FA1 to drugi model armaturowych słuchawek od FiiO. Wewnątrz obudów z wydruku 3D, znanych z modelu FA7, są tym razem pojedyncze przetworniki Knowles ED-33357. Nowe słuchawki mają zapewniać wzorową ergonomię i hipnotyzujące brzmienie.

FA1 to pozornie zwykłe, ale w rzeczywistości atrakcyjne słuchawki. Zostały wykonane za pomocą tej samej technologii druku 3D, co topowe FA7, czyli metodą utwardzania polimerów światłoczułych. FA7 okazały się być niezwykle wygodne, więc użycie tej samej technologii to bez wątpienia atut znacznie tańszych FA1. To jednak nie koniec, bo przetwornik ED-33357, dostrojony wspólnie z marką Knowles, bazuje na modelu stosowanym w słuchawkach Etymotic serii ER4, które słyną z niezwykle precyzyjnego brzmienia i topowej rozdzielczości. Czy FA1 są warte około 110 dolarów amerykańskich? A może lepiej wybrać hybrydowe F9, FH1 lub F9 PRO?

REKLAMA
mp3store

Wyposażenie

Akcesoria są skromniejsze niż w podobnie wycenionych słuchawkach serii F lub FH. Do dyspozycji otrzymujemy:

  • pudełko na słuchawki;
  • kabel 3,5 mm;
  • woreczek strunowy na nakładki;
  • nakładki pojedyncze typu „Balanced” (rozmiary S, M, L);
  • nakładki pojedyncze typu „Bass” (rozmiary S, M, L);
  • przyrząd do czyszczenia;
  • instrukcja obsługi.

Pudełko jest takie same, jak w modelach FA7 i FH5. Niestety względem F9 PRO zabrakło dodatkowego futerału, kabla zbalansowanego 2,5 mm oraz pianek. Nakładki silikonowe prezentują się bardzo dobrze, są gładkie, grube i przyjemne w dotyku, a na tipsy przewidziano woreczek strunowy wielokrotnego użytku.

Konstrukcja

Słuchawki prezentują się rewelacyjnie i praktycznie niczym nie różnią się od FA7. Nie spodziewałem się, że FA1 będą wykonane taką samą metodą i z identycznego materiału, czyli niezwykle gładkiego, twardego i przyjemnego w dotyku polimeru. FA1 przypominają wypolerowane kamienie szlachetne, ale są przezroczyste. Słuchawki zostały ozdobione trochę innym, ale również efektownie połyskującym wzorem i są minimalnie mniejsze od FA7, a dokładniej nieznacznie płytsze.

Obudowy FA1 są wydrukowane bardzo precyzyjnie i wzorowo obrobione – na oko nie widać żadnych niedoskonałości. Minimalne wady można dostrzec jedynie na zdjęciach makro, ale to drobiazgi. Dla porównania Brainwavz B400, wydrukowane metodą FDM (osadzanie topionego materiału), prezentują się znacznie gorzej. Tym razem wewnątrz obudów jest pusto – pojedyncze przetworniki zamocowano praktycznie bezpośrednio w tulejkach, a przez obudowę biegną jedynie przewody łączące przetworniki z gniazdami MMCX, zamocowanymi na górze. Wyloty tulejek nie są zabezpieczone i można dojrzeć przez nie filtry akustyczne. Na słuchawkach widać także małe otwory odpowietrzające, znajdujące się w dolnej części obudów.

Kabel prezentuje się tak, jak plecionki zbalansowane znane z modeli F9, FH1 lub F9 PRO, ale nie jest identyczny. Jego żyły są srebrne i pokryte miedzią OFC, przewód wieńczy kątowy i pozłocony wtyk 3,5 mm, a rozdzielacz kabla został wyposażony w dodatkowy suwak, którego brakowało w słuchawkach serii F. Wtyczki MMCX są również pozłocone i dodatkowo oznaczone kolorami – błękitem dla lewego kanału i czerwienią dla prawego. Nie zabrakło silikonowej opaski, zamocowanej na kablu.

Użytkowanie i ergonomia

W praktyce FA1 również nie ustępują FA7. Ergonomia jest perfekcyjna i tym samym lepsza od wspominanych FH1, F9 i F9 PRO, które współdzielą „łezkowate” obudowy, wykonane z aluminium lub z tworzywa sztucznego. FA1 są lekkie, idealnie trzymają się uszu i nie uwierają, a do tego nie powodują żadnego dyskomfortu w kontakcie ze skórą, ponieważ w przeciwieństwie do aluminium tworzywo jest ciepłe w dotyku. Słuchawek właściwie nie czuć w uszach, a obudowy nie odstają mocno z małżowin, więc nie ma problemu z noszeniem FA1 pod czapką.

Słuchawki nie sprawiają też problemów z aplikacją, a narzekałem na to w F9 i podobnych, które musiałem umieszczać odpowiednio głęboko w uchu, bo założenie ich minimalnie za płytko lub za głęboko zupełnie pozbawiało izolacji. Z kolei FH5 nie sprawiały mi już takiego problemu, ale inni ich użytkownicy skarżyli się na dość krótkie tulejki, co u niektórych osób utrudniało lub nawet uniemożliwiało uszczelnienie kanałów. FA1 mają już odpowiednio długie tulejki, które wychodzą pod dobrym kątem, a tipsy wypełniają kanały słuchowe jak należy, więc można dość komfortowo słuchać muzyki. Słuchawki nadal nie odcinają od świata, nie jest to poziom izolacji znany z Etymotików, ale moim zdaniem tłumienie jest już wystarczające, by miejski hałas nie przeszkadzał w odsłuchach.

Kabel sprawdza się dobrze. Świetnie, że tym razem nie zabrakło suwaka, który pozwoli skrócić odcinki douszne – narzekałem na jego brak w okablowaniu F9, F9 PRO lub FH1. To ponownie przewód typu OTE z zausznicami, które są fabrycznie ukształtowane – nie można nadać im dowolnego kształtu. Moim zdaniem zausznice są trochę za długie lub odrobinę za bardzo odgięte. Mocno okalają małżowiny uszne, więc mogą lekko przeszkadzać, drażniąc skórę poniżej ucha. To jednak cecha charakterystyczna okablowania FiiO – dotyczy to każdego modelu noszonego metodą OTE w ofercie tego producenta. Ma to jednak i swoje plusy, bo zausznice z pewnością nie spadną z małżowin usznych.

Specyfikacja

  • przetwornik: Knowles ED-33357
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz
  • czułość: 111 dB/mW
  • maksymalna moc wejściowa: 100 mW
  • impedancja: 15 Ω
  • kabel: MMCX, 120 cm, kątowy wtyk 3,5 mm
  • masa: 4,5 g (jedna słuchawka), 24 g (obie słuchawki z kablem)

Brzmienie

  • Słuchawki: Campfire Audio Solaris, Atlas i Andromeda, FiiO FA7, FH5 i F9 PRO, Etymotic ER-4PT, Oriveti New Primacy, Aune E1, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila, FiiO Q5 (AM3B), Leckerton UHA-760, Astell&Kern AK XB10, FiiO BTR3
  • DAP: Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200 (AMP1), FiiO M9 i M6, OnePlus 6T
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Oriveti Affinity
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

FiiO FA1 i tipsy
Nazwy tipsów z zestawu są adekwatne brzmieniu, ale ich wpływ na dźwięk nie jest duży. Nakładki „Bass” (szaro-czerwone) lekko wzmacniają średni zakres basu, ale kosztem średnicy i góry, których jest trochę mniej. Brzmienie w tej konfiguracji staje się bardziej muzykalne, trochę łagodniejsze. Z kolei tipsy „Balanced” (białe) rzeczywiście oferują bardziej zrównoważone brzmienie, klarowne w sopranie, bliższe w średnicy i liniowe w basie – w tym przypadku dźwięk jest bardziej analityczny. Wybór to zatem kwestia gustu, synergii oraz preferowanej muzyki. Mnie bardziej spodobały się nakładki białe i to właśnie ich używałem w trakcie odsłuchów.

FiiO FA1 – brzmienie
Zupełnie nie spodziewałem się takiego brzmienia. Obstawiałem, że FA1 zabrzmią podobnie do FA7, a okazało się, że słuchawki mogłyby równie dobrze należeć do innej serii. FA7 brzmią ciepło, gładko i masywnie, a do tego są łagodne w sopranie, zaś FA1 to słuchawki zrównoważone, płaskie, neutralne w barwie, brzmiące wręcz krystalicznie i bardzo bezpośrednio. Przekaz nadal pozostaje przyjemny w odbiorze, uniknięto sykliwości i przesadnego wyostrzenia, ale dźwięk jest już dość jasny. To słuchawki, które przypominają brzmienie Etymotic w trochę mniej technicznej wersji, ale są nadal nastawione na transparentność, a nie efektowność. FA1 mają tendencje analityczne, ale w odpowiednim towarzystwie sprawią przyjemność, zabrzmią muzykalnie.

Bas nie jest podbity – osoby gustujące w ekstremalnej dawce dołu z potężnym zejściem raczej nie mają tutaj czego szukać. Nie znaczy to bynajmniej, że bas jest wybrakowany. Dół prezentowany jest w sposób liniowy – średni bas się nie wybija, a słuchawki nie grają tylko punktowym wyższym podzakresem, ponieważ potrafią zejść w subbas, zawibrować lub zamruczeć, gdy trzeba. Subbas nie będzie wyjątkowo masywny i „tłusty”, zostanie przekazany raczej w sposób studyjny niż rozrywkowy. W efekcie przekaz dołu jest kontrolowany, precyzyjny i zwarty – bas trzyma się swojego miejsca, nie stara się dominować. Dynamika jest wysoka – nie słychać problemów z atakiem, podtrzymaniem dźwięku lub jego wygaszeniem, a do tego można liczyć na szczegółowe różnicowanie faktury. Świetnie słuchało mi się przeróżnie zrealizowanego kontrabasu, wirtuozerskich lub typowo rytmicznych basówek, jak i syntezatorów lub cyfrowych sampli. Myślę, że fani analitycznego przekazu basu będą zachwyceni.

Średnica nie jest wypchnięta, ale też nie została wycofana. Moim zdaniem brzmi równo – jest płaska, liniowa i neutralna w barwie. Jej brzmienie nie jest ani ciepłe, ani zimne, co również wpisuje się transparentność i studyjność. Nie słychać podkreślenia niższego zakresu środka, ale jego wyższe rejony również nie są agresywne. W efekcie można mówić o dość gładkim, jak na słuchawki analityczne, przekazie – brzmienie nie jest zupełnie surowe, totalnie techniczne. Nie chcę być źle zrozumiany – to gładkość uzyskana zbalansowaną prezentacją pasma, a nie zmiękczeniem lub rozmyciem dźwięku. Kontur dźwięku jest nadal twardy i precyzyjny, brzmienie jest rysowane odpowiednio mocną kreską. Bardzo duże wrażenie robi krystaliczność średnicy – dźwięk jest idealnie bezpośredni, bliski, zupełnie pozbawiony dystansu lub woalu. Muzyka nie dobiega gdzieś z daleka – z FA1 zawsze jest się „w muzyce”. Moim zdaniem rozdzielczość i szczegółowość są w tej klasie cenowej ponadprzeciętne – wszystko prezentowane jest jak na dłoni, FA1 nie mają nic do ukrycia.

Góra pasma jest dość mocna i również rozciągnięta. Od razu zaznaczam, że słuchawki raczej nie spodobają się osobom wrażliwym na wysokie tony, fanom zagęszczonego i przyciemnionego dźwięku. Brzmienie FA1 jest jasne i bliskie – góra mocno doświetla pozostałe pasma. Nie nazwałbym jeszcze słuchawek mianem ostrych, ale melomani, którzy lubią ciemniejsze brzmienie mogą już odebrać je w ten sposób. Pewnie sam narzekałbym, gdyby słuchawki sybilizowały, ale nic takiego nie występuje – FA1 są łagodniejsze w górze pasma od FH1, F9 lub F9 PRO, nie mają tego „peaku” w wyższych zakresach. Góra nie syczy, nie kłuje, ale niestety słychać minimalny problem z kontrolą, a dokładniej lekkie szeleszczenie, które objawia się głównie w brzmieniu mocno zrealizowanych talerzy perkusyjnych. Dużo będzie zależało od tipsów, realizacji muzyki i charakteru źródła, ale wysokie tony nie są jeszcze tak rozdzielcze i precyzyjne, jak w dużo droższych dokanałówkach pokroju FiiO FH5.

Scena dźwiękowa nie zawodzi, jest elipsoidalna i poukładana. Trzeba jednak wziąć poprawkę na konstrukcję słuchawek – to nadal „tylko” pojedyncza armatura, więc nie obejdzie się bez braków w holografii. Instrumenty nie będą jeszcze tak kształtne i obszerne, jak w wieloprzetwornikowych dokanałówkach – dźwięki są raczej punktowe, a nie trójwymiarowe. Mimo tego byłem zadowolony z generowanej przestrzeni – scena FA1 jest szeroka, kanały są mocno odseparowane, a głębia i wysokość przestrzeni dobre. Instrumenty są eksponowane w różnych punktach, zarówno przed twarzą, w obrębie głowy lub w okolicach ramion. Dźwiękom towarzyszy dużo powietrza, więc nic się ze sobą nie zlewa.

FiiO FA1 i sprzęt
Słuchawki zaskakują – są czułe na charakter źródła i jednocześnie skalują się ze sprzętem, czyli reagują na specyfikę odtwarzaczy, a także ich jakość. Na szczęście nie są specjalnie wymagające pod względem synergii – zabrzmią dobrze ze wszystkiego, ale dla najlepszych efektów lepiej unikać jasnych i zimnych odtwarzaczy, trzymając się raczej tych zrównoważonych, ciepłych lub nawet basowych. Słuchawki nie są mocno wrażliwe na szum lub zakłócenia, ale w niektórych przypadkach da się je wychwycić. O dziwo czasami FA1 potrzebują też trochę więcej mocy. Co ciekawe, pokrętło głośności musiałem przekręcać bardziej na wydajnych odtwarzaczach pokroju iBasso DX200 lub Astell&Kern AK70 MKII, a nie było problemu na smartfonach lub mniej wydajnych DAP-ach jak FiiO M3K.

FA1 dobrze oddały charakter FiiO Q5 z modułem AM3B – techniczny, równy, zarysowany w średnicy i szeroki w scenie. Brzmiały dokładnie tak, zaskakiwały rozdzielczością i bezpośredniością, chociaż były dość mocne w górze pasma. FA1 z M9 zabrzmiały już większym basem, bardziej gładko w średnicy, ale nadal jasno i przejrzyście. Brzmienie było jednak bardziej muzykalne. iBasso DX200 dociążył zejście i średni bas, ale nie zaszkodził pozostałym pasmom. Słuchawki zareagowały na wysoką rozdzielczość DX200 i twardy przekaz środka, zgrywając się bardzo dobrze. Astell&Kern AK70 MKII wypadł bardziej płasko i konturowo, precyzyjnie, szybko i dynamicznie, co nie było niespodzianką. Bardzo spodobało mi się to połączenie: niezwykle bezpośrednie, rozdzielcze i dynamiczne.

Sięgnąłem także po FiiO M6 – tutaj również nie było niespodzianek. Słuchawki podkreśliły się w skrajach pasma, zabrzmiały bardziej rozrywkowo. M3K także nie zaskoczył – FA1 zabrzmiały blisko w średnicy, technicznie i szczegółowo, ale były mniej przestrzenne. Sprawdziłem FA1 także z FiiO BTR3, z którym słuchawki zgrały się bardzo dobrze – bas był głęboki, średnica bliska, a góra spokojna, ale nie ścięta. Scena pozostała szeroka, a rozdzielczość dźwięku wysoka. FA1 zgrały się z BTR3 lepiej niż FH5 lub FA7. Nie było problemu także z Astell&Kernem XB10, który zaoferował cieplejsze i łagodniejsze brzmienie, ale wypadł trochę gorzej od BTR3 – rozdzielczość dźwięku była niższa, a kontrola góry pasma gorsza. Efekty były niezłe także z OnePlusem 6T po użyciu adaptera słuchawkowego – słuchawki brzmiały rozrywkowo, trochę bardziej V-kująco. Niestety względem odtwarzaczy dało się wychwycić braki smartfona – góra była gorzej kontrolowana, a rozdzielczość niższa.

FiiO FA1 vs inne słuchawki
FiiO FA1 to moim zdaniem najrówniejsze i najbardziej liniowo brzmiące słuchawki chińskiego producenta. Przypominają mi trochę F9 – brzmią dość jasno, ale nie falują i mają łagodniejszy sopran, który nie syczy. Względem F9 PRO basu jest mniej, góra jest ciut spokojniejsza, a scena szersza. F9 PRO mogą popisać się bardziej zadziornym, twardszym i pełniejszym dołem, ale nie są tak równe w paśmie średnim i także potrafią „przyciąć” górą. FA1 ustępują im pod względem holografii, ale są od nich bardziej zrównoważone. FH1 to natomiast mocniejszy bas z pełniejszym zejściem (dzięki hybrydowej konstrukcji), a także mniej bezpośrednia średnica. W porównaniu do FH1, model FA1 brzmi raczej płasko i studyjnie, zdecydowanie mniej efektownie.

FA1 dobrze wypadają na tle “doków” z wyższej półki – nie ma wstydu, ale nie można też mieć zbyt wygórowanych oczekiwań. FA1 tonalnie brzmią podobnie do FH5, ale są bardziej płaskie. FH5 popisują się głębszym dołem, wyższą rozdzielczością i lepszą precyzją góry, a także holograficzną sceną dźwiękową. FA7 są natomiast cieplejsze, łagodniejsze w sopranie i wyższej średnicy oraz bardziej masywne w subbasie i średnim basie, co sytuuje je raczej po muzykalnej, a nie analitycznej stronie mocy. Dopiero po zastosowaniu posrebrzanej miedzi FA7 brzmią podobnie tonalnie, ale dużo lepiej jakościowo – FA1 ponownie ustępują rozdzielczością, holografią i głębią basu, co jednak nie dziwi.

Oriveti New Primacy to również podobna tonalność, ale inny przekaz – scena jest większa, bardziej holograficzna, a pierwszy plan stawiany jest dalej. Bas w New Primacy jest za sprawą hybrydowej konstrukcji pełniejszy, a ponadto słuchawki Oriveti lepiej kontrolują górę. Do możliwości drogich słuchawek Campfire Audio jeszcze daleko, ale FA1 wypadają nieźle w porównaniu z najtańszym w ofercie Campfire modelem Comet. To jednak dwie wizje brzmienia – Comet są ciemniejsze, masywniejsze w średnim basie, spokojniejsze i bardziej zachowawcze, a FA1 brzmią od nich znacznie jaśniej, równiej i bardziej analitycznie, stawiają na bezpośredni przekaz muzyki, szczegółowość i neutralność. Comet spodobają się fanom łagodniejszej góry i muzykalności, a FA1 wielbicielom wiernego przekazu. Ja wybieram FA1.

W przypadku iBasso IT01 sytuacja jest podobna do Cometów. IT01 są masywniejsze w basie, pofalowane w średnicy i gorzej rozciągnięte w sopranie. IT01 brzmią bardziej zagęszczonym i muzykalnym dźwiękiem, a FA1 pozostają neutralne i liniowe. Ze słuchawek dynamicznych najbliżej charakteru FA1 są Simgot EN700 Pro, które budują większą i bardziej kulistą scenę zamiast elipsoidalnej, ale są tym samym gładsze i miększe w przekazie, jak przystało na przetwornik dynamiczny. Słychać pewne analogie w brzmieniu Alpha&Delta D6, czyli słuchawek również dość analitycznych, ale jednak jaśniejszych i chłodniejszych w sopranie. Aune E1 są gładsze i łagodniejsze, brzmią spokojniej i bardziej muzykalnie, ale są podobnie neutralne tonalnie. W tym przypadku różnice są typowe dla konfrontacji pojedynczego dynamika w Aune E1 (miękkość, ale przyjemniejszy przekaz) z pojedynczą armaturą FA1 (twardość i bardziej analityczne zacięcie).

FiiO FA1 i okablowanie
Najpierw sięgnąłem po Oriveti Affinity, który jest dość „bezpiecznym” wyborem, gdyż nie jest typowym „wyostrzaczem” – zazwyczaj dodaje klarowności, ale nie przesadza z przekazem góry. Efekty były bardzo dobre – poprawiła się kontrola góry (szeleszczenie zniknęło), bas stał się głębszy w średnim zakresie i trochę masywniejszy w subbasie. Brzmienie pozostało bardzo bezpośrednie, klarowne i rozdzielcze, ale dzięki lekkiemu wzmocnieniu w basie słuchawki zabrzmiały bardziej muzykalnie. Affinity to jednak kabel znacznie droższy od samych FA1, więc taka inwestycja nie ma specjalnego sensu. Warto jednak poszukać czegoś o podobnym, gładkim charakterze.

Odnośnie FiiO LC-C miałem pewne obawy i nie myliłem się. Góra była mniej szeleszcząca, cechowała się lepszą kontrolą, ale ilościowo było jej trochę za dużo. Brzmienie stało się chłodniejsze i ostrzejsze, co moim zdaniem nie służyło FiiO FA1. Słuchawki zabrzmiały mniej gładko, bardziej twardo i technicznie, już skrajnie analitycznie. Nadal może to jednak odpowiadać fanom priorytetowej góry lub poprawić zgranie z cieplejszymi oraz ciemniejszymi źródłami. Moim zdaniem w górze pasma było już „za bogato” – kabel FiiO LC-C to jednak lepszy wybór do gładszych, cieplejszych i ciemniejszych słuchawek pokroju FiiO FA7. W przypadku FA1 trzymałbym się czystej miedzi lub mieszanek miedzi z miedzią posrebrzoną.

Podsumowanie

FiiO FA1 nie są najlepszymi słuchawkami FiiO. Nowy model nie zagrozi multiarmaturom i hybrydom z oferty azjatyckiego producenta. Okazuje się jednak, że braki nie są duże, a słuchawki cechują się wzorową relacją jakości do ceny. Moim zdaniem FA1 są najbardziej opłacalnymi dokanałówkami w ofercie FiiO i na tle konkurencji reprezentują znakomity poziom. Wykonanie jest świetnie, wzornictwo piękne, ergonomia perfekcyjna, a brzmienie imponuje rozdzielczością, przestrzenią, ogólną precyzją i zaskakująco rozbudowanymi skrajami pasma. Słuchawki nie popiszą się basem tak, jak F9 PRO lub FH1, nie zabrzmią jeszcze tak przestrzennie, jak F9, ale werdykt zależy od gustu, ponieważ FA1 mogą okazać się lepsze od droższych doków FiiO. Mnie zdecydowanie przekonały – wybrałbym je zamiast F9, FH1 i pewnie także zamiast F9 PRO. Moim zdaniem FA1 bez wątpienia zasługują na rekomendację.

Szkoda, że wyposażenie jest słabsze w porównaniu do innych doków FiiO. Przydałby się kabel zbalansowany, a mile widziany byłby także futerał. Słuchawki brzmią jednak tak dobrze, że jestem w stanie to wybaczyć – takie oszczędzanie rozumiem. Przydałaby się też ciut lepsza kontrola góry, chociaż to słychać jedynie w porównaniu do droższych armatur i nie na każdym źródle. Wtedy może pomóc wymiana kabla lub eksperymenty z tipsami. Pod tym względem nie ma jednak tragedii, a w kontekście ceny poziom jest i tak wysoki.

FiiO FA1 nie są jednak słuchawkami dla każdego. Polecam je fanom bezpośredniego i jasnego dźwięku, nastawionego na kontrolę, precyzję, szczegółowość i rozdzielczość. Osoby gustujące w liniowym graniu, które preferują brzmienie w stylu Etymotic, powinny być usatysfakcjonowane. To dość studyjnie brzmiące słuchawki, nadal muzykalne, ale z priorytetem na koherentny przekaz, a nie rozrywkowość. W efekcie odradzam FA1 fanom mocnego basu, przyciemnienia, brzmienia podkoloryzowanego i efektownego. Osoby wrażliwe na wysokie tony mogą także narzekać na dość mocny przekaz sopranu, mimo braku sybilizacji.

Dla FiiO FA1

Zalety:
+ futerał w zestawie, dwa rodzaje tipsów i inne dodatki
+ wzorowe wykonanie
+ zjawiskowe wzornictwo
+ rewelacyjna ergonomia
+ dobre tłumienie
+ czułe na synergię i skalowanie ze sprzętem
+ zrównoważone, rozdzielcze i szczegółowe brzmienie o wysokiej precyzji, rozbudowane w skrajach pasma i przestrzenne, nastawione na analityczny przekaz, ale z dozą muzykalności

Wady:
– małe braki w kontroli sopranu (wymagają pewnej synergii)
– braki w wyposażeniu
– kabel z pewnymi wadami ergonomicznymi

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
fiio

7 KOMENTARZE

  1. Z ciekawości – jakie pianki będą pasować? z FA7?
    Mam FA7 i FH5 – w pełni zgadzam się z recenzjami 🙂 Chwale sobie – słucham w różnych konfiguracjach: z FiiO M9 (solo lub jako „dawca plików” dla Q5 z AM3B), z FiiO X7II też z AM3B, oraz iPhone 8+ (jako „dawca plików” dla Q5 z AM3B).

    • Fizycznie i sonicznie pasują pianki FiiO. To ogólnie dobre pianki, które nie zamulają dźwięku, właściwie nie odstępują mocno tonalnie od nakładek silikonowych. Są jednak bardzo gęste, wręcz plastelinowe, więc nie ścinają tak góry pasma, jak np. bardziej porowate Comply serii T. Sprawdziłem także Comply w rozmiarze T-400 – również pasują na tulejkę i nie psują dźwięku FA1, który staje się trochę łagodniejszy i gładszy, ale nadal klarowny i szczegółowy.

      A jak wrażenia odnośnie Q5 z AM3B? 🙂 Jestem cały czas pod wrażeniem tego zestawu, świetne, referencyjne i techniczne granie z pełnym basem, w wysokiej rozdzielczości i z bardzo dobrą holografią.

    • FA1 są bardziej zrównoważone, neutralne, brzmią bardziej technicznie i liniowo. MA750 mają mniej średnicy, chętniej schodzą w subbas i brzmią jeszcze mocniej w sopranie. Moim zdaniem MA750 brzmią mocniejszymi skrajnymi pasmami, bardziej przestrzennie, ale mniej analitycznie. Zaznaczam jednak, że MA750 są specyficzne – niektórzy odbierają je jako ciemne i mocno basowe, inni jako względnie optymalnie zestrojone. Ja jestem w tej drugiej grupie 🙂

  2. Powiem, że ostatnio wolę słuchać FA7 niż FH5, bo są bardziej „lekkie” – nie wiem jak to określić – słucham dużo elektroniki (TD, Oldfield i pokrewne) i jakoś bardziej mi podpasowały.

    • To prawda – FA7 są zagęszczone, masywne, cieplejsze. Przy nich FH5 brzmią bardziej klarownie i zwiewnie. W przypadku FA7 pomaga wymiana okablowania, ale słuchawki nadal pozostają masywne i wypełnione. Na dniach opublikujemy rezultaty z okablowaniem FiiO LC-C, które przetestowałem właśnie ze względu na FA7.

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here