M11 to gorąca nowość w ofercie FiiO. Odtwarzacz posiada podwójną kostkę AK4493EQ, wyjście zbalansowane 4,4 mm, ekran 5,15 cala w proporcjach 18:9 i w rozdzielczości HD+, a także rozbudowany system operacyjny.

Nowe odtwarzacze FiiO zostały dostosowane do aktualnych trendów. Oferują zaawansowane interfejsy Bluetooth, wspierają strumieniowanie i są bardziej poręczne. Doceniłem szczególnie modele M6 oraz M9. Topowy model M11 to skok w bok – DAP jest znacznie większy od M9, posiada spory ekran, sześciordzeniowy procesor Samsung Exynos 7872 z 3 GB RAM-u i 32 GB pamięci oraz zaawansowany układ audio. Producent obiecuje wsparcie dla mnogości formatów, duże możliwości systemu operacyjnego i oczywiście znakomite brzmienie. Warto wydać 2400 zł?

REKLAMA
fiio

Wyposażenie

Wyposażenie jest dość skromne, a tym samym podobne do niższych modeli. Do dyspozycji są:

  • kabel USB C;
  • adapter koaksjalny (3,5 mm);
  • silikonowe etui;
  • kluczyk do czytników kart;
  • instrukcja obsługi i dokumentacja.

Kabel USB C mierzy 100 cm, ma niewielkie wtyczki i matową izolację. Prezentuje się solidnie, ale jest sztywny niczym drut. Adapter koaksjalny mierzy 4 cm (bez uwzględniania długości wtyczek) i pozwoli zamienić wyjście 3,5 mm na SPDIF. Etui prezentuje się podobnie, jak w niższych modelach – jest wykonane z przezroczystego i grubego silikonu, ale niestety nie przylega idealnie do dolnej krawędzi, co nie miało miejsca w pozostałych odtwarzaczach z serii M.

Konstrukcja

Odtwarzacz został wykonany z hartowanego szkła oraz aluminium wyciętego maszynowo i wykończonego w kolorze matowej czerni. Bryła jest duża, mocno ciosana i niezmiernie przypomina odtwarzacz FiiO X5 III. Tym razem producent jednak postawił na matową czerń, szklany tył zdobi wzór imitujący włókna węglowe, a dostrzec można także szereg złotych akcentów, np. metalowe pokrętło, gniazda 3,5 mm oraz 4,4 mm, czy też znaczki Hi-Res Audio z tyłu obudowy. Moim zdaniem efekt jest świetny.

Na froncie jest wyświetlacz inspirowany smartfonami, który został zabezpieczony naklejonym fabrycznie, hartowanym szkłem 7H. Ekran ma przekątną 5,15 cala, ale jest w proporcjach 18:9 zamiast 16:9. Został więc wydłużony, a tym samym zminimalizowano ramki. Odstępy wokół wyświetlacza nie są jeszcze tak wąskie, jak w przypadku flagowych smartfonów, ale już cieszą oko. Wyświetlacz został wykonany w technologii IPS i ma rozdzielczość HD+ (1440×720 pikseli), co przekłada się na zagęszczenie 313 ppi, więc ostrość jest bez zarzutu. Kolory są dobre, kontrast dość wysoki, kąty widzenia idealne, a podświetlenie wystarczające za dnia i nie oślepiające po zmroku. Niestety biel jest wyraźnie zaniebieszczona.

Lewy bok został charakterystycznie wytłoczony i zawiera cztery elementy: dwa przyciski zmiany utworów, metalową rolkę głośności oraz przycisk odtwarzania. Przyciski delikatnie odstają i zostały oznaczone wytłoczeniami. Przeciwny bok jest już płaski i ma ścięte krawędzie, a znajdują się tam dwa czytniki kart microSD.

Na górną krawędź trafił jedynie włącznik z podświetlonym pierścieniem, który został wpuszczony w obudowę. Natomiast na dolnej krawędzi znajduje się cały interfejs, czyli: wyjście słuchawkowe 4,4 mm, wyjście słuchawkowe 2,5 mm, USB C oraz wyjście słuchawkowe/liniowe/koaksjalne 3,5 mm.

Szklany spód zdobi logo marki oraz wspominane nadruki Hi-Res Audio oraz Hi-Res Audio Wireless. Szkło na plecach jest zupełnie płaskie, w przeciwieństwie do lekko zaoblonego frontu. Wzór włókien węglowych jest dość dyskretny – nieznacznie mieni się tylko pod określonym kątem.

Ergonomia i obsługa

FiiO M11 nie jest już tak poręczny, jak model M9. Urządzenie ma 15,5 mm grubości, 130 mm długości i 70,5 mm szerokości, a do tego waży 211 gramów. Niższemu modelowi było bliżej wymiarami do smartfona, a tutaj mamy już typowy DAP wagi ciężkiej. M11 nadal nie jest jednak rekordowo duży, a tym samym prezentuje się zgrabniej od sprzętu iBasso. Mimo tego, odtwarzacz i tak może zmęczyć dłoń i nie zmieści się w każdej kieszeni – to już raczej audiofilski kombajn.

Problem w tym, że M11 wcale nie jest specjalnie zaawansowany, jeśli chodzi o sam interfejs. Zaletą jest nowe gniazdo zbalansowane 4,4 mm, ale pozostałe interfejsy cyfrowe współdzielą gniazdo 3,5 mm z wyjściem słuchawkowym. Przydałyby się niezależne wyjścia, a względem X7 II lub odtwarzaczy iBasso brakuje także modularnego wzmacniacza. Podobają mi się jednak 32 GB pamięci wbudowanej, dwa czytniki kart oraz oczywiście gniazdo USB typu C. Świetnie, że producent konsekwentnie trzyma się złącza nowej generacji.

Odtwarzacz można z powodzeniem obsługiwać jednorącz. Dzięki zminimalizowanym ramkom kciuk może sięgnąć do górnej belki systemowej, ale najlepsze efekty i tak daje obsługa oburęczna. DAP wygodnie leży w lewej dłoni, a wtedy kciuk ma łatwy dostęp do bocznych przycisków oraz świetnej, tykającej rolki regulacji głośności. Ekran obsługuje się wtedy prawą dłonią, za pomocą wirtualnych przycisków nawigacyjnych lub gestami. Te ostatnie wykonuje się przesuwając palec od dolnej krawędzi ku górze (powrót do ekranu głównego, lista aplikacji po przytrzymaniu) lub od lewej ku środkowi (cofanie).

Czas działania jest też dobry, ale to nadal nic wyjątkowego. Z niewymagającymi słuchawkami 3,5 mm można liczyć na 13 godzin działania. Jeśli jednak sięgniemy po wyjścia zbalansowane, czas odtwarzania skróci się do około 9 godzin. Śmiało można za to korzystać z interfejsu Bluetooth, który wystarczy nawet do 48 godzin przy użyciu kodeka LDAC. Podczas testów słuchawek przewodowych osiągałem 7-9 godzin działania, używając wielu trybów, różnych funkcji i przeróżnych słuchawek. Wbudowany akumulator o pojemności 3800 mAh można ładować za pomocą dwóch, szybkich standardów, czyli Quick Charge 2.0 lub Power Delivery 2.0.

Oprogramowanie i funkcje

M11 działa pod kontrolą zmodyfikowanego Androida 7.0 Nougat. Tym razem jest on bardziej funkcjonalny i bliżej mu do czystego systemu, niż w przypadku modeli M6, M7 i M9. Oprogramowanie przywodzi raczej na myśl model X5 III – na górze jest typowa belka, główny ekran to zwyczajny pulpit z wieloma tapetami do wyboru, a aplikacje grupuje się w szufladzie. Tym razem nie ma usług Google (chociaż główną przeglądarką internetową jest Chrome) i sklepu Google Play, ale zamiast niego dostępny jest instalator aplikacji od FiiO, zawierający popularne odtwarzacze muzyki, programy strumieniujące, a także bazy aplikacji, takie jak np. APKPure. Można więc swobodnie pobierać oprogramowanie, jednocześnie unikając zbędnych procesów systemowych od Google’a. To dobre, ale nie idealne rozwiązanie – niektóre płatne aplikacje wymagają bowiem konta Google do weryfikacji licencji. W ustawieniach można co prawda znaleźć zakładkę „Konta”, ale próba dodania konta Google kończy się fiaskiem.

Wydajność jest zaskakująco wysoka – odtwarzacz w ogóle nie „zamula”. Zastanawiałem się, czy sześciordzeniowy Samsung Exynos 7872 to nie przesada, ale efekty są świetne – M11 działa właściwie równie szybko jak smartfon ze średniej półki. Urządzenie uruchamia się sprawnie, żwawo instaluje i otwiera aplikacje, dobrze radzi sobie zarówno z odtwarzaczami muzyki, jak i z aplikacjami strumieniującymi. To także sprawka zastosowania 3 GB pamięci RAM, która umożliwia płynne przełączanie się pomiędzy otwartymi aplikacjami. M11 jest bez wątpienia szybszy od X5 III, M9 czy M6 – korzystanie z niego to przyjemność.

Domyślną aplikacją do odtwarzania muzyki jest FiiO Music w wersji znanej ze smartfonów, czyli funkcjonalnej i wygodnej w obsłudze. Można jednak zainstalować każdą inną aplikację wedle preferencji, więc dodatkowo wgrałem także zaufanego Foobara2000. Górna belka systemowa została dostosowana do funkcji odtwarzacza, zawiera skróty do zmiany filtrów cyfrowych, podbicia, trybu USB (pamięć i DAC USB), opcji AirPlay oraz zmiany funkcji wyjścia 3,5 mm. Ustawienia wyglądają niczym z czystego Androida i są logicznie posegregowane. Nie brakuje opcji audio, w tym balansu kanałów, wyboru kodeków Bluetooth, ustawień wyświetlacza, nawigacji, oszczędzania energii i opcji dodatkowych, w tym na przykład budzenia ekranu podwójnym dotknięciem lub blokowania przycisków po wyłączeniu ekranu. Niestety ponownie nie ma dostępnego języka polskiego, a niektóre opcje (jak np. korektor graficzny) znajdują się bezpośrednio w aplikacji FiiO Music, nie są więc dostępne globalnie.

Funkcjonalność jest wysoka, ale tym samym zbliżona do M9. Nie zabrakło dwukierunkowego Bluetootha, a M11 otrzymał już aktualizację, która pozwoli korzystać z LDAC-a w trybie wzmacniacza Bluetooth. Urządzenie umożliwia odtwarzanie muzyki przez USB w trybie asynchronicznym 32-bit/384 kHz, ale aktualnie brakuje jeszcze trybu Bluetooth przez USB. M11 po podłączeniu do komputera nie może działać jako adapter do bezprzewodowych słuchawek lub głośników – taką opcję zapewne również wprowadzi w przyszłości stosowna aktualizacja. Świetnie, że nie zabrakło wsparcia dla zaawansowanych kodeków, obsługi USB OTG oraz dwuzakresowego Wi-Fi. Ciekawą nowością jest opcja All To DSD, która konwertuje sygnał PCM do DSD i jest dostępna z poziomu systemu, więc działa globalnie, bez względu na to z jakiej aplikacji odtwarzającej korzystamy. Niestety opcja ta znika w trybie USB DAC. Korzystanie z All To DSD także bardziej obciąża procesor, co skutkuje wyższą temperaturą obudowy i krótszym czasem działania.

Specyfikacja

Ogólna:

  • układ: Samsung Exynos 7872 (2x 2 GHz Cortex-A73 + 4x 1,6 Cortex-A53), 3 GB RAM
    system operacyjny: zmodyfikowany Android 7.0 Nougat
  • wyświetlacz dotykowy: IPS 5,15 cala, proporcje 18:9, 1440×720 pikseli, interfejs dotykowy (10-punktowy multi-touch)
  • obsługa formatów: AAC, MP3, WMA, OGG, APE, Apple Loseless, AIFF, FLAC, WAV, WMA LOSELESS, max 32 bit/384 kHz, DSD256, DXD352
  • przetwornik: 2x AK4493EQ + A3P030 (FPGA)
  • wzmacniacz: 2x OPA1642 (LPF), 2x OPA926 (wzmocnienie)
  • interfejsy bezprzewodowe: Bluetooth 4.2 z aptX, aptX HD, LDAC, dwukierunkowy (Samsung S5N5C10B01-6330) + Wi-Fi: 2,4 GHz/5 GHz z opcją strumieniowania
  • pamięć wbudowana: 32 GB + dwa czytniki micro SD do 4 TB (teoretycznie)
  • obsługa słuchawek: 16-300 Ω (2,5 mm + 4,4 mm), 16-150 Ω (3,5 mm)
  • funkcje: DAC USB (z opcją Bluetooth), DLNA, 10-pasmowy EQ, regulacja balansu +/- 5 dB, 120-stopniowa regulacja głośności, wyjście cyfrowe SPDIF oraz liniowe 3,5 mm, konwertowanie PCM do DSD, szybkie ładowanie Quick Charge 2.0 i Power Delivery 2.0
  • akumulator: 3800 mAh (czas pracy do 13 godzin przez 3,5 mm, do 9 godzin przez 2,5/4,4 mm, do 48 godzin przez Bluetooth z LDAC, czas ładowania 3 h z 5 V/2 A, <2,5 h z 12 V/1,5 A )
  • wymiary: 130 x 70,5 x 15,5 mm
  • masa: 211 g

Wyjście słuchawkowe 3,5 mm:

  • moc: 255 mW @ 16 Ω, 195 mW @ 32 Ω, 22 mW @ 300Ω
  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-90 kHz
  • SNR: >118 dB
    impedancja: <1 Ω
  • separacja kanałów: >72 dB
  • THD+N: 0,003% @ 1 kHz

Wyjście słuchawkowe 2,5 mm + 4,4 mm:

  • moc: 480 mW @ 16 Ω, 550 mW @ 32 Ω, 88,5 mW @ 300 Ω
  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-90 kHz
  • SNR: >118 dB
  • impedancja: <2 Ω
  • separacja kanałów: >107 dB
  • THD+N: 0,002% @ 1 kHz

Wyjście liniowe:

  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-90 kHz
  • SNR: >115 dBa
  • separacja kanałów: >108 dB
  • THD+N: 0,001% @ 1 kHz
  • napięcie: 1,95 V rms

Brzmienie

  • Słuchawki: Audeze LCD-2 Closed Back, Audeze LCD-2 (Double Helix Fusion Complement4), MrSpeakers Ether 1.1 (Forza AudioWorks HPC Mk2 i DUM), Campfire Audio Solaris, Atlas, Andromeda i Polaris, FiiO FA7, FH7, FH5, F9 PRO i FA1, Symphonium Audio Aurora, Etymotic ER-4PT, Oriveti New Primacy, Brainwavz B400, Aune E1, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila, Burson Playmate Everest, FiiO Q5 (AM3B), Leckerton UHA-760, Astell&Kern AK XB10, FiiO BTR3
  • DAP: Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200 (AMP1), FiiO M9, OnePlus 6T
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Oriveti Affinity
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

Odtwarzacz został przetestowany z oprogramowaniem w wersji 1.05. Korzystałem zarówno z interfejsu niesymetrycznego, jak i symetrycznych. Testowałem urządzenie w trybie odtwarzacza oraz DAC-a USB. Używałem głównie aplikacji FiiO Music oraz Foobar2000. Ta druga, względem domyślnej aplikacji do odtwarzania oferuje bardziej zarysowane i techniczne brzmienie.

Brzmienie FiiO M11
Złoty środek – to pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy podczas odsłuchów FiiO M11. Odtwarzacz został zestrojony optymalnie, a tym samym bezpiecznie. Sygnatura dźwiękowa jest zrównoważona, wręcz liniowa, z bliskim pasmem średnim. Nie słychać ścięć w skrajach pasma lub niespodzianek w średnicy – odtwarzacz brzmi równo i neutralnie barwowo, a tym samym nie jest skrajnie analityczny. Uzyskano to za sprawą gładkiego, płynnego, wręcz aksamitnego przekazu – kontur jest odpowiednio twardy, ale odtwarzacz nie brzmi surowo, sucho czy ostro. Dźwięk jest jednocześnie z najwyższej półki pod względem techniczności, ale tym samym bryluje muzykalnością. Można liczyć na nasycenie, barwność, angażującą dynamikę, ale także rozdzielczość, mikrodetale i holografię.

Odtwarzacz niczym nie podpada w basie. Pasmo to jest odpowiednio głębokie w najniższych rejestrach, masywne w średnich i zwarte oraz punktowe w wyższych. Nie ma szans na ograniczenie zejścia słuchawek czy rozdzielczości dołu. Odtwarzacz nie limituje dynamiki, zapewnia swobodny przekaz basu, który jest tym samym zróżnicowany pod względem faktury. Jednocześnie zachowano muzykalny charakter – bas nie jest wyjątkowo twardy, mocno konturowy, bezwzględny czy totalnie techniczny. M11 nie generuje szkicowego i laboratoryjnego dołu, ponieważ nie brakuje mu nasycenia, miękkości i gładkości. Moim zdaniem M11 zadowoli oba obozy, ten analityczny i ten muzykalny. Podoba mi w nim się zarówno rozdzielczość, jak i brak suchości oraz surowości.

Przejście w średnicę jest płynne, a pasmo środkowe jest bezpośrednie. Nie ma wrażenia oddalenia środka, a jestem przekonany, że niektórzy odbiorą ten fragment pasma jako lekko wyeksponowany. Moim zdaniem przekaz jest bardzo naturalny i gładki. Bez wątpienia słychać „VELVET SOUND” w wykonaniu Asahi Kasei. Pasmo jest nasycone, prezentowane w sposób barwny i łagodny. Kontur jest zarysowany, ale jednocześnie miękki. M11 nie brzmi tak bezwzględnie i „tranzystorowo”, jak np. większość DAP-ów z kostkami Sabre na pokładzie. Przekaz nie wydaje się być wyostrzony, a jednocześnie nie słychać zgaszenia, złagodzenia lub wręcz wycięcia wyższej średnicy. Moim zdaniem ze średnicą jest tak, jak z basem – to znowu złoty środek pomiędzy muzykalnością a analitycznością. Rozdzielczość jest bez zarzutu, detali nie brakuje, dynamika przekazu nie budzi zastrzeżeń, ale wszystko odbywa się w sposób łagodny i niewymuszony. Chcemy rozłożyć utwór na czynniki pierwsze? Nie ma problemu, jest co robić. Wolimy się zrelaksować lub nawet zdrzemnąć? Proszę bardzo, odtwarzacz nie zabrzmi agresywnie i męcząco.

Góra pasma nie została ścięta, zgaszona, przyciemniona lub „zrolowana”, ale znowu podawana jest w przystępnej formie. Nie zauważyłem braków ilościowych, zbytniego złagodzenia lub niewystarczającego rozciągnięcia. Można liczyć na odpowiednie doświetlenie dźwięku, klarowny i szczegółowy przekaz smyczków, dęciaków, talerzy i przeróżnych gitar, ale bez wyostrzenia, przejaskrawienia lub utraty kontroli. Wszystko jest podawane jak na dłoni, ale nie agresywnie. Odtwarzacz nie wzmaga sybilizacji, nie podbija wyższej średnicy, ani też nie eksponuje przesadnie najwyższych zakresów. Jest spokój, opanowanie, ale też, gdy potrzeba, werwa. Do dyspozycji są także filtry cyfrowe, które w sposób wyraźny wpływają na przekaz góry – można nimi lekko wyostrzyć lub złagodzić sopran.

Holografia jest znakomita – odtwarzacz pozwoli rozwinąć skrzydła wieloprzetwornikowym słuchawkom dokanałowym. Efekt będzie zależny od nich – odtwarzacz nie wbija przekazu w głowę, ani też usilnie nie wyciąga sceny poza czaszkę. Słychać swobodę w przekazie głębi, stereofonii oraz wysokości, a odtwarzacz zapewnia także odpowiednią separację i ekspozycję kształtnych instrumentów.

FiiO M11 i opcja All To DSD
Zazwyczaj nie przepadam za brzmieniem formatu DSD – jest dla mnie zbyt masywne, ciężkie, wręcz lekko duszne, ale muszę przyznać, że opcja All To DSD robi dobrą robotę i rzeczywiście działa. Za jej pomocą można też przestroić odtwarzacz, kierując brzmienie na bardziej analogowe, lekko cieplejsze tory. Zmiany może nie są wyjątkowo drastyczne, ale FiiO M11 i tak wydaje się być odtwarzaczem 2w1, bo dzięki opcji All To DSD dostajemy wręcz dwie sygnatury dźwiękowe.

Po włączeniu opcji All To DSD brzmienie jest mniej tranzystorowe, góra zaokrągla się i lekko łagodzi, pasmo średnie sprawia wrażenie wzmożonego w średnim podzakresie, a dół robi wrażenie zarysowaniem średniego podzakresu. Dźwięk staje się twardszy, bardziej konturowy, mniej wygładzony, a tym samym zaskakująco naturalny. Nie miałem wrażenia, jakbym korzystał z EQ, po prostu PCM rzeczywiście zaczyna brzmieć jak DSD.

Opcja All To DSD zaskakiwała mnie pozytywnie za każdym razem, po jej wyłączeniu brzmienie sprawiało wrażenie bezdusznego, jakby cyfrowego. Sporo będzie jednak zależało od tonalności samych słuchawek. Myślę, że najciekawsze rezultaty można uzyskać ze słuchawkami ostrzejszymi, chudszymi w basie i średnicy, wtedy All To DSD będzie zbawieniem. Jeśli jednak słuchawki są same w sobie masywne w średnim basie, niskim środku i ciemniejsze w górze, to efekt może być zbyt intensywny.

FiiO M11 i słuchawki
FiiO M11 to odtwarzacz, który właściwie nie wymaga wyznaczania synergii, wskazówek i przestróg. Tak jak wspomniałem, jego brzmienie jest bardzo „bezpieczne”. Nie ma niespodzianek, totalnego braku zgrania – efekty są zawsze bardzo dobre i można skupić się na wyborze słuchawek, nie przejmując się odtwarzaczem. Należy zwrócić uwagę tylko na jeden aspekt – podatność słuchawek na szum. Niestety ponownie daje się go wychwycić w słuchawkach na to wrażliwych, a szczególnie w Andromedach od Campfire Audio. Z drugiej strony te słuchawki szumią praktycznie ze wszystkim, więc M11 nie jest tutaj wyjątkiem.

Uzyskałem piękne zgranie z portfolio dokanałówek FiiO – FH7, FA7, FH5, FA1 czy F9 Pro, wszystkie zabrzmiały znakomicie, zgodnie ze swoim charakterem i możliwościami. Najlepszą konfiguracją było połączenie FH7 z M11 – duet zaoferował absolutnie topowy poziom. Campfire Audio Solaris, Andromeda, Atlas lub Polaris również nic nie narzekały, a szczególnie podobało mi się połączenie z Andromedami, mimo lekkiego szumu. Rozdzielczość była znakomita, bas głębszy, a średnica wyrafinowana, niezwykle bezpośrednia i szczegółowa. Solaris także współpracowały świetnie – góra pasma była lepiej kontrolowana, a przekaz wyższej średnicy gładszy, co jest w ich przypadku mile widziane.

Oriveti New Primacy czarowały średnicą i precyzją, Brainwavz B400 gładkością i muzykalnością, a Symphonium Audio Aurora nasyceniem, miękkością i ciepłem. Nie było niespodzianek z iBasso IT01 (świetny bas), Aune E1 (duża przestrzeń, gładkość i przejrzystość) czy Simgotami EN700 Pro (potężna scena dźwiękowa, nasycony i wyrazisty bas, bliski środek).

Może MrSpeakers Ether 1.1 nie zabrzmiały pełnią możliwości z FiiO M11 względem zestawów stacjonarnych, ale efekty były i tak wysoce satysfakcjonujące. Świetny efekty dało połączenie odtwarzacza z Audeze LCD-2 Closed Back, szczególnie w trybie All To DSD, a nie miałem specjalnych zastrzeżeń także odnośnie współpracy z otwartymi Audeze LCD-2. Nagłowne dynamiki z platformy testowej również zgrywały się nienagannie.

FiiO M11 vs inne odtwarzacze
Nie mam wątpliwości odnośnie dużego progresu względem FiiO X5 III oraz M9. Pierwszy odtwarzacz było ograniczony przez średni układ wzmacniacza, co skutkowało obniżeniem rozdzielczości. M11 nie ma tego problemu – to odtwarzacz, który brzmi ambitniej, pełniej w basie, bardziej aksamitnie w górze pasma i równiej oraz bliżej w średnicy od X5 III. M11 to brzmienie większego formatu, wierniejsze, równiejsze, bliższe w średnicy, bardziej przestrzenne. Daje się to wychwycić także w starciu z M9, który nie brzmi tak przestrzennie i równo, ma lekki akcent w basie i górze pasma. M11 to już hi-endowe, rasowe granie.

W efekcie M11 konkuruje z DAP-ami z wyższej półki, moim zdaniem idzie łeb w łeb z takim iBasso DX200 (AMP1). Różnica w brzmieniu jest jednak wyraźna – DX200 ma wzmocniony bas, który wydaje się być cięższy i wolniejszy, brzmi bardziej twardo i technicznie w średnicy. Odebrałem M11 jako równiejszego, bardziej klarownego w sopranie i gładszego w przekazie średnicy, a tym samym bardziej zwiewnego. Dynamika w obu przypadkach nie zawodzi, a rozmiary sceny są podobne, ale pierwszy plan jest nieznacznie dalej w M11, przez co to FiiO wydaje się brzmieć przestrzenniej, jakby z lekkim dystansem. Co ciekawe, po włączeniu w M11 opcji All To DSD, brzmienie przybliża się do charakteru DX200, ale nadal pozostaje bardziej zrównoważone i mniej ociężałe w basie. Nie potrafiłem w tym pojedynku wyznaczyć faworyta – obu odtwarzaczy słuchało mi się równie przyjemnie w przeróżnych konfiguracjach.

Nie dysponuję już DX150, ale w tym przypadku różnice brzmieniowe byłyby mniejsze. DX150 również brzmi gładko i blisko w średnicy za sprawą podwójnych, ale trochę starszych kostek AKM. Czasami jednak odbierałem DX150 jako mniej barwnego w przekazie i jeszcze nie tak rozdzielczego, jak DX200, więc w konfrontacji z odtwarzaczem FiiO prawdopodobnie przechyliłbym się w stronę M11, który za każdym razem robił wrażenie nasyceniem i barwnością pasm. M11 jest moim faworytem także z powodu lepszej implementacji Androida, wydłużonego wyświetlacza i lepszej ergonomii.

Uwielbiam odtwarzacz Astell&Kern AK70 MKII, ale palmę pierwszeństwa muszę przyznać M11. AK70 MKII brzmi płycej w basie, nie osiąga tak głębokiego subbasu, a do tego jest bardzo techniczny, twardy i szkicowy w średnicy oraz w górze pasma. W M11 słychać więcej barw, nasycenia, gładkości i spokoju, ale bez strat w rozdzielczości. Odtwarzacz FiiO nie jest agresywny, a tym samym rozbudowuje bas i górę, bez wycofywania średnicy. Odebrałem AK70 MKII jako bardziej suchego i szarego w barwie, ostrzejszego w wyższej średnicy i sopranie. Pomagało włączenie PRO EQ, ale i wtedy dźwięk AK70 MKII był mniej przyjemny w odbiorze. FiiO M11 wygrywał także rozmiarami sceny, która była znacznie większa od tej generowanej przez AK70 MKII.

Ciekawym konkurentem jest także Shanling M5s – odebrałem go jako podobnego do M9, ale oferującego trochę wyższy poziom. M11 to natomiast kolejny poziom w górę – klarowniejsza góra, znacznie większa scena, bardziej neutralna barwa to zalety odtwarzacza FiiO. Shaling M5s jest według mnie ciepły, nieznacznie przyciemniony w sopranie i nasycony w paśmie średnim. FiiO M11 brzmi wierniej, trochę bardziej naturalnie i szczegółowo. M5s oferuje natomiast czystszy sygnał od M11, co udowodnił już w starciu z M9.

Podsumowanie

FiiO M11 to odtwarzacz oferujący hi-endowy poziom. Jest wzorowo wykonany, ma świetny ekran, jest wygodny w obsłudze i oferuje wysoką wydajność – zastosowany wydajny procesor robi swoje. Podoba mi się także funkcjonalność systemu, rozbudowany Bluetooth, wyjście 4,4 mm oraz USB typu C. Brzmienie stoi na bardzo wysokim poziomie, odtwarzacz został zestrojony optymalnie, a do tego generuje dużą scenę dźwiękową. FiiO M11 zadowoli zarówno fanów muzykalności, jak i analizy. Świetnie wypada także opcja All To DSD, która w praktyce pozwala zmienić sygnaturę dźwiękową jednym kliknięciem.

Mimo sporych gabarytów, interfejs nie imponuje, a czas działania w połączeniach przewodowych to nic specjalnego. Przydałyby się też oddzielne wyjścia SPDIF. System ma swoje bolączki, w niektórych przypadkach może brakować usług Google, a odtwarzacz , aby osiągnąć pełnię możliwości wymaga jeszcze aktualizacji – nie wszystkie opcje są dostępne. Brzmieniowo do perfekcji zabrakło czystszego sygnału, co może popsuć humor w przypadku słuchawek wyjątkowo czułych na szum.

Doceniałem różne odtwarzacze FiiO – większość z nich broniła się brzmieniem i możliwościami w kontekście ceny, a M11 kontynuuję tę prawidłowość. Kosztuje 2400 zł i może śmiało konkurować z droższymi DAP-ami. Moim zdaniem warto go kupić – powinien zadowolić wymagających i trafić w różne gusta. Nie polecam go jedynie osobom szukającym wyjątkowo technicznego, jasnego i zarysowanego brzmienia. Jeśli interesuje nas typowo laboratoryjne i konturowe brzmienie, to nie tędy droga.

Dla FiiO M11

Zalety:
+ wzorowe wykonanie
+ dobra ergonomia i wygodna obsługa
+ świetny ekran
+ rozbudowany interfejs Bluetooth
+ funkcjonalny system operacyjny
+ brak usług Google (może być wadą)
+ wysoka wydajność
+ opcja All To DSD
+ wyjście 4,4 mm
+ wysoka synergiczność
+ znakomite brzmienie o zrównoważonym i rozdzielczym charakterze, zestrojone optymalnie
+ duża scena dźwiękowa

Wady:
– przeciętne wyposażenie
– taki sobie czas działania (analogowo)
– lekki szum na czułych słuchawkach
– brak usług Google (może być zaletą)

Sprzęt dostarczył:

fiio

SPRAWDŹ AKTUALNE CENY NA CENEO.PL

REKLAMA
fibae

3 KOMENTARZE

  1. Dobra, przezroczysta recenzja, zrozumiała, bez wstawienia zbędnych, ,,skomplikowanych,, słów mających podnieść autorytet piszącego.
    Dobra robota, dzięki.
    Pozdrawiam ✌

  2. Witam

    Czy testowane było wyjście liniowe/coxialne? Jak ono ma się do Fiio X5 mk3? W tamtym modelu chyba je testowaliście i chwaliliście za brzmienie.

    Pozdrawiam

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here