekcji, ale nie każdy będzie narzekał.

Mnie ergonomia w pełni satysfakcjonowała. Korzystałem ze słuchawek przez kilka tygodni zarówno do zastosowań muzycznych, jak i gamingowych, więc dziennie spędzałem z HD 660S2 wiele godzin. Nie mogę powiedzieć, że zapominałem o słuchawkach na głowie, ale nie czułem dyskomfortu. To zasługa przyjemnych dotyku nauszników, które w moim przypadku okazują się być optymalnie pojemne, a także lekkiej konstrukcji, bo HD 660S2 ważą jedynie 260 gramów, czyli są o kilkaset gramów lżejsze od wielu słuchawek planarnych. Nie podpadła mi także regulacja rozmiaru, bo rozsuwałem pałąk na pozycję piątą z szesnastu, więc słuchawki powinny pasować każdemu.

Mam jednak nadzieję, że przy kolejnej iteracji słuchawek producent zdecyduje się na pewne zmiany. Moim zdaniem nacisk pałąka powinien być trochę mniejszy, bo wiem, że narzekają na to melomani z większymi czaszkami i osoby noszące okulary. Ponadto zredukowany nacisk pałąka wydłuży żywotność nauszników, które z czasem mocno się ugniatają, co wpływa nie tylko na komfort użytkowania, ale także na brzmienie. Z tego powodu lepiej korzystać ze stojaków w formie wieszaka niż popularnych statywów w kształcie litery omega, żeby rzadziej wymieniać pady.

Kable prezentują się zwyczajnie, ale spełniają swoje zadanie. Uważam, że są one odpowiednio długie (ok. 180 cm) i elastyczne, a do tego dość ciężkie, dzięki czemu dobrze się układają. W razie potrzeby łatwo o zamienniki przeróżnej maści, chociaż nie uważam, aby wymiana kabli była konieczna. Moim zdaniem zastosowanie miedzi beztlenowej (OFC) było dobrą decyzją – słuchawki nie wymagają wyostrzania srebrem czy łagodzenia miedzą monokrystaliczną (OCC).

Specyfikacja

  • konstrukcja: otwarta, wokółuszna
  • przetworniki: dynamiczne 38 mm
  • pasmo przenoszenia: 8 Hz-41,5 kHz
  • czułość: 104 dB
  • impedancja: 300 Ω
  • THD: 0,04%
  • nacisk pałąka: 6 N
  • kable: 2x miedź OFC; 6,35 mm + adapter 3,5 mm oraz 4,4 mm (długość 180 cm)
  • masa: 260 g

Brzmienie

Już po kilku chwilach ze HD 660S2 udało mi się potwierdzić zapewnienia producenta – nowe słuchawki rzeczywiście generują głębszy subbas od pozostałych modeli serii, a przy tym mają naturalny tembr i nie rozczarowują rozdzielczością dźwięku. Jak zwykle sprawa jest jednak trochę bardziej skomplikowana, więc jedno zdanie nie wystarczy, by w pełni oddać charakter modelu HD 660S2. Bez obawy – HD 660S2 nie wywracają założeń serii do góry nogami, wciąż słychać, że to Sennheisery. Tym razem słuchawki brzmią jednak trochę efektowniej, a więc bardziej uniwersalnie.

Subbas jest ewidentnie pełniejszy. Bas schodzi swobodniej, brzmi masywniej i potrafi efektownie wibrować oraz pulsować w muzyce elektronicznej. Nie ma już wrażenia „dziury” w dolnym paśmie, jego odchudzenia czy wybrakowania. To nie wszystko, bo niskie tony robią wrażenie także dużą dynamiką – są szybkie, punktowe i sprawnie wygasają, więc HD 660S2 z łatwością angażują. Należy jednak pamiętać, że bas jest nadal podawany w ilościach audiofilskich, a nie konsumenckich, czyli niskie tony z pewnością nie zalewają pozostałych pasm. Subbas nie dominuje także nad średnim czy wyższym zakresem basu, więc fortepian oraz kontrabas nie brzmią subwooferowo. Ponadto faktura instrumentów jest różnicowana, bas nie sprawia wrażenia zmiękczonego i wygładzonego, czyli jest zarysowany, precyzyjny i szczegółowy.

Średnica jest blisko, czyli wzmocnienie basu nie zostało uzyskane jej zdystansowaniem. Jeśli nie przepadamy za strojeniem na planie litery V, to HD 660S2 będą strzałem w dziesiątkę – instrumenty czy głosy wokalistów z pewnością nie znikają w tle. Z drugiej strony pasmo średnie mogłoby być minimalnie dalej, ale sporo będzie zależało od synergii, o czym wkrótce. W średnicy słychać także charakterystyczne ciepło niższego zakresu, które potęguje naturalność przekazu. Na szczęście wyższy zakres średnicy nie został skasowany, dzięki czemu brzmienie jest nadal zarysowane i klarowne, więc muzyka nie sprawia wrażenia zgaszonej czy zamulonej. Moim zdaniem nie ma też absolutnie mowy o jakimkolwiek woalu/zamgleniu średnicy, co niegdyś było przedmiotem wielu dyskusji w kontekście modeli HD 600 czy HD 650. Nie sposób narzekać także na rozdzielczość dźwięku, bo HD 660S2 przekazują dużo dźwiękowej informacji, ale nie kosztem muzykalności.

Wysokie tony to także mocne pasmo, co zaskakuje, bo w tym przypadku pogłębiony bas i rozciągnięta góra nie kłócą się z bliską średnicą. Często to wszystko wzajemnie się wyklucza, czyli bliska średnica owocuje oddaleniem skrajnych pasm, a wyraziste skrajne pasma potrafią zdominować średnicę. Nic takiego nie ma tutaj miejsca. Nie należy jednak obawiać się przeostrzonego, żyletkowatego sopranu – góra pasma jest wyrazista, czysta i precyzyjna, ale nie agresywna. Wysokie tony rozbrzmiewają naturalnie i metalicznie w jazzie, rocku czy bluesie, a potrafią zabrzmieć też bardziej efektownie i syntetycznie w rapie czy elektronice. Moim zdaniem sybilizacja nie jest potęgowana, ale HD 660S2 nie wyeliminują sykliwości zawartej w nagraniach. Zauważyłem jednak, że słuchawki nie są wybiórcze na jakość materiału – łatwo odróżnić lepsze i gorsze realizacje, ale nawet tych kiepskich słucha się dobrze. Ważna jest jednak synergia, ale o tym za chwilę.

Scena dźwiękowa jest świetna! Słuchawki brzmią szeroko, bo kontrastowo separują kanały, ale jednocześnie nadal zapełniają centrum przestrzeni, czyli nie rozrywają sceny w połowie. Nie słychać także problemów z głębią oraz wysokością sceny, więc HD 660S2 poprawnie eksponują instrumenty i brzmią trójwymiarowo. Należy tylko pamiętać, że pierwszy plan jest blisko, muzyka nie dociera z dystansu, co może nie spodobać się fanom prezentacji jak z hangaru czy sali koncertowej. Tym samym scena nie jest monitorowa, czyli instrumenty są prezentowane warstwowo, nie wydają się być rozstawiane na jednej linii. Holografia również nie rozczarowuje, bo źródła pozorne są kształtne, zajmują w scenie większe obszary, a nie małe punkty. Na pochwałę zasługuje także separacja dźwięków, bo pomiędzy instrumentami są duże dystanse, czyli nie brakuje napowietrzenia.

Sennheiser HD 660S2 – porównania z HD 6xx, FiiO FT3, Sivga SV03, Meze 109 PRO, HiFiMAN Sundara Silver oraz Ananda Nano
Nie dysponuję słuchawkami poprzedniej generacji, ale odebrałem HD 660S jako płytsze w basie i jaśniejsze. Moim zdaniem HD 660S2 są od nich pełniejsze w niskich rejestrach, cieplejsze w paśmie średnim i łagodniejsze w wysokich tonach, więc to niejako zwrot w stronę starszych iteracji słuchawek. Nie mam jednak wątpliwości, że nastąpił znaczny progres względem modelu HD 6xx, który bazuje na wariancie HD 650. Moim zdaniem HD 6xx brzmią ewidentnie ciemniej, generują mniejszą scenę dźwiękową i przegrywają holografią, bo nie potrafią zabrzmieć tak trójwymiarowo i w sposób odseparowany, jak HD 660S2. Nadal lubię HD 6xx, ale uważam, że HD 660S2 są od nich zdecydowanie lepsze.

Porównania z innymi słuchawkami postanowiłem rozpocząć od dynamików, czyli najpierw w ruch poszły tańsze FiiO FT3. Sennheisery HD 660S2 okazały się brzmieć cieplej, bliżej w średnicy i łagodniej w sopranie, a także w sposób bardziej zarysowany i konturowy. FiiO FT3 również mogą się pochwalić konkretnym basem, ale odsuwają średnicę i akcentują sopran, więc HD 660S2 są przy nich lepiej zrównoważone i bardziej naturalne. Z kolei z nausznikami skórzanymi FT3 stają się płaskie i analityczne, co tylko potęguje różnice pomiędzy modelami. Co ciekawe scena dźwiękowa modelu FT3 wydaje się mieć podobne wymiary, ale HD 660S2 mocniej separują instrumenty i bardziej napowietrzają przestrzeń, więc moim zdaniem holografia jest po stronie HD 660S2. W tej konfrontacji wybrałbym HD 660S2, ale należy pamiętać, że są one znacznie droższe od FT3 (2500 zł vs 1600 zł).

Następnie sięgnąłem po Sivga SV023, jedne z moich ulubionych słuchawek dynamicznych. Okazało się, że generują one mniej basu, który nie ma takiego zejścia, a także więcej wysokich tonów, więc brzmią ewidentnie klarowniej od HD 660S2. Zatem Sennheisery w tym przypadku lepiej dociążają dół pasma oraz oferują łagodniejsze wysokie tony względem SV023. Co ciekawe pasmo średnie SV023 jest mniej wypchnięte, co jest plusem, ale sprawia tym samym wrażenie gładszego, mniej zróżnicowanego i zarysowanego od HD 660S2. Scena dźwiękowa jest z kolei podobna w obu modelach, ale SV023 wydają się faworyzować szerokość kosztem głębi oraz wysokości. Byłbym zadowolony z obu słuchawek, ale chwilowo pełniejszy bas i łagodniejszy przekaz modelu HD 660S2 bardziej do mnie przemawiają. Sennheisery wymagają jednak dopłaty (2500 zł vs 2000 zł), więc SV023 to nadal świetna opcja.

Po Sivgach przyszła kolej na Meze 109 PRO, czyli znacznie droższe słuchawki od HD 660S2 (4000 zł vs 2500 zł). Konfrontacja jest arcyciekawa, bo Meze 109 PRO także mogą poszczycić się pełnym basem i klarowną górą pasma. Jednak w przypadku Meze 109 PRO uzyskano to oddaleniem średnicy, która jest bardziej neutralna lub wręcz chłodniejsza od tej z HD 660S2. Ponadto góra pasma Sennheiserów jest łagodniejsza, co przekłada się całościowo na bardziej naturalny dźwięk po stronie HD 660S2. Meze 109 PRO brzmią za to bardziej efektownie, co jest zasługą nie tylko strojenia, ale także większej sceny dźwiękowej o jeszcze mocniejszej separacji. Uważam, że słuchawki rumuńskiego producenta są świetne, ale sam chyba nie zdecydowałbym się na dopłatę. W mojej ocenie HD 660S2 są bardziej opłacalne, szczególnie gdy wolimy bardziej naturalny dźwięk, bliższe pasmo średnie i spokojniejszy sopran.

A co z planarami? HiFiMAN jest ostatnio dość monotematyczny, więc HD 660S2 można porównać wspólnie z modelami Sundara Silver (1900 zł) oraz Ananda Nano (3000 zł). Azjatycki producent zestroił oba modele raczej neutralnie i analitycznie, więc oferują one inny charakter od muzykalnych, pełniejszych w basie i przyjemniejszych w odbiorze HD 660S2. Zarówno Sundara Silver, jak i Ananda Nano brzmią też jaśniej, a wręcz ostrzej, mocniej zarysowują dźwięk i są mniej miękkie/gładkie od HD 660S2. Wynika to jednak w dużej mierze z różnic w technologii przetworników, a przynajmniej ja odbieram planary jako słuchawki brzmiące bardziej konturowo, twardo i precyzyjnie od dynamików. Jeśli szukamy analitycznego dźwięku, maksymalnej bezpośredniości czy rozdzielczości, to Sundara Silver będą lepsze, a Ananda Nano jeszcze podniosą poziom. Gdy natomiast ważna jest muzykalność, pełniejszy subbas, ciepło i łagodność to HD 660S2 będą górą.

Sennheiser HD 660S2 – synergia
Sennheiser HD 660S2 nie są specjalnie trudne w napędzeniu. Wprawdzie to słuchawki 300-omowe, więc mają pewne wymagania, ale przetworniki są tym samym dość skuteczne (104 dB), więc obejdzie się bez „elektrowni”. Zatem nawet podstawowe wzmacniacze oraz źródła typu kombo sobie z nimi poradzą. W trakcie testów sprawdzałem zarówno tańsze (FiiO K7 BT), średnie (FiiO K9 czy HiFiMAN EF400), jak i droższe źródła (FiiO M17 czy HiFiMAN EF600) i nie odczuwałem braków w mocy. Polecam jednak korzystać z połączeń zbalansowanych, żeby nie podcinać słuchawkom skrzydeł w kwestii sceny dźwiękowej.

Ważniejsza od mocy jest synergia, ale trudno ją jednoznacznie wskazać. Dla przykładu nowy HiFiMAN EF600, który oferuje raczej zrównoważone brzmienie o naturalnym charakterze, wyostrzył wysokie tony HD 660S2. W rezultacie słuchawki zabrzmiały z nim mniej przystępnie, niż z wieloma źródłami bazującymi na rozwiązaniach ESS Technology, słynących ze stosunkowo mocnej góry pasma. Co ciekawe nowym Sennheiserom służą źródła z przetwornikami AKM lub te brzmiące cieplej, bardziej naturalnie i łagodnie. Nie spodziewałem się tego, bo zazwyczaj dublowanie sygnatur nie daje dobrych efektów. W efekcie HD 660S2 zgrały się świetnie z FiiO K7 BT czy M15 – słuchawki się nie zamuliły i nie przyciemniły, nadal brzmiały klarownie oraz wyraziście, ale bez ostrości.

Przetworniki Asahi Kasei Microdevices nie są jednak jedyną drogą, bo HD 660S2 zgrywają się także z innymi sygnaturami. Dla przykładu nie miałem zastrzeżeń odnośnie zgrania z FiiO K9, czyli kombo wyposażonego w przetworniki ES9068AS oraz wzmacniacze THX-a. Zaakcentowane skrajne pasma i lekko oddalona średnica także przypasowały modelowi HD 660S2 – brzmienie stało się trochę bardziej nowoczesne, co przybliżyło słuchawki charakterem do Meze 109 PRO. Zatem trudno o jednoznaczną rekomendację dotyczącą synergii, bo HD 660S2 potrafią zaskoczyć. Słuchawki są jednak bez wątpienia czułe na charakter źródła, dają się „kształtować” za pomocą toru.

Podsumowanie

Sennheiser HD 660S2 nie są perfekcyjne. Szkoda, że w zestawie zabrakło kuferka, a przejściówka do wtyku XLR jest wciąż nieobecna. Jak zwykle nacisk pałąka mógłby być mniejszy. Słuchawki mają też pewne wymagania synergiczne, bo są czułe na charakter źródła.

HD 660S2 to i tak fenomenalne słuchawki. Wzornictwo jest wciąż atrakcyjne, jakość wykonania została zwiększona, a ergonomia nadal nie rozczarowuje, co zawdzięcza się przyjemnym w dotyku nausznikom oraz lekkiej konstrukcji. Podoba mi się, że zrezygnowano z trzymetrowych kabli na rzecz krótszych, a wraz ze słuchawkami otrzymujemy także przewód zbalansowany 4,4 mm. Przekonały mnie też nowe przetworniki, które zapewniają głębszy subbas, nadal bliską i ciepłą średnicę oraz wyrazistą, ale przystępną górę pasma. Scena oraz holografia to także mocne strony nowego modelu.

Sennheiser HD 660S2 kosztują 2500 zł. Słuchawki wyraźnie podrożały, bo gdy testowałem poprzednika, był on dostępny za 1820 zł. Wzrost ceny można jednak usprawiedliwić zarówno trudną sytuacją ekonomiczną, jak i wyższą jakością dźwięku, bo moim zdaniem HD 660S2 to najlepsza iteracja słuchawek tej serii. Jeśli zależy nam na pełniejszych niskich tonach i wysokiej rozdzielczości, ale w muzykalnym wydaniu, to zakup słuchawek powinien być udany. Sam z chęcią korzystałbym na co dzień z HD 660S2. Niemniej jeśli bas nie jest ważny, to tańsze HD 660S są wciąż warte zainteresowania, podobnie jak Sivga SV023 czy HiFiMAN Sundara Silver.

Dla Sennheiser HD 660S2

Zalety:
+ kabel zbalansowany w zestawie
+ dobra jakość wykonania
+ wtórne, ale estetyczne wzornictwo
+ wysoka ergonomia
+ praktyczne, 180-centymetrowe kable
+ szeroka regulacja rozmiaru
+ lekka konstrukcja
+ podatność na synergię
+ pełny subbas, bliska średnica i precyzyjna góra pasma
+ szeroka i holograficzna scena dźwiękowa

Wady:
– brak pudełko-kuferka
– brak przejściówki XLR
– znaczny nacisk pałąka

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
fiio

12 KOMENTARZE

  1. Jako posiadacz wersji 660s Będę emusial sprawdzić tą. Od jakiegoś czasu cała ta seria jest produkowana w Irlandii 🙂 i moje 660s są wolne od wad wymienionych ich recenzji.
    Moje pytanie dotyczy możliwości napędzenia ich Astell Max Kann. Przyznam że od kiedy mam ten odtwarzacz zrezygowalem z stacjonarnego toru. 660s przy imprdanic 150ohm osiągają dobra dynamikę. Sprawdziła Pan wersję S2 z tym odtwarzaczem.
    Pozdrowienia
    Tomek

    • Dzięki za info odnośnie kraju produkcji – to dobre wieści 🙂 Kann Max poradził sobie z HD 660S2 bez problemu, nawet z wyjścia 3,5 mm, ale najlepsze efekty dał balans – zarówno w napędzeniu, jak i scenie dźwiękowej. Słuchawki zabrzmiały z nim klarownie, ale nadal muzykalnie. Również pozdrawiam.

  2. Przepraszam jeśli pytanie nie będzie na poziomie, ale zauważyłem, że te słuchawki mają w zestawie kabel zbalansowany.
    W związku z tym chciałbym zapytać, czy do każdych słuchawek można byłoby (przynajmniej potencjalnie) zastosować taki kabel, czy może muszą mieć one specjalną konstrukcję?
    Dziękuję za świetną recenzję.
    Gorąco pozdrawiam! 🙂

    • Tak, bo różnice konstrukcyjne dotyczą samego kabla. Oczywiście w przypadku słuchawek bez wypinanego kabla rekabling jest trochę trudniejszy, ale dzisiaj o odłączany kabel łatwo. W przypadku Sennheiserów nie brakuje ani samych części, ani gotowców. Dzięki za pozytywny komentarz 🙂

  3. Słuchawki są świetne i zgadzam się z recenzją. Polecam z nieco cieplejszymi źródełkami – z tańszych propozycji bardzo dobrze zgrywają mi się z Zen DAC V2. Niemniej z bardziej technicznym xDuuo XD05 Pro z modułem ESS też grają bardzo dobrze. Kwestia co kto lubi 🙂

    Co do nacisku pałąka – u mnie nie występuje, tzn są bardzo wygodne. Chyba kwestia mocno indywidualna, ewentualnie po czasie pałąk nie ciśnie tak mocno.

    • Dobrze napisane – w tym przypadku synergia to kwestia preferencji 🙂 Mnie nacisk także nie przeszkadza, ale wiem, że niektórzy użytkownicy się skarżą.

    • Spodziewałem się tego pytania 🙂 Obu modeli słuchało mi się równie przyjemnie, bo HD 660S2 i NDH 30 reprezentują zbliżony poziom. Sennheisery są po prostu trochę bardziej muzykalne, a Neumanny techniczne. Jeśli się nie mylę, te drogie nadal wymagają dopłaty i nie oferują kabla zbalansowanego w zestawie, ale są za to lepiej wykonane.

  4. A ja uprzejmie proszę o pomoc w dobraniu wzmacniacza do tych słuchawek. Czy np FiiO K7 będzie dobrym wyborem czy jednak warto dopłacić nieco więcej do czegoś innego? xDuoo TA-10R? A może znajdzie się coś bardziej mobilnego, co będzie stanowiło dobre połączenie z HD 660S2, zakłądając budżet do ~2000 zł?

    Pozdrawiam!

    • Mam taki zestaw i z Kann Max brzmią lepiej niż z Fiio K9 pro.
      Ale wydaje mi się że jeszcze mocniejszy wzmacniacz mógłby jeszcze nieco wyciągnąć w zakresie rozmiaru dźwięku i źródeł pozornych. Natomiast sygnatura i precyzja Max’a bardzo dobrze uzupełnia się z naturą grania S2 i Max dodaje im sporo precyzji i holografii. Generalnie rewelacyjny duet. Muzykalnie , konturowo precyzyjnie a zarazem żadnego zmęczenia słuchu.

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj