FT5 to debiutanckie planary w ofercie FiiO. Nowe słuchawki cechują się wokółuszną konstrukcją, posiadają otwarte komory przetworników i mają być łatwe w wysterowaniu. W zestawie nie obyło się także bez dwóch rodzajów nauszników oraz modularnego kabla.

Nie spodziewałem się premiery FiiO FT5 tak szybko po wydaniu modelu FT3. „Trójki” testowałem wiosną, więc byłem przekonany, że na kolejne słuchawki tej linii poczekamy przynajmniej do początku 2024 roku. Nie sądziłem również, że tym razem azjatycki producent zastosuje przetworniki planarne zamiast dynamicznych. To duże zaskoczenie, bo podstawowym kryterium poszczególnych serii słuchawek FiiO jest właśnie typ przetwornika. Jak widać producent nie marnuje czasu i idzie za ciosem, a do tego nagina własne zasady.

REKLAMA
hifiman

To nie wszystko, bo intrygująca jest także cena FiiO FT5, która jest prognozowana na około 2400 zł. W rezultacie słuchawki są ciekawie pozycjonowane, bo plasują się pomiędzy Sivga SV023 (2000 zł) a Sennheiserami HD 660S2 (2500 zł), czyli świetnymi modelami z przetwornikami dynamicznymi. Wszystko wskazuje także na to, że FT5 mogą też powalczyć z nowymi HiFiMAN-ami Ananda Nano (3000 zł), które zrywają z brzmieniem Ananda Stealth Magnet, bo przenoszą je na bardziej analityczne tory. HiFiMAN skąpi też zbalansowanych kabli, co może być kolejnym argumentem na korzyść FiiO FT5.

Poniżej moje wrażenia z kilkutygodniowych testów FiiO FT5 wraz z szeregiem porównań do innych słuchawek.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • modularny kabel z opaską (ok. 150 cm);
  • wtyczki 3,5 mm oraz 4,4 mm;
  • adapter XLR > 4,4 mm;
  • adapter 6,35 mm > 3,5 mm;
  • alternatywne nauszniki;
  • futerał;
  • worek na słuchawki;
  • instrukcję obsługi.

Wyposażenie jest zbliżone do tego z modelu FT3, ale nie identyczne. Producent wymienił kabel na krótszy (150 cm vs 300 cm), ale nadal nie pożałował modularnych wtyków i adapterów. Zmodyfikowano także obie pary nauszników i to znacznie, ale o tym za chwilę.

Wątpliwości budzi ilość tworzyw sztucznych. Uważam, że sztuczny pokrowiec jest zbędny, gdy w zestawie jest futerał. Ponadto każda wtyczka została zabezpieczona plastikową zaślepką, każdy metalowy element na futerale powleczony folią, a samo opakowanie zalaminowane. W tym aspekcie punkt dla HiFiMAN-a, bo konkurent pakuje słuchawki w pudełka z szarego kartonu.

Konstrukcja

FiiO FT5 przypominają model FT3, ale konstrukcja została uproszczona, a wzornictwo stało się bardziej minimalistyczne. Cieszy mnie to, bo narzekałem na „shurikeny”, zdobiące muszle tańszego modelu. Uważam, że nowe FT5 wyglądają zdecydowanie poważniej i bardziej profesjonalnie. Nadal jest jednak na czym zawiesić oko, bo pokrywy słuchawek zostały efektownie ponacinane i ozdobione metalicznymi, ale stosunkowo małymi logo producenta. Ładnie prezentuje się także matowa kolorystyka o ziarnistym wykończeniu.

Konstrukcja jest niemal w całości metalowa, ponieważ dominuje stop magnezowo-aluminiowy. Tworzywa sztuczne ograniczają się do opaski, zszytej ze sztucznej skóry oraz wyścielonej „welurem”. Tym razem nie obszyto jednak pałąka, który zamiast tego został wykończony metodą szczotkowania, co według mnie wygląda lepiej. Nie zrezygnowano jednak z systemu naciągu, czyli rozmiar znowu dostosowuje się automatycznie w stylu słuchawek AKG.

Okrągłe muszle ponownie wpięto w pałąk za pomocą szerokich widełek, przykręconych śrubami typu Torx. Inaczej rozwiązano jednak gniazda 3,5 mm, które przylegają do muszli i są wpuszczone w obudowy, co dodatkowo zabezpiecza wtyczki. Dla porównania w „trójkach” gniazda znajdują się bezpośrednio w muszlach i to „na wierzchu”. To nie koniec, bo nowe gniazda wyglądają jak te z odtwarzaczy FiiO, czyli zostały dookoła pozłocone i wyżłobione.

Kabel także został przeprojektowany. Po pierwsze zastosowano inny oplot o gęstszym i ciaśniejszym splocie. Po drugie przekrój kabla jest spłaszczony, gdy w modelu FT3 żyły zwinięto w okrągły warkocz. Po trzecie przewód został skrócony o połowę (150 cm vs 300 cm) i wyposażony w silikonową opaskę zamiast tej z rzepu. Nie zmodyfikowano natomiast samych wtyczek, które są ponownie modularne – do dyspozycji mamy standardy 3,5 mm oraz 4,4 mm, jak i dedykowane im adaptery, czyli kolejno 6,35 mm oraz XLR 4-pin.

To nie koniec nowości, bo zmodyfikowano także nauszniki i to w znacznym stopniu, bo płaskie i wypełnione gąbką pady zastąpiono kątowymi i piankowymi. W przypadku nauszników „welurowych” zrezygnowano z jakichkolwiek perforacji, a pady „skórzane” podziurkowano nie na zewnątrz, a wewnątrz. Co więcej na siateczkach zabezpieczających przetworniki nadrukowano duże oznaczenia kanałów, czyli szare litery L i R, których brakowało w FT3.

Jakość wykonania jest rewelacyjna! Metalowa konstrukcja robi nie lada wrażenie, bo jest masywna i nie skrzypi. Nie mam też jakichkolwiek zastrzeżeń odnośnie wykończenia elementów oraz ich spasowania. Na pochwały zasługują również zaawansowane widełki, która pracują gładko i bez zgrzytów. W rezultacie FiiO FT5 wyglądają na zdecydowanie droższe, niż faktycznie są.

Ergonomia i użytkowanie

Ergonomia jest wysoka, ale nie perfekcyjna. Zacznijmy od plusów, czyli proporcjonalnego wyważenia, miękkich nauszników, optymalnego nacisku pałąka i elastycznej opaski. Podczas wielogodzinnych odsłuchów nie narzekałem na ból karku, słuchawki nie miażdżyły mi szczęk, nauszniki odpowiednio osiadały, a opaska pałąka nie uwierała czubka głowy. Nie podpadła mi także optymalnie szeroka regulacja rozmiaru – słuchawki bez problemu współpracowały z moją czaszką, jak i pasowały mojej partnerce, co nie jest standardem w przypadku dużych, wokółusznych słuchawek.

Mam jednak pewne zastrzeżenia. Po pierwsze słuchawki są ciężkie – ważą aż 456 gramów, więc w pełni metalowa konstrukcja to miecz obosieczny. Po drugie nauszniki są dość głębokie, ale mogą nie być optymalnie pojemne, bo mierzą wewnątrz jedynie 6 cm na 5 cm – w moim przypadku lekko stykają się one z małżowinami usznymi, co może irytować. Pewne wątpliwości budzi też sam system naciągu, który mógłby stawiać trochę większy opór. Ma to swoje plusy, bo dzięki temu muszle nie przesuwają się ku górze, czego osobiście nie znoszę. Trudno jednak powiedzieć, czy z czasem muszle nie zaczną opadać.

Skrócony kabel także można ocenić dwojako. Jeśli korzystamy z biurkowego kombo czy mobilnego odtwarzacza, to będziemy zadowoleni, bo przewód o długości 150 cm lepiej się układa i nie plącze, a do tego nie musimy go zwijać, żeby zachować porządek na biurku. Narzekać będą za to osoby, które używają stacjonarnego toru do słuchania z poziomu kanapy czy fotela – w takim scenariuszu trzymetrowy kabel z FT3 jest górą.

Niestety nowy kabel ma pewną wadę, bo potrafi się skręcać w odcinku od wtyczki do rozdzielacza. Co jakiś czas musiałem wypiąć kabel, żeby go rozprostować, co nie miało miejsca w modelu FT3. Zakładam, że jest to konsekwencją spłaszczonego profilu oraz trochę mniejszej elastyczności, bo nowy kabel nie jest już tak lejący się, jak ten z tańszych słuchawek serii FT. W zamian otrzymujemy jednak lepszy oplot, bo kabel z FT5 jest przyjemniejszy w dotyku i nie ma tendencji do zaciągania się, czego nie mogę powiedzieć o przewodzie z FT3.

Specyfikacja

  • konstrukcja: otwarta, wokółuszna
  • przetworniki: planarne 90 mm
  • pasmo przenoszenia: 7 Hz-40 kHz
  • czułość: 110 dB@V rms; 96 dB/mW
  • impedancja: 36 Ω
  • maksymalna moc wejściowa: 2000 mW
  • nacisk pałąka: 4 N
  • kabel: posrebrzona miedź OCC, 2x 3,5 mm > 3,5 mm/4,4 mm + adaptery 6,35 mm i XLR 4-pin (ok. 150 cm)
  • masa: 456 g (bez kabla)

Brzmienie

Słuchawki zachwyciły mnie od pierwszych chwil. Nareszcie w moje ręce trafiły planary, które nie męczą górą pasma i przy tym nie kosztują fortuny! Ostatnio wielokrotnie narzekałem, że sygnatura nowo prezentowanych słuchawek rzadko współgra z brzmieniem źródeł opartych na kościach ESS Technology, producenta który z różnych powodów zdominował rynek przetworników C/A. Stereotypowe brzmienie „Sabre” jest często za mocne w górze pasma dla słuchawek o rozciągniętej, wysoce klarownej górze, więc w konsekwencji z listy odtwarzania odpadają gorzej zrealizowane płyty lub wręcz całe gatunki muzyczne.

Nie dotyczy to FiiO FT5, słuchawek zestrojonych łagodniej i cieplej, niż większość testowanych przeze mnie modeli. „Piątki” powinny więc trafić w gusta osób wrażliwych na wysokie tony, poszukujących przede wszystkim muzykalnego brzmienia, ale jeszcze nie ciemnego czy zamulonego. Nie znaczy to jednak, że FiiO FT5 są idealne, ich strojenie nie każdemu przypadnie do gustu, bo nie jest one idealnie zrównoważone, a producent nie bał się basu. Zacznijmy jednak od początku, czyli opisu brzmienia z fabrycznie założonymi nausznikami „welurowymi”.

FiiO FT5 – z nausznikami „welurowymi”
Bas jest świetny! Brzmi masywnie, sprężyście i mocno. Dołu nie brakuje, ale bez obawy – niskie tony nie są podawane w niestrawnych ilościach, nie dudnią i nie zalewają pozostałych pasm. Niemniej FT5 z pewnością nie brzmią anemicznie czy też płasko w dolnych rejestrach. Wszystko za sprawą dobrego zejścia w subbas oraz podkreślonego midbasu o dociążonym i ciepłym charakterze. Na szczęście nie ucierpiał na tym wyższy bas, bo słuchawki nadal potrafią oddać punktowy dół i zróżnicować faktury instrumentów. Dynamika także robi wrażenie – atak basu jest szybki i energiczny, a niskie tony są też podtrzymywane oraz sprawnie wygasają. Dzięki temu czujemy przyjemność z muzyki – głowa potakuje w rytm, a noga mimowolnie zaczyna go wystukiwać. Moim zdaniem nie ma także problemów z kontrolą dołu, który jest nieźle zarysowany i się nie rozjeżdża. FiiO FT5 pozwolą więc posłuchać nie tylko klasyki, jazzu czy lekkiego rocka, ale także metalu, rapu oraz elektroniki, a rzadko się to zdarza.

Średnica została lekko wycofana. Mam nadzieję, że w tym momencie nie przestaliście czytać, bo nie stanowi to problemu – pasmo średnie nadal nie daje się przytłoczyć niskim tonom, jest wciąż bezpośrednie i wyraziste, a wokale nie giną w tle. Po prostu sygnatura jest raczej muzykalna i nowoczesna niż liniowa czy analityczna. Mimo tego zachowano niezłą równowagę pomiędzy niższym a wyższym podzakresem średnicy, bo jej barwa jest względnie neutralna – słychać zarówno ciepło w gitarach czy wokalach, jak i lekki chłód czy nawet cyfrowość sampli czy syntezatorów. Generalnie efekt ocieplenia brzmienia to raczej sprawka soczystego basu, niż pasma średniego. Co więcej średnica jest klarowna, rozdzielcza i przejrzysta, ale z pewnością nie ostra czy agresywna. W średnicy również słychać pewną gładkość i miękkość, ale nazwanie słuchawek mianem mdłych czy rozmytych byłoby krzywdzące. Reasumując – średnica FT5 jest przyjemna w odbiorze, rozdzielcza i wyrazista, ale prezentowana w sposób przystępny.

Góra pasma zaskakuje, bo FT5 brzmią jednocześnie łagodnie, klarownie oraz odpowiednio bezpośrednio. Wprawdzie nie określiłbym słuchawek jasnymi czy tym bardziej wyostrzonymi, ale brzmienie z pewnością nie jest przyciemnione. Wysokich tonów nadal nie brakuje, muzyka jest doświetlona, nie sprawia wrażenia zawoalowanej czy tym bardziej zgaszonej. Góra pasma nie jest po prostu wyżyłowana i ekstremalnie rozciągnięta, a raczej zaokrąglona i jakby nieznacznie zmiękczona. Nie słychać więc dystansu do dźwięku, szczegóły nie są maskowane, a wokale, gitary, dęciaki czy smyczki rozbrzmiewają mocno i swobodnie. Dobre wrażenie robią też dźwięczne i metaliczne talerze perkusyjne, które jednak nie wychodzą przed szereg, czyli są na swoim miejscu. Z FiiO FT5 na głowie nie musimy więc obawiać się syczenia, sybilizacji, skrzenia czy szeleszczenia, bo wysokie tony są generowane w sposób kulturalny, kontrolowany i precyzyjny. Jakże miła odmiana.

Scena dźwiękowa jest duża i w kształcie poziomej elipsoidy, czyli priorytet ma stereofonia. To zasługa kontrastowej separacji kanałów, szczególnie w połączeniach zbalansowanych. Zatem przekaz rozciąga się przede wszystkim na boki, ale nie kosztem głębi czy wysokości, więc instrumenty są nadal eksponowane w trzech płaszczyznach. Ponadto źródła pozorne sprawiają wrażenie kształtnych i masywnych, a nie szkicowych czy punktowych, więc holografia nie zawodzi. Pomiędzy instrumentami jest też sporo powietrza, co z kolei przekłada się na wzorową separację dźwięku. Co więcej instrumenty są prezentowane warstwowo – pierwszy plan jest bliższy, a te dalsze odsunięte, czyli prezentacja jest muzykalna i dość naturalna, a nie analityczna czy studyjna. Warto jednak wiedzieć, że ten dystans do muzyki, ta swoboda w przekazie, to częściowo sprawka nieznacznie odsuniętej średnicy.

FiiO FT5 – z nausznikami „skórzanymi”
Alternatywne pady potęgują charakter słuchawek, czyli wzmacniają skrajne pasma. Przybywa basu, który chętniej wychodzi przed szereg, średnica robi dodatkowy kroczek wstecz, a góra pasma staje się trochę mocniejsza. Brzmienie tym samym lekko się ochładza oraz staje się twardsze i mocniej zarysowane. Moim zdaniem skóropodobne nauszniki pogłębiają strojenie na planie litery „V” czy też „U”, więc brzmienie zyskuje na efektowności. Miałem też wrażenie, że z alternatywnymi nausznikami zmienia się scena, która staje się bardziej stereofoniczna, ale traci na głębi i wysokości, czyli nie jest już tak trójwymiarowa, jak z nausznikami „welurowymi”.

Brzmienie ze „skórzanymi” padami jest wciąż dobre, a to też nadal użyteczne narzędzie tuningu brzmienia. Ode mnie jednak punkt dla standardowych nauszników, całościowo bardziej uniwersalnych. Oferują one cieplejsze brzmienie i bliższą średnicę, więc współpracują nie tylko z elektroniką, metalem czy rapem, ale także jazzem, klasyką czy bluesem. W przypadku nauszników skóropodobnych prym wiodą raczej gatunki rozrywkowe, a te spokojniejsze tracą na naturalności. Preferuję też scenę dźwiękową z nauszników „welurowych”, która jest bardziej proporcjonalna i trójwymiarowa. Zatem do poniższych porównań z innymi słuchawkami, wykorzystałem FT5 z nausznikami „welurowymi”.

FiiO FT5 – porównania z FiiO FT3, Sivga SV023, HiFiMAN Ananda Stealth i innymi słuchawkami
Jest jasne, że FT5 są pozycjonowane wyżej od FT3, ale nie ma też wątpliwości, że oba modele pochodzą ze stajni FiiO. Sygnatura FT3 jest również muzykalna, bo w fabrycznej konfiguracji słychać pewne akcenty w skrajach pasma, a średnica jest neutralna barwowo. Okazuje się jednak, że FT5 są łagodniejsze i cieplejsze w przekazie, bo FT3 mocniej zaznaczają wysokie tony i generują trochę mniej basu. Rozdzielczość jest również po stronie FT5, które lepiej różnicują fakturę instrumentów od FT3. „Piątki” wygrywają też sceną, która jest nie tylko większa, ale też bardziej trójwymiarowa i holograficzna. Bez wahania wybrałbym FT5, czyli słuchawki przyjemniejsze w przekazie, bardziej mięsiste w basie i koncertowe w scenie. Niemniej FT3 nadal się bronią i są tańsze o około 1000 zł, a do tego można je mocno przestroić nausznikami skórzanymi, które w przypadku „trójek” spłaszczają brzmienie i kierują je na analityczne tory.

Sivga SV023 brzmią zupełnie inaczej od FiiO FT5. Dynamiki Sivga są zdecydowanie bliższe równowagi, nie odsuwają średnicy i nie łagodzą tak wysokich tonów, więc brzmią bardziej analitycznie i wiernie. Nie zrozumcie mnie źle, bo SV023 nadal angażują muzyką, bo są dość naturalne i mają w sobie tę gładkość przetworników dynamicznych. Niemniej w tej konfiguracji to FT5 są zdecydowanie bardziej efektowne i muzykalne – generują więcej basu, który jest głębszy, a do tego lekko dystansują średnicę i uspokajają górę. Moim zdaniem FT5 wygrywają także sceną dźwiękową, bardziej warstwową, ale w tym aspekcie nie ma dużej różnicy, bo Sivga SV023 również brzmią przestrzennie i swobodnie. W tym przypadku trudno jednak wyłonić definitywnego zwycięzcę, bo oba modele słuchawek mocno różnią się charakterem. Zatem jeśli zależy nam na zrównoważonym i klarownym brzmieniu oraz jak najniższej cenie, to Sivga SV023 (2000 zł) będą górą. Gdy natomiast liczy się bas, muzykalność i efektowność, to FT5 (2400 zł) wyjdą na prowadzenie.

Postanowiłem odpuścić sobie szczegółowe porównania z poszczególnymi słuchawkami HiFiMAN-a, bo właściwie wszystkie one brzmią podobnie. W rezultacie FT5 są pełniejsze w basie i klarowniejsze od Edition XS, Sundara Silver czy Ananda Nano. Najwięcej podobieństw słychać do tego pierwszego modelu, bo Edition XS także lekko V-kują. Nie mam jednak wątpliwości, że FT5 brzmią od nich masywniej, cieplej i łagodniej w sopranie. Z kolei Sundara Silver czy Ananda Nano to jaśniejsze, bardziej płaskie słuchawki raczej po analitycznej niż muzykalnej stronie mocy. Te ostatnie robią duże wrażenie klarownością, precyzją i ilością detali, ale słucha się ich po prostu trudniej od FT5. Jako że od dłuższego czasu szukam łagodniejszych słuchawek, to bez wahania wybrałbym FT5. Za „piątkami” przemawia także niższa cena (2400 zł vs 3000 zł) i zbalansowane wtyczki w zestawie.

Słuchawkom FiiO mogą jednak zagrozić HiFiMAN Ananda Stealth Magnet, które także mają w sobie sporo ciepła i łagodności, za co bardzo je lubię, bo to ewenement w ofercie HiFiMAN-a. Okazuje się jednak, że starsze Anandy nie brzmią tak masywnie i głęboko w basie, ale za to stawiają bliżej średnicę, która jest cieplejsza, gładsza i miększa. W tym przypadku wybór będzie zależał od preferencji muzycznych. Jeśli nie stronimy od elektroniki, rapu czy metalu, to według mnie wygrywają FT5, czyli słuchawki pełniejsze w basie i bardziej nowoczesne w przekazie. Jeśli liczy się przede wszystkim jazz, klasyka, blues czy lekki rock, to Ananda Stealth Magnet będą lepsze, bo bardziej naturalne w przekazie, a mniej efektowne. Niemniej FT5 są nadal tańsze (2400 zł vs 2700 zł) i nie wymagają wymiany kabla na zbalansowany, co także warto wziąć pod uwagę.

Na zakończenie kilka szybkich porównań:

  • HiFiMAN Arya Organic – spokojniejsze w basie, cieplejsze, gładsze i bardziej naturalne w średnicy, ale mniej efektowne w brzmieniu;
  • Meze 109 PRO – również z akcentami w skrajach pasma, ale jaśniejsze w sopranie, mniej gładkie w średnicy i basie, bliższe neutralności/chłodniejsze w barwie;
  • Sennheiser HD 660S2 – oszczędniejsze w basie, bliższe w średnicy, klarowniejsze w górze pasma, ale mniej gładkie i nie tak ciepłe;
  • Sivga Luan – również muzykalne, ciepłe i przyjemne w odbiorze, a także spokojne w sopranie, ale bliższe i bardziej naturalne w średnicy oraz mniej przestrzenne.

FiiO FT5 – synergia
Synergią absolutnie nie trzeba się przejmować. Unikałbym jedynie ekstremów, czyli źródeł skrajnie ciemnych czy wyostrzonych, ale o takie urządzenia i tak trudno, bo dzisiaj zdecydowana większość odtwarzaczy czy kombo oscyluje wokół równowagi. W trakcie testów FiiO FT5 grały świetnie absolutnie ze wszystkiego – łagodniejszymi źródłami na kościach AKM, jaśniejszymi z ESS Technology czy naturalnymi i zrównoważonymi z przetwornikami R2R. Z przyjemnością wykorzystywałem słuchawki także w grach komputerowych, które dla odmiany nie cięły uszu wszelkimi elektryczno-skrząco-szklanymi efektami.

FiiO FT5 rzeczywiście są łatwe w napędzeniu. Stacjonarny HiFiMAN EF600 musiał być ściszany w systemie operacyjnym, by dało się wygodnie operować pokrętłem. Z kolei odtwarzacze pokroju Astell&Kern Kann Max, FiiO M15S czy M17 dla najlepszych efektów wymagały zwiększenia podbicia, ale radziły sobie śpiewająco z wysterowaniem FT5 – w przypadku FiiO M17 nie był potrzebny nawet zewnętrzny zasilacz. Zauważyłem też, że słuchawki nie wymagają źródeł wybitnej klasy, by dobrze zabrzmieć. Wprawdzie FT5 reagują na sygnaturę czy jakość toru, ale są konsekwentne w przekazie – nigdy nie tracą swojego muzykalnego charakteru.

Podsumowanie

FiiO FT5 zachwycają. Słuchawki zostały bogato wyposażone, rewelacyjnie wykonane i do tego satysfakcjonują ergonomią. Świetnie, że do dyspozycji są dwa rodzaje nauszników, zakres samoregulacji rozmiaru jest szeroki, a pady wypełniono pianką pamięciową. Do gustu przypadł mi także nowy, smuklejszy i krótszy kabel z modularnymi wtykami, który sprawdza się świetnie do odsłuchów z komputera czy odtwarzacza. Brzmienie jest moim zdaniem rewelacyjne, bo dla odmiany nie brakuje basu, a wysokie tony nie tną uszu. Nie zawiodłem się też dużą i trójwymiarową sceną dźwiękową.

Nowy kabel ma pewne wady, bo układa się trochę gorzej od tego dłuższego z FT3. Ponadto słuchawki są ciężkie, nauszniki trochę za wąskie, a system naciągu mógłby stawiać większy opór. Jestem świadomy, że sygnatura na planie litery „U” nie każdemu przypadnie do gustu, że fani brzmienia transparentnego/neutralnego/wiernego nie mają tutaj czego szukać.

FiiO FT5 kosztują 2400 zł. Moim zdaniem relacja jakości do ceny jest rewelacyjna, a słuchawki zdecydowanie zasługują na rekomendację. Polecam je szczególnie szukającym muzykalnego brzmienia i łagodnej góry pasma, którzy słuchają przeróżnej muzyki i wykorzystują słuchawki także do gier komputerowych. Sam z przyjemnością korzystałbym z nich na co dzień. Jeśli jednak gustujemy w klarownym, analitycznym i precyzyjnym brzmieniu, a do tego nie słuchamy rapu, elektroniki czy metalu, to wspomniane Sennheisery HD 660S2, Sivga SV023, HiFiMAN Ananda Stealth Magnet lub Ananda Nano mogą okazać się lepsze.

Dla FiiO FT5

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ fantastyczna jakość wykonania
+ niezła ergonomia
+ szeroka regulacja rozmiaru
+ optymalnie długi kabel
+ modularny przewód
+ dwa rodzaje nauszników w zestawie
+ wysoka synergiczność
+ łatwość w napędzeniu
+ muzykalne, dynamiczne, klarowne, ale łagodne brzmienie
+ duża i holograficzna scena dźwiękowa

Wady:
– kabel potrafi się skręcać
– ciężka konstrukcja
– trochę za wąskie pady

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
fiio

5 KOMENTARZE

  1. Przyznam że najbardziej ciekawi mnie porównanie tych fiio do Sennheiser hd660s2. Senki mam na parę chwil w domu zdecydowanie bardziej mi się podobają niz starsza wersja 660s. A nawet wolę spokojniejsze granie 660s2 niż fostexów th616, choć są zjawiskowe to jednak góra dla mnie momentami zbyt ostra. Więc pozostają na placu rzeczone ft5 i 660s2. Bardzo ciekawi mnie porównanie, cena prawdopodobnie niemal identyczna. Pozdrowienia

  2. Mnie z kolei ciekawi ciekawi porównanie brzmienia z Monoprice Monolith M1570, szczególnie w gatunkach muzycznych typu Hard Rock / Metal.

  3. Ciekawe słuchawki i fajnie, że FiiO w końcu się udało. Ich ostatnie wypusty słuchawkowe nie były zbyt dobre – czy to FT3 czy dokanałówki, no może pomijając niezłe FH9. Chyba się nimi zainteresuje – od dawna rozglądam się za cieplej grającymi planarami z konkretnym basem, więc może to być strzał w dziesiątkę.

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj