Marka Aune Audio już wielokrotnie pojawiała się na naszych łamach. Tym razem, dzięki uprzejmości firmy Audeos, dotarła do nas nowość tego producenta, a mianowicie combo DAC/AMP o nazwie Aune BU1, które zostało wycenione na 1399 zł. To konstrukcja przenośna, ale powinna również dobrze sprawdzić się na biurku dzięki temu, że sekcja wzmacniająca pracuje w klasie A i jest oparta na projekcie znanym ze wzmacniacza Aune B1s, a rolę przetwornika pełni zaawansowany układ ESS Sabre ES9038 Q2M, znany z urządzeń stacjonarnych. Czy BU1 faktycznie poradzi sobie w obu środowiskach?

Wyposażenie


Aune BU1 dociera do nas w niezbyt dużym, czarnym opakowaniu ze srebrnym napisem Aune oraz białą kartonową nasuwką, na której znajdziemy nazwę urządzenia oraz grafikę prezentującą jego front, podstawowe informacje o możliwościach oraz listę posiadanych certyfikatów. Po podniesieniu wieczka, zobaczymy BU1 ułożonego w dopasowanej piance ochronnej oraz, schowane w oddzielnym kartoniku, dodatkowe elementy wyposażenia, na które składają się:

  • kabel USB-microUSB do podłączenia do komputera,
  • kabel USB-C-microUSB pozwalający na połączenie ze smartfonem,
  • zaślepka do gniazda mini-jack,
  • mała płyta CD ze sterownikami,
  • papierowa instrukcja obsługi oraz wizytówka firmy.

Są to dodatki dość standardowe, no, może prócz płytki CD, co już właściwie się nie zdarza. Oczywiście gdy nie mamy napędu w komputerze, sterowniki możemy pobrać ze strony producenta, choć zapewne wiele osób z tego nie skorzysta, gdyż np. Windows 10 ich nie wymaga.

REKLAMA
fiio

Kabelki prezentują się lepiej niż można było się spodziewać. Zamiast typowych przewodów o niewiadomym pochodzeniu, tym razem jest to przewód do komputera firmy Ugreen oraz połączeniowy do telefonu sygnowany logiem Aune i zabezpieczony oplotem. Zdecydowanie przydatna jest również zaślepka na gniazdo mini-jack, chroniąca jego wnętrze w trakcie podróży. Miło, że zadbano o takie szczegóły.

Brakuje jednak jakiegoś ochronnego etui. Nie chodzi nawet o to, żeby było ono dodawane do zestawu, ale żeby w ogóle można było je kupić, gdyż szkoda narażać konstrukcję na ryski czy wgniecenia, jakie z czasem mogą się na nim pojawić, gdy będziemy z niego korzystali poza domem. Szerzej o tym aspekcie już za chwilę.

Wykonanie


Aune BU1 ma obudowę wykonaną ze szczotkowanego aluminium w złotym kolorze, o bryle dobrze znanej ze wzmacniacza B1 tego samego producenta, nieznacznie tylko wydłużonej. Jest ona montowana bez użycia śrub, przez dokładne spasowanie elementów, więc nie musimy się martwić o luzy czy niedoróbki. Całość składa się na sześcian o wymiarach 126 x 65 x 18 mm i masie 230 gramów. Krawędzie są lekko wpuszczone do środka, dzięki czemu urządzenie nie tylko pewnie trzyma się w dłoni, ale chroni to też przełączniki przed przypadkową zmianą położenia. Na froncie są dwa duże pasy brązowego skóropodobnego materiału, umieszczone w wyciętych pod nie wnękach. Pomiędzy nimi umieszczono nazwę producenta oraz modelu, wraz z opisem funkcji. Choć dopasowanie materiału nie jest idealne, gdyż jest on za krótki o ułamki milimetrów, to całość wygląda bardzo ciekawie, jest przyjemne w dotyku i zwraca na siebie uwagę. Na pleckach ponownie znajdziemy logo Aune oraz napis BU1, ale najbardziej wzrok przyciągają dwa okienka, spod których spogląda na nas skryta w środku elektronika. Ponadto, po włączeniu urządzenia w każdym z nich zapala się zielona dioda, dodatkowo rozświetlająca wnętrze. Ot, niby drobny detal, ale jakże przyjemny wizualnie, wręcz kojarzący się z rozwiązaniami lampowymi. I właśnie by chronić okienka oraz obudowę w złotym kolorze, warto by było podczas wyjść chować całość we wspomnianym we wcześniejszej części recenzji etui, którego jednak brakuje.

Dolna krawędź to miejsce, gdzie umieszczono dwa gniazda micro-USB: jedno do ładowania, drugie wykorzystywane do komunikacji z komputerem czy telefonem. Dlaczego producent zdecydował się na stary standard zamiast na bardziej uniwersalnego USB-C? Zapewne chodziło o ograniczenie kosztów i wykorzystał projekt znany z modelu B1s, niemniej i tak jest to pewne rozczarowanie.

Na prawej krawędzi znalazło się miejsce na dwa przesuwane przełączniki – włącznik oraz wzmocnienie (do wyboru niskie lub wysokie). Działają one z wyczuwalnym przeskokiem po przełączeniu i są na tyle sztywne, by nie zmienić ich położenia przypadkiem, ale z drugiej strony nie trzeba się też z nimi siłować. Pod nimi umieszczono diodę informującą o stanie naładowania akumulatora. Pozostały procent jest podawany ilością błyśnięć – skok jest co 20%, więc przy pełnej baterii mamy pięć błysków. Należy jednak liczyć dość szybko, gdyż błyski następują po sobie w bardzo krótkich okresach. Obok diody jest przycisk, który umożliwia jej sprawdzenie w każdej chwili, nawet przy wyłączonym urządzeniu.

Lewa krawędź jest niemal pusta i na pierwszy rzut oka nie widać, że jest na niej mały otwór, za pomocą którego można zresetować Aune do stanu pierwotnego. Na szczęście w trakcie testów BU1 odmawiał niepoprawnej pracy, więc nie było okazji sprawdzić czy reset spełnia swe zadanie.

Góra to z kolei miejsce na dwa gniazda mini-jack oraz pokrętło potencjometru położone dokładnie między nimi. Po lewej stronie jest gniazdo słuchawkowe, a po prawej wejście/wyjście liniowe, oba oznaczone stosownymi ikonkami, więc trudno je pomylić. Nie do końca jednak odpowiada mi pokrętło. O ile tradycyjnie dla takich rozwiązań w początkowej fazie (idąc od całkowitego wyciszenia) kanały nie grają równo, co w pełni akceptuję, tak jego nieduża wysokość połączona z pochylonymi ściankami oraz średnicą pokrywającą się z wysokością BU1 sprawiają, iż niezbyt wygodnie się nim operuje, gdy Aune leży na biurku. Należy się też przyzwyczaić do nieco nietypowo umieszczonej skali głośności. Zazwyczaj zero jest w lewym dolnym rogu, a maksimum w prawym dolnym, tu natomiast zero mamy w lewym górnym, a pełną głośność przeniesiono na lewy dolny róg, więc całość jest jakby obrócona o 90°, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Łatwo jednak się do tego przyzwyczaić.

Pod względem czasu działania na jednym ładowaniu, producent obiecuje do ośmiu godzin na niskim wzmocnieniu, z wpiętymi mało wymagającymi słuchawkami i działającą sekcją zarówno DAC, jak i wzmacniaczem. Faktycznie, w takich warunkach BU1 potrafi nawet lekko przebić wskazany czas, choć oczywiście przełączenie wzmocnienia na wyższe i wpięcie wymagających słuchawek zauważalnie owy wynik skraca, niemniej i tak energii powinno starczyć na 6 godzin ciągłego słuchania. Przy korzystaniu tylko z funkcji wzmacniacza, rezultaty będą nieco lepsze. Należy jednak pamiętać, że BU1 nie ładuje się przez gniazdo, z którego otrzymuje sygnał audio, więc co jakiś czas powinniśmy kontrolować stan naładowania, szczególnie gdy będziemy zabierali Aune w podróż. Może się to wydawać niewygodnym rozwiązaniem, ale w ten sposób oszczędzamy baterię, która powinna wystarczyć na dłużej.

Brzmienie


Urządzenia wykorzystane podczas testów:

  • Transport: Samsung Galaxy S10e, komputer stacjonarny,
  • DAC: Focusrite Scarlett 6i6 2gen (xDuoo TA-20 jako przedwzmacniacz), iBasso DX150,
  • Wzmacniacz: Aune B1s, S.M.S.L. SAP-9, xDuoo TA-20.
  • Słuchawki: AudioQuest NightOwl Carbon, Empire Ears Bravado, Fostex T50RP Mk3, Fostex TH610, iBasso AM05, iBasso SR01, Shozy Star II.

Bas w Aune BU1 jest szybki i trafiający w punkt, ale jednocześnie pojawia się w nim nuta ciepła, dzięki czemu poszczególne dźwięki wybrzmiewają odpowiednio długo i nie zlewają się ze sobą. Takie połączenie daje wrażenie większej masy, a gdy dodamy do tego mocne uderzenie na sub-basie, otrzymujemy dół o przyjemnym, dynamicznym charakterze, plasując się bliżej brzmienia naturalnego niż neutralnego. Podobać może się swoboda jaką opisywane combo oferuje w niskich rejestrach – nie ma tu nerwowości, za to szybko dostrzegamy w nich wielowymiarowość. BU1 nie ma problemów z przekazywaniem drobnych zmian w tej części pasma i łatwo pozwala wychwycić, że składa się ono z różnych warstw: na jednej możemy mieć szybkie bity, pod nimi pulsujące najniższe tony, a wszystko podane jest spójnie i bez wchodzenia sobie w drogę. To sprawia, że bas na Aune jest żywy i uniwersalny, o dużej plastyczności, zapewniając bardzo dobry odbiór nisko schodzących instrumentów, niezależnie od gatunku muzyki. Jedynie czasami w muzyce klasycznej opartej na nisko schodzących kontrabasach ich barwa bywa trochę zbyt przyciemniona, niezależnie od dobranych słuchawek, ale wynika to raczej ze strojenia kolejnej składowej pasma.

No właśnie, tony średnie. Tu można powiedzieć, że w Aune BU1 słychać granie „tranzystorowe”. Oczywiście takie skróty myślowe mogą być bardzo mylące, ale dość mocno utarło się w ogólnej świadomości wielbicieli audio, że lampowe elementy toru brzmią ciepło, z lekkim dystansem, podczas gdy „tranzystory” stanowią ich przeciwieństwo. Coś w tym jest, gdyż w BU1 otrzymujemy dźwięk szybki, dość bezpośredni i delikatnie rozjaśniony w swojej wyższej połowie. Takie strojenie sprawia, że całość jest pełna werwy, ale jeszcze nie nerwowa. Jednocześnie bliżej basu dźwięki są delikatnie skierowane ku ciemniejszej stronie, lekko oddalając się od słuchacza, dłużej wybrzmiewając i dając poczucie większego nasycenia. Dość szybko średnica zaczyna się jednak przybliżać i zyskiwać blasku, choć nie na tyle, by atakować słuchacza sybilantami. Dynamizuje to muzykę i odpowiednio równoważy niższe tony, nadając tonom średnim bardziej technicznego charakteru. W efekcie zaczynamy wychwytywać pewną cyfrowość w przekazie, często spotykaną w urządzeniach opartych na kościach Sabre, co wynika z połączenia dużej szybkości i jaśniejszej nuty w średniej części pasma.

Oczywiście należy mieć świadomość, że narzut elektroniki nie jest tak duży, jak potrafią robić to słuchawki. Dzięki temu dalej utrzymujemy bardzo dużą uniwersalność w doborze muzyki, a wokale są czyste i niemęczące, o przyjemnej barwie. Opisywane Aune nie ma jednak w zwyczaju przykrywać pojawiających się błędów w tym zakresie, przez co na analitycznych słuchawkach lepiej mieć nagrania o dobrej jakości, by nie zostać zarzuconym źle zrealizowanym materiałem.

Tony wysokie są wyraziste, ale przy tym dość gładkie i niemęczące. W początkowej fazie są troszkę rozjaśnione, co jest pozostałością po średnicy, ale nie jest to natarczywy i niepotrzebnie wyżyłowany przekaz, lecz lekko dodany blask, bez wyciągania sykliwości. Dalej soprany prowadzone są już równo, ale w zwarty i dynamiczny sposób, stawiając na bezpośredniość a nie miękkie i stonowane brzmienie. Bardzo dobrze sprawdza się to przy koncertach skrzypcowych, gdzie poszczególne dźwięki tego instrumentu nie rozmywają się między sobą, umożliwiając krytyczne odsłuchy. W przeciwieństwie do tonów średnich, nawet trochę gorzej zrealizowana góra jest jednak w pełni akceptowalna, a poszczególne instrumenty są przekazywane z dużą realnością, bez ich zbędnego zapiaszczania.

Scena jest rozbudowana, z lekko podkreślonym pierwszym planem i wyraźnie zaznaczonymi kolejnymi, co nadaje muzyce swobody oraz namacalności. W połączeniu z bardzo dobrym rozgraniczeniem stron lewej i prawej na szerokość, mamy zatem świetną holografię. Trochę brakuje natomiast głębi, by w pełni odebrać trójwymiarowość przestrzeni. O ile blisko głowy mamy wyraźne przesunięcia w przód i tył oraz w pionie, to dość szybko one zanikają, co łatwo wychwycić na słynnym testowym utworze “Chakraphon – Improvisation II” z testowej płyty firmy Ultrasone, gdy porównamy ją na torze stacjonarnym.

Szczegółowość stoi na wysokim poziomie – łączy ona warstwę sprzętową oraz samo strojenie Aune BU1. Detale, które pojawiają się jako pierwsze, bardzo wyraźnie egzystują na powierzchni muzyki i nie trzeba po nie sięgać, gdyż ciągle są pod ręką. Wystarczy tylko chwila skupienia, byśmy wychwycili pod powierzchnią masę drobnych szczegółów, czy to szmer na widowni, czy przesunięcie krzesła w studiu nagraniowym. Co prawda czasami można mieć wrażenie, że detaliczność jest trochę za bardzo zaakcentowana, ale dobrze wpisuje się to w ogólne brzmienie testowanego combo i nadaje mu charakteru.

Jeśli zamierzamy używać Aune BU1 nie tylko w podróży, ale również jako stały element toru w naszym systemie audio, warto zaznaczyć, że opisane wyżej strojenie wynika głównie z brzmienia sekcji DAC. Podpinając do niej zewnętrzny wzmacniacz usłyszymy wspomniane lekkie rozjaśnienie na średnicy i wyeksponowaną szczegółowość, co jest dość typowe dla przetworników z kośćmi Sabre. Nie ma tu może swobody i naturalizmu ze stacjonarnych DAC-ów, ale ogólny poziom jest na tyle wysoki, by rozważyć takie rozwiązanie.

Z kolei sekcja wzmacniacza oferuje brzmienie dość równe, lekko ocieplone. Pozostaje ono dynamiczne, choć właśnie tu znajdziemy przyczynę niższej głębi scenicznej. Dość istotną kwestią jest natomiast ustawienie wzmocnienia, gdyż lekko zmienia ono charakterystykę brzmienia BU1. Na wzmocnieniu niskim całość jest delikatnie wygładzona, bezpieczniejsza w odbiorze i raczej skierowana dla „przeciętnego słuchacza”. Gdy przesuniemy przełącznik w górę, dźwięk staje się bardziej zwarty, co jest również odbierane jako wzmocnienie skrajnych pasm, gdyż bas ma szybsze uderzenie, a góra więcej blasku. Co za tym idzie, możemy nie tylko dopasować ilość prądu na wyjściu Aune do zapotrzebowania słuchawek, ale poniekąd również w niewielkim stopniu zmieniać jego specyfikę grania.

Pod względem doboru słuchawek bohater niniejszego tekstu nie jest nadzwyczaj wybredny – mimo pojawiającego się rozjaśnienia jest na tyle równy i uniwersalny, że prawie żadne ze słuchawek z zestawu testowego nie sprawiły mu problemów. Jedynie przy Fostexach T50RP Mk3 można było zauważyć braki w napędzeniu, gdyż dźwięk nie był odpowiednio zwarty, szczególnie w niskich rejestrach, choć wciąż w pełni akceptowalny. Obawiałem się również, jak na połączenie z BU1 zareagują Fostexy TH610 oraz iBasso AM05, które nie są zbyt oszczędne na wyższych rejestrach. Mimo tego Aune panowało nad nimi w takim stopniu, że całość była spójna i przyjemna, mimo jasnej sygnatury. Pewnym problemem mogą okazać się słuchawki typowo chude w brzmieniu, gdzie możemy słyszeć “nadmiar dobroci” na górze, ale to już kwestia ratowania ich strojenia i ewentualnej synergii, a nie jakości samego combo. Dla cieplejszych słuchawek, takich jak AudioQuest NightOwl Carbon, iBasso SR01 czy Empire Ears Bravado, BU1 jest świetnym kompanem, dodając im sporo życia, a przy tym nie odbierając ich cech, dzięki czemu pozostają niemęczące przy długich odsłuchach. Jednak perełką w koronie okazały się Campfire Audio Jupiter – jak długo są ze mną, tak nigdy nie zagrały aż tak dobrze jak na Aune, dźwiękiem gładkim, szczegółowym, nienatarczywym i pełnym, co jest dość niespodziewane, gdyż te dokanałówki z reguły tak nie grają.

Pod względem konkurencji, warto zacząć od Aune B1s, który co prawda nie posiada funkcji USB-DAC, ale poniekąd jest pierwowzorem BU1. Jeśli ktoś sądził, że bohater niniejszej recenzji to identyczne urządzenie z dołożoną kostką Sabre ES9038 Q2M, to tak nie jest. Choć sekcja wzmacniacza w nowym urządzeniu Aune ma zbliżoną charakterystykę, to słychać, że B1s był wyspecjalizowanym narzędziem. Posiada więcej mocy, gra bardziej szczegółowo od BU1 działającym w trybie wzmacniacza i z nieco większą swobodą. Jeśli więc ktoś szuka tylko i wyłącznie tej funkcji, opisywana nowość nie stanowi kroku naprzód. W podróży za to pozbywamy się konieczności noszenia osobnego DAC-a, więc zyskujemy zdecydowanie większą uniwersalność oraz ergonomię.

Bezpośrednim przeciwnikiem dla BU1 jest xDuoo XD05 Plus. Oferuje on brzmienie o delikatnie cieplejszym zabarwieniu, z mocniej nasyconym dołem niż w Aune oraz z bliższym pierwszym planem. Różnicę w cenie można wyrównać dokupując do xDuoo dedykowany moduł Bluetooth, ale konsekwencją są zauważalnie większe rozmiary oraz masa, przez co jest to już sprzęt raczej typowo na biurko niż do kieszeni.

Nieco po przeciwnej stronie brzmieniowej stoi iFi Audio iDSD Nano Black Edition. W przeciwieństwie do dość technicznego BU1, zgodnie ze swoją filozofią, iFi stawia na większy koloryt w muzyce. Jest więc cieplej, scena jest bardziej nasycona dźwiękami, a te ostatnie wybrzmiewają dłużej, starając się czarować słuchacza. To granie dość bezpieczne, choć mniej dynamiczne i nie aż tak szczegółowe. Co prawda mały iDSD jest tańszy niż Aune, ale również dość nieporęczny, ze względu na wysoką bryłę o nieregularnych kształtach.

Gdy natomiast odniesie się charakterystykę BU1 do samodzielnych odtwarzaczy, to można skłonić się ku powiedzeniu, że jest to taki xDuoo X3 II na sterydach. Strojenie jest zbliżone, ale o zdecydowanie zwiększonej kulturze oraz naturalności i z dodatkową porcją mocy. Podobnie wycenione DAP-y iBasso czy Shanlinga oferują brzmienie jednak cieplejsze, nastawione na bezpieczny odbiór i mimo wszystko nie aż tak detaliczne – bardziej wyspecjalizowane combo Aune po prostu potrafi wyciągnąć z muzyki nieco więcej.

Podsumowanie


Aune BU1 to zdecydowanie ciekawe combo DAC/AMP. Nie tylko zapewnia wysoką jakość brzmienia oraz dobrą ergonomię użytkową, ale również świetnie wygląda. Nie jest pozbawione wad, ale raczej nie dotyczą one głównej funkcji, czyli samego grania. To jest dynamiczne, dobrze dociążone na dole i z lekko podkreśloną wyższą średnicą, ale w stopniu, który dodaje blasku oraz pozwala zachować dużą uniwersalność, a nie męczy. Gdy dołożymy do tego bardzo dobre rozłożenie planów na boki oraz wysoką szczegółowość, dostajemy urządzenie bardzo kompetentne w zakresie przekazu muzyki.

Nie jest to może granie przeznaczone dla fanów podkolorowanego przekazu, futerał w zestawie byłby mile widziany, a projekt można by tu i ówdzie dopracować, jednak całościowo i tak dostajemy jednego z liderów w tym przedziale cenowym, więc naprawdę ciężko narzekać.

Zalety:
+ bardzo wysoka dynamika oraz szczegółowość,
+ szybki i nasycony bas,
+ bogata i niemęcząca góra pasma,
+ świetne rozłożenie planów na boki,
+ wysoka uniwersalność zarówno w doborze słuchawek, jak i muzyki,
+ nie potrzebuje do pracy z komputerem dedykowanych sterowników,
+ niekonwencjonalny wygląd z ciekawymi skóropodobnymi dodatkami,
+ dobra ergonomia.

Wady:
– jaśniejsza wyższa średnica oraz duża szczegółowość dają delikatnie cyfrowy posmak,
– zubożona głębia sceny w porównaniu do szerokości,
– niewygodny potencjometr, gdy Aune BU1 leży na biurku,
– zastosowanie portów microUSB zamiast nowocześniejszych USB-C,
– brak futerału zarówno w zestawie, jak i sprzedawanego jako osobne akcesorium.

Sprzęt dostarczył:

Kod rabatowy kropka5 umożliwia zakup produktów ze sklepu Audeos ze zniżką w wysokości 5%.

SPRAWDŹ AKTUALNE CENY NA CENEO.PL

REKLAMA
yulong

5 KOMENTARZE

    • Z Samsungiem S10e współpracuje bez żadnych problemów i od razu po podpięciu działa prawidłowo.
      Co do wyjścia liniowego, to praktycznie cały opis dźwięku do niego pasuje – detalicznie, szybko, z lekko jaśniejszą średnicą i naturalnym, mocnym basem.

    • Zupełne przeciwieństwo. Co prawda Mojo dawno w rękach nie miałem, ale zapamiętałem go jako ciepło grającego, spokojnego, czasami wręcz nudnego. Aune jest szybszy, jaśniejszy i bardziej bezpośredni. No i mniej wybrzydza pod względem synergii.
      Jak komuś odpowiada granie Chorda, to niekoniecznie polubi się z BU1. Ale jeśli właśnie szuka się zmiany, to może być dobry kierunek.

  1. Czy w przypadku telefonu lepiej się sprawdzi Aune B1s jak Aune BU1?
    Jakość dźwięku z wyjścia słuchawkowego jest różna do tego nowsze telefony często go nie mają więc może połączenie poprzez OTG jest lepsze dla większości telefonów?

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here