FH5s to mocno odświeżone słuchawki hybrydowe FiiO. Tym razem mają po dwa przetworniki dynamiczne i po dwa armaturowe, wentylowane obudowy, różne tryby dźwięku oraz nowy kabel z wymiennymi wtyczkami.

FiiO bez wątpienia zrobiło furorę swoimi hybrydami, zarówno starszej serii F, jak i nowszej FH. Może nie były to słuchawki perfekcyjne, może nie przekonały każdego, ale i tak punktowały wysoce korzystną relacją jakości do ceny. Przetestowałem wszystkie modele i moim zdaniem praktycznie każdy z nich bronił się możliwościami – polubiłem zarówno topowe FH7 z wymiennymi filtrami, jak i średniopółkowe FH3. Te ostatnie szczególnie przypadły mi do gustu, bo po wymianie kabla FH3 mogą podważyć sens zakupu droższych modeli. Z przyjemnością zabrałem się więc za test FH5s, czyli słuchawek pozornie zbliżonych do poprzedników.

REKLAMA
sennheiser

Nowe FiiO FH5s rzeczywiście przypominają kształtem starsze modele i są także hybrydowe, zgodnie z założeniami serii, ale „pod maską” zmieniło się wiele. Dla porównania FH5 miały jeden przetwornik dynamiczny i trzy armaturowe na stronę, a w przypadku FH5s na pokładzie są dwa dynamiki (kolejno 12 i 6 mm) oraz dwa armaturowe (TWFK-30017). Pierwszy dynamik odpowiada za niskie rejestry, drugi za średnicę, a podwójny przetwornik armaturowy jest wysokotonowy. To bynajmniej nie koniec innowacji, bo obudowy są tym razem wentylowane i wbudowano w nie przełączniki, pozwalające przestroić brzmienie, znane z topowego modelu FA9. Czyżby murowany hit?

Wyposażenie

Pudełko robi wrażenie stroną wizualną, a wyposażenie jak zwykle nie rozczarowuje. Zestaw zawiera:

  • trzy pary szaro-czerwonych tipsów silikonowych (S, M, L);
  • trzy pary czarnych tipsów silikonowych (S, M, L);
  • trzy pary biało-czerwonych tipsów silikonowych (S, M, L);
  • trzy pary nakładek piankowych (rozmiar uniwersalny);
  • kabel MMCX (120 cm)
  • wtyczki 2,5 mm; 3,5 mm i 4,4 mm;
  • przyrząd do czyszczenia i przestrajania słuchawek;
  • przyrząd do wypinania wtyczek MMCX;
  • pokrowiec;
  • opaskę z rzepu;
  • instrukcję obsługi.

Tipsy silikonowe są już dobrze znane, podobnie jak pianki, a wszystkie nakładki znajdują się w praktycznej foremce. Futerał jest tym razem inny od starszych modeli serii FH, ponieważ wymieniono go na taki sam, jak ten z zestawu od dynamicznych FiiO FD5. Akcesorium jest usztywnione, ma pokrywkę zamykaną magnetycznie i dwie, wypinane przegródki wewnątrz. Myślę, że starszy, gładszy i elipsoidalny futerał wyglądał lepiej, ale ten także sprawdza się nieźle.

Uwagę zwraca kabel, który jest zupełnie nowy. Nie przypomina ani modeli LC-B, ani LC-C, a różni się także od przewodu z FD5, bo został inaczej spleciony. Z tym ostatnim kabel wydaje się jednak współdzielić przewodnik (posrebrzoną miedź) oraz mechanizm wymiennych wtyczek, bo w zestawie otrzymujemy zarówno niesymetryczny wtyk 3,5 mm, jak i zbalansowane 2,5 mm oraz 4,4 mm. To rewelacyjny dodatek, zważywszy na to, że starsze, ale wyższe modele wymagały dodatkowych wydatków, by podłączyć je symetrycznie.

Ciekawostką jest także przyrząd ułatwiający wypinanie wtyczek MMCX. W teorii jest niepotrzebny, bo skoro kabel ma wymienne wtyki i ich komplet w zestawie, to wcale nie musimy wypinać upartych wtyczek MMCX. Jeśli jednak będziemy chcieli wymienić przewód na inny lub wygodnie wyczyścić słuchawki, to „kluczyk” należy wsunąć pomiędzy gniazdo MMCX a wtyk i go podważyć. Rozwiązanie to jest skuteczne, ale wymaga trochę więcej energii i precyzji od plastikowych „szczypców”, dodawanych do modelu FD5.

Konstrukcja

Na pierwszy rzut oka FH5s to po prostu zmodyfikowane FH5 lub FH7, ale widać także podobieństwa do FH3. Chodzi o bardziej ergonomiczną, wyprofilowaną od wewnętrznej strony obudowę, która zadebiutowała właśnie z „trójkami”. Pokrywki także doczekały się zmian, bo teraz są wyposażone w potrójne i gęsto perforowane maskownice w kolorze miedziano-złotym, pasującym do lamówek otaczających fronty obudów.

Muszę przyznać, że początkowo wzornictwo nie przypadło mi do gustu, ale na żywo efekt jest niezły, mniej futurystyczny, niż myślałem. FH5s nie są jeszcze tak minimalistyczne i dyskretne, jak FH3, ale tak naprawdę nie rzucają się w oczy – ciągle są w miarę stonowane, szczególnie w czarnej wersji kolorystycznej. Jeśli jednak zależy nam na czymś bardziej efektownym, to w sprzedaży ma pojawić się także wersja srebrna. Nie mam też powodów do narzekania na jakość wykonania, obróbka i spasowanie obudowy niczym nie podpadają.

Pokrywki w stylu „łuski smoka” są magnezowe i trójwarstwowe. Przez kanciaste otwory widać wspominane maskownice, które nie są tylko ozdobami, bo komory przetworników są rzeczywiście półotwarte. Obudowy zaś wycięto już z aluminium metodą skrawania (CNC), a szerokie i długie tulejki to oddzielne elementy, zwieńczone metalowymi sitkami. W górnej części jak zwykle są gniazda MMCX, odróżnione kolorowymi pierścieniami i uniesione względem obudowy. Z tyłu są natomiast suwaki, bardzo drobne, otoczone obwódką i podpisane jako B, M, T, co, jak nietrudno się domyślić, odpowiada tonom niskim (Bass), średnim (Midrange) i wysokim (Treble).

Kabel przypomina ten z FD5, bo również wykonano go z posrebrzonej miedzi. Izolacja jest przezroczysta, więc widać przez nią wdzięki przewodnika, który wygląda niczym czyste srebro. Tym razem kabel został jednak inaczej spleciony, bo w trójwymiarowy, a nie płaski warkocz z czterech żył. Rozdzielacz kabla jest ponownie walcowaty, obok niego nie brakuje suwaka, a na krańcach są odgięte zausznice (bez drucików) z wtyczkami MMCX. Natomiast na początku kabla mamy prostą, rurkowatą obudowę z wykręcanym kołnierzem. Wewnątrz niej są drobne, poczwórne złącza odpowiadające otworom w samych wtyczkach, czyli niewielkich wkładach.

Ergonomia

Początkowo myślałem, że FH5s nie różnią się specjalnie od starszych modeli. Producent jednak stopniowo modyfikował słuchawki serii FH, wydłużał tulejki i zmieniał kształt obudów tak, by lepiej wypełniały zakamarki małżowin usznych. FH5s również zostały ergonomicznie wyprofilowane, więc miałem wrażenie, że FH5s są bardzo podobne do FH3. Okazuje się jednak, że nowe słuchawki są od nich wyraźnie większe, a przytyły także względem FH7. Ponadto tulejki są też szersze od tych FH3, a długością bliżej im do tych z FH7, więc są znacznie dłuższe od FH5. Możliwe więc, że jeśli pierwsze „piątki” nie uszczelniały poprawnie naszych kanałów słuchowych, to „eski” przyjdą z odsieczą.

To jednak nie wszystko, bo tulejki FH5s wychodzą pod innym kątem w porównaniu do FH7 czy FH3. Tamte były wypuszczone raczej pod kątem rozwartym, a w przypadku FH5s tulejki wychodzą z obudów pod kątem prostym, ale są również skierowane ku górze. Mam to szczęście, że moje małżowiny uszne i kanały słuchowe nie powodują specjalnych problemów ergonomicznych, więc w moim przypadku FH5, FH7 czy FH3 pasowały równie dobrze. Nie inaczej jest z FH5s, które odpowiednio wypełniają moje uszy, tylko lekko z nich odstają i pewnie się trzymają. Nie czułem żadnego uciskania czy dyskomfortu, nie mogę więc ocenić, czy zmiany są progresem, czy też regresem.

Użytkowanie

Miałem pewne obawy odnośnie samej izolacji, bo słuchawki serii FH nie są pod tym względem idealne, a nowość jest dodatkowo wentylowana. W mojej ocenie starsze modele tłumiły zazwyczaj w stopniu wystarczającym, ale można było poczuć pewien niedosyt, bo słuchawki przegrywały z większym hałasem. Nowsze FH3 izolowały już znacznie lepiej, pozwalając skupić się na muzyce. Jak na tym tle wypadają FH5s? O dziwo zaskakująco dobrze, bo izolacja jest bliżej modelu FH3 niż FH5 czy FH7. Zewnętrzny hałas w ogóle nie przeszkadzał mi w trakcie odsłuchów, jedynie w cichszych partiach utworów mogłem usłyszeć to, co dzieje się wokół mnie.

Kabel to natomiast krok wstecz. Nie wiem dlaczego producent tak eksperymentuje, bo nowa izolacja jest sztywniejsza oraz mniej przyjemna w dotyku od gładkich i bardziej elastycznych izolacji w kablach serii LC-C czy LC-D. Pod tym względem zbliżony kabel z FD5 także wypada lepiej – jest przyjemniejszy dla skóry i bardziej śliski. Niestety to nie wszystko, bo kabel FH5s gorzej się układa i sprężynuje, nie jest idealnie lejący się. Nie podobają mi się też zausznice – gniazda MMCX odstają od obudów, dzięki czemu zausznice nie wrzynają się w małżowiny, ale zostały one mocno odgięte, więc w moim przypadku drapią skórę poniżej uszu. Niezbyt można je też odgiąć, bo uparcie wracają do pierwotnego kształtu.

Nie chcę zostać źle zrozumiany, bo w praktyce kabel jest nadal bliżej linki niż drutu, a do tego umożliwia wygodną wymianę wtyczek, co jest rzadkością, więc łatwo wybaczyć pewne wady użytkowe. Sama modularność też jest bez zarzutu. Producent zastosował ten sam mechanizm, co w modelu FD5 – w przeciwieństwie do kabla FiiO LC-RE nie wykręca się całych obudów, tylko wymienia same wkłady. Każda wtyczka ma okrągły przekrój i podłużny rowek, który trafia w prowadnicę wewnątrz obudowy. Wymiana wtyku nie jest wyzwaniem – nie da się tego zrobić niepoprawnie, mechanizm wymaga użycia optymalnej siły, a gwint w kołnierzu jest precyzyjny, więc operacja jest szybka i bezproblemowa.

Z kolei przełączniki do przestrojenia brzmienia są znane z modelu FA9, czyli topowych multi-armatur FiiO. Zdjęcia wyolbrzymiają stan rzeczywisty, suwaki są tak naprawdę mikroskopijne, stąd należy nimi operować przyrządem z zestawu. To typowy „czyścik” ze szczoteczką, który ma jednak ostry kraniec – warto z niego korzystać, bo zdecydowanie ułatwia dostęp do suwaków, które znajdują się głęboko w obudowach słuchawek. Producent też ułatwił samą procedurę, bo tym razem zamiast enigmatycznych cyferek, obok suwaków naniesiono literki odpowiadające trzem pasmom. Najprościej rzecz ujmując, suwaki to miniaturowy korektor – przesuwanie ich w górę podbija kolejno bas, średnicę i wysokie tony.

Specyfikacja

  • przetworniki: dynamiczny 10 mm (niskie tony) + dynamiczny 6 mm (średnica) + armaturowy Knowles TWFK-30017 (wysokie tony)
  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-40 kHz
  • impedancja: 40 Ω
  • czułość: 106 dB
  • maksymalna moc wejściowa: 100 mW
  • kabel: posrebrzona miedź, 120 cm, MMCX > 2,5 mm/3,5 mm/4,4 mm
  • masa: 9 g (pojedyncza słuchawka); 43 g (słuchawki z kablem, wtyczką 4,4 mm i tipsami)

Brzmienie

  • Słuchawki: Campfire Audio Andromeda, Atlas, Ara, Dorado 2020, Solaris, Vega 2020, FiiO FA9, FD5, FH3, FH7, IMR Acoustics R2 Red, Meze Rai Solo, Moondrop Starfield, TinHiFi P1
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila II, Playmate Everest, FiiO Q5s, FiiO BTR5 i BTR3K, EarStudio ES100 i HUD100, Oriolus 1795, Qudelix-5K
  • DAP: Cayin N3Pro, FiiO M15 i M11 Pro, Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200 (AMP1), Google Pixel 4a 5G

FiiO FH5s – tipsy
Moim zdaniem najlepszym wyborem do FH5s są albo czarne tipsy „zrównoważone”, albo pianki termoaktywne producenta. W obu przypadkach brzmienie jest równe, a pianki są na tyle gęste i mało porowate, że nie tną skrajów pasma. Pozostałe tipsy rzeczywiście nieznacznie wzmacniają bas lub rozjaśniają brzmienie, ale od tego są przecież wbudowane korektory, stąd według mnie najwięcej sensu ma dostosowywanie dźwięku suwakami, a nie tipsami. Z tego powodu w trakcie odsłuchów korzystałem właśnie z czarnych tipsów lub pianek, czyli końcówek względnie neutralnych.

FiiO FH5s – konfiguracja „Standard”
FiiO FH5s to skok w bok. Słuchawki nie zrywają z założeniami serii, ale na tyle różnią się od poprzedników, że mogłyby się nazywać zupełnie inaczej. Słychać, że konfiguracja przetworników jest inna, że dynamiki mają tym razem większy narzut na brzmienie. Dają się wychwycić też podobieństwa do FD5, jak i FA9, więc FH5s to swoista mieszanka wielu modeli. Moim zdaniem efekt jest bardzo ciekawy, a FH5s to najrówniej brzmiące słuchawki serii – są łagodniejsze od FH5 czy FH7, ale jednocześnie klarowniejsze od FH3. Nie jest jednak perfekcyjnie. Zanim przejdziemy do porównań, zacznijmy od opisu brzmienia w poszczególnych konfiguracjach. Najpierw standardowa, czyli ze wszystkimi suwakami ustawionymi na płasko.

Nie ma wątpliwości, że FH5s to hybrydy – bas jest obecny, charakterystycznie gładki i miękki. Tony niskie są kontrolowane, ale jednocześnie swobodne, bo wrażenie robi zarówno subbas (głębokie zejście), jak i midbas (gęstość i masywność). Wyższy bas jest także na swoim miejscu, gdy trzeba, dół brzmi punktowo i lekko. Sam charakter niskich tonów to wypadkowa analityczności i muzykalności – bas jest satysfakcjonująco szczegółowy i zróżnicowany, ale przekazuje też sporo energii. Może dół nie uderza wyjątkowo mocno, ale atak jest nadal satysfakcjonujący, wybrzmiewanie szybkie, a precyzja wysoka. Byłem zadowolony z tego, jak FH5s przekazują kontrabas, gitary basowe, stopę perkusji czy też syntezatory i cyfrowe sample. Bas potrafi nisko pulsować i wibrować, brzmieć masywnie i ciepło, jak również bardziej szkicowo. Moim zdaniem brzmienie dołu jest uniwersalne i zadowoli zarówno w jazzie, metalu, jak i muzyce elektronicznej, współczesnej lub klasycznej.

Średnica jest neutralna tonalnie. Może nieznacznie ustępuje niskim i wysokim tonom, ale raczej nie ma mowy o brzmieniu na planie mocnej litery V, bo środek jest nadal czytelny i przy tym zrównoważony – nie faluje. Pasmo średnie brzmi klarownie, czysto i elastycznie – w niższej średnicy nie brakuje ciepła, a wyższa nadaje brzmieniu zarysowania i krystaliczności. Tym razem za pasmo średnie odpowiada dynamik, ale stosunkowo mały (6 mm), co słychać, bo dźwięk jest gładszy i mniej konturowy niż zazwyczaj, ponieważ w większości przypadków średnica to przecież sprawka przetworników armaturowych. W efekcie FH5s kojarzą się bardziej z FD5 niż FH5, ale nadal nie ma mowy o rozmyciu, mocno miękkim i wygładzonym dźwięku. Moim zdaniem brzmienie jest nadal zarysowane, ciągle wzorowo kontrolowane i szczegółowe. Mamy więc do czynienia z przetwornikiem dynamicznym, który wydaje się imitować ten z kotwiczką zbalansowaną. W efekcie żywe instrumenty są czytelne, wokale nie giną gdzieś w tle, ale nie są wypychane, a słuchawki potrafią zabrzmieć efektownie także w muzyce trance, techno czy dubstepie

Wysokie tony są kontrowersyjne. Zazwyczaj nie czytam innych testów słuchawek, zanim nie skończę własnego, ale tym razem po dobrym osłuchaniu się ze FH5s, zapoznałem się z wrażeniami testerów, którzy wydają się dzielić na dwie grupy – jedni uważają, że wysokie tony są zbyt ostre, a drudzy się z tym nie zgadzają. Ja jestem raczej w tej drugiej grupie. Słuchawki z pewnością nie brzmią ciemno, nie są zgaszone czy zamulone, ale raczej nie powiedziałbym, że sopran jest przejaskrawiony, żyletkowy czy sykliwy. W mojej ocenie FH5s nie są najjaśniejszymi słuchawkami serii. Wprawdzie góra mocno doświetla brzmienie, więc słuchawki wymagają pewnej synergii i dobrze zrealizowanej muzyki, ale nie uważam, aby były agresywne czy męczące w sopranie. Co innego, że góra jest specyficzna, bo z racji zastosowania dwóch dynamików słychać że pasmo to ma inny charakter, wydaje się być bardziej oderwane od średnicy niż zazwyczaj. Nie jest to też idealnie rozciągnięta i precyzyjnie kontrolowana góra, bo sopran wydaje się momentami lekko szeleścić, minimalnie rozmywać. Moim zdaniem poziom jest nadal dobry, ale mam też wrażenie, że góra pasma jest gorsza jakościowo od średnicy czy basu. Nie zawsze jednak daje się to wychwycić, ale o synergii i kablach za chwilę.

Scena jest pozioma i elipsoidalna. Pozytywny wpływ półotwartej konstrukcji słychać, ponieważ słuchawki nie grają z głowy, eksponują instrumenty wokół słuchacza i to w trójwymiarze, bo te pojawiają się w przeróżnych punktach. Z drugiej strony nie jest to największa scena, jaką słyszałem z wentylowanych konstrukcji – np. mało znane Simgot EN700 Pro brzmią przestrzenniej. Mimo tego FH5s i tak przekonują, generują kształtne i spore źródła pozorne, rozmieszczają je zarówno w głębi, jak i wysokości, mocno separują kanały. Brzmienie jest też napowietrzone, a instrumenty się nie zlewają. Podoba mi się bliski pierwszy plan i wielowarstwowa prezentacja – instrumenty solowe są obok nas, a dźwięki tła dobiegają z oddali. Scena dźwiękowa jest w efekcie poukładana, ma dobre proporcje, nie jest klaustrofobiczna ani kameralna, ale nadal raczej intymna i bezpośrednia niż koncertowa.

FiiO FH5s – konfiguracja „Strong bass”
Nazwa pierwszej konfiguracji jest na wyrost. Nie ma wątpliwości, że basu przybywa (lub łagodzi się góra), ale nie jest to typowy „bass boost” – bas nie staje się ekstremalnie mocny, nie zalewa wszystkiego i nie zaczyna dominować. Mowa raczej o pewnym akcencie, dość subtelnym przybliżeniu całego pasma, niż zupełnym przestrojeniu słuchawek. Osoby, które spodziewały się konkretnego podbicia dołu, nie będą zadowolone. Podobnie było w przypadku FA9, ale tam za bas odpowiadają armatury, więc spodziewałem się, że w przypadku FH5s konfiguracja „Strong bass” będzie miała większy wpływ na brzmienie.

Początkowo poczułem się lekko zawiedziony, ale z czasem stwierdziłem jednak, że producent podjął dobrą decyzję – tryb „Strong bass” jest świetny i pozytywnie wpływa na brzmienie. Bas staje się bardziej obecny, jest go trochę więcej i sprawia wrażenie swobodniejszego, ale nadal nie przytłacza on pozostałych pasm. Ciągle można posłuchać bluesa, muzyki akustycznej czy klasyki, lżejsze gatunki muzyczne na tym nie tracą. Zyskują za to te bardziej rozrywkowe – słuchawki zaczynają brzmieć lepiej w elektronice, rapie, muzyce popularnej, ale też w gatunkach gitarowych. To świetny „konfig” do metalu, często gorzej zrealizowanego, ponieważ uspokaja się wtedy góra pasma (lekko oddala), ale nadal jest odpowiednio klarowna. Osoby, którzy odbierają brzmienie jako zbyt jasne i ostre w domyślnej konfiguracji, powinny być szczególnie zadowolone z dźwięku w konfiguracji basowej.

FiiO FH5s – konfiguracja „Clear mids”
Nazwa drugiej konfiguracji jest już trafniejsza. Pasmo średnie rzeczywiście się przybliża, a wraz z nim słuchawki stają się trochę cieplejsze, bardziej gładsze i miększe. Uwypukla się dynamiczny charakter średnicy, tzn. brzmienie staje się mniej armaturowe. FH5s stają się dzięki temu przyjemniejsze w odbiorze, bardziej zrównoważone, naturalniejsze i tym samym lepsze do muzyki bazującej głównie na żywych instrumentach. Basu jakby lekko ubywa, ale sopran pozostaje mocny. Moim zdaniem nadal nie jest sykliwy, ale smyczki, talerze perkusyjne czy solowe gitary są bez wątpienia bliżej w porównaniu do poprzedniej konfiguracji, czyli tej podbijającej bas.

Brzmienie w tym paśmie docenią wszyscy, którzy preferują lżejszy, zrównoważony dźwięk z pewnym akcentem w średnicy. Mnie konfiguracja średnicowa również przypadła do gustu, ale trochę mniej od tej pierwszej, basowej. Moim zdaniem tryb „Clear mids” trochę przeczy charakterowi słuchawek, owo uwypuklenie średnicy nie do końca im pasuje. Mam wrażenie, że dźwięk lekko się „przytyka”, jakby kompresuje. Słuchawki nie brzmią już tak swobodnie i klarownie, jak w standardowej lub basowej konfiguracji. Nadal z chęcią przesuwałem środkowy suwak ku górze, gdy odpalałem jazz, bluesa czy klasycznego rocka, gdy potrzebowałem cieplejszego i miększego dźwięku, jednak dwa, pierwsze tryby (standardowy i basowy) wydają się być bardziej optymalne.

FiiO FH5s – konfiguracja „Crips treble”
Trzeciej konfiguracji mogłoby wcale nie być. Wprawdzie wpływ na brzmienie jest podobnie delikatny, jak w przypadku podbicia basu, więc FH5s nie stają się żyletkami w trybie „Crips treble”. Jednak słuchawki same w sobie mają już dość mocny sopran, więc jego podbijanie mija się z celem. Może nie narzekałbym tak, gdyby konfiguracja sopranowa nie uwypuklała wspominanych braków w kontroli pasma, jego lekkiej piaszczystości. Jak to rozumieć? Posługując się onomatopeją, zamiast „cykania” talerzy perkusyjnych słychać czasami „kszy” lub „pszy”. Tyczy się to zarówno małego i rytmicznego hi-hata, jak i talerzy akcentujących, np. crasha. Dlatego też uważam, że trzy pozostałe konfiguracje są po prostu lepsze i bardziej zgrywają się z charakterem FH5s.

FiiO FH5s – konfiguracje niestandardowe
Producent wyróżnia trzy konfiguracje, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby samemu eksperymentować z suwakami, oczywiście ustawiając identycznie przełączniki na obu słuchawkach. W ten sposób można podkreślić V-kę (pierwszy i ostatni suwak do góry) czy też podbić zarówno bas, jak i średnicę (dwa pierwsze suwaki do góry). Czy warto? Niekoniecznie. W miarę spodobało mi się jednoczesne podbicie basu i średnicy, co dało w efekcie masywniejszy dół i więcej ciepła w średnicy, ale alternatywne konfiguracje także sprawiły wrażenie, że „coś tu nie gra”, powodowały zbędne pofalowanie brzmienia.

FiiO FH5s – porównania
Moim zdaniem FH5s to najrówniejsze słuchawki hybrydowej serii. Dla porównania FH3 są ciemniejsze i bardziej basowe, mają mocniejszy średni bas i ocieploną niską średnicę, kosztem wyższego jej zakresu i góry pasma. Pierwsze FH5 za to bardziej falują, brzmią trochę jaśniej, ale mają mniej średnicy. Natomiast FH7 są ostrzejsze, także stawiają średnicę dalej i wydają się preferować subbas, mają mniej średniego basu i niskiej średnicy względem FH5s. W efekcie FH5s są jakby najbardziej wyprostowane, zestrojone najlepiej i w sposób najbardziej uniwersalny.

Nie znaczy to jednak, że FH5s są najlepsze. Moim zdaniem kontrola sopranu jest gorsza od starszych modeli – zarówno FH5 i FH7 lepiej rozciągają górę, bardziej ją dyscyplinują. Góra FH5s wydaje się być w bezpośrednim porównaniu bardziej szeleszcząca i szumiąca, nie brzmi tak czysto i selektywnie. Słychać to szczególnie w konfrontacji z droższymi FH7, które lepiej radzą sobie z brzmieniem talerzy perkusyjnych, masywniejszych, metalicznych i czystszych. Można więc mówić o progresie w basie i średnicy w modelu FH5s, ale przekaz góry to pewien krok wstecz. Moim zdaniem nie ma jednak tragedii, góra FH5s jest nadal niezła, ale mówimy jednak o słuchawkach dla wymagających, gdzie niuanse mają już spore znaczenie.

Na większą uwagę zasługuje też porównanie z FH3, ale z wymienionym kablem fabrycznym. Moim zdaniem FH3 z kablem LC-C i tipsami SpinFit to nadal najbardziej opłacalny model z serii. Słuchawki są łagodniejsze od FH5 i FH7, ale nadal klarowne, a do tego brzmią cieplej w niskiej średnicy i bardziej sprężyście oraz energicznie w basie od FH5s. FH3 potrafią też mocniej uderzyć dołem, mają większy wykop. Z drugiej strony FH3 z wymienionym kablem brzmią wyraźnie ciaśniej od FH5s, które rozciągają przestrzeń, potęgują jej głębię i wysokość. W bezpośrednim porównaniu FH5s brzmią bardziej holograficznie, trójwymiarowo i jakby poza czaszką, podczas gdy FH3 chętniej wbijają w instrumenty w środek głowy. Jeśli więc preferujemy równiejsze, bardziej zrównoważone i mniej basowe brzmienie, to FH5s okażą się być lepsze od FH3.

Testowane niedawno FiiO FD5 teoretycznie wypadają gorzej – mają tylko pojedyncze przetworniki dynamiczne 12 mm. W praktyce okazuje się jednak, że wcale nie odstają od FH5s, a nawet mogą być od nich lepsze – góra jest bardziej krystaliczna, mocniej rozciągnięta i mniej szeleszcząca, chociaż też nie jest pod tym względem perfekcyjna, za co również krytykowałem FD5. Z drugiej strony FD5 brzmią wyraźnie chłodniej, bardziej dystansują średnicę i moim zdaniem są ostrzejsze w sopranie od FH5s, a przy tym zdecydowanie mocniej V-kują. Mimo że FH5s trochę podpadły mi kontrolą sopranu, to i tak wolę je od FD5. Równiejszy przekaz FH5s, bliższa średnica i obecność suwaków moim zdaniem przemawiają na korzyść FH5s. Jak to zwykle bywa, werdykt nie jest jednak zero-jedynkowy – model FD5 będą preferowały osoby, lubiące efektowny, krystalicznie czysty dźwięk, bo FH5s nie brzmią aż tak wyraziście.

FiiO FA9 nadal pozostają niedoścignione, są lepsze technicznie od wszystkich wypisanych powyżej słuchawek. Brzmią bardziej analitycznie i precyzyjnie, bliżej w średnicy, swobodniej w górze pasma (szczególnie w konfiguracji 32 Ω). Bas nie jest tak głęboki, jak w FH5s, a średnica jest twardsza i bardziej konturowa, stąd jeśli preferujemy bardziej muzykalny dźwięk, to hybrydy producenta będą lepszym wyborem. Osobiście wolę FA9, które są nadal moimi ulubionymi dokanałówkami FiiO, ale nie można zapomnieć o różnicy w cenie – FH5s są o prawie połowę tańsze od FA9 (499 vs 260 dolarów), a mają wymienne wtyki i podobne suwaki do zmiany strojenia.

Jak FH5s wypadają w porównaniu do IEM-ów innych producentów? Testowane niedawno BQEYZ Spring II, czyli słuchawki z dynamikami, armaturami i przetwornikami piezoelektrycznymi pozytywnie zaskakują. Wprawdzie nie osiągają tak głębokiego basu, nie są tak gładkie w średnicy i brzmią bardziej analitycznie od FH5s, ale okazują się lepiej kontrolować górę (mimo przetwornika piezoelektrycznego), brzmieć szybciej i bardziej punktowo. Przestrzeń w Spring II nie jest tak duża, jak w FH5s, ale nadal satysfakcjonuje, więc BQYEZ robią wrażenie relacją jakości do ceny. Jednak przy dobrej synergii FH5s zostawiają BQEYZ w tyle – wciągają zróżnicowanym i głębszym basem, barwniejszą i gładszą średnicą, a są przy tym bardziej przystępne w odbiorze.

Z kolei pierwsze Andromedy od Campfire Audio także nie generują takiego basu, jak FH5s i nie dorównują zejściem (bo są w pełni armaturowe), za to mają bardziej zarysowaną i twardszą średnicę, a także lepiej kontrolowaną górę pasma. W takim porównaniu słychać jak na dłoni, że środek w FH5s to sprawka przetwornika dynamicznego. Muszę przyznać, że Andromedy wygrywają z FH5s precyzją wysokich tonów i zarysowaniem średnicy. Natomiast gdy ważniejszy jest bas, to FH5s mogą okazać się ciekawsze od modelu Andromeda, bo są bardziej muzykalne od modelu Andromeda, głębiej schodzą w subbas, a tym samym lepiej współpracują z muzyką rozrywkową. Nie wiem niestety, jak na tle FH5s wypadają nowsze iteracje Campfire Audio Andromeda, ale zapewne nadal nie dorównują basem do modeli hybrydowych.

FiiO FH5s – synergia
Słuchawki są dość skomplikowane przez mnogość trybów dźwięku, dlatego postanowiłem opisać sprawę synergii skrótowo: FH5s są czułe na charakter sprzętu i mają wymagania odnośnie synergii, czego nie należy bagatelizować. Lepiej ich nie wyostrzać, wybierać neutralne źródła lub ciepłe, najlepiej z jak najbardziej zdyscyplinowaną górą. W niektórych połączeniach problemy z kontrolą sopranu dawały się we znaki, a w innych praktycznie w ogóle nie występowały.

Moim zdaniem FH5s dogadywały się lepiej z FiiO M15 niż M11 Pro (bardziej muzykalny DAP vs techniczny), a np. Cayin N3Pro zgrywał się lepiej z FH5s w trybie lampowym Triode niż Ultra Linear. W mojej ocenie słuchawki zgrywały się fenomenalnie z N3Pro w trybie Triode, bo zdecydowanie zyskiwała na tym góra, już bardziej trzymana w ryzach i mniej podatna na utraty kontroli. Cayin N3Pro satysfakcjonował także z wyjścia 4,4 mm, ale tutaj góra już czasami potrafiła się zgubić. Wolałem też spokojniejszego w skrajach pasma Qudeliksa-5K niż odwrotnie brzmiącego FiiO BTR5. W przypadku tego drugiego bas i wysokie tony były mocniejsze, co może się jednak podobać – FH5s brzmiały efektowniej z BTR5 w porównaniu do Qudeliksa-5K. Ten ostatni jednak łagodził sopran i przybliżał średnicę, dodatkowo „prostując” FH5s.

FiiO FH5s – okablowanie
Zmiana okablowania wydaje się nie mieć sensu, zważywszy na to, że przewód z zestawu jest modularny. Mimo tego sięgnąłem po kable FiiO LC-C, LC-D, LC-RE oraz Oriveti Affinity, żeby sprawdzić efekty. Może zmiany nie były tak kontrastowe, jak w przypadku modelu FH3, ale FH5s… dużo zyskują po zmianie kabla, bo ten standardowy okazuje się nie być idealny. Chodzi właśnie o kontrolę sopranu, który po wymianie przewodu właściwie przestaje szeleścić czy szumieć. Z jednej strony to świetnie, że kablem można poprawić jakość góry i to w stopniu znacznym, wręcz eliminując główną wadę słuchawek. Z drugiej strony jest duże prawdopodobieństwo, że z tego powodu będziemy musieli zrezygnować z modularnych wtyczek, bo zakup innego kabla z wymiennymi końcówkami może się po prostu nie opłacać.

FH5s mocno reaguję na inne „druty” – góra była trochę spokojniejsza z FiiO LC-C oraz wyraźnie łagodniejsza z LC-RE czy Oriveti Affinity. W takich konfiguracjach nie narzekałem już na utratę kontroli sopranu, więc wygląda na to, że fabryczny kabel niepotrzebnie wyostrza górę i wzmaga V-kowanie. Potwierdza to też ostrzejszy LC-D z samego srebra, który jest także za jasny dla słuchawek, ale zapewnia czystsze i bardziej precyzyjne brzmienie sopranu, mimo jego większej ilości. Wszystko wskazuje więc na to, że problemy z kontrolą góry wcale nie zależą od tego, że przetworniki armaturowe znajdują się w tulejkach lub że zostały źle dobrane, bo to wina fabrycznego kabla. W efekcie lepiej wybierać kable miedziane lub łagodniej brzmiące hybrydy, by wyeliminować główną bolączkę modelu FH5s.

Podsumowanie

FiiO FH5s nie są idealne, ale i tak imponują. Zacznijmy od plusów, czyli bogatego wyposażenia, ciekawego wzornictwa, bardzo wysokiej jakości wykonania, ponadprzeciętnej ergonomii i niezłego tłumienia. Możliwości są duże, bo modularne wtyczki czy też różne tryby dźwięku to bez wątpienia opcje wyjątkowe. FH5s okazują się też brzmieć najdojrzalej z całej ferajny, najrówniej ze wszystkich modeli hybrydowych od FiiO. Spodobała mi się szczególnie konfiguracja basowa oraz standardowa, ale ta pierwsza jest bardziej uniwersalna.

Nie zgadzam się z opiniami, że FH5s brzmią za ostro, ale wysokie tony rzeczywiście nie są perfekcyjne. Winowajcą okazał się być kabel z zestawu, który pogarsza kontrolę sopranu. Mamy więc do czynienia z podobną sytuacją do FH3, którym także pomagała wymiana kabla, ale FH3 potrzebowały rozjaśnienia, a FH5s odwrotnie. Gorzej, że w przypadku FH5s przewód jest modularny, a same słuchawki są droższe, stąd nie powinno to mieć miejsca. Standardowego kabla nie należy jednak od razu przekreślać, ponieważ wiele zależy też od tipsów, synergii i wybranego trybu, bo kultura góry jest lepsza w trybie „Strong bass”.

FiiO FH5s kosztują około 260 dolarów amerykańskich. Polska cena nie jest jeszcze znana, ale słuchawki nie powinny być znacznie droższe od FH5 w momencie premiery, które na starcie były o 10 dolarów tańsze. To nadal dobry zakup, FH5s ciągle satysfakcjonują relacją jakości do ceny i uważam, że nadal warto je sprawdzić i trochę im pomóc synergią lub właśnie kablem. Liczyłem jednak na bardziej precyzyjną kontrolę sopranu i tym samym lepiej dobrany przewód z zestawu, stąd tym razem nie przyznaję znaczka rekomendacji.

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ solidne wykonanie
+ dobra ergonomia
+ niezła izolacja
+ wymienne wtyczki
+ wbudowane suwaki
+ podatność na synergię
+ zrównoważone, szczegółowe i dość uniwersalne brzmienie
+ dobre zejście basu
+ spora i poukładana scena dźwiękowa

Wady:
– problemy z kontrolą sopranu
– źle dobrany fabryczny kabel
– wymagana synergia
– nie wszystkie tryby dźwięku są udane

Sprzęt dostarczył:

fiio

 

REKLAMA
fibae

3 KOMENTARZE

  1. Ciekawa (jak zwykle) recenzja.
    Bardzo ciekawe są Anew X-One – również hybryby, w podobnej cenie.
    Byłaby szansa na recenzję?
    Pozdrowienia

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here