FD1 to nowe dokanałówki FiiO, które mają pojedynczy przetwornik dynamiczny o średnicy 10 mm, gniazda 2-pin 0,78 mm oraz kabel z miedzi monokrystalicznej. Producent obiecuje głęboki bas i rozrywkowe brzmienie.

FiiO rozbudowuje ofertę słuchawek dokanałowych. Obok serii FH (słuchawki hybrydowe) oraz FA (słuchawki armaturowe), wprowadzono linię FD. Jak łatwo się domyślić, zawiera ona słuchawki z przetwornikami dynamicznymi, a właściwie póki co to jeden model, bo FD1 jest jej pierwszym przedstawicielem. Producent wykorzystał obudowy znane z modelu FH1s, które mają kształt OTE (Over The Ear) i zostały wykonane z tworzyw sztucznych. Słuchawki są ponownie ozdobione charakterystycznymi wkładkami z celulozy, więc na pierwszy rzut oka niczym nie różnią się od FH1s.

REKLAMA
mp3store

Z tego powodu od razu pomyślałem, że FiiO FD1 to po prostu model FH1s, ale bez dodatkowego przetwornika armaturowego. Okazuje się, że tak nie jest, ponieważ w nowym modelu zastosowano inny, mniejszy przetwornik dynamiczny o średnicy 10 mm zamiast 13,6 mm, który ma dodatkowo membrany pokryte berylem i podwójne magnesy neodymowe. Zatem jak brzmią nowe FD1 i czy to lepszy wybór od hybrydowych FH1s lub Jade Audio EA3?

Wyposażenie

Akcesoria są identyczne, jak w przypadku modelu FH1s. Zestaw zawiera:

  • pudełko;
  • komplet tipsów z szerszym wylotem (rozmiary S, M, L);
  • komplet tipsów z węższym wylotem (rozmiary S, M, L);
  • parę pianek termoaktywnych;
  • kabel 2-pin 0,78 mm z wtyczką 3,5 mm (120 cm);
  • opaskę z rzepu;
  • instrukcję obsługi.

Pudełko widzieliśmy już wielokrotnie. Akcesorium to jest pojemne, wykonane z grubego, przezroczystego tworzywa, lekko ogumowane wewnątrz i zamykane na solidną klamrę. Tipsy to już także standard – komplet z szerszym wylotem jest szary z czerwonym trzpieniem, a ten drugi matowoczarny. Nie zabrakło też pianek czy kabla z opaską, ale nie ma co liczyć na miękki futerał. Nie żebym narzekał na jakość pudełka, ale jest ono jednak dość duże – miękki, neoprenowy pokrowiec ze starszych modeli byłby bardziej poręczny i kieszonkowy.

Konstrukcja

Na zewnątrz FD1 wydają się być identyczne, jak FH1s. Dysponuję oboma modelami w czarnych wersjach kolorystycznych, więc prawdopodobnie tylko producent zauważyłby, gdybym w poniższym teście wykorzystał zdjęcia modelu FH1s. Okazuje się jednak, że to tylko pozory, ponieważ na zewnątrz widać kilka różnic.

Obudowy zostały wykonane z tworzywa sztucznego. Nie jest to byle jaki plastik, bo materiał jest sztywny, gładki i bardzo przyjemny w dotyku, czym przypomina modele z linii FA, wykonane metodą druku 3D. Może FD1 nie robią takiego wrażenia, jak starsze, w pełni aluminiowe modele z serii F, ale tworzywa są za to cieplejsze w dotyku, a same słuchawki lżejsze. Na zewnątrz widać ozdobne pokrywki z wkładkami z celulozy; wzór jest dyskretny, a tym samym wyjątkowy dla każdej sztuki słuchawek. Jakie są więc różnice wizualne pomiędzy FD1 a FH1s? Tulejki w modelu FD1 są aluminiowe i pozłocone, zaś w modelu FH1s zastosowano mosiężne dźwiękowody, które zarazem stanowią komory przetworników armaturowych. Dodatkowo logo na pokrywkach modelu FD1 są złote, a w przypadku FH1s srebrne, co umożliwia odróżnienie obu modeli bez zaglądania do środka.

Obudowy są półprzezroczyste, więc widać przez nie kolejne zmiany, czyli pojedynczy przetwornik dynamiczny z pozłoconym pierścieniem. Producent chwali się, że membrany pokryto berylem, a wewnątrz są podwójne magnesy neodymowe. Dla porównania „dynamik” z modelu FH1s jest większy, ma charakterystycznie podziurkowane obrzeża, a jego membrany nie zostały dodatkowo powleczone, a przynajmniej producent nic o tym nie wspomina. W słuchawkach hybrydowych można dostrzec też oczywiście przetwornik armaturowy, umieszczony bezpośrednio w tulejce.

Na szczycie obudów znów znajdują się gniazda 2-pin 0,78 mm. Tuż obok nich widać pieczątki z oznaczeniami kanałów, które naniesiono również na wtyczkach kabla. Sam kabel jest już taki sam, jak w FH1s. To miedź monokrystaliczna zabezpieczona ciemną, ale także półprzezroczystą izolacją, przez którą widać żyły. Sama izolacja zachwyca, jest śliska, elastyczna i bardzo przyjemna w dotyku. Kabel jest wykonany w geometrii Litza, więc każda żyłka jest dodatkowo zaizolowana. Jest ich łączenie 120, zostały zwinięte w cztery wiązki po 30 żyłek. Całość jest ze sobą mocno skręcona, nie brakuje rozdzielacza z suwakiem, a na końcu jest kątowa i pozłocona wtyczka 3,5 mm.

Ergonomia i użytkowanie

W praktyce słuchawki spisują się tak samo, jak wielokrotnie wspominane FH1s, po szczegóły zapraszam zatem do testu modelu hybrydowego lub recenzji Jade Audio EA3. Odnośnie modelu FD1 napiszę tylko skrótowo, że słuchawki są wygodne, dobrze leżą w uszach, są ciepłe w dotyku i mają odpowiednio długie tulejki, więc łatwiej je założyć, niż np. F9 czy FH5. To jeszcze nie komfort rodem z serii FA, ukształtowanych ergonomicznie, ale i tak jest bardzo dobrze.

Nie można natomiast oczekiwać wyjątkowo intensywnej izolacji, ponieważ obudowy są częściowo wentylowane. Przez to nie występuje efekt driver-flex, czyli membrany nie klikają i nie zasysają kanałów słuchowych. Otoczenie jest już nieźle przytłumione, zatem w trakcie odsłuchów nie powinno przeszkadzać, ale słuchawki nie odcinają w pełni od hałasu zewnętrznego.

Szkoda, że producent zrobił krok wstecz (w mojej opinii) i znowu zastosował standard 2-pin 0,78 mm. To z jednej strony plus, ponieważ wtyczki tego typu łatwo wypiąć, a zausznice są na tyle elastyczne, że nie brakuje obrotowych gniazd MMCX. Jednak w moim przypadku trudniej o wymianę kabla i przetestowanie innych konfiguracji, ponieważ dysponuję głównie kablami MMCX. Sam fabryczny przewód nie rozczarowuje, jest elastyczny, lejący się i nie “mikrofonuje”, więc jeśli lubimy standard 2-pin, to nie powinniśmy narzekać.

Specyfikacja

  • przetwornik: dynamiczny 10 mm pokryty berylem
  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-40 kHz
  • czułość: 109 dB
  • impedancja: 32 Ω
  • kabel: miedź monokrystaliczna (OCC), wtyczki 2-pin 0,78 mm, długość 120 cm
  • masa: 4,5 g (pojedyncza słuchawka)

Brzmienie

  • Słuchawki: Campfire Audio Solaris, Atlas i Andromeda, FiiO FA1, FA9 i FH7, IMR Acoustics R2 Red, Meze Rai Solo, RHA T20 Wireless, Oriveti New Primacy, Brainwavz B400, Aune E1, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO, TinHiFi P1
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila, Burson Playmate Everest, FiiO Q5s (AM3E), FiiO BTR5 i BTR3K, EarStudio ES100 i HUD100, Oriolus BD20+BA20 i 1795, Qudelix-5K
  • DAP: FiiO M15 i M11 Pro, Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX220 (AMP1 MKII) i DX200(AMP1), OnePlus 7 Pro

FiiO FD1 – tipsy
Czarne tipsy z zestawu, czyli te z węższymi wylotami, zapewniły ciut głębszy bas i łagodniejszą górę. Szaro-czerwone tipsy z szerszymi wylotami zabrzmiały jaśniej, ale kosztem basu. Natomiast pianki od producenta były gdzieś pomiędzy, czyli oferowały bas jak czarne tipsy, ale zabrzmiały klarowniej w górze, w stylu drugich nakładek. Moim zdaniem czarne nakładki lub pianki to najlepszy wybór i to ich używałem w trakcie testów.

FiiO FD1 – brzmienie
Spodziewałem się zupełnie innego dźwięku. Producent obiecywał mocny bas i bardziej rozrywkowe brzmienie, więc obstawiałem, że słuchawki zostały zestrojone na planie konkretnej litery V z dominującym dołem pasma. Wcale tak nie jest – słuchawki oferują raczej muzykalną i ciągle w miarę naturalnie zrównoważoną wizję dźwięku. Brzmienie FD1 rzeczywiście nie jest chude, ale bas nie został ekstremalnie podbity, a średnicy nie wycięto. Granie słuchawek jest za to ciepłe, gładkie i przystępne w odbiorze, ale nadal robi wrażenie rozdzielczością dźwięku, dynamiką i klarownością. Mimo braku dodatkowego przetwornika armaturowego, dźwięk jest ciągle bezpośredni.

Fani ekstremalnego basu nie będą zadowoleni – niskie tony nie są spotęgowane, nie zalewają muzyki i nie dudnią, sygnatura dźwiękowa nadal pozostaje w miarę zrównoważona. Brzmienie słuchawek nie jest „tłuste”, wyjątkowo głębokie czy bardzo gęste, ponieważ akcent przypadł na średni zakres basu, a zejście w subbas jest przeciętne. Słuchawki osiągają najniższe zakresy, ale nie brzmią wyjątkowo „subwooferowo”. Sam średni bas jest za to świetny, brzmi ciepło, gładko i barwnie, dynamicznie uderza, szybko pulsuje i, gdy trzeba, leniwie się przelewa. Słychać sporo detali, słuchawki różnicują fakturę instrumentów basowych, ale przede wszystkim sprawiają przyjemność z muzyki. Ucieszą się zatem wszyscy, którzy stawiają jakość basu ponad jego ilość.

Pasmo średnie jest na swoim miejscu – nie zostało wypchnięte, ani wycięte. Słychać mały akcent w niskiej średnicy, ponieważ brzmienie jest ciepłe, barwne i nasycone. Wyższa średnica nie została zupełnie uspokojona, ale nie wybija się przed szereg, nie brzmi agresywnie. W efekcie dźwięk jest gładki i przystępny w odbiorze, co uzyskano bez zamulenia czy przyciemnienia muzyki, bo całość jest nadal bliska i klarowna – muzyka nie sprawia wrażenia zgaszonej. Tym samym słychać sporo szczegółów, a słuchawki radzą sobie z (prze)różnym repertuarem. Można posłuchać zarówno lekkiego jazzu, muzyki opartej na mocnych wokalach, rockowego grania czy nowoczesnej elektroniki. FD1 mogą nie zadowolić jedynie fanów ciężkiego metalu, który moim zdaniem brzmi nadal trochę za chudo, niedostatecznie masywnie w basie i niskiej średnicy.

W wysokich tonach słychać pewien akcencik, ale w normie – słuchawki nie syczą, nie sprawiają wrażenia żyletkowych i nie męczą w trakcie długich odsłuchów. Góra jest za to nieźle rozciągnięta, ponieważ rozbrzmiewa klarownie i wyraziście. Nie jest zgaszona, więc muzyka jest prezentowana bez dystansu, blisko i czytelnie. Nadaje to klarowności wokalom, gitarom, talerzom perkusyjnym czy smyczkom lub dęciakom. Podoba mi się kontrola sopranu, ponieważ wysokie tony nie szeleszczą, nie skrzą i nie sprawiają wrażenia piaszczystych. Dźwięki się nie rozmywają, są precyzyjne i selektywne – nie szumią, nie zlewają się ze sobą. Przyznaję, że wcale nie brakuje mi przetwornika armaturowego, bo pojedynczy dynamik radzi sobie świetnie z przekazem nie tylko basu i średnicy, ale także i wysokich rejestrów.

Scena dźwiękowa jest całkiem niezła. Nie korzystałem z połączeń zbalansowanych, a i tak doceniłem jej szerokość – słuchawki grają mocno na boki, rozciągają przekaz pomiędzy uszami, mocno separując kanały. Głębia jest na drugim miejscu, ale i tak sporo dzieje się w płaszczyźnie przód-tył, niektóre instrumenty wydają się rozbrzmiewać bardziej sprzed twarzy, inne trafiają w centrum głowy, a jeszcze inne dobiegają jakby z okolicy ramion. Wysokość jest na ostatnim miejscu, scena dźwiękowa jest niestety niska, jakby płaska. Niewiele dzieje się powyżej i poniżej poziomu uszu. Separacja instrumentów jest bez zarzutu, słychać dużo swobody, ale jednocześnie nie ma mowy o imponującej holografii – instrumenty nie są trójwymiarowe i duże, a raczej punktowe.

FiiO FD1 vs FiiO FH1s vs Jade Audio EA3 i inne słuchawki
FiiO FD1 nie są dużo bardziej basowe czy rozrywkowe od hybrydowych FH1s, a wręcz oferują dźwięk bliższy równowagi. Przyznaję, że jestem zaskoczony – myślałem, że FD1 zabrzmią dużo masywniej i bardziej efektownie od FH1s. Okazuje się tymczasem, że to FH1s mocniej akcentują skrajne pasma, są ostrzejsze i mają mniej średnicy. Do tego bas jest głębszy w FD1, a słuchawki z przetwornikiem dynamicznym oferują też cieplejsze, gładsze i bliższe brzmienie niskiej średnicy. Słychać, że FH1s wyposażono także w przetwornik armaturowy – dźwięk jest bardziej zarysowany, techniczny, ale tym samym jakby suchy i szorstki, mniej przystępny. Nowe FD1 brzmią barwniej, podobnie klarownie i bardziej muzykalnie. Zazwyczaj stawiam hybrydy lub słuchawki w pełni armaturowe wyżej, ale w tym starciu wybieram FiiO FD1 – słuchawki wcale nie ustępują modelowi FH1s pod względem jakości dźwięku, a brzmią przy tym przystępniej i bardziej muzykalnie.

Nie inaczej jest w przypadku konfrontacji ze zbliżonymi do FH1s słuchawkami Jade Audio EA3, które to mają srebrny kabel i brzmią jeszcze ostrzej, bardziej piaszczyście, ziarniście i mniej przyjemnie. EA3 są chłodniejsze od obu modeli, brzmią mniej muzykalnie, a bardziej analitycznie. Uważam, że FD1 są górą, ale to też droższe słuchawki od EA3. Za to słuchawki Jade Audio spodobają się bardziej melomanom gustującym w chłodniejszym dźwięku.

Jest w brzmieniu FiiO FD1 coś przypominającego FA1, ale w wersji dynamicznej – gładszej i miększej, trochę bardziej rozrywkowej. Oba modele romansują ze zrównoważonym dźwiękiem – FA1 to wizja analityczna, a FD1 muzykalna. Słychać pewne podobieństwa do starszych FiiO F9 czy FH1, ale FD1 oferują łagodniejszą górę pasma, bez charakterystycznego podbicia, które powodowało sybilizację – góra FD1 nie jest sykliwa. Dla porównania stare FH1 były dużo bardziej basowe od FD1, FH1s czy EA3 razem wziętych, a w nowych słuchawkach producent stawia na bardziej zrównoważony, lżejszy i ambitniejszy dźwięk. Lubię taki przekaz, ale w sumie szkoda, że w ofercie FiiO nadal brakuje kontynuacji bardziej basowego dźwięku FH1.

Zarówno Aune E1 oraz Meze Rai Solo, czyli również słuchawki z przetwornikami dynamicznymi, oferują mocniejsze i głębsze niskie tony. Te pierwsze brzmią bardziej neutralnie, chętniej wyciągają subbas i generują większą oraz tym samym wyższą scenę dźwiękową. Drugie brzmią jeszcze cieplej, trochę ciemniej i mocniej w średnim basie – dźwięk Rai Solo jest masywniejszy, gęstszy i jednocześnie bardziej konturowy i techniczny. FD1 jeszcze nie dorównują im jakościowo, ale to wyraźnie droższe modele, a różnica nie jest tak duża, jakby mogło się wydawać.

Tańsze iBasso IT01 także mocniej “V-kują”, podkreślają bas i wysokie tony. Nie brzmią tak gładko, ciepło i barwnie, jak FD1. Przyznaję, że brzmienie FD1 podoba mi się bardziej, jest relaksujące i przyjemniejsze w odbiorze. Testowane niedawno HiFiMAN-y RE-600S v2 to dużo bardziej analityczne, szkicowe i średnicowo brzmiące słuchawki. Przy nich FD1 są zdecydowanie muzykalne i obfitsze w basie. Podobnie jest w konfrontacji z RHA T20 Wireless podłączonych przewodowo, które także stawiają na zrównoważony dźwięk, ale w bardziej neutralnej i laboratoryjnej formie. FiiO FD1 są za to bliżej dźwięku Simgotów EN700 Pro, czyli słuchawek dynamicznych o podobnej równowadze, również gładkich, barwnych i angażujących. Simgoty brzmią jednak bardziej przestrzennie, nie mają takich braków w pionie przestrzeni, a do tego generują większą scenę dźwiękową. To jednak efekt słabszej izolacji od FD1.

FiiO FD1 – synergia
Słuchawki reagują na charakter źródła, ale nie są wyjątkowo wymagające. FD1 brzmiały nieźle prawie ze wszystkiego, do czego je podłączyłem, ale polecam raczej neutralne, zrównoważone, ciepłe lub basowe źródła. Słuchawki lekko wyostrzały się i odchudzały w jaśniejszych konfiguracjach, co nie jest pożądane, a moim zdaniem modelowi FD1 przydaje się też głębszy subbas.

W efekcie słuchało mi się ich lepiej z dociążonym FiiO M15 niż z technicznym FiiO M11 Pro, korzystniej wypadł BTR3K niż BTR5. FiiO FD1 zgrały się także lepiej z Qudeliksem-5K oraz EarStudio ES100 niż z BTR5, który co prawda wspomagał subbas, ale trochę za bardzo akcentował wysokie rejestry. W przypadku adaptera Qudelix-5K nie brakowało basu, a dźwięk był bliski w średnicy i przystępny w górze pasma. EarStudio ES100 zabrzmiał zaś dość gęsto, ciepło w średnicy i precyzyjnie, ale łagodnie w sopranie. Co ciekawe zarówno odtwarzacze FiiO M5 i FiiO M3 Pro nie do końca się zgrały. Ten pierwszy zaakcentował niskie i wysokie tony, ale góra stała się trochę za ostra. M3 Pro brzmiał natomiast bardziej kontrolowanymi wysokimi tonami, ale ciągle kapkę zbyt jasno.

Moim zdaniem najlepiej wypadły adaptery FiiO BTR3K i EarStudio ES100. Ten pierwszy brzmiał klarownie, ale barwnie i dość głęboko w basie. Drugi zaprezentował dźwięk od spokojniejszej strony, wypełnił bas i średnicę, uspokoił górę, ale FD1 brzmiały nadal klarownie, nie stały się ciemne czy zamulone. BTR3K polecam do FD1 dla fanów muzyki rozrywkowej, a ES100 dla szukających jak najbardziej naturalnego brzmienia lżejszej muzyki.

FiiO FD1 – okablowanie
Miedziany kabel z zestawu jest w pełni wystarczający, ale jeśli chcemy wyposażyć się w kabel z wtyczką 2,5 mm czy 4,4 mm, to przy wyborze kabla zbalansowanego unikałbym przewodników srebrnych lub posrebrzonych. Nawet część kabli hybrydowych może niekorzystnie wyostrzyć brzmienie. W mojej ocenie lepiej pozostać przy miedzi OCC. Producent nie oferuje jednak takiego kabla, jak z zestawu FD1 w wersji zbalansowanej, a szkoda.

Podsumowanie

FiiO FD1 to bardzo dobre, dynamiczne dokanałówki. Mają obudowy o znajomym kształcie, które jednak nadal nie rozczarowują jakością i ergonomią. Tworzywa są przyjemne w dotyku, słuchawki nieźle trzymają się uszu, a tulejki są odpowiednio długie. Kabel jest także ten sam, co w FH1s: miedziany, elastyczny, solidny i również miły w dotyku. Brzmienie punktuje naturalną równowagą, przyjemnym ciepłem midbasu, bliską i naturalną średnicą oraz klarowną, rozciągniętą, ale jednocześnie precyzyjną górą. Dobre wrażenie robi też scena dźwiękowa, a szczególnie jej szerokość oraz głębia. Słuchawki są bez wątpienia muzykalne, ale nie szczędzą detali, brzmią w wysokiej rozdzielczości i z dobrą dynamiką.

Szkoda, że w zestawie nie ma mniejszego, bardziej poręcznego pokrowca. Kiedyś producent w słuchawkach z tej półki dokładał też kabel zbalansowany, który w przypadku FD1 byłby wysoce pożądany, ponieważ nie ma w ofercie FiiO odpowiednika z wtyczką 2,5 mm. Moim zdaniem standard 2-pin to krok wstecz, starsze modele miały gniazda MMCX. Z drugiej strony niektórzy uznają standard MMCX za mniej trwały, więc nie każdy się ze mną zgodzi. Uważam też, że subbas powinien być głębszy, a słuchawki nie są dobre dla fanów mocno basowego grania czy też do metalu.

FiiO FD1 kosztują 329 zł, czyli tyle, co model FH1s. Uważam, że FD1 to lepsze słuchawki od hybrydowych FH1s – dodatkowa armatura tylko komplikuje sprawę. FD1 brzmią bardziej naturalnie, przystępniej i bliżej w średnicy, a niczym nie odstają jakościowo od FH1s. Z drugiej strony, dźwięk jest na tyle zbliżony, że model FD1 dla odmiany mógłby oferować głębszy dół pasma. Nie chcę być źle zrozumiany, bo FD1 brzmią świetnie, ale producent obiecywał bardziej basowe i rozrywkowe granie, a efekt jest nadal dość zrównoważony – FD1 również nie są kontynuacją dźwięku wspominanych FH1.

Dla FiiO FD1

Zalety:
+ niezłe wyposażenie
+ solidne wykonanie
+ ciekawe wzornictwo
+ wymienny, elastyczny kabel
+ dobra ergonomia
+ czułe na charakter źródła
+ naturalnie ciepły, nasycony i barwny dźwięk z dobrym midbasem, bliską średnicą i klarowną górą pasma
+ szeroka scena dźwiękowa, dużo powietrza i mocna separacja

Wady:
– subbas mógłby być głębszy, a basu ogólnie więcej
– gniazda 2-pin zamiast MMCX (subiektywne)
– brak małego pokrowca w zestawie

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
fibae

7 KOMENTARZE

  1. Ciekawa propozycja. Miałem nadzieję na coś w stylu tańszego zamiennika dla aune (sugerowanie się budową membrany nie jest zbyt rozsądnym szlakiem myślenia jak widać). No nic, kolejny model do rozważenia (wraz z fa1 i f9) – obecnie wszystkie wymienione dokanałówki można dostać za ~350 zł.

    Zastanawia mnie również jak przyszłościowe jest złącze mmcx

    • Również liczyłem na głębszy, obfitszy bas – wtedy rzeczywiście Aune E1 byłyby zagrożone. No chyba, że na tym nam właśnie zależy, bo znam opinie, że niskie tony Aune są zbyt podkreślone, z czym nie do końca się zgadzam. Coś czuję, że dopiero nadchodzące FiiO FH3 zaoferują pełniejszy dół – także mają na pokładzie między innymi 10-mm dynamika, ale z dodatkowym tunelem basowym.

      Odnośnie MMCX – niby to nowoczesny, wysoce praktyczny standard, ale co jakiś czas docierają do mnie informacje o wysokiej awaryjności, a producenci nadal wprowadzają akcesoria z myślą o standardzie 2-pin, np. adaptery Bluetooth. W efekcie może nie trzeba martwić się o te gniazda 2-pin w nowościach FiiO. Co innego, że FH3 będą miały już gniazda MMCX, więc FiiO postawiło na starszy standard tylko w przypadku bardziej przystępnych cenowo modeli. Cały czas mam jednak wrażenie kroku wstecz, bo wspominane przez Ciebie F9 czy FA1 posiadają jednak MMCX oraz aluminiowe i wydrukowane obudowy, a starsze modele miały też kable zbalansowane w zestawach. Do tego Jade Audio EA3 posiadają te same obudowy i są konstrukcyjnie podobne do FH1s i FD1, a są 100 zł tańsze.

  2. Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Jest jeszcze ostatnia rzecz która mnie zastanawia – jak myślisz, co wpłynęło na brak zbalansowanego audio w nowszych modelach? Zwykłe cięcie wydatków, umowy licencyjne z marką Knowles (nie mam pewności, ale wydaje mi się że od roku – dwóch to jedyny typ BA który można spotkać u Fiio).

  3. …czy może jest jakiś inny czynnik o którym laik może nie wiedzieć?

    (przez „zbalansowane audio” rozumiem oczywiście przewód ; pytam, ponieważ przy obecnej obniżce cen związanej z ograniczeniem produkcji w Chinach a także ogólnej tendencji do wyprzedaży starszych produktów przez sklepy, paradoksalnie bardziej optymalnym rozwiązaniem niż kupowanie takiego kabla solo może być zainwestowanie w słuchawki z wcześniejszą datą wypuszczenia na rynek)

    • Moim zdaniem producenci inspirują się Apple. Sytuacja jest analogiczna do wyjścia słuchawkowego w smartfonach – niby zostało usunięte, bo smuklejsza konstrukcja, większe akumulatory, a w praktyce chodziło o zmotywowanie klientów do nabycia dodatkowych słuchawek. I w ten sposób AirPodsy biją rekordy popularności. Nowe modele iPhonów mają nie mieć też ładowarek w zestawie. Z jednej strony eko, bo mniej plastiku, mniejsze pudełka, a każdy pewnie ładowarkę już ma. Z drugiej strony – wiadomo, chodzi sprzedaż szybkich ładowarek. To samo jest z kablami u FiiO i nie tylko. Brak kabla 2,5 mm to powód do dodatkowego zakupu. Co innego, że standardowe kable w nowych słuchawkach FiiO są już znacznie wyższej jakości, od tych z serii F, np. F9 Pro. Dodanie drugiego takiego kabla do zestawu pewnie się nie kalkuluje.

      • Ponownie dzięki za wyczerpującą odpowiedź i wyjaśnienie.

        W takim razie czekam na fh3. Ciekawe w w jakim kierunku pójdą ze strojeniem w tym modelu.

        • Właśnie odebrałem FH3 – na razie mogę napisać jedynie, że na żywo wyglądają świetnie, lepiej od FH5 i FH7, bo bez tych ozdobnych obwódek. Okazuje się też, że mają trochę inny kształt – od wewnątrz są wyprofilowane ergonomicznie, w stylu serii FA 🙂

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here