FiiO FX15 wyróżniają się konfiguracją przetworników, bo to hybrydowe słuchawki dokanałowe, bazujące na przetwornikach dynamicznych, armaturowych oraz… elektrostatycznych. Zamknięto je w obudowach z druku 3D ze specjalnymi przełącznikami.

FiiO FX15 budzą wątpliwości. Słuchawki zostały wycenione na około 4000 zł, czyli są pozycjonowane wyżej od już ex-flagowych FiiO FH9. Nazwa sugeruje jednak, że jest to… średniak, bo producent jakiś czas temu odświeżył nomenklaturę, dodając jedynkę z przodu, o czym wspominałem w teście modelu FH15 (1300 zł). Z czego zatem wynika wysoka cena nowych słuchawek? Z zastosowania czterech, elektrostatycznych Sonionów, które odpowiadają za górne rejestry i dopełniają pojedyncze przetworniki dynamiczne oraz pojedyncze armaturowe. Tak, pojedyncze.

REKLAMA
fiio

To nie koniec konsternacji. W nowych dokanałówkach zaimplementowano przełączniki, które pozwalają… wyłączyć przetworniki elektrostatyczne. Dlaczego użytkownik chciałby je wyłączać, skoro tyle za nie zapłacił? Czyżby góra pasma była jednak za mocna? Jeśli tak, to czy zastosowanie kabla z czystego srebra było dobrym pomysłem? Nie ukrywam, że z powyższych powodów byłem sceptycznie nastawiony do modelu FiiO FX15. Obawiałem się przede wszystkim przesadzonych wysokich tonów, za którymi ostatnimi czasy nie przepadam. Na szczęście moje wątpliwości zostały szybko rozwiane, a przynajmniej większość z nich.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • 3 pary tipsów FiiO HS18 (rozmiary S, M i L);
  • 3 pary tipsów SpinFit (rozmiary S, M i L);
  • 3 pary tipsów Vocal (biało-czerwonych, rozmiary S, M i L);
  • 3 pary tipsów Balanced (szarych, rozmiary S, M i L);
  • 3 pary tipsów Bass (szaro-czerwonych, rozmiary S, M i L);
  • 2 pary tipsów dwukołnierzowych (rozmiar M);
  • 2 pary pianek termoaktywnych (rozmiar M);
  • etui na słuchawki;
  • pudełko na tipsy;
  • kabel MMCX z rzepem (srebro, ok. 120 cm);
  • wtyczki modularne (3,5 mm i 4,4 mm);
  • przyrząd do wypinania wtyków MMCX;
  • szczoteczkę do czyszczenia;
  • instrukcję obsługi.

Wyposażenie jest jak zwykle bogate. Uwagę zwraca ilość końcówek, których wprawdzie lepiej otrzymać za dużo, niż za mało, ale w moim przypadku faworytami okazują się zazwyczaj SpinFity, a reszta końcówek się marnuje. Co ciekawe producent już postawił na nich krzyżyk na rzecz autorskich HS18, ale jak widać w FX15-tkach SpinFit wróciły do łask. Cieszy mnie to, bo to lepsze nakładki. Moim zdaniem HS18 mają zbyt cienkie kołnierze, co utrudnia poprawną aplikację.

Pozostałe dodatki są również dobrze znane z innych modeli, a w szczególności wspomnianych we wstępie FH9, bo w pudełku znajdziemy solidny, ośmiożyłowy kabel ze srebra. Jednak tym razem już bez wtyczki 2,5 mm, która została niemal wyparta przez standard Pentaconn (4,4 mm). Zabrakło także wymiennych filtrów akustycznych, bo FX15 można przestroić jedynie wyłącznikami przetworników elektrostatycznych.

Konstrukcja

W mojej ocenie FX15 są ładniejsze od futurystycznych FH9 czy FH7, bo wzornictwo jest zdecydowanie prostsze. Mam też słabość do półprzezroczystych słuchawek z druku 3D o opływowym, ergonomicznym kształcie, a dokładnie takie są nowe „trybrydy” FiiO. Ciekawie prezentują się także ozdoby, bo na pokrywkach naniesiono geometryczny wzór inspirowany kształtem liśćmi miłorzębu japońskiego. Nie jest on jednak zielony, a wrzosowy. To odważna decyzja, ale akcent kolorystyczny świetnie zgrywa się z ciemnymi obudowami.

Słuchawki przypominają inne, wydrukowane dokanałówki FiiO, czyli FA7 oraz FA9, za wyjątkiem pokrywek, które są w kształcie „łezek”. Znów imitowano jednak słuchawki spersonalizowane i ponownie możemy zajrzeć do wnętrza, bo przez półprzezroczyste obudowy dostrzeżemy 10-milimetrowe przetworniki z tunelem S.Turbo, pojedyncze armatury i poczwórne Soniony – te ostatnie drivery umieszczono tuż przy tulejkach. Natomiast wspomniane przełączniki wylądowały z tyłu obudów.

Już dawno pogubiłem się w oznaczeniach kabli FiiO, ale wygląda na to, że przewód to model LC-RD Pro 2022. Kabel składa się z ośmiu wiązek w grafitowej izolacji, przez którą widać 224 żyłki srebra w geometrii Litza, czyli niezależnie zaizolowanych i skręconych ze sobą. Nie zabrakło również stalowych wtyczek MMCX, dużego rozdzielacza z suwakiem oraz modularnego wtyku. Ten ostatni to tradycyjnie rozwiązanie marki Fabrilous, czyli kołnierz wtyczki jest obrotowy, co pozwala wymieniać czteropinowe wkłady.

Nie mam zastrzeżeń odnośnie wykonania słuchawek. Na obudowach nie widać skaz, są one gładkie i wyjątkowo przyjemne w dotyku. Nie dostrzegłem też bąbli powietrza wewnątrz słuchawek, co nie jest standardem w przypadku słuchawek z druku 3D. Pokrywki również wykonano precyzyjnie, a nie inaczej jest w przypadku kabla.

Ergonomia i użytkowanie

Opisy ergonomii stały się dla mnie kłopotliwe, bo zazwyczaj nie mam jakichkolwiek problemów z komfortem. Tak też jest w przypadku FX15, bo słuchawki leżą mi w uszach jak ulał. Ich kształt odpowiada perfekcyjnie strukturze moich małżowin i nie czuję choćby najmniejszego ucisku, nawet po wielogodzinnym użytkowaniu. Ponadto słuchawki nie drażnią skóry, wzorowo się trzymają i tylko nieznacznie odstają. Zaryzykuję stwierdzenie, że wielu użytkowników się ze mną zgodzi, bo FX15 nie są duże, mają optymalnie szerokie i długie tulejki, więc teoretycznie powinny być dość uniwersalne ergonomicznie.

Uważam też, że izolacja akustyczna jest satysfakcjonująca – słuchawki z powodzeniem wyciszają otoczenie, a w trakcie odtwarzania muzyki pozwalają wręcz być z dźwiękiem sam na sam. Intensywny hałas nadal przebije się do bębenków, ale nie powinien rozpraszać. W tym aspekcie FX15 są górą względem półotwartych czy też wentylowanych FH9 oraz FH7s. Z drugiej strony różnica nie jest duża, bo wciąż nie ma mowy o perfekcyjnej izolacji – w komunikacji miejskiej czy pociągach nie odetniemy się zupełnie od świata.

Kabel również niczym nie podpada. Jest ciężki, ale elastyczny i lejący się, więc dobrze się układa i łatwo go zwinąć. Nie miałem też problemów z wtyczkami MMCX, które trzymały się perfekcyjnie, ale ich wypinanie nie stanowiło wyzwania. Co innego przełączniki, które są miniaturowe, więc trudno wyłączyć przetworniki elektrostatyczne bez specjalnego narzędzia. W etui warto więc mieć czyścik z zestawu, który jest zwieńczony metalowym szpikulcem.

Specyfikacja

  • przetworniki: dynamiczny DLC 10 mm (bas) + armaturowy Knowles ED-29689 (średnica/wysokie tony) + 4x elektrostatyczne Sonion (wysokie tony)
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-40 kHz
  • impedancja: 24 Ω
  • czułość: 103 dB
  • kabel: srebro, MMCX > 3,5 mm/4,4 mm (ok. 120 cm)
  • masa: 6,3 g (pojedyncza słuchawka); 51 g (obie słuchawki z kablem, tipsami itd.)

Brzmienie

Większość moich obaw została rozwiana już po kilku minutach odsłuchu. Szybko okazało się, że nie przesadzono z wysokimi tonami, a pojedyncze przetworniki dedykowane pozostałym pasmom są więcej niż wystarczające. Nie mam jednak wątpliwości, że wysokie tony to jasne i stosunkowo mocne pasmo, które doświetla pozostałe zakresy, nadaje słuchawkom klarownego i szczegółowego charakteru. Wyjątkowo zacznijmy więc od opisu wysokich rejestrów, oczywiście w konfiguracji z włączonymi przetwornikami elektrostatycznymi.

Brzmienie FiiO FX15 – włączone przetworniki elektrostatyczne
Góra pasma jest rewelacyjna! Wysokie tony zwracają uwagę, bo są precyzyjne, dźwięczne i naturalne. Posłużmy się przykładem talerzy perkusyjnych, które rozbrzmiewają wibrująco, metalicznie i szczegółowo, ale nie agresywnie. Mimo że wysokie tony są mocno rozciągnięte, to góra pasma nie skrzy i nie szeleści, co często zdarza się w słuchawkach bazujących na przetwornikach armaturowych. Inaczej mówiąc, wysokie tony nie zlewają się, są kontrolowane i zróżnicowane. Nie ma też wrażenia oderwania wysokich tonów od średnicy, czyli przejście pomiędzy pasmami jest płynne. Ponadto instrumenty oraz wokale rozbrzmiewają swobodnie, bo nie ma mowy o jakimkolwiek roll-offie czy przyciemnieniu. Ani przez chwilę nie czułem się jednak zmęczony sopranem, a odsłuchiwałem utwory o różnej jakości masteringu, na przeróżnych odtwarzaczach. Pewna synergia jest jednak wskazana, o czym wkrótce.

Tony średnie są neutralne w charakterze, czyli nie sprawiają wrażenia ani ocieplonych, ani ochłodzonych. Nie powiedziałbym też, że pasmo jest wypchnięte lub oddalone, bo średnica nie wybija się ponad bas czy wysokie tony, ale tym samym nie znika w tyle, czyli głosy wokalistów, instrumenty dęte czy smyczkowe nie wydają się być oddalone. Pasmo to nie jest też wygładzone, bo brzmi w sposób zarysowany i zróżnicowany – nie narzekałem na problemy z fakturowością instrumentów czy nieoptymalną rozdzielczość. Moim zdaniem średnica jest raczej techniczna niż muzykalna, ale nie należy się obawiać totalnego laboratorium, suchego i bezwzględnego dźwięku. Słuchawki nie odbierają muzyce barw, ale jednocześnie jej nie koloryzują. Zatem określiłbym pasmo średnie jako neutralne i zrównoważone, ale nadal łagodne w odbiorze.

Bas walczy o uwagę z wysokimi tonami czy średnicą, ale nie ilością, a jakością. Niskie tony nie są podbite, a raczej zrównoważone w stylu średnicy. Nie wychwyciłem wzmocnienia w subbasie czy średnim basie, ani ubytków w wyższym zakresie basu. Niskie tony popisują się więc zróżnicowaniem i szczegółowością – pojedynczy, 10-milimetrowy przetwornik świetnie przekazuje faktury instrumentów, bo gitary basowe, kontrabasy, fortepiany czy syntezatory nie sprawiają wrażenia rozmytych, wygładzonych czy zlanych w jednolitą masę. W niskich tonach można wyczytać naprawdę wiele, więc nie ma wrażenia, że ustępują one jakościowo wysokim tonom, że priorytetowe były wysokie tony. Dotyczy to także dynamiki, bo bas potrafi mocno uderzyć, długo wybrzmiewać lub dynamicznie wygasnąć. Niezadowoleni mogą być jedynie fani mocno dociążonego dźwięku. Wprawdzie nie uważam, aby FX15 były chude, ale strojenie nie jest z pewnością basowe.

Scena dźwiękowa jest po prostu dobra. Słuchawki brzmią szeroko, ale głębia i wysokość nie ustępują stereofonii, więc przestrzeń jest kulista. Można liczyć na kontrastowo odseparowane kanały, ale bez wrażenia rozerwania sceny w połowie. Instrumenty są też pozycjonowane na płaszczyźnie przód-tył, jak i góra-dół, a do tego wydają się mieć kształt, czyli nie zajmują w scenie małych punktów, a raczej większe obszary. Dobra holografia to także zasługa niezłego napowietrzenia, czyli pomiędzy instrumentami są spore dystanse, więc każdy dźwięk wybrzmiewa selektywnie. Nie określiłbym jednak przestrzeni jako dużej czy też koncertowej, bo FX15 brzmią raczej bezpośrednio, jakby monitorowo, a nie efektownie.

Brzmienie FiiO FX15 – wyłączone przetworniki elektrostatyczne
Powątpiewałem w wyłącznik przetworników elektrostatycznych i nie myliłem się, bo suwaki na słuchawkach okazują się być zbędne. Moim zdaniem nie należy ich traktować jako korektora dźwięku, drugiego trybu brzmienia, bo to raczej gadżet, ciekawostka do jednorazowego porównania sobie brzmienia bez wpływu przetworników elektrostatycznych. Nie zdziwię się więc, jeśli kolejne modele serii w ogóle nie będą umożliwiały wyłączenia przetworników wysokotonowych.

Dlaczego? Po ich wyłączeniu w sopranie pojawia się roll-off, a dźwięk staje się miększy, gładszy i mniej wyrazisty, jakby zgaszony. W rezultacie FX15 zaczynają brzmieć jak zwyczajne, dynamiczno-armaturowe hybrydy o skromnej konfiguracji przetworników. Nie chcę zostać źle zrozumiany, bo słuchawki nadal brzmią nieźle bez elektrostatów, ale tracą swoją wyjątkowość.

Być może w ekstremalnie ostro zrealizowanej muzyce i z mocno rozjaśnionym odtwarzaczem, wyłącznik przetworników elektrostatycznych okaże się praktyczny. Mnie jednak w ogóle nie był potrzebny – ani razu nie czułem się przytłoczony sopranem, a używałem FX15 do słuchania muzyki oraz gier. Zawsze po wyłączeniu elektrostatów miałem wrażenie, że coś tracę, że brzmienie jest wyraźnie gorsze. Myślę, że producent zmarnował czas na implementację przełączników, bo nie są one potrzebne.

FiiO FX15 – porównania z FiiO FH9, CFA Andromeda ES i innymi słuchawkami
Pomiędzy FX15 a FH9 jest więcej różnic niż podobieństw. Otóż FH9 brzmią bardziej efektownie i muzykalnie, bo generują więcej basu i szerszą scenę dźwiękową. Brzmienie standardowych hybryd jest też wyraźnie gładsze, cieplejsze i barwniejsze od FX15, więc słuchawki z dziewiątką w nazwie są przyjemniejsze w odbiorze. W bezpośrednim porównaniu FiiO FX15 okazują się być oszczędniejsze w niskich tonach, bardziej zrównoważone w średnicy i naturalne w sopranie. Co ciekawe FiiO FX15 przekazują więcej informacji w niskich oraz wysokich tonach od FH9, ale przegrywają z nimi sceną dźwiękową, która jest węższa.

Jeśli więc preferujemy gładki, przystępny i muzykalny dźwięk oraz lubimy elipsoidalną przestrzeń, to FiiO FH9 będą górą. Gdy natomiast wolimy wierniejsze i bardziej zróżnicowanie brzmienie, a także kulistą scenę dźwiękową, to FX15 wyjdą na prowadzenie. Należy jednak pamiętać, że aktualnie FiiO FH9 są znacznie tańsze od FX15 (2800 zł vs ok. 4000 zł), więc opłacalność jest po stronie „dziewiątek”. Gdybym miał zignorować różnicę w cenie, wybrałbym FX15 – słuchawki zachwyciły mnie zróżnicowaniem wysokich oraz niskich tonów. Jeśli jednak rozważałbym zakup w kategoriach jakość/cena, to wolałbym jednak FH9. Standardowe hybrydy nadal nie rozczarowują poziomem technicznym, a do tego można je przestroić za pomocą wymiennych filtrów.

FiiO FX15 brzmią zupełnie inaczej od droższych Campfire Audio Andromeda Emerald Sea (6600 zł). Słuchawki amerykańskiej marki kładą nacisk na średni bas, ciepłą niższą średnicę i łagodną górę z roll-offem w najwyższych rejestrach. Przy nich FX15 to płaskie, neutralne barwowo słuchawki o mocno rozbudowanym sopranie, czyli wręcz odwrotność armatur od Campfire Audio. Moim zdaniem FX15 są bardziej opłacalne, a do tego wierniejsze i lepiej zestrojone, bo w Andromedach Emerald Sea brakowało mi wyższej średnicy. Z tego powodu narzekałem na lekko zgaszone brzmienie. Niemniej zielone dokanałówki Campfire Audio spodobają się wrażliwym na wysokie tony, bo to bez wątpienia przystępniejsze dokanałówki od FX15.

Co ciekawe FX15 są bliżej charakterem horrendalnie drogich Solaris Stellar Horizon, ale hybrydy Campfire Audio są jeszcze płytsze w basie i wyraźnie ostrzejsze w sopranie. Wprawdzie najnowsze Solarisy brzmią znacznie szerzej i przekazują jeszcze więcej informacji dźwiękowej, bo to wyjątkowo twardo, precyzyjnie i rozdzielczo brzmiące hybrydy. Niemniej Stellar Horizon nadal wymagają znacznej dopłaty względem modelu FX15, mimo że aktualnie potaniały aż o… 4000 zł. Zatem uważam Stellar Horizon (ok. 9000 zł) za słuchawki lepsze technicznie, ale zdecydowanie mniej opłacalne od FX15. Ponadto Solarisy są trudniejsze w odbiorze od FX15, mniej muzykalne i do tego bardziej wymagające synergicznie, więc nie zdziwię się, jeśli wielu melomanów postawi znak wyższości przy nowości FiiO.

FiiO FX15 – synergia
Spodziewałem się, że FX15 będą problematyczne synergicznie, ale nic z tych rzeczy. Wprawdzie nadal trzeba zachować zdrowy rozsądek, bo to klarownie zestrojone słuchawki, zatem wzmacnianie sopranu, wycinanie basu czy średnicy może im zaszkodzić. Nowe hybrydy reagują też na charakter sprzętu czy jakość masteringu muzyki i mają odnośnie nich pewne wymagania. Jednak w trakcie testów uzyskiwałem satysfakcjonujące efekty także w teoretycznie niesprzyjających konfiguracjach. Dla przykładu FiiO M17 czy Astell&Kern Kann Max zgrały się bez zarzutu, a to odtwarzacze bazujące na rozwiązaniach ESS Technology.

Pozytywnie zaskoczyła mnie czystość sygnału, bo FX15 nie są podatne na szum. Korzystałem głównie z wyjść zbalansowanych, podłączałem słuchawki do wydajnych odtwarzaczy czy stacjonarnych kombo i właściwie nie musiałem się przejmować szumem. Rzadko mam okazję to napisać w przypadku słuchawek dokanałowych.

Podsumowanie

FiiO FX15 to powiew świeżości. Słuchawki zostały bogato wyposażone, cechują się estetycznym wzornictwem i oferują wysoką ergonomię. W trakcie testów nie narzekałem też na kabel z modularnymi wtyczkami oraz byłem zadowolony z izolacji akustycznej. Brzmienie momentalnie przypadło mi do gustu – doceniłem zróżnicowany bas, wierną średnicę oraz rozbudowane wysokie tony. Te ostatnie są klarowne i wyraziste, ale nie agresywne. Usatysfakcjonowała mnie także poukładana i trójwymiarowa scena dźwiękowa.

Mam jednak pewne zastrzeżenia. Moim zdaniem przydałoby się zredukować ilość tipsów w zestawie. Chętnie pozbyłbym się też wyłączników przetworników elektrostatycznych, bo uważam je za zbędne, a z pewnością podnoszą koszt słuchawek. Z kolei scena dźwiękowa mogłaby być szersza.

Polska cena FiiO FX15 nie jest jeszcze znana, ale słuchawki powinny kosztować około 4000 zł. To moje ulubione hybrydy producenta i jedne z najlepszych modeli, z jakimi miałem do czynienia. Cena jednak nie napawa optymizmem. FiiO FX15 to po pierwsze średni przedstawiciel nowej serii, zakładając, że powstaną kolejne modele (np. FX17 lub FX19). Po drugie aktualnie model FH9 jest znacznie tańszy (ok. 2800 zł), a to „bezpieczniej” strojone słuchawki o wyższej dawce muzykalności. Uważam, że FX15 są fenomenalne, ale opłacalność stoi po stronie FH9.

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ solidne wykonanie
+ oryginalne wzornictwo
+ wysoka ergonomia
+ niezła izolacja akustyczna
+ modularny i elastyczny kabel
+ synergiczność
+ niepodatność na szum
+ zróżnicowany bas i neutralne tony średnie
+ rozbudowane i rozdzielcze wysokie tony

Wady:
– za dużo tipsów w zestawie
– zbędne wyłączniki elektrostatów
– scena dźwiękowa mogłaby być szersza

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
hifiman

1 KOMENTARZ

  1. hello,im choose to buy fiio FX15 vs BGVP DM9 ? i like neutral sound ,not basshead,also like extended highs too and forward mids. currently have and use campfire ARA and meze rai PENTA iems. so,going to EST iems.

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj