FiiO LC-C to korzystnie wycenione, ośmiożyłowe kable z posrebrzonej miedzi wyposażone we wtyczki MMCX i dostępne w trzech wersjach. Sprawdziłem co potrafią konfiguracje zbalansowane z wtyczkami 2,5 mm oraz 4,4 mm.

Wcześniej nie narzekałem na standardowe okablowanie słuchawek FiiO, które dobrze współgrało z modelami F9 PRO, FH1 lub FH5. Niestety okazało się, że potencjał modelu FA7 został ograniczony przez kabel LC-3.5B, znany z FH5. Zmiana kabla na Oriveti Affinity przyniosła znaczą poprawę. Problem w tym, że hybrydowy Affinity to spory wydatek (849 zł), zatem byłem ciekaw, czy nie można uzyskać takich samych (lub nawet lepszych) efektów niższym kosztem. Z pomocą przyszły tytułowe kable, czyli FiiO LC-2.5C oraz LC-4.4C, niedrogie (299 zł), ale zaawansowane konstrukcyjnie. Jak wpływają na brzmienie FH5, FA7 i FA1 oraz innych słuchawek z gniazdami MMCX?

REKLAMA
fiio

Wyposażenie

Okablowanie jest dostarczane w białych, estetycznych pudełkach. Kable znajdują się w dodatkowych woreczkach, chociaż te są raczej jednorazowego użytku. Jako wyposażenie można zaliczyć jedynie białe opaski z rzepu ozdobione logo marki, zamocowane na kablach.

Konstrukcja i użytkowanie

Mimo że ceny nie są wyśrubowane, to kable FiiO LC-C prezentują się świetnie. Zastosowano materiały wysokiej jakości, a przezroczyste izolacje odsłaniają posrebrzone żyły miedzi. Dobre wrażenie robi także sam splot przewodów, który jest płaski niczym warkocz – składa się z czterech par żył splecionych ze sobą naprzemiennie. Kable bez wątpienia przyciągają wzrok, są bardziej efektowne niż te standardowo dodawane do FH5 lub FA7.

FiiO LC-C są wykonane z posrebrzonej miedzi monokrystalicznej, ale dokładny stopień czystości przewodnika nie jest znany. Składają się z ośmiu ręcznie splecionych żył, które znajdują się w oddzielnych izolacjach TPU (Termoplastyczny Elastomer Poliuretanowy). Dla porównania kable LC-B są dwużyłowe i wykonane z czterech wiązek zgrupowanych po dwie na żyłę. W efekcie w jednej żyle LC-B są dwie skręcone ze sobą wiązki, a w kablach serii LC-C wszystkie wiązki są od siebie odseparowane.

W przypadku kabli LC-B producent gubił się w specyfikacji, raz podając, że to posrebrzona miedź, a innym razem, że srebro pokryte miedzią. Ostatecznie kable LC-B są najpewniej również posrebrzane, ale od LC-C odróżniają je inne aspekty. Wiązkę w LC-B tworzą 24 druciki o średnicy 0,05 mm, a łącznie jest ich 96. W przypadku LC-C wiązka składa się z 19 drucików o średnicy 0,08 mm, a łącznie jest ich 152. Producent nie informuje o geometrii kabli, więc nie wiadomo czy poszczególne druciki są emaliowane, czy zaizolowano całe wiązki.

Kable LC-C to przewody przystosowane do noszenia metodą OTE (Over The Ear) – są wyposażone w zausznice znane z serii LC-B. Wtyczki MMCX mają przezroczyste obudowy i zostały odróżnione pierścieniami – niebieskim dla lewego kanału i czerwonym dla prawego. Zausznice są fabrycznie wygięte – nie można nadać im pożądanego kształtu. Rozdzielacze są już inne – w LC-B były płaskie, a w LC-C są cylindryczne. Nie zabrakło suwaka do skrócenia odcinków dousznych, który kształtem odpowiada splitterowi. Kable o długości 120 cm wieńczą wtyczki w aluminiowych obudowach. W przypadku LC-2.5C jest to kątowa wtyczka typu 2,5 mm, natomiast wersja LC-4.4C posiada prosty wtyk 4,4 mm, również w aluminiowej obudowie, ale z dodatkową ozdobą w postaci czerwonego pierścienia. Wtyczki są pozłocone, bez względu na wersję kabla.

Jak kable LC-C spisują się w praktyce? Moim zdaniem lepiej niż LC-3.5B. Standardowy kabel z FH5 lub FA7 potrafi się odkształcać, jest sztywny i ciężki. Płaskie przewody w LC-2.5C oraz LC-4.4C dobrze się układają, łatwo je zwinąć, a dodatkowo są lżejsze. Miałem obawy odnośnie splotów, które są dość luźne, ale kable nie rozplątują się ani nie zahaczają o elementy garderoby. Nie jest jednak perfekcyjnie – zausznice mają standardowe wady. Moim zdaniem są zbyt mocno odgięte lub trochę za długie i niestety lekko drażnią skórę pod małżowinami usznymi. W moim przypadku ocierają się o policzki, czym irytują podczas słuchania. Szkoda też, że nie można ich bardziej odgiąć, uparcie wracają do swojego pierwotnego kształtu.

Specyfikacja

  • wiązka: osiem żył miedzi monokrystalicznej, niezależnie izolowane, splecione parami
  • izolacja: TPU (niemieckiej produkcji)
  • złącza: pozłocone, MMCX
  • wtyczki: 2,5 mm / 3,5 mm / 4,4 mm (kolejno LC-2.5C, LC-3.5C, LC-4.4C)
  • długość: ok. 120 cm (110 cm bez uwzględniania wtyczek oraz zausznic)

Brzmienie

  • Słuchawki: Campfire Audio Solaris, Atlas i Andromeda, FiiO FA7, FH5, FA1 i F9 PRO, Oriveti New Primacy
  • DAC/AMP i wzmacniacze: FiiO Q5 (wzmacniacz/moduł AM3B), Astell&Kern AK XB10, FiiO BTR3
  • DAP: Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200 (AMP1), FiiO M9
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Oriveti Affinity
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

Skupiłem się na odsłuchach ze źródeł: FiiO Q5 (AM3B), iBasso DX200, FiiO M9 oraz Astell&Kern AK70 MKII. Należy jednak wziąć poprawkę na to, że standardowe przewody LC-B są niesymetryczne (wtyczka 3,5 mm), więc różnice będą wynikały także z zastosowania konfiguracji zbalansowanych.

FiiO LC-C i FiiO FA7
Rozpocząłem od modelu FiiO FA7, czyli słuchawek, dla których postanowiłem przetestować kable z serii LC-C. Ze standardowym przewodem LC-3.5B słuchawki robią wrażenie masywnym średnim basem, niezłym zejściem w subbas, ciepłym i ogólnie łagodnym charakterem, ale w niektórych sytuacjach mogą wydać się lekko zamulone i zgaszone. Nie brzmią tak klarownie i bezpośrednio, jak model FH5, mimo że ich średnica jest bliższa. Po podłączeniu słuchawek kablem Oriveti Affinity uzyskałem bardziej uporządkowany i klarowny przekaz, ale przewód Oriveti jest hybrydowy, złożony w połowie z miedzi, więc nie wyostrza dźwięku tak, jak zazwyczaj robią to kable srebrne lub posrebrzane. Brzmienie FA7 z Affinity nadal pozostało dość łagodne.

Okazuje się, że kabel FiiO LC-C zgrywa się z FA7 lepiej od Oriveti Affinity, a ogólne efekty są bardzo dobre. Słuchawki nadal nie stają się chude lub ostre, ale góra pasma zdecydowanie się otwiera, brzmi bardziej klarownie, jest bliższa i mocniej doświetla brzmienie. Efekty są takie, jak przystało na okablowanie tego typu – brzmienie staje się „posrebrzone”. Ciągle nie ma mowy o sybilizacji, dźwięk staje się jedynie bardziej krystaliczny, ale góra jest nadal kontrolowana. Średni bas nadal robi wrażenie masywnością, a słuchawki schodzą w subbas równie głęboko, ale dół cechuje się trochę większą dyscypliną i w mniejszym stopniu zlewa się ze średnicą. Słychać także poprawę stereofonii i głębi oraz mocniejsze napowietrzenie sceny, ale może to być efekt połączenia zbalansowanego. Moim zdaniem rezultaty z LC-2.5C lub LC-4.4C są znacznie lepsze – już po pierwszych odsłuchach nie chciałem wracać do standardowego kabla.

FiiO LC-C i FiiO FH5
W trakcie testów FH5 nie czułem potrzeby zmiany kabla – ten standardowy współgrał ze słuchawkami bez zarzutu. Kabel Oriveti Affinity lekko wyklarował brzmienie FH5, ale jego wpływ na sygnaturę nie był duży – poprawa wynikała w dużej mierze z zastosowania kabla zbalansowanego. W przypadku FiiO LC-C wpływ na dźwięk jest większy. Wysokie tony są wyraźnie mocniej zarysowane – słuchawki ciągle nie sybilizują, ale stają się jaśniejsze. Sygnatura nawet lekko się ochładza, talerze perkusyjne są mocniejsze, smyczki bardziej wyraziste, a gitarowe solówki ostrzejsze. Brzmienie jest mocniej doświetlone, bardziej krystaliczne. Z tego powodu bas wydaje się być mniej prominentny, jakby skromniejszy. Nadal świetnie mruczy w subbasie, dociąża brzmienie, ale odchodzi na dalsze tory.

W efekcie w przypadku FH5 wymiana okablowania na LC-C może być zarówno korzystna, jak i nie – wszystko będzie zależało od synergii ze źródłem dźwięku. Jeśli słuchawki brzmiały zbyt łagodnie w sopranie, jeśli odtwarzacz je przyciemniał lub zbyt mocno przybliżał bas, to kabel FiiO LC-C uratuje sytuację. Jeśli jednak wysokie tony były na swoim miejscu, a góra pasma była podawana w dobrych dawkach, to LC-C może brzmienie zepsuć. Podobało mi się zgranie FH5 z LC-C wraz z odtwarzaczem iBasso DX200 oraz FiiO M9, ale już z AK70 MKII oraz Q5 (AM3B) brzmienie robiło się trochę za ostre w górze pasma.

FiiO LC-C i FiiO FA1
Najnowsze, jednoprzetwornikowe słuchawki armaturowe od FiiO zaskoczyły mnie zrównoważonym, neutralnym tonalnie brzmieniem wysokiej jakości. To dość technicznie brzmiące słuchawki o analitycznym zacięciu, które jednak równie dobrze potrafią być muzykalne, gdyż brzmią dość gładko. W przypadku FA1 miałem możliwość sprawdzenia przewodów Oriveti Affinity oraz FiiO LC-C już w trakcie testu słuchawek. Okazało się, że Affinity zgrał się bez zarzutu – poprawił kontrolę góry (z czym słuchawki mają mały problem), wyklarował brzmienie, a także poprawił holografię.

FiiO LC-C nie jest natomiast dobrym towarzyszem dla FA1. Kontrola góry również się poprawiła, ale było jej już za dużo. Słuchawki wyostrzyły się, ochłodziły, stały się jeszcze bardziej techniczno-analityczne, już ściśle laboratoryjnie. Efekt znowu będzie zależny od synergii, ale LC-C będzie dobrym wyborem do FA1 jedynie w przypadku połączenia z mocno ciemnymi, ocieplonymi lub wręcz zamulonymi źródłami. Moim zdaniem FiiO LC-2.5C lub LC-4.4C w większości przypadków zaszkodzą FiiO FA1.

FiiO LC-C i F9 PRO
W przypadku FiiO F9 PRO efekt będzie również zależny od kontekstu. Słuchawki mają lekkie podbicie w górze pasma, które czasami powoduje sybilizację. Dużo jednak zależy od zgrania i realizacji muzyki, więc nie zawsze daje się to we znaki. Z tego powodu obawiałem się zgrania z LC-C, ale efekty były bardzo dobre – dźwięk słuchawek stał się trochę twardszy, bardziej precyzyjny w górze pasma, ale nadal dobrze dociążony w basie. Niskie tony nie zostały zdegradowane tak, jak w modelu FH5 – były równie bezpośrednie, ale za to bardziej kształtne, jakby trójwymiarowe. W przypadku FiiO F9 PRO eksperyment z LC-C również uważam za udany.

FiiO LC-C i inne słuchawki
Co ze słuchawkami innych marek? Oriveti New Primacy nieźle zgrały się z LC-C. Efekty były podobne, jak w przypadku F9 PRO – dźwięk stał się klarowniejszy, bardziej zarysowany, kontrolowany i holograficzny. Moim zdaniem rezultaty były trochę gorsze od Affinity, który lepiej służy New Primacy – słuchawki same w sobie brzmią dość jasno i bezpośrednio, więc gładki Affinity gwarantował trochę łagodniejszy i pełniejszy przekaz. Lepiej więc szukać do New Primacy okablowania hybrydowego lub z nieposrebrzonej miedzi monokrystalicznej.

Większość modeli słuchawek Campfire Audio z platformy testowej ma wysokiej jakości okablowanie standardowe, a wymiana na LC-C może nie przynieść żadnych korzyści. Z ciekawości jednak odsłuchałem LC-C z Solarisami, Andromedami i Polarisami. Zacząłem od tych ostatnich, które mają w zestawie najskromniejszy kabel (są w końcu najtańsze z całej trójki). Efekty nie zaskakiwały – brzmienie Polarisów było mocniej zarysowane, jaśniejsze, bardziej krystaliczne i mniej gładkie, ale różnice nie były wyjątkowo kontrastowe. W przypadku ciemniejszych, cieplejszych lub ewidentnie basowych źródeł, efekty mogą być korzystne. W innej sytuacji wymiana kabla będzie zbędna – dźwięk Polarisów ze standardowym okablowaniem w pełni satysfakcjonuje.

Andromedy zyskały na wymianie kabla, ale raczej tylko ze względu na przejście z kabla niesymetrycznego na symetryczny, w końcu w zestawie sprzedażowym znajduje się tylko kabelek 3,5 mm. Powiększyła się scena, separacja kanałów była mocniejsza, ale tonalnie słuchawki brzmiały tak samo. Nie było słychać żadnego pogorszenia jakości dźwięku, mimo że LC-C to kabel wyraźnie tańszy od standardowego Litz Cable dodawanego do Andromed. To zatem kolejny przykład na to, że pieniądze nie “grają”.

Według mnie Campfire Audio Solaris brzmią lepiej z Oriveti Affinity niż ze standardowym Super Litz Cable, czyli kablem z tej samej półki cenowej, co Affinity. Słuchawki te są dość agresywne w górze pasma i wyższej średnicy, więc Affinity im służył. Natomiast FiiO LC-C to kabel o 500 zł tańszy od Super Litz Cable. Daje się wychwycić to, że Super Litz Cable jest pełniejszy w basie od LC-C, co sprzyja Solarisom – to pewnie efekt zastosowania żył o różnym przekroju. W przypadku LC-C słychać podobnie mocną górę pasma, ale niestety także płytszy bas. Natomiast łatwo wyłapać korzystny wpływ połączenia symetrycznego tj. mocniejszą separację kanałów i poprawę holografii. Dla Solarisów również szukałbym raczej kabli hybrydowych lub w pełni miedzianych – warto przytemperować słuchawki łagodniejszym kablem.

Podsumowanie

FiiO LC-C to kable, które nie zaskakują, ale też nie zawodzą. Robią dokładnie to, co mają robić posrebrzane „miedziaki” – krystalizują dźwięk, rozjaśniają brzmienie, utwardzają kontur i polepszają aspekt holograficzny oraz przestrzenny, szczególnie, gdy porównujemy połączenia zbalansowane z niesymetrycznymi. Nie mam też zarzutów odnośnie wykonania i strony wizualnej oraz praktycznej – moim zdaniem kable LC-C spisują się lepiej niż dość toporne wersje LC-B.

Nie podobają mi się jedynie zausznice. Niby nie ma tragedii, ale szkoda, że nie można nadać im pożądanego kształtu lub że po prostu nie są krótsze. Lekko irytują skórę, ocierają się o policzki na styku szczęki, co może być jednak sprawą zupełnie subiektywną, wynikającą z fizjonomii.

Kable FiiO LC-C kosztują 299 zł, niezależnie od wariantu. Dostępne są wersje LC-2.5C, LC-3.5C oraz LC-4.4C, czyli kolejno z wtykami 2,5 mm, 3,5 mm oraz 4,4 mm. Moim zdaniem stosunek jakości do ceny jest, jak na ośmiożyłowe okablowanie, korzystny. Nie mogę jednak polecić okablowania bezwarunkowo, ponieważ przewody nie zgrają się z każdymi słuchawkami lub odtwarzaczami. To świetny wybór np. do FiiO FA7 lub F9 PRO, dobry do FH5, ale kiepski do FA1. Jeśli potrzebujemy mocniejszej góry pasma, bardziej wyrazistego i zarysowanego dźwięku – warto wybrać LC-C. W innym przypadku wymiana okablowania na LC-C może przynieść rezultaty odwrotne do zamierzonych.

Dla FiiO LC-2.5C i LC-4.4C

Zalety:
+ praktyczna opaska z rzepu
+ bardzo dobra jakość wykonania
+ estetyczne wzornictwo
+ wtyczki i rozdzielacze wykonane z aluminium
+ dobra ergonomia
+ wysokiej jakości brzmienie

Wady:
– przeciętne zausznice
– wymagają synergii

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
fiio

5 KOMENTARZE

  1. Maciej, z kabelkiem LC-2.5C które słuchawki byś wybrał do szeroko pojętego metalu, FH5 czy może FA7? Z naciskiem na scenę i holografię. Od premiery katuję FH5 i jestem z nich mega zadowolony ale bardzo ciekawią mnie FA7.

    Dzięki za recenzję.

    • Z kablem LC-2.5C wybrałbym FA7 do metalu. FH5 ze standardowym kablem są moim zdaniem świetne do metalu – właśnie holograficznego, przestrzennego w przekazie, ale z dobrym dociążeniem. Obawiam się, że z LC-2.5C może zrobić się zbyt „ostrawo”. Za to FA7 brzmią bardziej masywnie, to dobra opcja dla fanów gęstego, dociążonego gitarowego grania z konkretną masą w średnim basie i niskiej średnicy. FA7 za to już nie brzmią w sposób tak otwarty, koncertowy, są trochę ciaśniejsze w przekazie, mocniej wypełnione, więc LC-2.5C dodaje im klarowności, oddechu, uporządkowuje poszczególne pasma. Jeśli jednak jesteś w pełni zadowolony z FH5, to FA7 mogą się nie spodobać 🙂

    • Słuchawki nie stają się jakieś wyjątkowo ostre, mocno jasne. Tylko metal jest często różnie zrealizowany, bywa jazgotliwy 🙂 Góra jest i tak pozbawiona sybilizacji.

  2. Masz rację. Metal bywa różnie zrealizowany. Na przykład Pantera – Cowboys From Hell. Kabelek będę miał w tygodniu więc posłucham jak się spisze:-)

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here