Meze Audio Advar zostały wyposażone w pojedyncze przetworniki dynamiczne o średnicy 10,2 mm, które zamknięto w efektownych obudowach ze stali. Słuchawki mają zapewnić muzykalne brzmienie w wysokiej rozdzielczości.

Ponad dwa lata temu opisałem pięcioprzetwornikowe słuchawki hybrydowe Meze Audio Rai Penta (4590 zł), które doceniłem za naturalne, ciepłe, ale jednocześnie masywne brzmienie. Nie było w nim krzty ostrości czy agresywności, co nie jest takie oczywiste w przypadku słuchawek z dominującymi przetwornikami armaturowymi. Do gustu przypadło mi także minimalistyczne i eleganckie wzornictwo, które przekładało się na wysoką ergonomię.

REKLAMA
fiio

Tytułowe Advar (3349 zł) są mniej zaawansowane konstrukcyjnie, bo bazują na pojedynczych dynamikach. Jeszcze do niedawna prym wiodły hybrydy lub multiarmatury, ale dzisiaj producenci coraz częściej sięgają właśnie po dynamiki. Okazuje się, że słuchawki tego typu mogą śmiało z nimi konkurować. Dobrymi przykładami są testowane niedawno Sennheiser IE 900 oraz IE 600, które porównywałem np. z FiiO FH9 czy Campfire Audio Solaris 2020. Czy Meze Audio Advar to także mocna alternatywa dla konstrukcji wieloprzetwornikowych?

Wyposażenie

Solidne pudełko z pięknym, rozetowym wzorem skrywa sporo akcesoriów:

  • 5 par tipsów silikonowych (rozmiary XS, S, M, L, XL);
  • kabel MMCX > 3,5 mm (długość 125 cm);
  • opaskę z rzepu;
  • futerał;
  • przyrząd do czyszczenia;
  • brelok;
  • instrukcję obsługi.

Nakładki z zestawu to dobrze znane i wykorzystywane przez różnych producentów tipsy Final Type E. Futerał jest także znajomy, bo nie różni się specjalnie od tego z innych dokanałówek Meze, np. modeli Rai Solo czy Rai Penta. Jednak tym razem ozdobiono go ciemnoszarym emblematem w miejscu srebrnego. Dobre wrażenie robi też wielofunkcyjny „czyścik” do słuchawek, a ciekawym dodatkiem jest brelok ze szczypcami do wypinania wtyczek MMCX.

Niestety w zestawie znów zabrakło kabla zbalansowanego, który jest opcjonalny i kosztuje 149 dolarów. Z drugiej strony droższe Meze Rai Penta także były początkowo dostarczane tylko z niesymetrycznym przewodem, więc nie powinienem był spodziewać się go w zestawie tańszego modelu. Szkoda, bo warto zauważyć, że inni producenci dokanałówek są ostatnio szczodrzejsi – FiiO oferuje kable z kompletem modularnych wtyczek, a w zestawie konkurencyjnych Sennheiserów IE 600 jest przewód z wtyczką typu Pentaconn.

Konstrukcja

Od razu widać, że Advar to dzieło Meze Audio. Ponownie można dostrzec pewne klasycystyczne, a może nawet barokowe inspiracje – jest w słuchawkach coś retro, ale w luksusowym wydaniu. O dziwo w oko wpada także czarno-złota kolorystyka, bo akcenty mają raczej mosiężny odcień, więc nie kojarzą się ze złotem w wydaniu biżuteryjnym. Nadal uważam Rai Penta za słuchawki ładniejsze, ale Advarom nie sposób odmówić uroku.

To także zasługa obłych i pękatych obudów wykonanych ze stali nierdzewnej metodą formowania wtryskowego (Metal Injection Moulding) i wykończonych metodą chromowania, która nadaje czerni wysokiego połysku. Wzrok przyciągają także otwory wentylujące, znajdujące się we wgłębieniach i otoczone precyzyjnie naniesionymi nadrukami. Można je znaleźć także wokół gniazd MMCX, odróżnionych kolorami – lewą słuchawkę zdobi czerń, prawą ciemna czerwień. Od wewnętrznej strony są jedynie tulejki z metalowymi siateczkami, obok których nie ma literowych oznaczeń kanałów.

Czterożyłowy kabel z zestawu wygląda tak samo, jak ten dołączany do modelu Rai Penta. Znów zastosowano posrebrzoną miedź, zabezpieczoną gładką izolacją, a wtyk 3,5 mm jest ponownie prosty. Zarówno obudowa wtyku, jak i rozdzielacz kabla są metalowe, a obok tego ostatniego nie zabrakło płaskiego suwaka. Z kolei wtyczki MMCX są przezroczyste i towarzyszą im zausznice, fabrycznie odgięte i pokarbowane. Oprócz wytłoczonych oznaczeń kanałów na prawej wtyczce MMCX jest jeszcze czerwona wstawka.

Nie mam zastrzeżeń odnośnie jakości wykonania. Stal jest przyjemna w dotyku i masywna, więc słuchawki wydają się być zupełnie jednolite wewnątrz, a nie dostrzegłem też skaz czy problemów z wykończeniem oraz spasowaniem konstrukcji. Uważam, że nie ma wątpliwości odnośnie tego, że Advar to słuchawki z półki premium.

Ergonomia i użytkowanie

Miałem pewne obawy odnośnie masy modelu Advar, bo pojedyncza słuchawka waży niemal 11 g, czyli producent nie oszczędzał na stali. Dla porównania Sennheiser IE 600 są o połowę lżejsze, a siedmioprzetwornikowe FiiO FH9 tylko o jeden gram cięższe. W praktyce nie stanowi to jednak problemu, bo Advar głęboko chowają się w małżowinach usznych, praktycznie z nich nie odstają i są dodatkowo stabilizowane zausznicami. Podczas testów nie zdarzyło się, aby słuchawki wypadły z uszu.

Obły kształt Advar przekłada się na wysoką ergonomię. Obudowy odpowiednio wypełniają wnętrza małżowin usznych, nie uciskają ani nie irytują skóry. W moim przypadku same słuchawki nie powodowały jakiegokolwiek dyskomfortu, nawet w trakcie wielogodzinnych odsłuchów. Nie narzekałem także na rozpieranie kanałów słuchowych, co jest zasługą optymalnie szerokich tulejek. Konieczne może być jednak ogrzewanie słuchawek przed założeniem jesienią lub zimą – stalowe obudowy są chłodne w dotyku.

Nic nie mogę zarzucić także tipsom Final Audio, które odpowiednio uszczelniają kanały słuchowe. Wprawdzie Advar nie izolują perfekcyjnie, przepuszczają dźwięki z zewnątrz, ale wyciszają je na tyle, że w trakcie odsłuchów hałas nie daje się we znaki. Nie należy jednak oczekiwać perfekcyjnej izolacji akustycznej – głośne otoczenie może przeszkadzać w trakcie odsłuchów cichszych utworów o dużej dynamice. Niemniej na co dzień byłem i tak zadowolony. Dźwięk też lekko „wycieka”, czyli z zewnątrz słychać dobiegającą ze słuchawek muzykę, ale na tyle cicho, że raczej nie będzie to przeszkadzać osobom postronnym.

Kabel podpadł mi pod jednym względem. Jego długość jest optymalna (125 cm), podobnie jak elastyczność. Efekt mikrofonowy nie występuje, a suwak do skracania odcinków dousznych spełnia swoje zadanie, czyli utrzymuje wybraną pozycję. Nie podobają mi się zausznice, które są optymalnie odgięte, ale niestety trochę za sztywne, więc potrafią uciskać górną część małżowiny usznej (obrąbek). Po dłuższych odsłuchach czułem lekki ból, musiałem odginać zausznice, by go zniwelować. Szkoda, że w zausznicach nie ma drucików, które pozwoliłyby swobodnie dostosować ich kształt.

Specyfikacja

  • przetworniki: dynamiczne 10,2 mm
  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-20 kHz
  • impedancja: 31 Ω
  • THD+N: <1%
  • czułość: 111 dB
  • kabel: MMCX > 3,5 mm, posrebrzona miedź, 125 cm
  • masa: 10,7 g (pojedyncza słuchawka); 38,3 g (obie słuchawki z kablem i tipsami)

Brzmienie

  • Słuchawki: Campfire Audio Ara, Dorado 2020 i Solaris 2020, FiiO FD5, FD7, FH5s, FH7 i FH9, Meze Rai Solo
  • Źródła: FiiO M17, M11 Plus ESS, Astell&Kern AK70 MKII, Cayin N3Pro, FiiO BTR5 2021, Qudelix-5K, Cayin RU-6

Sygnatura dźwiękowa jest w zasadzie taka, jak podaje producent – Meze Audio Advar są muzykalne i gładkie w całym zakresie, a do tego szalenie uniwersalne. Można liczyć zarówno na głębokie niskie tony, całkiem naturalną średnicę, jak i swobodnie rozciągniętą górę, czyli jest tak, jak przystało na pełnozakresowy przetwornik dynamiczny. Moim zdaniem skraje pasma zostały lekko zaakcentowane, ale raczej w kształcie litery U niż V, bo pasmo średnie nie ginie w tle. Generalnie Advar przypominają Sennheisery IE 600 czy nawet IE 900, ale w bardziej zrównoważonym, aksamitnym i łagodnym wydaniu. Porównania jednak za chwilę.

Meze Audio Advar – sygnatura dźwiękowa
Niskie tony są z przodu, ale nie zostały ekstremalnie podbite i nie zalewają pozostałych instrumentów. Średni bas ma najwięcej do powiedzenia, ale jeszcze nie dominuje nad subbasem czy wyższym zakresem dołu, więc ciągle można liczyć na głębokie i wibrujące zejście, jak i bardziej punktowy oraz szkicowy przekaz. Szczegółowość jest niezła, ale nie powala na kolana – bas nie należy do wybitnie zróżnicowanych, bo pierwszeństwo ma muzykalność. Z tego powodu niskie tony są raczej gładkie, a nie konturowe czy twarde. Bez obawy, faktura basu jest nadal nieźle różnicowana, a dół nie jest bezkształtną masą. Po prostu priorytet mają tutaj barwność i przystępność, a nie bezwzględna techniczność. Dynamika satysfakcjonuje – dół uderza energicznie, jest odpowiednio podtrzymywany i sprawnie wygasa. Może niskie mogły być minimalnie szybsze lub bardziej zwarte, ale i tak słucha się ich świetnie, zarówno w elektronice, metalu, jak i jazzie.

Pasmo średnie jest kroczek wstecz, ale kontynuuje ciepło-gładki charakter basu. Nie stwierdziłem mocnej faworyzacji niższego zakresu średnicy kosztem wyższego, dzięki czemu dźwięk nie jest jeszcze mdły lub rozmyty – średnica nie muli, jest przyzwoicie zarysowana. Nie ma jednak mowy o agresji – środek jest barwny, aksamitny i przystępny. Muszę przyznać, że pasmo przypadło mi do gustu, bo średnica jest jednocześnie klarowna i wyrazista, ale w ogóle nie męczy i nie irytuje. Pasmo to jest też zaskakująco elastyczne – elektronika brzmi nowocześnie i cyfrowo, metal masywnie i gęsto, a jazz naturalnie i barwnie. Rozdzielczość średnicy w pełni mnie satysfakcjonowała, ale detale nie były na siłę wypychane przed szereg. Znów pierwsze skrzypce gra muzykalność – chcący odprężyć się przy muzyce lub szukający w niej energii będą zadowoleni. Z kolei fani laboratoryjnego dźwięku powinni poszukać czegoś z przetwornikami armaturowymi – zastosowany dynamik ich nie imituje.

Góra jest także zaakcentowana, ale w granicach zdrowego rozsądku. Pasmo jest klarowne, swobodne, czyste i wyraziste, bo zostało konkretnie rozciągnięte. Nie należy obawiać się przyciemnienia czy zgaszenia, bo Advar prezentują muzykę jak na dłoni. Jednocześnie słuchawki nie są ostre czy zimne, nie syczą i nie potęgują sybilizacji, co wzmaga wspomnianą muzykalność. Wysokie tony pozytywnie zaskakują, bo są szybkie, klarowne i selektywne, a przy tym w ogóle nie szeleszczą, nie skrzą i nie są cyfrowe. Pasmo wzorowo doświetla też pozostałe zakresy, stąd ten bezpośredni charakterek słuchawek. W trakcie odsłuchów znałem sobie sprawę, że rzadko mam do czynienia z górą tego typu – Advar brzmią jednocześnie wyraziście oraz łagodnie w sopranie, ale nie należy się obawiać ani sykliwości, ani zawoalowania.

Scena dźwiękowa jest kulista, a jej rozmiar optymalny. Pierwszy plan jest blisko słuchacza, stąd przekaz jest raczej intymny i bezpośredni niż koncertowy. Separacja kanałów jest przyzwoita, a nie ustępuje jej także głębia, czyli sporo dzieje się także w płaszczyźnie przód-tył, a nie tylko na boki. Separacja instrumentów także satysfakcjonuje, ale bas lubi wypełniać zakamarki, co ogranicza napowietrzenie. Uwagę zwraca holografia, bo instrumenty są dość kształtne i trójwymiarowe, jak na dokanałówki z pojedynczymi przetwornikami dynamicznymi. Mimo że kabel z zestawu nie podpada sonicznie, to jednak słychać, że przewód zbalansowany przynosi progres. Dla przykładu FiiO LC-RC z wtyczką 4,4 mm poprawił separację kanałów, lekko odsunął pierwszy plan i tym samym nadał scenie bardziej elipsoidalnego kształtu.

Meze Audio Advar – porównania z FiiO FH9, Sennheiser IE 600 i innymi słuchawkami
Założenia modelu FH9 wydają się być podobne – słuchawki FiiO także są dość muzykalne, robią wrażenie mocnym basem i klarowną górą, ale nie są tak przystępne w odbiorze, jak Advar. Brzmienie dokanałówek od Meze jest gładsze, spokojniejsze i nieznacznie barwniejsze. W bezpośrednim porównaniu FiiO FH9 brzmią twardszym, mocniej zarysowanym basem, bliższą i bardziej konturową średnicą oraz ciut mocniejszą górą, przynajmniej z filtrami zbalansowanymi. Uważam, że dokanałówki FiiO generują też większą scenę, ale same są również większe, mocniej odstają z uszu od Advarów.

Słuchało mi się świetnie zarówno FH9, jak i modelu Advar. Doceniłem bardziej konturowy i kontrolowany przekaz tych pierwszych, jak i barwność, łagodność oraz gładkość drugich. Znów pojedynczy dynamik może konkurować z zaawansowanymi hybrydami, ale opłacalność jest po stronie FH9, bo to słuchawki tańsze (3350 zł vs 2800 zł), wyposażone w wymienne filtry i modularny kabel. Z drugiej strony preferujący gładki, nasycony i barwny dźwięk mogą się ze mną nie zgodzić – Advar rzeczywiście „czarują”, są przyjemniejsze w odbiorze i bardziej relaksujące. Werdykt będzie więc w dużej mierze zależał od preferencji.

Campfire Audio Solaris 2020 jest podobnie, bo to także słuchawki jaśniejsze i bardziej techniczne od Meze Advar, a także generujące większą scenę i imponujące pod względem rozdzielczości. Solaris 2020 są jednak dwa razy droższe, a Advar wygrywają muzykalnością. W efekcie słuchawki od Meze Audio stanowią też świetną alternatywę dla Campfire Audio Dorado 2020, dwuprzetwornikowych hybryd, które generują mniejszą scenę, większy bas, brzmią mniej barwnie i klarownie. W takiej konfrontacji wybrałbym Advary, słuchawki bliższe równowagi i spójniejsze w przekazie ze względu na pojedynczy przetwornik. Z drugiej strony fani głębszego basu i efektowniejszego strojenia mogą preferować Dorado 2020. Przy nich Advary brzmią „kulturalniej” i spokojniej.

Advar podobają mi się bardziej także od FiiO FD7, które są również muzykalne, ciepłe i barwne, ale mocniej łagodzą górę, a więc nie brzmią tak klarownie. Odebrałem FD7 jako słuchawki lekko mdłe, subiektywnie trochę za bardzo stonowane. W starciu z nimi model Advar ma w sobie więcej energii i „iskry”, brzmi krystaliczniej i swobodniej rozciąga wysokie tony. Moim zdaniem Advar wygrywają z FD7, bo słuchawki z Rumunii są także muzykalne, ale jednocześnie bardziej wyraziste. Trzeba jednak pamiętać, że dynamiki od FiiO startowały w cenie 3000 zł, ale już mocno potaniały – aktualnie są o prawie tysiąc złotych tańsze od dokanałówek Meze (3350 zł vs 2400 zł).

A jak Advar wypadają na tle Sennheiserów IE 900? Flagowe słuchawki niemieckiego producenta generują więcej basu, ostrzejszą górę, są przestrzenniejsze i paradoksalnie bardziej analityczne. Generalnie IE 900 brzmią z większym rozmachem, wydają się imitować słuchawki wokółuszne, więc jakościowo zostawiają w tyle Advary, które w tej konfrontacji są wyraźnie… łagodniejsze i spokojniejsze, co nie zaskakuje. Różnica w cenie jest jednak duża, bo IE 900 kosztują aż 6000 zł, stąd Meze Audio Advar powinny być raczej zestawiane z Sennheiserami IE 600.

Okazuje się, że Advar mogą z nimi wygrać, bo IE 600 także brzmi ostrzejszą, znów mniej naturalną górą i nie generują tak holograficznej sceny. Z drugiej strony IE 600 także lepiej zarysowują bas czy średnicę i mocniej różnicują faktury instrumentów, bo nie są tak gładkie. Wybór to kwestia gustu – jeśli lubimy muzykalno-techniczny dźwięk, to IE 600 będą lepsze. Gdy liczy się jednak barwność i przystępność, to na prowadzenie wyjdą Advar. Warto pamiętać, że IE 600 mają w standardzie kabel 4,4 mm, ale za to utrudniają wymianę przewodu ze względu nieuniwersalne gniazda MMCX. Ode mnie punkt dla Meze, które nie mają w zestawie „balansu”, ale bez problemu pasują do nich alternatywne kable.

Meze Audio Advar – synergia
Słuchawki nie są problematyczne pod względem synergii – zachowano proporcje pomiędzy basem a górą, stąd Advar współpracują z różnymi źródłami. Skuteczność jest wysoka (111 dB), a dzięki impedancji wynoszącej 31 omów nie trzeba przejmować się parametrami wyjścia sygnału i obawiać szumu.

Obstawiałem, że słuchawki nie będą zgrywały się ze źródłami o podobnym charakterze, tj. ciepłymi i gładkimi, ale myliłem się. Właściwie Advar satysfakcjonowały w każdej konfiguracji, ale mnie najbardziej podobały się te klarowniejsze/bardziej techniczne źródła. Stąd np. w połączeniu z Cayinem N3Pro wybierałem tryb tranzystorowy lub lampowy Ultra-Linear, chociaż lepiej wypadł ten pierwszy, bo bardziej zarysował bas i średnicę. Niemniej inne tryby także dawały bardzo dobre rezultaty.

Advar brzmią dobrze zarówno z tańszych, jak i droższych źródeł, ale skalują się ze sprzętem. Dla przykładu słyszałem wyraźną różnicę pomiędzy FiiO M17 i M11 Plus ESS, bo ten pierwszy odtwarzacz generował większą scenę i akcentował bas, a drugi był bardziej liniowy w przekazie. Nie znaczy to jednak, że droższy odtwarzacz będzie automatycznie lepszy – Advar zabrzmiały klarowniej i mniej gładko z FiiO M11 Plus ESS, co było według mnie korzystne. Zatem synergia nie jest nieodzowna, ale słuchawki są na nią czułe.

Podsumowanie

Meze Audio Advar to jak najbardziej udane słuchawki dynamiczne. Wyposażenie jest przyzwoite, wykonanie znakomite, a wzornictwo całkiem atrakcyjne. Ergonomia także nie powoduje większych zastrzeżeń, a izolacja akustyczna w gruncie rzeczy satysfakcjonuje. Kabel dobrze się układa i nie mikrofonuje, a do tego pasuje charakterem do słuchawek. Brzmienie jest moim zdaniem wyśmienite – naturalnie ciepłe, lekko zaakcentowane w skrajach pasma, ale z nadal dość bliską średnicą. Gładki, nasycony przekaz z rozciągniętą, ale nie nachalną górą to także atuty modelu Advar.

Szkoda, że w zestawie nie ma kabla zbalansowanego, jaki oferują konkurenci w postaci Sennheiserów IE 600 czy FiiO FH9. Nie spodobały mi się także zausznice, które lekko wrzynały się w moje małżowiny uszne – szkoda, że nie mają one drucika lub nie są miększe. Uważam, że gładkość uzyskano minimalnym zamaskowaniem detali – nie brakowało mi szczegółów, ale Advar mogą nie usatysfakcjonować wertujących płyty w poszukiwaniu mikrodetali.

Meze Audio Advar kosztują 3350 zł. To więc już droższe słuchawki dla wymagających, które mogą w pełni usatysfakcjonować melomanów szukających muzykalnego i uniwersalnego dźwięku. Słuchawki są też tańsze od Sennheiserów IE 600, stanowią dla nich mocnego konkurenta i mają uniwersalne gniazda MMCX, więc jak dla mnie Advar to materiał na rekomendację. Z kolei preferujący angażujący, ale mocniej zarysowany dźwięk przetworników armaturowych powinni przetestować także FiiO FH9.

Dla Meze Audio Advar

Zalety:
+ funkcjonalne wyposażenie
+ solidne wykonanie
+ oryginalne wzornictwo
+ wysoka ergonomia
+ satysfakcjonujące tłumienie
+ elastyczny i mocny kabel
+ wysoka synergiczność i uniwersalność
+ naturalnie ciepłe, gładkie, klarowne i przystępne brzmienie
+ niezła holografia

Wady:
– brak kabla zbalansowanego w zestawie
– trochę za sztywne zausznice
– gładkość nieznacznie obniża szczegółowość

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
fiio

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj