FiiO M6 to kompaktowy odtwarzacz tylko pozornie będący niższym modelem z serii M. Urządzenie posiada dotykowy ekran 3,2”, dwurdzeniowy układ Samsung Exynos 7270, przetwornik Sabre ES9018Q2C, Wi-Fi z opcją strumieniowania oraz dwukierunkowy Bluetooth.

FiiO M6 ma szansę namieszać na rynku mobilnych odtwarzaczy. Stanowi połączenie cech wyższych modeli, czyli układu audio z M7 oraz funkcjonalności M9. Nie zabrakło więc strumieniowania oraz dwuzakresowego interfejsu Bluetooth. W efekcie M6-tka prezentuje się znacznie lepiej niż FiiO M7, któremu brakuje Wi-Fi i generuje mniej mocy, a do tego wypada trochę gorzej w pomiarach. Czy FiiO konkuruje samo ze sobą i czy model M6 podważa sens zakupu M7-ki? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź w poniższym teście.

REKLAMA
fiio

Wyposażenie

W zestawie są:

  • silikonowe etui;
  • kabel USB typu C;
  • folia zabezpieczająca na ekran;
  • instrukcja obsługi oraz dokumentacja.

Etui zostało wykonane precyzyjnie. Jest ono gładkie w dotyku, posiada wytłoczenia na przyciski i otwory na gniazda. Kabel USB (niestety sztywny niczym drut) mierzy około 100 cm, jest zabezpieczony matową izolacją i ma smukłe wtyczki, również ogumowane. Tym razem folię na ekran należy nakleić samemu – producent wyręczył użytkownika tylko w przypadku folii zabezpieczającej spód odtwarzacza.

Konstrukcja

Producent eksperymentuje z wzornictwem – konstrukcja M6-tki jest zupełnie inna od kanciastego M7 lub „walkmanowych” M3K i M9. Tym razem bryła jest mniej wydłużona i bardziej obła. Front oraz spód przykrywa zaoblone szkło 2.5D, a obudowa to ponownie anodowane aluminium wycinane metodą CNC. W efekcie M6 wygląda niczym miniaturowy smartfon, opasły, ale nowoczesny, co stanowi miłą odmianę od kanciastych tabliczek.

Front otaczają dość wąskie (jak na odtwarzacz muzyki) ramki, ale nadal nie ma mowy o proporcjach rodem z najnowszych smartfonów. Zastosowano panel IPS produkcji LG o przekątnej 3,2” i rozdzielczości 480×800 pikseli, co przekłada się na wzorową ostrość (zagęszczenie 292 ppi). O dziwo, ekran jest lepszej jakości niż te z M7 lub M9 – kontrast jest znacznie wyższy, czerń głęboka, biel neutralna, a kolory naturalne. Nie brakuje jasności podświetlenia, ekran nie srebrzy od boków i tylko nieznacznie smuży. Oprócz niego na froncie jest także niewielka dioda zasilania, umieszczona w prawym górnym rogu.

Na prawej krawędzi znajduje się pojedynczy czytnik kart, a na lewej regulacja głośności oraz przycisk odtwarzania. Włącznik trafił na prawą stronę górnej krawędzi, a wyjście słuchawkowe 3,5 mm na lewą. Na dolnej krawędzi jest tylko port USB typu C, nie ma więc wyjścia zbalansowanego oraz gniazda SPDIF. Szklany spód odtwarzacza mocno połyskuje i został ozdobiony srebrnymi oznaczeniami: logo marki oraz certyfikatu Hi-Res Audio.

Wykonanie jest bardzo dobre. Szkło jest grube i precyzyjnie spasowane z aluminiową obudową, która została wykończona wzorowo. Konstrukcja jest zwarta i masywna – FiiO M6 niczym nie odstaje od droższych odtwarzaczy serii.

Ergonomia i obsługa

Ergonomia jest znakomita! Odtwarzacz mierzy 92,5 mm długości na 53,3 mm szerokości, a jego grubość to 11,5 mm. Jeśli dodamy do tego masę wynoszącą tylko 83 gramy, to uzyskujemy kompaktowego DAP-a, który zmieści się w każdej kieszeni oraz może zostać obsłużony jednorącz i to bez najmniejszego wysiłku. M6-tka ma natomiast wady znane ze smartfonów – szkło jest śliskie, podatne na smugi i może się rysować, dlatego warto korzystać z dodawanego do zestawu etui, które psuje ogólny „feeling”, ale nie pogarsza strony wizualnej.

Rozplanowanie interfejsu budzi pewne wątpliwości. Wygląda na to, że mimo kompaktowych gabarytów, producent postawił na obsługę oburącz. Regulacja głośności znalazła się z lewej strony, więc dostęp do niej jest najwygodniejszy, gdy odtwarzacz jest trzymany lewą dłonią – przyciski wówczas trafiają pod kciuk, a prawą dłonią można obsłużyć ekran. Obsługa praworęczna jest również możliwa – do włącznika można sięgnąć palcem wskazującym przez tył obudowy, a do pozostałych przycisków palcem środkowym.

Obsługa bazuje na systemie gestów wykonywanych od dolnej krawędzi ekranu. Gest z prawej strony przenosi do ekranu głównego, a od lewej strony cofa. W razie czego możliwe jest także cofanie za pomocą strzałek w obrębie interfejsu, do których łatwo dosięgnąć. Interfejs dotykowy jest odpowiednio responsywny, wzorowo interpretuje przewijanie list oraz potwierdzenia operacji/akcji. Możliwe jest sterowanie muzyką bez konieczności włączania ekranu – krótkie wciśnięcia regulacji głośności zmieniają jej poziom, a przytrzymanie przełącza utwory.

M6-tka to minimalistyczny odtwarzacz, więc rozumiem zastosowanie pojedynczego wyjścia 3,5 mm, które służy także jako wyjście liniowe. Przydałoby się jednak gniazdo SPDIF lub chociaż adapter z USB typu C do wyprowadzenia sygnału cyfrowego wtyczką koaksjalną. Możliwe jest także połączenie M6 z mobilnym DAC/AMP-em. Odtwarzacz działał bez zarzutu jako transport do FiiO Q5, ale nie ma gwarancji na współpracę z każdym przetwornikiem mobilnym.

Producent obiecuje do 13 godzin odtwarzania muzyki (format mp3) i do 15 godzin jako nadajnik Bluetooth (kodek SBC). Wyniki są więc gorsze od modelu M7 (kolejno 20 i 26 godzin), ale w praktyce i tak przyzwoite. Uzyskiwałem 11-12 godzin odtwarzania muzyki w formacie FLAC z karty pamięci microSD 128 GB na słuchawkach Aune E1, ale ekran był przez większość czasu wyłączony, tak samo jak interfejsy Wi-Fi oraz Bluetooth.

Oprogramowanie i funkcje

System operacyjny to ponownie zmodyfikowany Android. Interfejs jest praktycznie identyczny jak ten z FiiO M9, z wykluczeniem opcji dotyczących wyjścia zbalansowanego oraz filtrów cyfrowych wbudowanych w układ AKM. M6-tka ma także ten sam układ marki Samsung, czyli Exynos 7270 – to dwurdzeniowiec taktowany zegarem 1 GHz, wspierany przez 768 MB pamięci operacyjnej. W efekcie M6 działa szybciej od M7 i M9, pewnie za sprawą lepszej optymalizacji. Co prawda uruchamianie trwa chwilę, ale później obsługa odbywa się bez przycinek, przynajmniej jeśli chodzi o odtwarzanie muzyki z karty microSD. Aplikacje strumieniujące czasami spowalniają, ale nadal można korzystać z nich bez irytacji.

Na ekranie głównym wyświetlane są duże ikonki, a lista jest przewijana do dołu. Domyślnie są to: odtwarzacz FiiO Music, menedżer plików, galeria, pomoc techniczna, ustawienia, KKBOX, Tidal, NetEase Music oraz MOOV. Niechciane aplikacje można usunąć, a także wgrać inne. System nie jest jednak w pełni otwarty – aktualnie zainstalować można jedynie: Spotify, Qobuz, Roon, Deezer, QQ Music, Xiami Music, JOOX, ES File Manager i Himalaya. Trudno zatem specjalnie narzekać, szczególnie, że Spotify lub Tidal działają także offline (w przypadku Tidala bez obsługi standardu MQA), ale z chęcią zmieniłbym aplikację odtwarzacza, np. na foobara2000. Odtwarzacz nie posiada sklepu z aplikacjami – należy je instalować z plików .apk pobranych z Internetu.

Górna belka jest rozwijana. Ma sześć ikonek, czyli: Wi-Fi, Bluetooth, wybór funkcji wyjścia 3,5 mm (słuchawkowe/liniowe), tryb wyjścia USB (pamięć/DAC USB), filtry cyfrowe (Fast, Slow, Minimum Phase) oraz AirPlay. Nie zabrakło też suwaka regulacji podświetlenia oraz skrótu do ustawień, gdzie znajdziemy opcje oszczędzania energii, zarządzania aplikacjami, ustawień daty i czasu, blokowania przycisków, a także języka systemu (nadal brak polskiego). Pozostałe opcje, czyli DLNA, EQ, regulacja balansu itp. znaleźć można w ustawieniach aplikacji FiiO Music.

FiiO M6 ma dwukierunkowy interfejs Bluetooth Samsunga, ten sam co wyższych modelach odtwarzaczy. Sygnał można nadawać na słuchawki lub głośniki z obsługą kodeków LDAC, aptX, aptX HD, SBC. Bluetooth działa także w trybie DAC-a USB, wtedy do wyboru jest także HWA (LHDC). W trybie adaptera Bluetooth do wyboru jest aktualnie tylko SBC, ale ma pojawić się także LDAC. Nowością jest opcja FiiO Link, umożliwiająca sterowanie odtwarzaczem za pomocą smartfona, po uprzednim sparowaniu obu urządzeń i zainstalowaniu na smartfonie aplikacji FiiO Music. W przeciwieństwie do modelu M7, “szóstki” nie wyposażono jednak w radio FM, ale to moim zdaniem mała strata skoro w zamian otrzymujemy Wi-Fi ze streamingiem.

Specyfikacja

Ogólna

  • układ: Samsung Exynos 7270 (2x 1 GHz), 768 MB RAM, 4 GB pamięci wbudowanej (2 GB dostępne dla użytkownika)
  • system operacyjny: zmodyfikowany Android/FiiO Music
  • wyświetlacz dotykowy: IPS 3,2” (marki LG); 480×800 pikseli, interfejs dotykowy, szkło 2.5D
  • obsługa formatów: AAC, MP3, WMA, OGG, DSD64, APE, Apple Loseless, AIFF, FLAC, WAV, WMA LOSELESS, max 24-bit/192 kHz
  • przetwornik ze wzmacniaczem: ESS Sabre ES9018Q2C
  • interfejs bezprzewodowy: Bluetooth 4.2 z aptX, aptX HD, LDAC, HWA (moduł dwukierunkowy SAMSUNG S5N5C10B01-6330)
  • Wi-Fi: 2,4 GHz z opcją strumieniowania
  • pamięć wbudowana: 2 GB + obsługa kart micro SD do 512 GB
  • funkcje: DAC USB z opcją Bluetooth, DLNA, AirPlay, FiiO Link, 10-pasmowy EQ, regulacja balansu +/- 5 dB, 120-stopniowa regulacja głośności (cyfrowa), wyjście cyfrowe USB typu C oraz liniowe 3,5 mm
  • akumulator: 1600 mAh (czas pracy do 13 godzin, czas ładowania 2,5 h z adaptera 5V/2A)
  • wymiary: 92,5 x 53,3 x 11,5 mm
  • masa: 83 g

Wyjście słuchawkowe 3,5 mm

  • moc: 110 mW @ 16 Ohm, 70 mW @ 32 Ohm, 7 mW @ 300 Ohm
  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-80 kHz
  • SNR: >118 dB
  • impedancja: <2 Ω
  • THD+N: 0,002% @ 1 kHz
  • napięcie szczytowe: 4,245 Vp-p

Wyjście liniowe

  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-80 kHz
  • SNR: >117 dBa
  • separacja kanałów: >112 dB
  • THD+N: 0,002% @ 1 kHz
  • napięcie: 1,5 V rms

Brzmienie

  • Słuchawki: 1MORE H1707, Master&Dynamic MH30, FiiO FA7, FH5 i FiiO F9 PRO, Campfire Audio Atlas, Andromeda, Polaris, Oriveti New Primacy, Aune E1, Simgot EN700 PRO
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila, FiiO Q5 (AM3B), Leckerton UHA-760, Astell&Kern AK XB10, FiiO BTR3, FiiO BTR1K
  • DAP: Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200, FiiO M9, FiiO M3K
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Oriveti Affinity
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

Odtwarzacz został przetestowany z oprogramowaniem w wersji 1.0.0.

Brzmienie M6-tki nie zaskakuje, to styl znany z modelu M7. W końcu oba odtwarzacze dzielą ten sam układ Sabre ES9018Q2C, składający się z przetwornika i wzmacniacza. Słychać lekkie podkreślenie skrajnych pasm, charakter dźwięku jest trochę bardziej rozrywkowy, ale nadal pozostaje uniwersalny. Sygnaturę, tak jak w przypadku M7-ki, określiłbym mianem U-kształtnej – słychać podkreślenie przełomu niskiego i średniego basu, a także sopranu, ale jest to nieznaczne, więc jeszcze nie ma mowy o “V-kowaniu”. Jak przystało na układy Sabre, brzmienie jest klarowne i bezpośrednie. Podoba mi się twardo zarysowany kontur dźwięku, mocne i wyraziste brzmienie. Ostatnio wiele odtwarzaczy brzmi miękko i gładko, co nie każdemu się podoba.

Niskie tony nie zostały wycięte ani też mocno podbite. Dźwięk jest dociążony i pełny, ale nie przesadzono – FiiO M6 nie brzmi basowo. Można za to liczyć na soczysty średni bas, jak i na całkiem niezłe (choć jeszcze nie wzorowe) zejście basu. Dobre wrażenie robi dynamika – bas atakuje mocno, szybko wybrzmiewa i ma sporo energii. Faktury instrumentów są różnicowane, słychać wiele detali, ale to rozrywka gra pierwsze skrzypce. Przekaz niskich tonów to jeszcze nie topowa półka pod względem rozdzielczości, ale moim zdaniem poziom jest i tak dobry – uniknięto mulenia oraz mocnego ścięcia dołu.

Pasmo średnie pozostaje lekko wstecz względem skrajnych pasm, co dodaje brzmieniu oddechu i swobody. Przekaz środka jest typowy dla układów Sabre, czyli krystalicznie jasny. Charakter średnicy jest neutralny, klarowny i bezpośredni. Nie słychać ocieplenia niższych zakresów, zgaszenia wyższej średnicy, wygładzenia, zmiękczenia lub rozmycia – dźwięk jest podawany twardą kreską. Sporo będzie jednak zależało od barwy samych słuchawek. Szczegółowość stoi na dobrym poziomie – brzmienie jest precyzyjne, ale to jeszcze nie dźwiękowe laboratorium, bo M6 nie brzmi totalnie szkicowo lub surowo.

Wysokie tony są podkreślone – to jasne, bezpośrednie i stosunkowo mocne pasmo. Góra wzorowo doświetla pozostałe pasma, niweluje jakikolwiek woal, zapobiega zgaszeniu i przyciemnieniu dźwięku. Jednocześnie, tak jak w modelu M7, słychać pewną cyfrowość – pasmo to wybrzmiewa krótko i szybko, brzmi lekko syntetycznie, bardziej nowocześnie, co jest także sprawką nieznacznie oddalonej średnicy. W efekcie starsze nagrania brzmią trochę zbyt czysto, talerze perkusyjne wydają się być trochę za lekkie i zbyt sterylne. Nie słychać tego na każdych słuchawkach, a tego typu granie będzie sprzyjało wielu nowoczesnym gatunkom, np. elektronice z ostatnich lat, eksperymentom metalowym czy muzyce popularnej.

Scena dźwiękowa jest dość mała, ale jeszcze nie klaustrofobiczna. Przestrzeń jest poukładana, proporcjonalna w wysokości, głębokości i szerokości, ale pierwszy plan pozostaje blisko, a pozostałe nie oddalają się mocno. Separacja kanałów jest dobra – można liczyć na efektowną stereofonię, ale to jeszcze nie poziom DAP-ów dwuprzetwornikowych z wyjściami zbalansowanymi. Jasny i bezpośredni charakter dźwięku sprzyja też dobrej separacji i napowietrzeniu – wokół instrumentów jest sporo swobody. Nie można też liczyć na topową holografię – instrumenty nie są tak kształtne, jak w odtwarzaczach z wyższej półki.

FiiO M6 i słuchawki
Odtwarzacz nie zgra się ze wszystkimi słuchawkami. M6 to dobry wybór do słuchawek, które potrzebują rozjaśnienia i wyklarowania średnicy lub nawet ochłodzenia (w przypadku tych ewidentnie ciepłych). Odtwarzacz sprawdzi się ze słuchawkami ciemnymi, mocno wypchniętymi w średnicy, zgaszonymi lub zbyt łagodnymi i wygładzonymi. Jednocześnie unikałbym słuchawek wyostrzonych, mających problemy z sybilizacją lub z mocno wycofaną średnicą. Są jednak wyjątki od reguły. Odtwarzacz może pochwalić się czystym sygnałem, więc użycie czułych i skutecznych słuchawek z przetwornikami armaturowymi jak najbardziej wchodzi w grę.

Odsłuchy rozpocząłem od słuchawek FiiO. Model FH5 wypadł bardzo klarownie ze średnicą o krok wstecz i bezpośrednim, ale nie ostrym sopranem. Pod względem sceny było całkiem nieźle, rozdzielczość nie zawodziła, ale słuchawki jeszcze nie rozwinęły skrzydeł w kwestii subbasu. FH5 były też jaśniejsze niż zazwyczaj, stąd tipsy „balanced” okazały się najlepszym wyborem. Czułem, że odtwarzacz zgra się lepiej z FA7 i tak też było w istocie – słuchawki pozostały ciepłe i średnicowe, ale nieco zyskały na klarowności. Słychać, że pod względem rozdzielczości FA7 potrafią więcej, ponieważ we znaki dawały się braki jakościowe góry pasma, ale poziom był i tak całkiem niezły. Miałem obawy odnośnie zgrania z FiiO F9 PRO, ale okazały się one bezpodstawne – bas był ciepły i dynamiczny, pasmo średnie nadal bliskie, a góra nie przesadzała z ostrością, mimo że F9 PRO czasami potrafią lekko zasybilizować.

Tak samo jak przy M7, zaskoczyło mnie zgranie z Oriveti New Primacy. Tutaj również spodziewałem się, że góra będzie zbyt ostra, tymczasem słuchawki zabrzmiały w sposób zrównoważony, dociążony w basie i z dobrą sceną dźwiękową. Aune E1 zabrzmiały jak mają w zwyczaju, czyli gładko, bezpośrednio i klarownie oraz z dobrym wypełnieniem w basie – takiego połączenia słuchało się świetnie. Nie zawiodły mnie Simgoty EN700 PRO, które budują tak dużą scenę, że nie zaszkodziło im jej zmniejszenie. Dźwięk był zrównoważony, klarowny, szczegółowy i dynamiczny – to również przykład wzorowego zgrania.

Świetne rezultaty uzyskałem z Campfire Audio Polaris. Rozdzielczość dźwięku była wysoka, scena duża, brzmienie klarowne i szczegółowe, a także dynamiczne. Ponownie zgranie z Campfire Audio Andromeda było fatalne (mimo czystego sygnału), co również zdarzyło się w przypadku M7 – słuchawki zabrzmiały wyjątkowo ciasno, zbyt ostro i chudo w basie. Nikt raczej nie będzie łączył M6 z tak drogimi dokanałówkami, ale informuję, że takie porażki synergiczne również się zdarzają. Z Campfire Audio Altas już nie było takich problemów – słuchawki brzmiały zgodnie ze swoim charakterem, ale nie były to jeszcze wyżyny ich rozdzielczo-holograficznych możliwości.

Sony WH-H900N w trybie przewodowym i aktywnym zabrzmiały bardzo dobrze, zgodnie ze swoim charakterem – neutralnym, gładkimi i bezpośrednim. Ciepłe i przyciemnione Master&Dynamic MH30 lekko się rozjaśniły i wyklarowały w paśmie średnim, brzmiąc szeroko w scenie i dynamicznie, więc to połączenie było jak najbardziej udane. Bardziej rozrywkowe 1MORE H1707 również się zgrały – zabrzmiały efektownie, mocno w skrajach pasma z dobrym basem i czystą górą.

FiiO M6 vs inne odtwarzacze
Nie dysponuję już M7-ką, ale opis odtwarzacza w większości pokrywa się z M6-tką. Mam wrażenie, że w przypadku M7-ki bas był trochę głębszy, ale tym samym cięższy i wolniejszy. M6 wydaje się brzmieć bardziej zwiewnie i klarownie. Podobieństwa tyczą się również wad, czyli cyfrowości sopranu i małej sceny. Dźwięk w obu odtwarzaczach był zarysowany, klarowny i bezpośredni, jak przystało na układy Sabre.

FiiO M9 to już inna bajka. Odtwarzacz reprezentuje znacznie wyższy poziom ogólny, ale też inną sygnaturę, wynikającą z zastosowania podwójnych przetworników AKM. M9 brzmi bardziej gładko, cieplej, bliżej w średnicy, ale podobnie klarownie w górze pasma, która jest jednak lepiej kontrolowana i bardziej rozdzielcza. W przypadku M9 scena jest większa i szersza, a ponadto można liczyć na lepszą dynamikę i więcej detali, ale brzmienie jest tym samym bardziej zagęszczone i mniej klarowne. Podobnie jest z Shanlingiem M5s, który brzmi cieplej, bliżej w średnicy, bardziej gładko i rozdzielczo, a także mniej cyfrowo w sopranie. To także znacznie wyższy poziom ogólny od M6-ki, ale to samo można powiedzieć o jego cenie.

Tańszy FiiO M3K to również inny świat – odtwarzacz brzmi bardziej średnicowo i technicznie, nie akcentuje skrajnych pasm, nie brzmi tak krystalicznie i jest tym samym bardziej szkicowy w przekazie. M6 to dźwięk jaśniejszy, bardziej oddalony w średnicy i trochę bardziej cyfrowy, ale separacja kanałów jest mocniejsza, holografia lepsza, a scena ogólnie większa. Przy M6 model M3K brzmi bardziej naturalnie, ale jest mniej efektowny i mniej angażujący.

Shanling M0 to brzmienie cieplejsze, zdecydowanie gładsze i łagodniejsze w sopranie. M6 może pochwalić się wyższą rozdzielczością, ale stawia dalej średnicę i mocniej rysuje sopran. W efekcie brzmienie odtwarzacza FiiO jest jaśniejsze i bardziej precyzyjne oraz zarysowane, podczas gdy Shanling jest ciemniejszy, bardziej miękki, a także podkreślony w basie. M6 jest jednak wyraźnie droższy, więc nic dziwnego, że oferuje wyższą rozdzielczość i trochę większą scenę.

Do poziomu iBasso DX200, Astell&Kern AK70 MKII czy FiiO X5 III jeszcze dużo “szóstce” brakuje, więc szczegółowe porównania nie mają większego sensu. Trzeba jednak pamiętać, że funkcjonalnie M6 to znakomity poziom, ale pod względem sceny, rozdzielczości i dynamiki mobilny układ Sabre ES9018Q2C nie dorównuje podwójnym kostkom Sabre, AKM lub Cirrus ze znacznie wyższej półki.

Podsumowanie

FiiO M6 to udany odtwarzacz, który jednocześnie zadziwia. Urządzenie jest świetnie wykonane, a dzięki kompaktowym wymiarom oraz łagodnym kształtom pozostaje wygodne w obsłudze i poręczne. Ekran jest bardzo dobry – lepszy niż w przypadku M7-ki i M9-ki, co trudno zrozumieć. Odtwarzacz ma ten sam procesor co wyższe modele i układ rodem z M7-ki, ale generuje więcej mocy i posiada Wi-Fi z opcją strumieniowania muzyki. Funkcjonalnie urządzenie jest blisko możliwości M9-ki, jeśli nie bierzemy pod uwagę braku wyjścia zbalansowanego. W efekcie model M6 zdecydowanie wygrywa z M7, na którego narzekałem głównie za brak Wi-Fi.

Wszystko wskazuje na to, że M6 będzie też tańszy od modelu M7, który góruje nad M6-tką jedynie dłuższym czasem działania. Dla porównania M7 za granicą to koszt 259 dolarów amerykańskich, podczas gdy M6 dostępny jest za 180 dolarów. Jeśli na polskim rynku różnica w cenie będzie równie korzystna, to FiiO M6 będzie świetnym wyborem. Pisząc te słowa trochę trudno mi jednak uwierzyć, że FiiO świadomie podkopuje sens zakupu modelu M7.

Trzeba jednak pamiętać, że M6 nie ma wyjścia zbalansowanego i dedykowanego wyjścia SPDIF. Z synergią zdarzają się niespodzianki, a brzmienie ma pewne wady – np. cyfrowość wysokich tonów oraz małą scenę. Odtwarzacz należy także do dość jasnych, co nie każdemu przypadnie do gustu. Oprogramowanie jeszcze nie daje pełnej swobody, a odtwarzacz nie jest maratończykiem – czas działania wynosi 10-13 godzin, w zależności od jakości muzyki.

Dla FiiO M6

Zalety:
+ silikonowe etui w zestawie
+ wzorowe wykonanie
+ bardzo dobry ekran
+ świetne wzornictwo
+ wysoka ergonomia
+ USB typu C
+ znakomita funkcjonalność (Wi-Fi z opcją strumieniowania, DAC USB, dwukierunkowy Bluetooth, obsługa zaawansowanych kodeków)
+ płynne działanie
+ klarowne i dynamiczne brzmienie rysowane mocnym konturem

Wady:
– cyfrowość wysokich tonów
– przeciętny rozmiar sceny dźwiękowej
– brak wyjścia zbalansowanego oraz SPDIF
– pewne problemy z synergią

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
fiio

5 KOMENTARZE

  1. Mam pytanie odnośnie wykorzystania sprzętu jako dac usb. Czy pojawiają się tu opóźnienia? W recenzji nie ma informacji na ten temat

    • Niestety są wyraźne opóźnienia. Korzystałem z najnowszych sterowników FiiO i bez względu na ustawienia oglądanie filmów lub YouTube’a nie było możliwe.

  2. Jak wypada nowy grajek na tle X3MKII ? Jest to ten sam przedział cenowy ale jednak inna funkcjonalność. Ciekawi mnie rozdzielczość i porównanie charakterystyki grania.
    Mając FH5 zastanawiam się czy side grade ma w tym przypadku sens.

  3. Odtwarzacz otrzymał już obiecają aktualizację, tak jak modele M7 i M9. M6 otrzymał wsparcie dla LDAC w trybie odbiornika Bluetooth, dopieszczono FiiO Link, dodano więcej kompatybilnych aplikacji oraz możliwość ich instalacji za pomocą Wi-Fi transfer. Więcej detali tutaj: https://www.fiio.com/newsinfo/162138.html

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here