FiiO M3K to najnowszy odtwarzacz popularnej marki. Tym razem chiński producent wziął sobie za cel stworzenie kompaktowego DAP-a w przystępnej cenie. Urządzenie cechuje się dwucalowym ekranem IPS, przetwornikiem AK4376A, nawet 24-godzinnym czasem pracy, a może też działać jako DAC USB lub dyktafon.

FiiO M3K to odświeżenie kompaktowego i prostego odtwarzacza M3, który oferował całkiem niezły poziom w korzystnej cenie. Nowy model podnosi poprzeczkę sporo wyżej, przybliżając serię M do linii X. FiiO M3K jest zamknięty w aluminiowej obudowie, posiada dotykowy panel nowej generacji i kusi specyfikacją. Zastosowano energooszczędny układ Ingenic X1000E z procesorem o taktowaniu 1 GHz oraz kostkę Akashi Kasei AK4376A zintegrowaną ze wzmacniaczem, znaną np. z adaptera Bluetooth FiiO BTR3. Czy warto wydać 349 zł?

REKLAMA
beyerdynamic

Wyposażenie

Na bogate wyposażenie nie ma co liczyć – w zestawie są tylko:

  • etui;
  • kabel USB;
  • instrukcja obsługi.

Jakość dodatków nie zachwyca, ale w tej cenie nie wypada kręcić nosem. Etui jest wykonane z matowej gumy w kolorze czarnym i zostało wykonane przeciętnie – jest cienkie, widoczne są też pewne niedoskonałości. Kabel USB jest również podstawowej jakości i mierzy 96 cm bez uwzględniania wtyków.

Konstrukcja

FiiO M3K mocno przypomina model X1 II, ale jest mniejszy i węższy, posiada także inny panel sterowania. Widać, że ponownie inspiracją były odtwarzacze Sony Walkman – M3K ma podobny kształt obudowy z obłymi krawędziami. Wzornictwo prezentuje się więc nieźle, ale niezbyt oryginalnie – gdyby nie nietypowy panel sterowania, M3K byłby wręcz kopią Sony NW-ZX300. Niczego złego nie można za to powiedzieć o jakości wykonania. Obudowa jest wykonana z jednego kawałka aluminium (oprócz dolnego i górnego panelu), a front zabezpiecza hartowane szkło. Jakość materiałów jest wysoka, a spasowanie elementów nie zawodzi.

Gdy odtwarzacz jest wyłączony, to front pozostaje praktycznie jednolicie czarny. Dopiero po uruchomieniu urządzenia podświetla się dotykowy panel sterowania oraz ekran o przekątnej 2”. Tym razem sterowanie działa w oparciu o pionowy „suwak” i cztery przyciski w rogach, w przeciwieństwie do dotykowego kółka w odtwarzaczach z serii X. Ekran jest kolorowy, jasny i odpowiednio ostry. Robi dobre wrażenie nasyconymi barwami oraz niezłymi kątami widzenia. To nic wyjątkowego, ale poziom należy uznać za satysfakcjonujący.

Prawy bok pozostał pusty, a przyciski trafiły na lewą flankę. Umieszczono tam włącznik, regulację utworów oraz przycisk odtwarzania/wielofunkcyjny. Pierwszy z nich jest gładki, drugi wydłużony, a trzeci ma niewielkie wytłoczenie.

Na górnej ściance nie ma żadnych elementów – wszystkie trafiły na spód odtwarzacza. Znajdują się tam: wyjście 3,5 mm, czytnik micro SD oraz złącze USB. Gniazdo słuchawkowe jest otoczone metalowym i pozłoconym pierścieniem, czytnik micro SD to jedynie szczelina bez zaślepki, a złącze USB jest niestety w standardzie micro USB typu B. Po tym jak FiiO wprowadziło USB typu C w niedrogim adapterze Bluetooth uBTR1, myślałem, że to już koniec micro USB w produktach tej marki, ale widocznie musimy na to jeszcze trochę poczekać.

Spód odtwarzacza jest płaski i ozdobiony srebrnymi nadrukami, czyli logo marki, oznaczeniami i znaczkiem certyfikatu Hi-Res Audio. Wszystkie one są widoczne jedynie pod określonym kątem.

Ergonomia i obsługa

FiiO M3K jest odtwarzaczem poręcznym. Urządzenie mierzy prawie 91 mm długości, jest szerokie na 44,2 mm i grube na 12 mm. Obsługa jednorącz nie będzie stanowiła wyzwania, a odtwarzacz dobrze leży w dłoni – nie irytuje skóry i nie ślizga się. M3K jest natomiast dosyć ciężki – 77,5 g to nadal waga piórkowa, ale sprzęt jest masywniejszy niż się wydaje. M3K to ogólnie potężny skok jakościowy względem plastikowego modelu M3 – czuć w dłoni, że trzymamy poważny odtwarzacz, a nie zabawkę.

Obsługa jest łatwa do opanowania i intuicyjna, chociaż nie tak bardzo, jak w przypadku serii X z kółkiem dotykowym. Nowy odtwarzacz obsługuje się za pomocą pionowego panelu dotykowego lub „suwaka”. Służy on do odblokowywania, przewijania oraz potwierdzania wyborów dotknięciami. Jest czuły, ale w przypadku przewijania listy albumów na dużej karcie micro SD palce i tak dostaną wycisk. Wtedy lepiej skorzystać z przycisków zmiany utworów, które po dłuższym przytrzymaniu służą również do przewijania listy folderów lub utworów. Niestety interfejs nie jest tak dopasowany do panelu dotykowego, jak w przypadku wspominanego X1 II – dotykowy suwak jest pionowy, a menu główne przewijane jest w poziomie. Obsługa nie stanowi jednak specjalnego problemu. Pozostałe przyciski dotykowe są już typowe – dwa na dole odpowiadają za sterowanie utworami, a dwa na górze to menu kontekstowe i przycisk cofania.

Przyciski fizyczne ulokowano z lewej strony, co trochę dziwi, bo moim zdaniem lepiej byłoby, gdyby znalazły się z prawej strony. Piszę to z punktu widzenia osoby praworęcznej – wtedy miałbym wygodny dostęp do przycisków kciukiem prawej dłoni. Ucieszą się więc osoby leworęczne lub preferujące korzystać z odtwarzacza oburącz, trzymając urządzenie w lewej dłoni. Wtedy kciuk lewej dłoni będzie miał dostęp do przycisków na boku, a palec wskazujący prawej dłoni wygodnie obsłuży panel dotykowy. Moim zdaniem lepiej nadaje się do tego kciuk, który wręcz idealnie sprawdza się do obsługi pionowego panelu na froncie odtwarzacza. Nie stanowi to jednak większego problemu, bo podczas obsługi jednorącz można objąć odtwarzacz palcem wskazującym, by sięgnąć do przycisków na boku. M3K to w końcu niewielki odtwarzacz, więc taka operacja nie wymaga wyjątkowo wygimnastykowanych palców. Przyciski klikają precyzyjnie i sprężyście odskakują, ale są trochę za miękkie, przez co nie dają tak dobrego sprzężenia zwrotnego, jak w modelu M7 lub odtwarzaczach z serii X.

FiiO obiecuje do 24 godzin działania. Testy producenta zostały wykonane z wyłączonym ekranem, niskoomowymi słuchawkami i plikami mp3. Jeśli słuchamy formatów bezstratnych i podłączymy trochę bardziej wymagające słuchawki, to czas ulegnie skróceniu do około 20-22 godzin, w zależności od poziomu głośności. To nie rekordowy, ale i tak świetny wynik w czasach, gdy topowe odtwarzacze wytrzymują 8-10 godzin. Samo ładowanie z adaptera sieciowego 5 V/2 A trwa 2,5 godziny.

Oprogramowanie i funkcje

System operacyjny jest prosty, ale atrakcyjny wizualnie. Interfejs różni się od pulpitu z ikonkami w modelu M7 oraz łukowatej listy w X1 II. Tym razem w menu głównym jest pięć ekranów z kolistymi grafikami, które przewija się w poziomie, czyli:

  • Browse files (menedżer plików);
  • Category (biblioteka muzyki);
  • Recording (rejestrator dźwięku);
  • Play settings (ustawienia odtwarzania);
  • System settings (ustawienia odtwarzacza).

Pierwsza ikonka pozwala na przeglądanie folderów na karcie pamięci (odtwarzacz nie posiada pamięci wbudowanej). Druga to biblioteka muzyki, która segreguje muzykę po tagach, daje dostęp do ulubionych utworów oraz list odtwarzania, a także ostatnio dodanych plików. Recording to rejestrator dźwięku/dyktafon. Funkcja ta jest ciekawa i rzadko spotykana, ale niestety nagrania są bardzo ciche. Do wyboru są dwa ustawienia jakości, czyli low (mp3 128 kb/s) oraz high (WAV), ale w obu przypadkach jakość nie powala. W ustawieniach odtwarzania znajdziemy: tryb odtwarzania, wznawianie utworów, gapless, limity głośności, ustawienia balansu bieli i pięciozakresowy korektor ręczny z presetami. Ustawienia systemowe dają dostęp do konfiguracji biblioteki, jasności podświetlenia ekranu i klawiszy dotykowych, wygaszania ekranu, usypiania, trybu USB, jakości nagrań, funkcji przycisku odtwarzania, zegarka na ekranie blokady, aktualizacji oprogramowania oraz formatowania pamięci itd.

Po włączeniu muzyki uruchamia się ekran odtwarzania, który wyświetla okładkę, suwak postępu oraz znaczek sygnalizujący jakość muzyki. Menu kontekstowe pozwala zarządzać utworem, suwak dotykowy uruchamia listę utworów, a przycisk cofania służy nawigacji po folderach (krótkie wciśnięcia) lub pozwala powrócić do menu głównego (dłuższe przytrzymanie).

Nie zabrakło funkcji DAC-a USB, więc M3K może służyć jako mobilny DAC/AMP podłączony do komputera (sterowniki dostępne są na stronie FiiO). To miły dodatek, bo w pierwszej wersji oprogramowania wyższy model M7 tego nie potrafił. M3K nie posiada Wi-Fi, co w tym przedziale cenowym jest zrozumiałe, ale zabrakło także interfejsu Bluetooth. Szkoda, ale na otarcie łez pozostaje funkcja USB OTG, więc FiiO M3K może zastąpić układ audio wbudowany w smartfona i tym samym odtwarzać muzykę z serwisów strumieniujących.

Specyfikacja

Ogólna

  • układ: Ingenic X1000E
  • wyświetlacz: IPS, przekątna 2”; 240×320 pikseli
  • obsługa formatów: AAC, MP3, WMA, OGG, DSD64, APE, Apple Loseless, AIFF, FLAC, WAV, WMA Lossless, do 32 bit/384 kHz
  • przetwornik ze wzmacniaczem: Akashi Kasei Microdevices AK4376A
  • interfejs bezprzewodowy: brak
  • pamięć wbudowana: brak
  • czytnik micro SD: do 512 GB
  • obsługa słuchawek: 16-100 Ohm
  • funkcje: 5-pasmowy EQ, regulacja balansu +/- 5 dB, 60-stopniowa regulacja głośności (cyfrowa), DAC USB, USB OTG, rejestrator dźwięku
  • akumulator: 1100 mAh (czas pracy do 24 godzin, czas ładowania 2,5 h z 5V/2A)
  • wymiary: 90,8 x 44,2 x 12 mm
  • masa: 77,5 g

Wyjście słuchawkowe 3,5 mm

  • moc: 42 mW @ 16 Ohm, 25 mW @ 32 Ohm
  • pasmo przenoszenia: 5 Hz-90 kHz
  • SNR: >117 dB
  • impedancja: <1 Ω
  • THD+N: 0,004% @ 1 kHz
  • napięcie szczytowe: 2,46 Vp-p

Brzmienie

  • Słuchawki: Sony h.ear on 2 (WH-H900N), Focal Spirit Professional, 1MORE H1707, Master&Dynamic MH30, Campfire Audio Andromeda, Polaris i Comet, Oriveti New Primacy, Aune E1, FiiO FH5, FiiO F9 PRO, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO, Alpha&Delta D6
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila, FiiO Q5 (AM3B), Leckerton UHA-760, Astell&Kern AK XB10, FiiO BTR3
  • DAP: Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200, iBasso DX150, FiiO X5 III, FiiO M7, FiiO X3K, OnePlus 5
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Oriveti Affinity
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

Odtwarzacz został przetestowany z oprogramowaniem w wersji 1.2.1.

FiiO M3K zaskoczył mnie sygnaturą dźwiękową. Model M7 prezentował bardziej rozrywkowe brzmienie z podkreślonymi skrajami pasma, podczas gdy M3K ma w sobie więcej analityczności i jest skupiony wokół pierwszoplanowej średnicy. Dźwięk nie jest skrajnie analityczny lub wyostrzony, ale słychać, że postawiono na trochę ambitniejszy przekaz – bardziej kontrolowany, mocniej zarysowany i mniej podkoloryzowany. Ciągle nie można mówić o idealnie liniowym i transparentnym graniu, słychać pewne ciepełko, ale tym samym odtwarzacz nadal angażuje i nie nudzi.

Bas nie schodzi wyjątkowo nisko w subbas i nie należy do najgłębszych. Jest on raczej zaakcentowany w średnim i wyższym basie, co dodaje ciepła i miękkości. M3K nie jest jednak odtwarzaczem basowym, ale jednocześnie dołu nie brakuje. Moim zdaniem osiągnięto w miarę optymalną ilość basu, więc ostateczny efekt będzie zależał od charakteru słuchawek. Niskie tony odtwarzacza cechują się też dobrym nasyceniem, sensowną kontrolą i przyzwoitą dynamiką – nie zlewają się w całość, potrafią w miarę mocno uderzyć, ale jednocześnie nie należą do wyjątkowo szybkich. Słychać sporo detali, faktura instrumentów jest różnicowana, ale nie kontrastowo. Bas nie jest bardzo twardy i wyjątkowo laboratoryjny, ma w sobie pewną miękkość i gładkość. Należy to uznać za atut, gdyż dzięki temu dźwięk jest bardziej muzykalny i przystępny w odbiorze.

Pasmo średnie jest blisko. Nie zostało jeszcze wyjątkowo mocno wypchnięte, ale jest w miarę zrównoważone, zarysowane i precyzyjne. Wyższa średnica nie została wycięta, więc dźwięk jest bardziej wyrazisty i konturowy, a niższa średnica nie jest wypchnięta, więc nie słychać mocnego ocieplenia i duszności. Ponownie zachowano umiar – odtwarzacz nie muli, ale jednocześnie nie brzmi ostro lub szorstko. Dźwięk nie jest skrajnie analityczny lub agresywny, więc M3K pozwoli także na relaks. Podoba mi się, że brzmienie jest bezpośrednie – pierwszy plan jest blisko, muzyka nie wydaje się być oddalona, zgaszona lub przyciemniona. Dźwięk nie jest jeszcze wyjątkowo krystaliczny i nie zadowoli fanów wzorowej neutralności lub też podbitej jasności, ale nie wychwyciłem woalu lub „mgiełki”, mulenia, przymglenia itp. Wokale były blisko, gitary brzmiały wyraziście, instrumenty dęte były przekazywane naturalnie, a smyczki rozbrzmiewały klarownie.

Z górą pasma jest podobnie jak z basem. Dół nie schodzi w najniższe głębiny, a góra nie pnie się wyjątkowo wysoko, ale nadal jest przyzwoicie rozciągnięta i bezpośrednia. Wysokie tony dobrze doświetlają brzmienie, kontrują bas i brzmią dosyć precyzyjnie. Nie wzmagają szeleszczenia lub sykliwości, nie potęgują piaszczystości lub ziarnistości – góra brzmi czysto i czytelnie. Słychać jednak lekko cyfrowy nalot, ale i tak wolę lekką sztuczność zamiast zgaszonego lub ciemnego przekazu wysokich tonów. W zamian dostajemy dość jasne wokale, klarowne talerze, mocne solówki gitarowe, ale bez chłodu i syczenia.

Jak to bywa z niedrogimi odtwarzaczami, scena dźwiękowa nie należy do obszernych i holograficznych. FiiO M3K eksponuje instrumenty głównie w głowie, nie wyciąga przekazu poza czaszkę, ale jednocześnie dobrze separuje kanały, więc słychać sensowne stereo. Głębia i wysokość sceny mają mniejszy priorytet, ale instrumenty nadal różnicowane są w tych płaszczyznach. Towarzyszy im sensowne napowietrzenie, więc separacja jest dobra. Scena może wydać się kameralna, może nawet ciasna, ale brzmienie jest za to blisko, słuchacz jest zawieszony w muzyce.

FiiO M3K i słuchawki
Odtwarzacz należy do uniwersalnych. Nie powinien powodować specjalnych problemów synergicznych, chociaż zdarzają się niespodzianki. Odniosłem wrażenie, że średnica była zawsze lekko przybliżana, więc rozrywkowo brzmiące słuchawki stawały się trochę przyjaźniejsze muzyce opartej na żywych instrumentach, ale nadal radziły sobie w gatunkach elektronicznych. Łatwo docenić czysty sygnał – odtwarzacz nie wydobywał szumów i zakłóceń nawet z bardziej wrażliwymi, wysokoskutecznymi armaturami.

Uzyskałem bardzo ciekawe efekty z Aune E1, które zabrzmiały twardszą kreską, blisko w średnicy i dosyć naturalnie. Dźwięk był nadal klarowny i jasny, ale przybliżenie średnicy zagwarantowało lepszą współpracę z jazzem, rockiem, bluesem lub funkiem. Dało się wychwycić pewien spadek w subbasie, a mocno oberwało się scenie. E1 są moim zdaniem słuchawkami o obszernej scenie, ale z M3K zabrzmiały niestety ciasno.

Nie zawiodła mnie także współpraca z FiiO F9 PRO, a podejrzewam, że M3K zgra się także z innymi słuchawkami z serii F tego producenta. Dźwięk był kontrolowany, zarysowany, masywny w średnim basie, ale nadal bliski w średnicy i górze pasma. Podbicie w sopranie zostało uspokojone, ale nie kosztem klarowności i precyzji. Słuchawki nie należą do wyjątkowo przestrzennych, więc nie ucierpiały pod względem sceny dźwiękowej – potrafią wygenerować większą przestrzeń, ale połączenie z M3K także nie psuło humoru.

Dobre efekty dało też połączenie z iBasso IT01 (ciepło, masywnie w midbasie, zaskakująco klarownie w górze i średnicy), Alpha&Delta D6 (jasno, bezpośrednio, krystalicznie i szeroko w scenie, ale bez specjalnego wpływu na braki słuchawek w basie), Simgot EN700 PRO (nadal przestrzennie, klarownie, precyzyjnie i szczegółowo) oraz Campfire Audio Comet (średnicowo, klarownie w górze, zwarcie w basie, dosyć szeroko w scenie).

Sięgnąłem także po inne „wieloprzetwornikowce” z platformy testowej. Brainwavz B400 zabrzmiały jak na nie przystało, czyli ciepło, gładko, blisko w średnicy, ale w sposób precyzyjny i kontrolowany. Podział na kanały był wyraźny, ale scena pozostała kameralna. Świetnie zabrzmiały Campfire Audio Polaris, które przybliżyły się w paśmie średnim, brzmiały rozdzielczo i nadal przestrzennie. Nie był to szczyt holograficznych możliwości tych słuchawek, ale efekty były i tak zaskakująco dobre, biorąc pod uwagę cenę odtwarzacza. Gorzej wypadły Oriveti New Primacy, które zabrzmiały dosyć matowo i sucho w paśmie średnim, lekko zgasły w sopranie i nie zostały wypełnione w basie.

Flagowe dokanałówki FiiO, czyli model FH5, również zgrały się przyzwoicie, zważywszy na nieproporcjonalny rozrzut cenowy obu urządzeń. Brakowało subbasu (na który te słuchawki są wyczulone), ale midbas był gęsty, średnica bliska, a góra dosyć klarowna. Pod względem przestrzeni i rozdzielczości słychać było braki, ale obyło się bez wstydu dla M3K. Campfire Audio Andromeda potrzebują znacznie więcej, by rozwinąć skrzydła, ale zabrzmiały zgodnie ze swoim charakterem – z pierwszoplanową średnicą, technicznie i precyzyjnie. Sygnał był zaskakująco czysty, a Andromedy są pod tym względem wymagające.

Sprawdziłem także następujące słuchawki nagłowne:

  • Sony WH-H900N w trybie przewodowym/aktywnym – blisko w średnicy, precyzyjnie z nadal niezłą przestrzenią;
  • 1MORE H1707 – bliżej w średnicy niż zazwyczaj, nadal mocno w skrajach pasma, dość głęboko w scenie;
  • Master&Dynamic MH30 – ciepło, gęsto w średnim basie, blisko w niskiej średnicy i ciemniej w górze pasma (jak na nie przystało);
  • Focal Spirit Professional – średnicowo, technicznie, monitorowo, czyli zgodnie ze swoim charakterem.

FiiO M3K vs inne odtwarzacze
Pod ręką miałem dwóch ciekawych konkurentów M3K, czyli Shanlinga M0 oraz FiiO BTR3.

M3K brzmi bardziej średnicowo od M0, płycej w basie i rysuje dźwięk twardszą kreską. M0 jest przy nim gładszy, cieplejszy, mocniej nasycony i pełniejszy w średnim basie. Oba odtwarzacze nie schodzą mocno w subbas i brzmią przystępnie, ale to Shanling M0 jest tym bardziej podkoloryzowanym i muzykalnym. FiiO M3K prezentuje wyższe tony średnie i górę bardziej bezwzględnie, jest trochę jaśniejszy i bliżej mu do brzmienia analitycznego. Trudno jednoznacznie wskazać lepszy odtwarzacz, wszystko zależy od gustu. Shanling M0 wygrywa jednak pod względem funkcjonalnym (dwuzakresowy Bluetooth, port USB typu C, dotykowy ekran, kompaktowe wymiary), ale M3K oferuje dłuższy czas pracy i jest trochę tańszy.

Drugim urządzeniem, które wyjątkowo ciekawiło mnie w kontekście M3K, był adapter FiiO BTR3, wyposażony w ten sam układ DAC/AMP od Akashi Kasei. Okazało się, że brzmienie BTR3 jest inne – bardziej neutralne, gładsze i przestrzenne. BTR3 ma głębszy bas, klarowniejszą górę i nie brzmi tak mocno w średnicy. Adapter bywa nieprzewidywalny pod względem synergii, ale w udanych połączeniach oferował moim zdaniem trochę lepszy poziom niż M3K. To jednak różne urządzenia, więc trudno w nich upatrywać bezpośrednich konkurentów.

Nie dysponuję modelem M3 do szczegółowego porównania, ale M3K to bez wątpienia lepszy odtwarzacz pod względem rozdzielczości, czystości sygnału, mocy itd. Wspominałem, że to dosyć analityczny sprzęt, ale jeszcze nie tak laboratoryjny i ostry, jak FiiO X3 Mark III i jeszcze nie tak ciepły i podkoloryzowany, jak X1 II. FiiO M3K nie brzmi tak szeroko, głęboko w basie i klarownie w sopranie, jak FiiO M7, ale ze względu na bliższą średnicę jest bardziej naturalny. Właściwie M3K to pewien skok w bok, a tym samym odtwarzacz, który może podważyć sens zakupu urządzeń z serii X.

Do wyższej półki w ofercie FiiO jednak jeszcze sporo brakuje. Przestrzeń jest dużo mniejsza niż w FiiO X5 III, który jest gładszy, bardziej neutralny, klarowny i ma wyższą rozdzielczość. Co ciekawe sygnał w M3K jest czystszy od tego z X5 III, który po podpięciu skutecznych armatur potrafi wyraźnie szumieć.

Podsumowanie

FiiO M3K to bardzo ciekawy grajek z niskiej półki. Nie jest to urządzenie idealne funkcjonalnie i bezkompromisowe brzmieniowo, ale w kontekście ceny (349 zł) wypada bardzo korzystnie. Wykonanie jest świetne, gabaryty kompaktowe, a ergonomia wysoka. Odtwarzacz może pochwalić się bliską średnicą, przyjemnym basem i kontrolowaną górą, a może działać także jako DAC USB, również ze smartfonem. Wrażenie robi także długi czas pracy.

Niestety zabrakło interfejsu Bluetooth, portu USB typu C oraz dodatkowych wyjść. Trudno się specjalnie czepiać, ale niewiele droższy Shanling M0 posiada jednak dwukierunkowy moduł Bluetooth. Dźwiękowo są pewne braki w głębokości basu, przekazie sopranu i rozmiarach sceny, ale dają się we znaki jedynie w kontekście droższych urządzeń. Zawodzi dyktafon – nagrania są bardzo ciche, więc funkcja ta jest wręcz zbędna.

Moim zdaniem M3K zasługuje na rekomendację. Jeśli szukamy odtwarzacza do 400 zł, który ma oferować długi czas pracy i brzmienie bliskie w średnicy, ale nadal uniwersalne, to będzie to świetny wybór. Wolę M3K od droższego X1 II. Mocnym konkurentem jest Shanling M0, ale oba odtwarzacze mają swoje silne i słabe strony. M0 jest bardziej muzykalny, ale kosztem rozdzielczości, zaś FiiO M3K brzmi bardziej technicznie, ale kosztem efektowności. Warto rozważyć także FiiO BTR3, który do działania będzie wymagał smartfona, ale za to pozwoli wykorzystać dobrodziejstwa nowych technologii.

Dla FiiO M3K

Zalety:
+ silikonowe etui w zestawie
+ wzorowe wykonanie
+ niewielkie wymiary
+ dobra ergonomia
+ niezły ekran
+ długi czas działania
+ może działać jako DAC USB
+ szczegółowe i kontrolowane brzmienie będące wypadkową techniczności i muzykalności, stereofoniczna scena dźwiękowa

Wady:
– przydałby się Bluetooth
– słaby dyktafon
– pewne braki brzmieniowe

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
fiio

3 KOMENTARZE

  1. witam . trudny wybor (gdyz zadnego nie sluchalem) miedzy MO a M3K a X1 II gen. Glównie chodzi mi o uzytek rowerowy w polaczeniu z jakimis niedrogimi lekkimi sluchawkami nausznymi np Sennheiser hd 2.20 s . czy w takich warunkach bas kompletnie nie zniknie i czy opisywane przez Pana roznice beda w ogole odczuwalne

    • Shanling M0 wydaje się być najbardziej „rowerową” pozycją – jest najmniejszy, można przypiąć go do odzieży, a pewnie łatwo zorganizować jakiś uchwyt do kierownicy. Z M3K będzie podobnie, chociaż ten jest dłuższy i nie umożliwia przypięcia do odzieży. Moim zdaniem X1 II będzie najmniej praktyczny w takiej roli, to największy odtwarzacz spośród wymienionych. Jeśli ważny jest bas, to lepiej sięgnąć po Shanligna. M3K brzmi bardziej średnicowo, mniej rozrywkowo. Shanling M0 ma na tyle pełny bas, że nie powinien ulotnić się ze słuchawek nawet na zewnątrz w trakcie jazdy.

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here