FiiO FH15 bazują na pojedynczych przetwornikach dynamicznych o średnicy 10 mm oraz potrójnych armaturowych marki Knowles. Słuchawki zostały wyposażone w wymienne filtry akustyczne oraz modularny kabel z posrebrzonej miedzi monokrystalicznej.

Nazwa sugeruje, że FiiO FH15 są pozycjonowane wyżej od flagowych FH9, ale nic z tych rzeczy, bo to następca modeli FH5 oraz potencjalnie FH5s/FH5s Pro. „Piętnastki” mają jednak więcej wspólnego ze starszymi FH5, bo na kanał także przypada pojedynczy przetwornik dynamiczny oraz trzy armaturowe. Jednak tym razem brzmienie można przestroić, ale nie za pomocą wbudowanego korektora, jak w FH5s, a klasycznych filtrów akustycznych.

REKLAMA
fiio

Nie spodziewałem się premiery nowego „średniaka” w ofercie FiiO, bo FH5s oraz FH5s Pro zadebiutowały stosunkowo niedawno. To udane hybrydy bazujące na podwójnych przetwornikach dynamicznych oraz podwójnych armaturowych. Upodobałem sobie szczególnie ten drugi model z lepiej dobranym kablem, bo FH5s Pro są w mojej ocenie najbardziej opłacalnymi dokanałówkami FiiO. Byłem więc ciekaw, co mają do zaoferowania FH15 i czy nowe hybrydy były w ogóle potrzebne.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • 3 pary tipsów FiiO HS18 (rozmiary S, M i L);
  • 3 pary tipsów Vocal (biało-czerwonych, rozmiary S, M i L);
  • 3 pary tipsów Balanced (szarych, rozmiary S, M i L);
  • 3 pary tipsów Bass (szaro-czerwonych, rozmiary S, M i L);
  • 2 pary tipsów dwukołnierzowych (rozmiar M);
  • 2 pary pianek termoaktywnych (rozmiar M);
  • pudełko na tipsy;
  • kabel MMCX z rzepem (posrebrzona miedź OCC, ok. 120 cm);
  • wtyczki modularne (3,5 mm i 4,4 mm);
  • przyrząd do wypinania wtyków MMCX;
  • filtry akustyczne (basowe, zrównoważone i sopranowe);
  • foremkę na filtry;
  • pudełko na słuchawki;
  • szczoteczkę do czyszczenia;
  • instrukcję obsługi i dokumentację.

Wyposażenie jest zbliżone do modelu FH7s, ale zrezygnowano z tipsów SpinFit, magnetycznej opaski oraz futerału ze sztucznej skóry, co jest moim zdaniem do przeżycia. Wszak producent dorzuca własne tipsy HS18, opaskę z rzepu oraz plastikowe pudełko na słuchawki. Z kolei kabel jest tym razem dwużyłowy, ale również wykonano go z posrebrzonej miedzi OCC.

Konstrukcja

FiiO FH15 wyróżniają się na tle innych dokanałówek FiiO, bo obudowy są tym razem w kształcie łezek. Wróciły za to charakterystyczne, szampańsko-złote lamówki, które przywodzą na myśl klasyczne FH5. Jednak w miejscu fal są… „łuski smoka”, czyli rytmiczne, romboidalne wgłębienia. Wprawdzie wzornictwo to sprawa drugorzędna, ale uważam, że FH15 to krok wstecz – wolę kanciaste FH5s Pro czy nawet FH7s. Do obłych FH9 czy minimalistycznych FH3 także sporo brakuje. Jakość wykonania nie budzi jednak zastrzeżeń, bo słuchawki wyfrezowano z aluminium i precyzyjnie spasowano.

Pokrywki nie są wentylowane, ale nie obyło się bez otworów odpowietrzających – jeden towarzyszy gniazdu MMCX, a drugi znajduje się od wewnętrznej strony słuchawek, tuż obok oznaczenia kanału. Pozłocone gniazda MMCX zostały odróżnione kolorami – czerwony pierścień oznacza prawą słuchawkę, a niebieski lewą. Co ciekawe fabrycznie zamontowano zielone filtry akustyczne, czyli te sopranowe. To jedynie metalowe siateczki, wewnątrz których nie ma dodatkowych wkładek, w przeciwieństwie do filtrów czerwonych (basowych) oraz czarnych (zrównoważonych).

Kabel ma podobne parametry do tego z modelu FH7s, bo wykonano go ze 152 żyłek posrebrzonej miedzi OCC. Jednak w tym przypadku skręcono je nie w osiem, a dwie żyły. W efekcie odcinki douszne nie są karbowane, a gładkie, co dotyczy także zausznic z wtyczkami MMCX. Na tych ostatnich nie brakuje kolorowych akcentów, odpowiadających pierścieniom wokół gniazd MMCX. Na kablu jest także płaski rozdzielacz z dodatkowym suwakiem oraz już dobrze znany wtyk z odkręcanym kołnierzem, który pozwala wymienić wkład. Do wyboru są standardy 3,5 mm oraz 4,4 mm.

Ergonomia i użytkowanie

FH15 to słuchawki wygodne, co jest w dużej mierze zasługą obłych obudów. Moim zdaniem są one przyjemniejsze w dotyku od kanciastych FH7s. Słuchawki są też mniejsze od FH5s, więc niemal nie odstają z uszu i nie rozpierają małżowin. Uważam, że tulejki są optymalnie długie, więc nie popełniono błędu ze starszych FH5. Izolacja akustyczna jest także satysfakcjonująca – otoczenie nadal słychać, ale jest ono mocno przytłumione, więc możemy skupić się na muzyce. W mojej ocenie FH15 tłumią lepiej od wentylowanych FH5s Pro czy FH7s.

Nowy kabel także spisuje się nieźle. Przewód dobrze się układa, a zausznice zostały optymalnie odgięte, więc pewnie trzymają się małżowin i nie wrzynają w skórę. Z kolei suwak przy rozdzielaczu utrzymuje wybraną pozycję, więc pozwala dodatkowo ustabilizować kabel na małżowinach usznych. Wprawdzie występuje lekki efekt mikrofonowy, ale nie daje się on we znaki. Podczas poruszania głową czy w trakcie spaceru słyszałem, że kabel szoruje o ubranie, ale jedynie w ciszy, bo odgłosy nie przebijały się przez muzykę.

Tipsy FiiO HS18 budzą pewne wątpliwości. Tym razem nie odwracały się one na drugą stronę w trakcie wyjmowania słuchawek z uszu, na co narzekałem w teście modelu FH7s. Miałem jednak problemy z uzyskaniem poprawnego uszczelnienia, bo cienkie kołnierze tipsów odkształcały się w kanałach słuchowych, przez co nie wypełniały ich poprawnie. Musiałem zakładać słuchawki odpowiednio płytko, inaczej traciłem uszczelnienie. Zatem mimo iż autorskie tipsy przypominają SpinFity, to nie dorównują im użytkowo.

Specyfikacja

  • przetworniki: dynamiczny DLC 10 mm (bas) + Knowles ED (tony średnie) + 2x Knowles RAD (tony wysokie)
  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-40 kHz
  • impedancja: 16 Ω
  • czułość: 112 dB
  • kabel: posrebrzona miedź OCC, MMCX > 3,5 mm/4,4 mm (ok. 120 cm)
  • masa: 6,3 g (pojedyncza słuchawka); 33,3 g (obie słuchawki z kablem, tipsami itd.)

Brzmienie

FiiO FH15 – tipsy
Uważam, że większość końcówek z zestawu nie nadaje się do FH15. Moim zdaniem góra pasma była za spokojna ze starszymi tipsami FiiO (Vocal, Bass i Balanced) oraz piankami. Tradycyjnie nie mogłem sprawdzić końcówek dwukołnierzowych, bo moje kanały słuchowe nie są z nimi kompatybilne.

Najlepiej wypadły więc tipsy HS18, bo zaoferowały najklarowniejsze, ale bynajmniej nie ostre brzmienie. Wypróbowałem także SpinFit CP-145, które również przypasowały słuchawkom, także lekko je rozjaśniając. Szkoda, że zabrakło ich w zestawie.

FiiO FH15s – filtry zielone (sopranowe)
FiiO FH15 mają mało wspólnego z FH5 czy FH5s/FH5s Pro, bo sygnatura dźwiękowa wyraźnie się zmieniła – słuchawki są muzykalne, maksymalnie gładkie i wyraźnie ciepłe, bo zostały zaakcentowane w niskich tonach, a uspokojone w górnych rejestrach. Słychać pewne podobieństwa do droższych FH7s, ale też nie ma mowy o bezpośredniej kalce, bo FH7s oferują bardziej rozbudowaną górę pasma. W efekcie FH15 zapewniają rozrywkową sygnaturę, angażują dźwiękiem i relaksują, gdy wymaga tego repertuar. Mam jednak wrażenie, że nie wszystko poszło zgodnie z planem, o czym za chwilę.

Niskie tony stanowią główne danie. Nie, słuchawki nie są ekstremalnie basowe, ale to bas gra pierwsze skrzypce, jest gęsty i masywny. FH15 schodzą nisko w subbas, nie ograniczają midbasu i nie wycinają średniego basu. Słuchawki potrafią więc nisko zamruczeć, zabrzmieć soczyście i ciepło w niskich tonach, jak i dość mocno uderzyć, co sprzyja szczególnie elektronice czy muzyce popularnej, ale też ciężkim brzmieniom gitarowym. Dół nie jest może wybitnie szybki, ale byłem usatysfakcjonowany dynamiką, atakiem i długim podtrzymywaniem basu. Zauważyłem jednak, że dół pasma jest dość gładki i miękki, że jego faktura nie jest wyjątkowo zróżnicowana. Nadal słychać detale i łatwo odróżnić od siebie instrumenty, ale priorytet ma muzykalność.

Pasmo średnie ma ciepły, również gładki i nasycony charakter, więc to niższy zakres ma więcej do powiedzenia. Wyższa średnica nie została skasowana, bo kontur dźwięku nie jest zupełnie rozmyty, ale nie mam wątpliwości, że gra ona rolę drugoplanową. Środek sprawia wrażenie złagodzonego, zaoblonego i zmiękczonego – nie słychać nawet krzty ostrości. Szczerze mówiąc momentami zapominałem, że mam do czynienia ze słuchawkami hybrydowymi, bo FH15 wcale nie brzmią agresywnie, twardo czy szorstko, co często można zarzucić przetwornikom armaturowym. Ucieszą się fani spokojnego przekazu, ale inni mogą kręcić nosem. Dla mnie średnica była niedostatecznie klarowna, brakowało mi w muzyce „pazura”, mocniejszych wysokich wokali, bardziej agresywnej perkusji czy gitar.

Wysokie tony są… łagodne i gładkie. Może pasmo nie jest zupełnie ścięte, dźwięk nie jest jeszcze ciemny, ale słychać już roll-off w najwyższych oktawach. Nie ma mowy o mocnej, wzorowo rozciągniętej i krystalicznej górze, co można ocenić dwojako. Z jednej strony z FH15 w uszach łatwo się zrelaksować, bo słuchawki ani przez moment mnie nie męczyły i nie musiałem obawiać się sybilizacji nawet w kiepsko zrealizowanej muzyce. Z drugiej strony brakowało mi trochę „armaturowości”, bardziej bezpośredniego i klarownego przekazu. Słychać, że producent znowu zastosował ten „notch”, czyli nowy filtr, który uspokaja górne rejestry. Moim zdaniem sprawdzał się on świetnie w klarowniejszych FH7s, ale w tym przypadku wydaje się być zbędny. W końcu niedostatki w górze pasma występują w fabrycznej konfiguracji, czyli z filtrami sopranowymi, które powinny zapewniać mocną górę pasma.

Scena dźwiękowa jest elipsoidalna, ma optymalne wymiary i proporcje. Separacja kanałów jest bez zarzutu, więc muzyka rozpościera się na boki. Pierwszy plan jest blisko, ale nie ma efektu osaczenia dźwiękiem czy ciasnoty. To także zasługa niezłej głębi oraz wysokości przestrzeni, bo instrumenty są eksponowane także na płaszczyznach przód-tył oraz góra-dół. Źródła pozorne są też dość kształtne i raczej trójwymiarowe, niż płaskie, bo FH15 to jednak konstrukcja hybrydowa. Nie ma pomiędzy nimi dużych dystansów, bo zakamarki wypełnia bas, który tworzy fundament dźwięku, niemniej poszczególne instrumenty jeszcze nie zlewają się ze sobą.

FiiO FH15s – filtry czarne (zrównoważone) i czerwone (basowe)
Pozostałe filtry są moim zdaniem zbędne. W ogóle nie czułem potrzeby podbijania basu, dodatkowego wycinania góry, jak i „wyrównywania” dźwięku. Moim zdaniem to filtry zielone powinny nazywać się basowymi lub co najwyżej zrównoważonymi, a dodatkowe powinny dźwięk rozjaśniać. System tuningu nie spełnia zatem swojej roli, wydaje się nie być dostosowany do sygnatury samych słuchawek.

Okazuje się też, że wpływ pozostałych filtrów jest naprawdę subtelny. Najpewniej nie odróżniłbym zielonych filtrów od tych czarnych, które mają być zrównoważone. Oba rodzaje filtrów zapewniły podobnie łagodną górę, nasyconą średnicę i swobodny bas. Te zielone były naprawdę minimalnie klarowniejsze od czarnych. Z kolei filtry czerwone dodatkowo wzmocniły bas, który chętniej wychodził przed szereg, ale i tak nie został mocno podbity. Mamy zatem do wyboru filtry łagodne (zielone), łagodniejsze (czarne) i jeszcze łagodniejsze (czerwone).

Postanowiłem więc… zupełnie wykręcić filtry. Nie jest to zalecane, bo zabrudzenia mogą dostać się bezpośrednio do dźwiękowodów, a przez brak filtra skraca się tulejka, przez co tipsy mogą trzymać się gorzej. Niemniej w ten sposób uzyskałem ewidentnie klarowniejsze, bardziej neutralne tonalnie brzmienie z akcentami w skrajach pasma, które przywodziło na myśl pierwowzór, czyli stare FH5. Uważam, że FH15 powinny brzmieć tak z filtrami sopranowymi, wtedy wyrównywanie brzmienia czy wzmacnianie basu miałoby sens.

FiiO FH15s – porównania z FH5s, FH7s i innymi słuchawkami
FH5s i FH5s Pro brzmią klarowniej, bardziej konturowo i naturalnie od FH15. Odbieram modele serii FH5s jako twardziej zarysowujące brzmienie, bliższe w średnicy i lepiej różnicujące instrumenty. FiiO FH15 są od nich znacznie gładsze oraz wyraźnie cieplejsze. Słychać, że w przypadku FH5s/FH5s Pro więcej do powiedzenia mają przetworniki armaturowe, mimo obecności podwójnych dynamików. Brzmienie FH15 jest zatem przystępniejsze, dużo bezpieczniejsze, ale moim zdaniem mniej wyraziste i satysfakcjonujące. Osobiście wybrałbym FH5s Pro, bo FH15 są dla mnie zbyt gładkie w przekazie.

FH7s także generują więcej góry od FH15 i są bardziej neutralne tonalnie, bo zostały zestrojone na planie litery V. W basie słychać podobieństwa, ale FH7s mają bardziej zróżnicowany i dynamiczny dół, który jest sprężysty i popisuje się atakiem. W bezpośredniej konfrontacji niskie tony FH15 wydają się być ospałe – miększe, gładsze i mniej energiczne od tych z FH7s. Moim zdaniem FH7s są zdecydowanie lepsze technicznie, ale to słuchawki droższe o około 1000 zł względem FH15. “Piętnastki” mogą za to stanowić tańszą alternatywę dla w pełni dynamicznych FD7, które reprezentują podobną filozofię dźwięku, bo także brzmią miękko, gładko i ciepło.

A jak FH15 wypadają na tle tańszych modeli? Na pierwszy ogień poszły Letshuoer S12, czyli dokanałówki planarne, które także zestrojono ciepło i gładko, ale nie ograniczono w nich aż tak bardzo góry. W mojej ocenie S12-tki przekazują też trochę więcej informacji, lepiej różnicują faktury instrumentów, a przy tym nadal angażują niskimi tonami, również pełnymi i masywnymi. Podobnie sprawa ma się z BQEYZ Autumn (muzykalnymi, ale twardziej zarysowującymi dźwięk), jak i Spring II (zdecydowanie jaśniejszymi, ale mniej przystępnymi w odbiorze).

FiiO FH15 – synergia
Opisywane słuchawki potrzebują synergii. Polecam łączyć je z jaśniejszymi lub co najwyżej neutralnymi źródłami, bo najlepsze efekty uzyskałem z odtwarzaczami bazującymi na kościach ESS Technology. Im klarowniej i bardziej technicznie brzmiało źródło, tym lepiej reagowały FH15. Najlepiej wypadły Astell&Kern Kann Max, FiiO M17 czy M11 Plus ESS, a gorzej FiiO M11s, M15 czy Cayin N3Pro.

 

Ważna jest także czystość sygnału, bo słuchawki są skuteczne i mają niską impedancję (112 dB i 16 Ω). Dla przykładu Kann Max, mimo iż zgrywał się synergicznie ze słuchawkami, to nie zapewniał odpowiednio czystego sygnału – w cichszych partiach utworów czy pomiędzy nimi słychać było szum. Z tego powodu lepiej od odtwarzaczy sprawdzały się mniej wydajne adaptery Bluetooth w stylu FiiO BTR7 czy Qudelix-5K, z którymi sygnał był czysty.

Podsumowanie

FiiO FH15 nie rozczarowują wykonaniem, ergonomią czy możliwościami, bo to ponownie modularne hybrydy. Zestaw jest bogaty, nowy kabel nie budzi większych zastrzeżeń, a słuchawki także dobrze tłumią. Brzmienie jest muzykalne i wysoce relaksujące – masywny bas, gładki i łagodny dźwięk to cechy charakterystyczne modelu FH15. Nie podpadła mi także optymalnie szeroka i głęboka scena dźwiękowa.

Wady są głównie subiektywne. Nie do końca pasowały mi nowe tipsy HS18, a najlepiej zgrywały się one ze słuchawkami. Moim zdaniem przełom wyższej średnicy i góry jest zbyt łagodny, przez co dźwięk jest ciepły, gęsty i maksymalnie gładki, więc nie trafia w mój gust. Z tego powodu dodatkowe filtry nie mają specjalnie sensu, bo tylko potęgują łagodność słuchawek.

FiiO FH15 nie są jeszcze dostępne w Polsce, ale powinny kosztować 1300 zł, czyli będą o około 200 zł droższe od FH5s Pro. Osobiście bez wahania wybrałbym zamiast nich właśnie starsze FH5s Pro, które są nadal muzykalne, ale brzmią twardziej i klarowniej, a do tego oferują skuteczniejszy system tuningu dźwięku. Jeśli jednak jesteśmy wrażliwi na wysokie tony i szukamy raczej konsumenckiego strojenia, to FH15 mogą okazać się lepsze. Z kolei osoby, które chcą wymienić FH5 mogą nie być zadowolone, bo FH15 to wręcz soniczny zwrot o 180 stopni.

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ solidne wykonanie
+ wysoka ergonomia
+ modularny kabel
+ wymienne filtry akustyczne
+ dobre tłumienie
+ miękkie, ciepłe, gładkie i przyjemne brzmienie z głębokim basem
+ szeroka scena dźwiękowa

Wady:
– zbyt łagodna góra pasma (nawet z zielonymi filtrami)
– nieoptymalny system tuningu dźwięku
– mało szczegółowy, kapkę za mdły bas

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
meze

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj