BTR5 to najnowszy adapter Bluetooth FiiO, który imponuje specyfikacją. Ma podwójny przetwornik ESS Sabre ES9218P, dodatkowe wyjście zbalansowane, wyświetlacz OLED i generuje dużo mocy. Czyżby pogromca Radsone EarStudio ES100?

Poprzednik BTR5, model BTR3 poległ w konfrontacji z EarStudio ES100. Starszy adapter FiiO z pewnością robił większe wrażenie aluminiowo-szklaną obudową, ale nie oferował wyjścia 2,5 mm, generował mniej mocy i nie brzmiał tak dobrze, jak konkurent od Radsone. Model BTR5 to już bezpośrednia odpowiedź na EarStudio ES100 – producent sam śmiało porównuje specyfikację obu modeli w materiałach promocyjnych. Rzeczywiście jest się czym chwalić – BTR5 generuje 80 mW mocy przez wyjście 3,5 mm oraz aż 220 mW przez wyjście 2,5 mm, czyli prawie 2,5 razy więcej od ES100. Sprawdziłem, jak BTR5 wypada w porównaniu z FiiO BTR3, Astell&Kern AK XB10 oraz właśnie EarStudio ES100.

REKLAMA
fiio

Wyposażenie

W zestawie są:

  • etui z klipsem;
  • kabel USB typu C (długość 17 cm);
  • instrukcja obsługi i dokumentacja.

Zabrakło więc smyczki, znanej z poprzedniego modelu. Można jednak wyposażyć się w nią samemu i zamocować na etui zintegrowanym z klipsem – jest na nim specjalny otwór. Kabel USB prezentuje się dobrze, ale niestety jest bardzo krótki, więc może utrudnić ładowanie lub korzystanie z BTR5 w roli DAC-a USB.

Konstrukcja

FiiO BTR5 cechuje się podobnym wzornictwem do BTR3, ale konstrukcja jest zupełnie inna. Tym razem adapter jest znacznie większy, czyli dłuższy i szerszy. Obudowa jest niby smuklejsza, ale to efekt braku wbudowanego klipsa, którego przeniesiono na etui. Ponownie zastosowano wysokiej jakości anodowane aluminium oraz zaoblone szkło 2.5D, które teraz znajduje się z obu stron.

Na szklanej pokrywie z zaoblonymi dłuższymi krawędziami są dwa elementy, czyli moduł NFC oraz ekranik OLED. Ten pierwszy umieszczono w dolnej części i oznaczono dyskretnym nadrukiem. Drugi element widać jedynie pod określonym kątem, gdy adapter jest wyłączony. Po jego uruchomieniu okazuje się, że to bardzo prosty wyświetlacz o przekątnej pół cala. Jest on monochromatyczny i wyświetla czcionki w kolorze białym. Rozdzielczość 64×32 piksele nikogo nie powali na kolana, ale to w końcu tylko ekranik do podglądu statusu urządzenia i konfiguracji, a jest on czytelny i jasny, więc trudno narzekać.

Boki są również lekko zaoblone, a tym samym sztywne i masywne. Na lewej stronie nie ma żadnych elementów, a na prawej znajdują się przyciski znane z BTR3, czyli regulacja głośności (długi przycisk), przycisk wielofunkcyjny (średniej wielkości) oraz włącznik (mały i okrągły). Powyżej tego ostatniego widać jeszcze otwór z mikrofonem, który oznaczono ciemnym symbolem. Na dolnej krawędzi mamy tym razem jedynie USB C, a na górnej są dwa wyjścia słuchawkowe: 2,5 mm oraz 3,5 mm.

Spód jest wykończony identycznie, jak front. Nie ma tam dodatkowych elementów, ponieważ producent zintegrował klips z etui. Są natomiast precyzyjnie naniesione nadruki, czyli logo producenta oraz dwa, złote znaczki certyfikatów Hi-Res Audio oraz Hi-Res Audio Wireless, które wyglądają estetycznie.

Etui z klipsem prezentuje się bardzo dobrze. Jest wykonane z grubego, sztywnego i wzorowo obrobionego tworzywa sztucznego. Etui wpina się w rogi adaptera, a uchwyty odstają na boki i lekko ponad pokrywę, odsłaniając wszystkie ścianki. Zintegrowany klips prezentuje się bardzo dobrze – jest szeroki, ma mocną sprężynę, pojedynczy ząbek i wspominany otwór na smyczkę, której zabrakło w zestawie.

Nie mam żadnych zastrzeżeń odnośnie wykonania i strony wizualnej – BTR5 to bez wątpienia najładniejszy adapter, jaki miałem okazję testować. Wzornictwo jest bardzo eleganckie, stonowane i uniwersalne, a tym samym minimalistyczne.

Ergonomia i użytkowanie

FiiO BTR5 to duże urządzenie, jak na adapter Bluetooth, większe zarówno od BTR3, jak i od EarStudio ES100. Konstrukcja mierzy aż 72 mm długości na 32 mm szerokości i 11,1 mm grubości, a tym samym waży prawie 44 gramy bez klipsa i 56 gramów z klipsem. Dla porównania BTR3 i EarStudio ES100 to kolejno 26 gramów i 22 gramy. Nadal nie ma mowy o olbrzymich gabarytach – BTR5 to ciągle urządzenie mobilne i stosunkowo lekkie. Z drugiej strony adapter dorównuje już wielu przenośnym odtwarzaczom muzyki lub jest od nich większy i cięższy. Dla porównania kompaktowy odtwarzacz FiiO M5 waży jedynie 38 gramów.

Tym samym przypinanie BTR5 do odzieży lub wieszanie urządzenia na szyi może nie mieć sensu – adapter będzie naciągał koszulę lub bluzę. W przypadku wieszania na szyi, adaptera z klipsem nie schowamy też pod ubraniem – urządzenie będzie wyraźnie odstawać. W efekcie moim zdaniem warto zrezygnować z etui z klipsem (które i tak nie zabezpiecza konstrukcji przed rysami) i nosić adapter bezpośrednio w kieszeni. BTR5 obsługuje piloty słuchawkowe, więc nie trzeba będzie wyciągać go co chwilę z kieszeni.

Pozostałe aspekty wypadają już znacznie lepiej, ale również można trochę kręcić nosem. Obudowa jest smukła i ergonomicznie wyprofilowana, urządzenie wygodnie leży w dłoni i jest przyjemne w dotyku – po adapter aż chce się sięgać. Dostęp do przycisków również jest wygodny, a podoba mi się także, że wyjścia słuchawkowe umiejscowiono na szczycie, a USB na dole – to praktyczne zarówno w drodze, jak i w domu korzystając z trybu DAC-a USB. Efekty są jednak podobne, jak w przypadku nowych smartfonów. BTR5 może wyślizgnąć się z dłoni, a tym samym wymaga częstego czyszczenia ze smug. Szkła jest też więcej, niż w BTR3, stąd odciski palców bardziej rzucają się w oczy.

Obsługa nie budzi wątpliwości – sterowanie rozwiązano podobnie do BTR3. Włącznik jest wydzielony, przycisk wielofunkcyjny odpowiada za pauzowanie, kontrolę rozmów telefonicznych i wyzwalanie asystenta głosowego oraz uruchamianie parowania, a regulacja głośności zmienia także utwory po przytrzymaniu. Po włączeniu się urządzenia wyświetla się ikonka parowania, a po sparowaniu adaptera ze smartfonem na wyświetlaczu zobaczymy poziom głośności i aktywny kodek audio. Ekranik wyłącza się po chwili, a tym samym służy do konfiguracji – krótkie przytrzymanie włącznika uruchamia ustawienia, a przycisk wielofunkcyjny przełącza pomiędzy opcjami, czyli wyborem filtrów cyfrowych, interfejsu audio, jasności ekranu, EQ itp. Pożądane opcje wybieramy za pomocą regulacji głośności, a po zakończeniu wystarczy ponownie przytrzymać włącznik. To całościowo znacznie lepsze rozwiązanie, niż wielokolorowa dioda stosowana w BTR3.

Mimo zastosowania znacznie pojemniejszego akumulatora, czas pracy nie zachwyca, to jednak efekt większej mocy i bardziej zaawansowanych możliwości. BTR3 pozwalał na około 11 godzin działania przy niewymagających słuchawkach 3,5 mm, zaś BTR5 pozwoli na około 9 godzin słuchania. Natomiast w przypadku słuchawek zbalansowanych czas działania ulegnie skróceniu do 7 godzin. To więc osiągi zbliżone do odtwarzaczy muzyki z wyższej półki, czyli nic specjalnego. Jeśli jednak w domu będziemy korzystać z BTR5 w roli DAC-a USB z komputerem, to właściwie nie trzeba będzie martwić się o specjalne ładowanie akumulatora, gdyż ogniowo zostanie uzupełnione w trakcie słuchania.

W trakcie korzystania adapter lekko się nagrzewa. Obudowa staje się wyraźnie ciepła, ale jeszcze nie gorąca – temperatura jest w normie.

Oprogramowanie

Podobnie jak w przypadku modelu BTR3, nowy adapter również można skonfigurować za pomocą aplikacji FiiO Music. To przyzwoity odtwarzacz muzyki, który jednak nie zachwyca jakością spolszczenia, więc warto pozostać z wersją anglojęzyczną. W bocznym menu znajdziemy przycisk, który przeniesie nas do konfiguracji sparowanego BTR5.

Możliwości konfiguracji są większe od BTR3, ale jeszcze nie dorównują dedykowanej aplikacji do obsługi modelu EarStudio ES100. Funkcje są też dość enigmatyczne, a ich działanie nierzadko wątpliwe. Mam wrażenie, że implementacja ustawień w oprogramowaniu jest w dość wczesnej fazie, że powinna zostać dopieszczona. Nie wszystko jest zrozumiałe, niektóre rzeczy należy wyczuć metodą prób i błędów, a często nawet nie wiadomo czy działają. Do poziomu aplikacji EarStudio ES100 daleko.

Konfiguracja dzieli się na cztery zakładki, a właściwie to trzy, bo ostatnia z nich to jedynie instrukcja obsługi. Pierwsza zakładka to „Status” – w niej możemy wyłączyć ładowanie (przydatne do wydłużenia żywotności baterii, gdy korzystamy głównie z DAC-a USB), aktywować tryb samochodowy, wybrać preferowane kodeki, czas automatycznego wyłączania oraz usypiania wyświetlacza. Natomiast druga zakładka to „EQ”, czyli dziesięciopasmowy korektor graficzny, który pozwala dostroić zakres od 31,5 Hz do 16 kHz, a przy tym oferuje kilka predefiniowanych ustawień.

W trzeciej zakładce „Audio” są zaawansowane funkcje. Na szczycie jest kalkulator słuchawkowy – podajemy impedancję i czułość słuchawek, a otrzymujemy napięcie, natężenie i ciśnienie akustyczne. Niestety kalkulator nie działa jak powinien, nie podaje wyników samoistnie, a nie działa także, gdy potwierdzimy „enterem” po wpisaniu drugiej wartości. Okazuje się, że po wpisaniu obu wartości, należy wrócić do pierwszej (impedancji) i wtedy potwierdzić dane „enterem”, by pojawiły się wyniki. Oprócz kalkulatora znajdziemy tutaj także suwaki regulacji głośności – oddzielne dla urządzenia i głośności rozmów, co jest akurat praktyczne. Następnie nie brakuje wyboru filtrów cyfrowych (łącznie ośmiu), regulacji balansu kanałów i dwóch bardziej skomplikowanych funkcji, czyli „Distortion compensation” oraz „DAC clock divider level”. Producent nie pokusił się o ich opisanie, wspomina tylko o tym, że mogą wpłynąć na jakość dźwięku. Eksperymentowałem z obiema opcjami i zmian nie wychwyciłem.

Specyfikacja

Ogólna

  • interfejs: Bluetooth 5.0 z NFC
  • zasięg: około 10 metrów
  • układ Bluetooth: Qualcomm CSR8675
  • przetwornik: 2x ESS Technology Sabre ES9218P
  • odbiornik USB: XMOS XUF208
  • wyświetlacz: 0,49 cala, rozdzielczość 64×32 pikseli, OLED (monochromatyczny)
  • obsługa kodeków: SBC, AAC, aptX, aptX HD, aptX Low Latency, LDAC
  • obsługa próbkowania i formatów (DAC USB): 32 bit/384 kHz, DSD64/128/256
  • mikrofon: podwójny, wielokierunkowy z Qualcomm cVc 8.0
  • wyjścia: 2,5 mm oraz 3,5 mm (obsługa pilotów CTIA)
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz (aptX); 20 Hz-40 kHz (LDAC)
  • akumulator: 550 mAh
  • czas pracy: ok. 9 godzin (3,5 mm, AAC); ok. 7 godzin (2,5 mm, AAC)
  • czas ładowania: 1,5 godziny
  • wymiary: 72 x 32 x 11,1 mm
  • masa: 43,7 g

Wyjście słuchawkowe 3,5 mm

  • obsługa słuchawek: 16-100 Ω
  • impedancja wyjściowa: <1 Ω
  • moc: 80 mW @ 32Ω, 90 mW @ 16 Ω
  • przesłuchy międzykanałowe: >95 dB
  • THD+N: <0,003% (1 kHz, LDAC)
  • SNR: 118 dB

Wyjście słuchawkowe 2,5 mm

  • obsługa słuchawek: 16-150 Ω
  • impedancja wyjściowa: <2 Ω
  • moc: 240 mW @ 32 Ω, 240 mW @ 16 Ω
  • przesłuchy międzykanałowe: >118 dB
  • THD+N: <0,002% (1 kHz, LDAC)
  • SNR: 122 dB

Brzmienie

  • Słuchawki: Sennheiser HD 6XX, 1MORE H1707, Focal Spirit Professional, Sony WH-H900N, AKG N700NC M2, Campfire Audio Solaris, Atlas i Andromeda, FiiO FA7, FA1 i FH7, IMR Acoustics R1 Zenith, Oriveti New Primacy, Brainwavz B400, Aune E1, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO, TinHiFi P1
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila, Burson Playmate Everest, FiiO Q5s (AM3E i AM3B), Astell&Kern AK XB10, FiiO BTR3, Radsone EarStudio ES100
  • DAP: FiiO M11 Pro, Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200 (AMP1), OnePlus 7 Pro
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Oriveti Affinity
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

FiiO BTR5 został przetestowany z oprogramowaniem układowym w wersji 1.0.0. Podczas odsłuchów korzystałem głównie z wyjścia 2,5 mm. Brzmienie z wyjścia 3,5 mm nie zawodzi, ale dźwięk w trybie zbalansowanym jest wyższej jakości.

BTR5 nie rozczarowuje. Producent zdecydowanie podniósł poprzeczkę względem BTR3, a tym samym zmienił strojenie, co jest zapewne konsekwencją przesiadki na rozwiązanie ESS Technology zamiast Asahi Kasei. Brzmienie jest moim zdaniem typowe dla przetworników spod szyldu Sabre tj. neutralne tonalnie, przestrzenne, rozciągnięte w sopranie, bezpośrednie i w wysokiej rozdzielczości. W efekcie BTR5 brzmi neutralnie, jest techniczny i analityczny, ale ciągle angażuje, tylko raczej ilością detali i dynamiką niż podkoloryzowaniem.

Bas jest liniowy. Nie słychać podkreślenia najniższych rejestrów czy też dołków lub górek w średnim oraz wyższym podzakresie. To od słuchawek będzie zależała ilość basu, bo sam adapter nie ingeruje w tonalność. Bas jest przekazywany jednak dość gładko, ale niskie są ciągle zróżnicowane i precyzyjne, nigdy nie zlewają się w jedną masę. Dół jest odpowiednio punktowy, zwarty i kontrolowany, a tym samym nie cierpi na problemy z atakiem lub wybrzmiewaniem. Brzmienie jest odpowiednio energiczne i sprężyste, kiedy trzeba, a tym samym spokojne i obfite, gdy wymaga tego repertuar. Nie można oczekiwać, że BTR5 odchudzi lub doda basu słuchawkom – przekaz niskich tonów trzeba raczej rozpatrywać jako transparentny, wierny muzyce.

Średnica jest neutralna, a tym samym mocno doświetlana przez gorę pasma. W efekcie brzmienie jest analityczne, techniczne, a tym samym „tranzystorowe”. Nie uświadczymy tutaj „czarowania”, podkręcania barw, zwiększenia nasycenia. Jest studyjnie, może lekko gładziej, może nie totalnie konturowo i szkicowo, ale ciągle w wydaniu laboratoryjnym, a nie muzykalnym. Z tego powodu wrażenie robi nie masywność czy ocieplenie, a raczej rozdzielczość, ilość detali i krystalicznie czysty przekaz – wszystko jest podawane jak na dłoni, bez dystansu, mulenia czy przyciemnienia. Jest co podziwiać i rozkładać na czynniki pierwsze. Moim zdaniem uniknięto agresji przez delikatne wygładzenie przekazu. Nie czułem się zmęczony dźwiękiem BTR5 – detale nie przeszkadzały, a muzyka nie osaczała nawet, gdy byłem zmęczony. Adapter ciągle pozwalał się zrelaksować w spokojniejszym repertuarze.

Góra to mocne, klarowne i rozbudowane pasmo. Moim zdaniem strojenie ciągle pozostaje neutralne tonalnie – BTR5 nie jest ani ciepły, ani chłodny, ale fani ciemniejszego, cieplejszego i spokojniejszego przekazu mogą odebrać brzmienie BTR5 jako rozjaśnione. Moim zdaniem jest typowo dla Sabre, czyli krystalicznie, klarownie i bezpośrednio z zachowaniem kontroli, czyli bez wyostrzenia. Góra jest ciągle trzymana w ryzach, nie sprawia wrażenia szklistej, szeleszczącej czy też szumiącej – jest laboratoryjnie czysta, ale jeszcze nie sztuczna. Moim zdaniem wysokie tony nie są cyfrowe, nie słyszałem charakterystycznego „nalotu”, na który często narzekam. Może talerze perkusyjne wydają się być bardziej sterylne, niż powinny, ale BTR5 serwuje raczej brzmienie ze studia nagraniowego niż koncertu. W razie czego warto sięgnąć po filtry cyfrowe typu „slow”, które delikatnie łagodzą górne rejestry.

Scena dźwiękowa jest duża, a holografia zróżnicowana. Słychać efekt otwarcia, dystansu, zawieszenia instrumentów w powietrzu. Pierwszy plan pozostaje blisko, ale dużo dzieje się w oddali – pod tym względem można już mówić o dość koncertowym brzmieniu. BTR5 bardzo dobrze radzi sobie z przekazem stereofonii (mocna separacja kanałów, elipsoidalna przestrzeń), głębi (zróżnicowane pozycjonowanie), jak i wysokości (eksponowanie instrumentów powyżej i poniżej linii uszu). Separacja dźwięków jest bez zarzutu, ze względu na mocne napowietrzenie – słychać duży dystans pomiędzy poszczególnymi dźwiękami. Miałem też wrażenie, że instrumenty są eksponowane głównie poza głową, że są wyciągane z obszaru czaszki. Nawet gdy np. instrumenty basowe lub wokale znajdują się dokładnie w centrum balansu kanałów, to wydają się rozbrzmiewać albo sprzed twarzy, albo z tyłu głowy, a nie z jej środka.

FiiO BTR5 vs BTR3, ES100, XB10 i Q5s
Konfrontacja BTR3 z BTR5 pokazuje przewagę nowego adaptera. Starszy adapter jest również dość neutralny tonalnie (może nawet nieznacznie ocieplony), ale bardziej podkoloryzowany. BTR3 lekko wzmacnia bas, nie ma tak równej średnicy i tak rozbudowanej góry pasma. Nowy BTR5 podnosi poprzeczkę, ale jednocześnie oferuje bardziej analityczne brzmienie od BTR3. Nie mam żadnych wątpliwości, że rozdzielczość w BTR5 jest wyższa – dźwięk jest mniej rozmyty, bardziej punktowy i zarysowany, a scena dużo większa. BTR3 w bezpośrednim porównaniu wydaje się być mocniej wygładzony, wręcz zmiękczony. Skok jakościowy jest moim zdaniem duży – słychać ewidentny progres w brzmieniu BTR5, a porównuję tutaj wyjścia 3,5 mm. Wyjście symetryczne dodatkowo przechyla szalę zwycięstwa na korzyść BTR5. Adapter w trybie zbalansowanym oferuje jeszcze mocniejszą separację kanałów, większą przestrzeń i bardziej rozbudowaną górę – słychać, że wyjście 2,5 mm miało priorytet.

BTR5 jest jednak znacznie droższy od BTR3, więc różnica jakościowa nie dziwi. Walkę nawiązuje dopiero EarStudio ES100, czyli adapter o zrównoważonym i naturalnym dźwięku. Przy nim BTR5 jest ewidentnie neutralny i analityczny, natomiast ES100 brzmi naturalnie (lekko ciepło, dość analogowo) i muzykalno-technicznie. W brzmieniu ES100 słychać więcej ciepła, bliższą średnicę, mocniejsze nasycenie, ale tym samym bardziej gładki i miękki dźwięk. Moim zdaniem BTR5 oferuje wyższą rozdzielczość, bardziej precyzyjnie zarysowuje instrumenty, brzmi twardo, wyciąga drobniejsze detale, a do tego generuje większą przestrzeń z mocniej odseparowanymi kanałami i bardziej trójwymiarową ekspozycją instrumentów. Różnica jakościowa nie jest jednak tak duża, jak w przypadku konfrontacji BTR3 z BTR5.

Z drugiej strony, BTR5 przy ES100 wydaje się być bardziej bezwzględny, bezduszny i mniej barwny. Nie ma tak bliskiej średnicy, nie brzmi tak naturalnie i relaksująco, jak ES100, faworyzuje aspekt techniczny nad muzykalnym. Jeśli więc cenimy sobie jak najwyższą jakość dźwięku, to BTR5 jest górą. Gdy wolimy bardziej nasycony i naturalny przekaz, ES100 może być lepszym wyborem. Bardzo lubię ES100, ale wolę BTR5 – świetnie słucha mi się muzyki za pomocą adaptera EarStudio, ale jakość dźwięku i neutralność nowości od FiiO robi na mnie większe wrażenie. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę cenę, to okaże się, że ES100 jest wyraźnie tańszy od BTR5. Z takiej perspektywy relacja jakości do ceny jest korzystniejsza w przypadku adaptera EarStudio, o ile pominiemy mniejszą moc, plastikową konstrukcję i brak wyświetlacza.

Następnie porównałem BTR5 z adapterem Astell&Kern AK XB10, skupiając się na połączeniach zbalansowanych. W starciu z BTR5 adapter od Astell&Kern brzmi na planie litery U, podkreślając skrajne pasma. Separacja kanałów jest wyraźnie gorsza, XB10 wręcz zlewa oba kanały w bezpośrednim porównaniu z BTR5. W efekcie scena dźwiękowa XB10 jest mniejsza, a przestrzeń bardziej kulista niż elipsoidalna. Dodatkowo średnica XB10 wydaje się być bardziej oddalona od BTR5, a bas napompowany. Adapter od FiiO brzmi bardziej precyzyjnie, mocniej zarysowuje dźwięk, wyciąga więcej detali i jest klarowniejszy w przekazie. Łatwo usłyszeć także, że BTR5 oferuje czystszy sygnał – XB10 szumi ze skutecznymi słuchawkami.

Na koniec porównań sięgnąłem po FiiO Q5s ze standardowym modułem AM3E. Adapter Bluetooth to tylko jedna z wielu funkcji Q5s, bo w praktyce to znacznie bardziej zaawansowany sprzęt, więc nic dziwnego, że wygrywa z BTR5. Q5s ma bardziej dynamiczny, mocniej zróżnicowany i sprężysty bas (ale lekko podbity), brzmi bardziej barwną średnicą i ma ciut spokojniejszą górę. Przy nim BTR5 ponownie brzmi neutralnie i technicznie, jest mniej nasycony i chudszy w przekazie. Q5s za to brzmi bardziej angażująco i muzykalnie – sprężysty i soczysty przekaz basu robi wrażenie. Przestrzeń w obu przypadkach wydaje się być podobna, ale Q5s generuje większe źródła pozorne – instrumenty brzmią masywniej, zajmują więcej miejsca w przestrzeni. BTR5 ponownie oferuje czystszy sygnał, ale trzeba pamiętać, że Q5s jest znacznie wydajniejszy. Porównanie BTR5 i Q5s nie jest do końca fair, bo Q5s to kilkukrotnie droższy, dużo większy i znacznie bardziej zaawansowany sprzęt, ale różnica jakościowa i tak nie jest wyjątkowo kontrastowa. Uważam że przepaść pomiędzy BTR3 (3,5 mm) a BTR5 (2,5 mm) jest większa, niż pomiędzy BTR5 (2,5 mm) a Q5s (2,5 mm).

Podsumowując, w mojej ocenie hierarchia pod względem jakości dźwięku wygląda następująco: FiiO Q5s > FiiO BTR5 > Radsone EarStudio ES100 > FiiO BTR3/Astell&Kern AK XB10.

FiiO BTR5 i słuchawki
FiiO BTR3 nie zgrywał się ze wszystkimi słuchawkami, czasami rezultaty były bardzo dobre, innym razem przeciętne. BTR5 jest mniej problematyczny w kwestii synergii. Z racji neutralno-technicznego charakteru lepiej unikać ewidentnie wyostrzonych słuchawek, ale nie jest to regułą – zdarzają się bardzo udane połączenia ze słuchawkami rozjaśnionymi. Polecam też używać wyjścia 2,5 mm – brzmienie z wyjścia symetrycznego jest znacznie lepsze od 3,5 mm. Skupiłem się na testach ze słuchawkami dokanałowymi w trybie zbalansowanym.

FiiO FH7 zgrały się świetnie, a BTR5 brzmi na tyle dobrze, że słuchawki bez problemu rozwijają skrzydła i pokazują co potrafią. Korzystałem z czarnych filtrów i tipsów Spin-Fit, uzyskiwałem klarowne, zrównoważone i przestrzenne brzmienie w wysokiej rozdzielczości. Nic do zarzucenia nie miałem też połączeniu z Campfire Audio Solaris oraz Andromedami. Dobre wrażenie robiła też czystość sygnału, a Andromedy z platformy testowej są wyjątkowo podatne na szum, który w przypadku BTR5 był trudny do wychwycenia. IMR Acoustics R1 Zenith okazały się brzmieć trochę za ostro z bardziej zrównoważonymi filtrami, lepiej sprawdzały się filtry basowe i łagodniejsze w sopranie. Nie natrafiłem na niespodzianki we współpracy z Aune E1 (bardzo dobre połączenie), a świetnie zabrzmiały też Oriveti New Primacy. W przypadku tych drugich obawiałem się zbyt ostrego dźwięku, ale nie było z tym problemu – góra była klarowna i precyzyjna, a bas dynamiczny i sprężysty.

Byłem ciekawy jak BTR5 poradzi sobie z wymagającymi dokanałowymi planarami, czyli TinHiFi P1, które po pierwsze mają dość mocną górę pasma, a po drugie potrzebują wyjątkowo dużo mocy. Okazało się, że połączenie było rewelacyjne – zestaw oferował brzmienie na poziomie znacznie droższych konfiguracji. Słuchawki zabrzmiały niezwykle rozdzielczo, bardzo precyzyjnie i bezpośrednio, czyli tak, jak mają w zwyczaju. Mocy wystarczyło, słuchawki nie wykazywały oznak braku wysterowania, ale konieczne było ustawianie głośności na około 70-80% skali. Dla porównania pozostałe armatury, hybrydy lub dynamiki wymagały jedynie 20-30% mocy.

FiiO BTR5 w trybie DAC-a USB
W trakcie testów modelu BTR3 okazało się, że adapter brzmi inaczej w trybie DAC-a USB, jest wyraźnie jaśniejszy i bardziej analityczny. W przypadku BTR5 brzmienie jest właściwie identyczne, ale przez USB adapter oferuje trochę więcej mocy – względem trybu adaptera Bluetooth ustawiałem głośność około 10-15% niżej.

BTR5 może służyć jako realny sprzęt biurkowy do laptopa lub komputera stacjonarnego, ponieważ opóźnienia nie występują. Można bez problemu oglądać filmy, jak i grać w gry komputerowe – nie ma desynchronizacji obraz-dźwięk.

Podsumowanie

FiiO BTR5 to znakomity adapter Bluetooth. Urządzenie wygląda świetnie, jest wzorowo wykonane i wygodne w obsłudze. Funkcje przycisków są zrozumiałe, a mały ekranik ułatwia i uprzyjemnia korzystanie z adaptera. Do dyspozycji jest szereg filtrów cyfrowych, a urządzenie można skonfigurować także za pomocą aplikacji na systemy Android i iOS. BTR5 zdumiewa rozdzielczością, przestrzenią, ilością mocy – brzmi na poziomie dobrego odtwarzacza muzyki, a nie bezprzewodowej „przejściówki”. Świetnie wypada szczególnie wyjście 2,5 mm, słychać że miało priorytet nad 3,5 mm.

Gabaryty są jednak spore, a klips z etui to w praktyce jedynie dodatkowy balast – BTR5 lepiej nosić w kieszeni. Aplikacja nie jest jeszcze tak funkcjonalna, jak w przypadku adaptera EarStudio ES100, który jest też mniejszy i znacznie lżejszy. Brzmienie z wyjścia 3,5 mm jest gorsze od 2,5 mm, co raczej nie jest jedynie konsekwencją zalet połączenia symetrycznego – słychać, że wyjście zbalansowane jest faworyzowane. Możliwości aplikacji nie dorównują jeszcze oprogramowaniu EarStudio ES100.

W chwili pisania niniejszego tekstu polska cena FiiO BTR5 nie jest jeszcze znana. Za granicą urządzenie można kupić za 140 dolarów amerykańskich, co przekłada się na około 550 zł, bez uwzględniania wysyłki i opłat importowych. Można więc spodziewać się, że lokalna cena wyraźnie przekroczy 600 zł, ale mogę się mylić. Uważam, że adapter jest tego warty – oferuje brzmienie rewelacyjnej jakości, stanowiąc alternatywę zarówno dla odtwarzacza, jak i biurkowego DAC/AMP-a. To dobre rozwiązanie zarówno do użytku mobilnego, jak i stacjonarnego.

Aktualnie jednak EarStudio ES100 jest bardziej opłacalny, kosztuje 399 zł. Cenię oba adaptery, ale uważam BTR5 za sprzęt lepszy w ogólnej ocenie. Jeśli jednak liczy się każda złotówka, to ES100 wychodzi na prowadzenie. Adapter EarStudio to też lepsza opcja dla fanów bardziej średnicowego i naturalnego dźwięku, którzy nie przepadają za bardziej studyjną prezentacją.

Dla FiiO BTR5

Zalety:
+ solidne etui z klipsem
+ świetnie wzornictwo
+ wzorowe wykonanie
+ wygodna obsługa
+ praktyczny wyświetlacz
+ obsługa zaawansowanych kodeków audio
+ Bluetooth 5.0 z NFC
+ obecność wyjścia 2,5 mm
+ udany DAC USB
+ duża ilość mocy
+ zrównoważone, klarowne i przestrzenne brzmienie o neutralnym charakterze

Wady:
– spore wymiary jak na adapter Bluetooth
– wyraźnie gorszy w trybie niesymetrycznym (z wyjścia 3,5 mm)
– przeciętne możliwości aplikacji

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
fiio

1 KOMENTARZ

  1. Dzień dobry,

    dziękuję za kolejną szczegółową i obszerną recenzję.
    Czy mógłbym prosić o przetestowanie btr5 z Fiio f9 Pro i podzielenie się spostrzeżeniami?

    Pozdrawiam

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here