Simgot EN700 Pro to słuchawki dokanałowe do noszenia OTE, z pojedynczymi przetwornikami dynamicznymi pokrytymi tytanem, wyposażone w ośmiożyłowy kabel hybrydowy. Producent obiecuje zrównoważone brzmienie i wzorową ergonomię.

Dokanałówki z Chin zalewają światowe rynki. Pozornie ma to negatywny wydźwięk, ale w rzeczywistości dzieje się dużo dobrego – wybór jest ogromny, a poprzeczka poszła mocno w górę. Świadczą o tym testy takich produktów jak Whizzer A15 Pro, Oriveti New Primacy, iBasso IT01 czy też FiiO F9 lub F9 PRO. Wcześniej nie mieliśmy okazji testować produktów marki Simgot, powstałej w 2015 roku. Producent zrobił sporo zamieszania modelami EN700 i EN700 Bass, a EN700 z dopiskiem Pro to ich najnowsze dzieło. Sprawdziłem co potrafią słuchawki wycenione na 149 dolarów amerykańskich i jak wypadają na tle konkurencji.

Wyposażenie

REKLAMA
fiio

Słuchawki zapakowane są w opakowanie w kolorze matowej czerni z połyskującymi grafikami. Na pudełku jest także duża naklejka certyfikatu Hi-Res. Wewnątrz można znaleźć sporo akcesoriów:

  • usztywniany futerał;
  • komplet tipsów Eartip I (3 pary – S, M, L);
  • komplet tipsów Eartip II (3 pary – S, M, L);
  • ośmiożyłowy kabel 2-pin (hybryda miedzi i posrebrzanej miedzi 6N);
  • opaskę z rzepu;
  • przyrząd do czyszczenia;
  • instrukcję obsługi i kartę gwarancyjną.

Futerał ze sztucznej skóry przypomina ten dodawany do wspominanych wcześniej Whizzerów. Ma on widoczne szwy, efektowne wytłoczenia, a wewnątrz został wyłożony miękkim materiałem. Oba komplety tipsów są półprzezroczyste i mają kolorowe trzpienie, zgodne z kolorystyką słuchawek. Nakładki różnią się jednak średnicą wylotów – pierwszy komplet ma oferować zrównoważone brzmienie, a drugi wzmagać bas. Szkoda, że w wyposażeniu zabrakło pianek.

Konstrukcja

Na zdjęciach lub grafikach słuchawki wyglądały dosyć topornie i plastikowo, jednak na żywo Simgot EN700 Pro prezentują się świetnie – mają w pełni metalowe obudowy, są wzorowo obrobione i wpadają w oko. Słuchawki dostępne są w czterech wersjach kolorystycznych: czarnej, szarej, czarno-niebieskiej i czarno-czerwonej.

Obudowy składają się z pięciu części. Elementy z tulejkami są największe i zostały wykonane z aluminium (cięcie CNC), a pokrywki składają się z trzech części i są w większości stalowe (technologia MIM). Imitują one otwarte maskownice, składają się z wielu rzędów żeber, pod którymi widać materiał tekstylny. Słuchawki są w kształcie łezek, a przez obecność maskownic ze złotymi akcentami wyglądają niczym miniaturowe HiFiMAN-y HE-1000 lub Edition X. Od wewnętrznej części znajdują się pieczątki oznaczające kanały i otwory odpowietrzające, a same tulejki zabezpieczono metalowymi filtrami. Na górnej krawędzi są złącza 2-pin na charakterystycznych wypustkach z logo marki.

Kabel również zwraca uwagę. To ośmiożyłowa hybryda, złożona z wiązek miedzi i posrebrzanej miedzi 6N, zabezpieczona oplotem wzmocnionym Kevlarem. Odcinek do rozdzielacza składa się z czterech wiązek po dwie żyły, które zostały ze sobą skręcone. Pozłocone wtyczki dwupinowe zostały wyposażone w zausznice w formie przezroczystych rurek, ale pozbawionych drucików. Splitter to element z przydymionego plastiku, obok którego umieszczono aluminiowy suwak. Wtyczka 3,5 mm jest prosta, pozłocona i również zamknięta w aluminiowej obudowie.

Ergonomia i użytkowanie

Miałem obawy odnośnie ergonomii – w przypadku Whizzerów A15 Pro lub FiiO F9 i pochodnych występowały u mnie problemy z aplikacją. By tipsy uszczelniały kanały słuchowe, musiałem wyczuć odpowiednią pozycję słuchawek. Kształt Simgotów jest również specyficzny, więc przezornie nastawiałem się na problemy ergonomiczne.

Na szczęście producent nie oszczędzał na długości tulejek i w moim przypadku zakładanie EN700 Pro nie stanowi żadnego wyzwania. Słuchawki mają łagodny kształt, mogą być początkowo chłodne dla uszu, ale nie irytują skóry i praktycznie nie wystają poza obręb małżowin. Izolacja jest typowa – mimo odpowiedniego wypełnienia kanałów, słuchawki nie wygrają z większym hałasem, ale podczas odsłuchów muzyki na średnim poziomie głośności zgiełk miasta nie powinien przeszkadzać.

Wątpliwości budziły też wtyczki 2-pin i sztywne zausznice. W przeciwieństwie do MMCX-ów, wtyczki dwupinowe nie są obrotowe, a zastosowane zausznice nie są giętkie, więc nie można nadać im kształtu. Okazuje się jednak, że wcale nie sprawia to problemu – zausznice łatwo odgiąć, równo przylegają do małżowin usznych i nie uciskają ich. Szkoda jedynie, że oznaczenia kanałów na kablu nie są wyraźniejsze. Mają formę niewielkich wytłoczeń na przezroczystych wtyczkach 2-pin i trzeba się dobrze przyjrzeć, żeby je dojrzeć, ale w praktyce kabel wypina się rzadko, więc nie stanowi to większego problemu. Niestety zabrakło pilota z mikrofonem.

Ośmiożyłowa wiązka kabla może przerażać od strony praktycznej, ale składa się jednak z cienkich i mocno skręconych ze sobą żył. Okablowanie jest tylko trochę grubsze od typowych czarnych plecionek, a jest podobnie elastyczne i lekkie. Dla przykładu gruby kabel od iBasso IT01 sprawdza się gorzej od tego zastosowanego w Simgotach. Niestety wtyczka 3,5 mm jest dosyć gruba i posiada tylko minimalną wypustkę – może się zdarzyć, że będzie kolidować z urządzeniami w dodatkowych futerałach. Szkoda też, że suwak przy rozdzielaczu jest dosyć luźny – może nie utrzymywać pozycji.

Specyfikacja

  • konstrukcja: OTE (Over The Ear)
  • przetworniki: dynamiczne, pokryte tytanem
  • obudowy: aluminium CNC, stal MIM
  • pasmo przenoszenia: 15 Hz-40 kHz
  • czułość: 101 dB/mW
  • impedancja: 16 Ω
  • kabel: ośmiożyłowy, wzmocniony Kevlarem, miedź 6N + posrebrzana miedź, 135 cm, wtyczka 3,5 mm

Brzmienie

  • Słuchawki: Campfire Audio Andromeda, Polaris i Comet, Etymotic ER-4PT, Oriveti New Primacy i Basic, FiiO F9 PRO, iBasso IT01, Meze 12 Classics
  • DAC/AMP i wzmacniacze: FiiO Q5, Leckerton UHA-760, Astell&Kern AK XB10, FiiO BTR1
  • DAP: Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200, FiiO X5 III, OnePlus 5
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Oriveti Affinity
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

Nakładki nie zmieniają brzmienia diametralnie, ale pozwalają na pewien lifting dźwięku. Nakładki Eartip II lekko podkreślają bas względem średnicowych tipsów Eartip I, a do tego wygładzają brzmienie i nieznacznie oddalają średnicę. Nakładki średnicowe Eartip I oferują trochę lżejsze i bardziej naturalne brzmienie, bliższe i mocniej zarysowane w średnicy. Według mnie to one sprawdzają się lepiej, a nadal pozostają uniwersalne.

Simgot EN700 Pro brzmią rewelacyjnie! Mimo że wewnątrz są tylko pojedyncze przetworniki dynamiczne, to słuchawki generują zaskakująco kompletny dźwięk, a do tego uniwersalny. Sygnatura jest muzykalna, ale zarazem naturalna i zrównoważona. Nie jest to idealnie neutralne i analityczne brzmienie rodem z laboratorium, gdyż słychać pewne ciepło, a detal nie jest pierwszoplanowy. Jednocześnie uniknięto przyciemnienia, zmiękczenia i rozmycia przekazu.

Bas jest podawany w optymalnej ilości. Słychać lekki akcent w średnim basie, subbas ma trochę mniejszy priorytet, ale kiedy trzeba, Simgoty potrafią przyjemnie zamruczeć. Nie są to jednak słuchawki, które osiągają wyjątkowe niziny subbasu. EN700 Pro spodobają się osobom szukającym bardziej uniwersalnej, ale nadal muzykalnej sygnatury – dół potrafi dynamicznie pulsować w nowszej elektronice lub przekazać naturalne brzmienie fortepianu, kontrabasu lub basówki, także tych pnących się wyżej po skali. Dynamika nie zawodzi, dół ma dobry atak, wybrzmiewa szybko, nie dudni i nie muli. Słychać jednak, że szczegółowość i różnicowanie faktury instrumentów miały trochę mniejszy priorytet – instrumenty nie są nadal ujednolicone, można wyłapać sporo detali, ale nie są one prezentowane nad wyraz technicznie.

Pasmo średnie jest znakomite. Jeszcze nie dominuje, ale już śmiało prezentuje żywe instrumenty, stawia blisko żeńskie i męskie wokale oraz instrumenty perkusyjne. Brzmienie środka jest naturalne – słychać lekkie ciepełko w niskiej średnicy, ale nie wycięto wyższych podzakresów. Słuchawki nie brzmią szorstko, ale jeszcze nie są totalnie zmiękczone i wygładzone – dźwięk pozostaje rozdzielczy, precyzyjny i jest trzymany w ryzach. To o dziwo dosyć armaturowe (jak na dynamika) brzmienie, ale uniknięto syczenia, ostrości i przejaskrawienia wyższych zakresów. Względem armatury brakuje jeszcze mikrodetali – słuchawki nie atakują taką ilością informacji, ale ogólna szczegółowość i tak satysfakcjonuje.

Góra to mocne i bliskie pasmo, które może pochwalić się bardzo dobrą kontrolą, rozciągnięciem i naturalnością. Słuchawki nie boją się ziarnistości i piaszczystości starszych nagrań, a potrafią także zabrzmieć bardziej cyfrowo i krystalicznie. Wysokie tony mocno doświetlają brzmienie środka i basu, w efekcie czego nie ma woalu lub przymglenia tudzież zgaszenia dźwięku. Co ważne, nie przesadzono, więc sybilizacja nie jest wzmocniona, słuchawki nie kłują i nie męczą. Może jedynie talerze perkusyjne nie są idealnie metaliczne, potrafią zabrzmieć trochę za lekko, ale poziom i tak jest bardzo dobry. To miła odmiana, ponieważ ostatnio wiele dokanałówek ma problemy z kontrolą góry.

Przestrzeń to również atut słuchawek, o ile ktoś akceptuje trochę inne proporcje. Scena jest duża, chociaż ma nietypowy kształt. Wydaje się być elipsoidalna, ale w pionie – mniejszy priorytet ma szerokość, a słuchawki popisują się bardziej głębią i wysokością. Potrafią eksponować dźwięk wysoko nad głową. Stereofonia jest nadal słyszalna, ale w poziomie instrumenty pojawiają się dosyć blisko uszu. Dźwięki unikają obszaru głowy – muzyka wybrzmiewa głównie poza czaszką. Efekt jest bardzo ciekawy, ponieważ słuchawki brzmią w sposób niezwykle otwarty. Dźwięk dobiega z pewnego dystansu, a muzyce towarzyszy mnóstwo powietrza, więc separacja instrumentów jest bardzo kontrastowa.

Simgot EN700 Pro vs inne słuchawki
Słuchawki przypominają mi VSonic GR07 Classic, ale w trochę innej wersji. VSonic są gładsze, brzmią bardziej miękko, a do tego generują szerszą scenę. Simgoty zaś mocniej rysują dźwięk, ale nadal pozostają muzykalne. Słychać podobny efekt otwarcia sceny, dużą przestrzeń i sporo swobody. Muszę przyznać, że EN700 Pro podobają mi się bardziej od VSonic, które były dla mnie trochę za gładkie, zbyt delikatne. Simgot mają więcej werwy, brzmią trochę bardziej technicznie, ale nadal przystępnie.

Podstawowy model dokanałówek iBasso, czyli IT01, to również pojedyncze dynamiki, w brzmieniu których słychać sporo podobieństw. Oba modele bardzo mi się podobają, ale Simgot są trochę lepsze w kilku aspektach. Scena dźwiękowa w IT01 jest mniejsza, ale za to proporcjonalna. Pierwszy plan w IT01 jest bardziej bezpośredni, a instrumenty większe. IT01, mimo podkreślenia basu, brzmią bardziej technicznie i twardo, mocniej rysują brzmienie dołu i średnicy (ta jest również bliska i lekko ciepła), ale są nieznacznie ciemniejsze. W brzmieniu Simgotów jest więcej łagodności i spokoju, a słychać też ciut większy dystans do pierwszego planu. Sopran iBasso IT01 jest bardziej szumiący, więc pod tym względem nieznacznie jaśniejsze EN700 Pro wypadają lepiej.

Testowane niedawno Oriveti Basic lub Meze 12 Classics to ewidentnie gorszy poziom. Pierwsze są ciemniejsze, bardziej zbite i mniej rozdzielcze, a drugie falują w basie i są mniej uniwersalne, więc ciekawsze będą odniesienia do hybrydowych słuchawek FiiO.

Topowe F9 Pro mają inny charakter. Simgoty są bardziej muzykalne, łagodniejsze i gładsze, ale tym samym jaśniejsze – brzmią klarownie, czysto i bezpośrednio. Brzmienie F9 Pro jest bardziej zagęszczone i twardsze w basie, ale za to mniej przestrzenne, chociaż znowu bardziej proporcjonalne w scenie. Słuchawki FiiO są techniczne i analityczne w średnicy, a do tego mają więcej werwy w basie. Niestety F9 Pro mają pewien armaturowy „peak” w górze, potrafią lekko przyciąć sopranem, więc to Simgoty są przyjemniejsze w odbiorze i tym samym bardziej muzykalne. Bardzo lubię F9 Pro, ale jestem przekonany, że wielu wybrałoby raczej Simgoty z uwagi na przyjemniejsze i bardziej uniwersalne brzmienie. To samo tyczy się konfrontacji z FiiO F9, które są od EN700 Pro bardziej neutralne, lepsze pod kątem holografii, ale mniej muzykalne i również z problemami w górze pasma. FH1 to natomiast mocniejszy i głębszy bas od EN700 Pro, ale za to mniej bezpośrednia średnica i ponownie ostrzejsza góra. W konfrontacji z F9 Pro nie umiałbym wyłonić zwycięzcy, ale w przypadku starcia z F9 lub FH1 wybrałbym Simgoty.

Simgot EN700 Pro i sprzęt
Słuchawki są czułe na charakter sprzętu i wymagają pewnej synergii. Lepiej nie przesadzać w sopranie, ale jednocześnie nie doprowadzać do wycięcia góry. Najlepsze rezultaty dawały neutralne urządzenia o wysokiej rozdzielczości i klarownym przekazie, rysujące brzmienie zdecydowaną kreską.

Leckerton UHA-760 jak zwykle spisał się na szóstkę. Simgoty z basowymi tipsami brzmiały gładko i energicznie, a ze średnicowymi precyzyjnie, wyraziście i naturalnie. FiiO Q5 lekko ochłodził brzmienie i pogłębił bas – EN700 Pro zabrzmiały bardziej neutralnie, ale nadal odpowiednio łagodnie w sopranie. W tej konfiguracji, z uwagi na niskie tony, większe wrażenie robiły gatunki muzyki bardziej nastawione na rozrywkę.

Z odtwarzaczami były pewne niespodzianki. DX200 od iBasso wzmocnił bas, poprawił szerokość sceny i zaprezentował górę pasma od łagodniejszej strony. EN700 Pro zabrzmiały z nim bardziej masywnie, ale mniej klarownie – o dziwo stały się trochę zamulone, jakby zbyt powolne. Lepiej spisał się Astell&Kern AK70 MKII. Z nim bas był zaskakująco głęboki i bliski, ale brzmienie stało się bardziej zarysowane i szczegółowe w średnicy, ale nadal bez przesady w sopranie. W porównaniu do DX200, Simgoty zabrzmiały z AK70 MKII bardziej wyraziście i energicznie. FiiO X5 III niby zgrał się swoim neutralnym charakterem, ale dźwięk stał się zbyt gładki i gorzej kontrolowany w sopranie.

Simgot EN700 pro i kabel Forza AudioWorks Hybrid Series IEM
Z racji zastosowanych złącz 2-pin mogłem sprawdzić tylko jeden kabel z platformy testowej, czyli hybrydowy przewód Forza AudioWorks. Słuchawki mocno zareagowały na zmianę okablowania – rozjaśniły się i zdecydowanie poszerzyły w scenie. Brzmienie zostało wygładzone, kontury wręcz lekko się rozmyły, a słuchawki zabrzmiały bardziej masywnie i gęsto. W takiej konfiguracji lepiej brzmiała nowsza elektronika – wzmocniło się uderzenie basu i jego zejście. Moim zdaniem gorzej brzmiała lżejsza muzyka, a to ze względu na mniej wyraziste pasmo średnie. Werdykt zależy od preferencji – ja wolę kabel standardowy.

Podsumowanie

Simgoty EN700 Pro to rewelacyjne słuchawki i zarazem bardzo pozytywne zaskoczenie. Jest co chwalić – są dobrze wyposażone, ładne, wygodne i wzorowo wykonane. Brzmienie jest świetne – to naturalna równowaga w muzykalnej wersji ze sporą przestrzenią. Rozdzielczość nie zawodzi, a brzmienie, jak na pojedyncze przetworniki dynamiczne, jest zaskakująco kompletne. Słuchawki są muzykalne, sprawiają przyjemność dynamicznym i kontrolowanym basem, bliską i naturalną średnicą oraz klarownym, ale nie ostrym sopranem.

Do ideału zabrakło niewiele. Wolałbym jednak wtyczki MMCX dla lepszej kompatybilności z okablowaniem, mimo że ergonomia nie daje powodów do narzekania. Słuchawki generują dużą przestrzeń, ale nie jest ona proporcjonalna. Sporo będzie zależało też od synergii, a szczegółowość mogła by być lepsza. Detali jest nadal pod dostatkiem, kręcić nosem mogą jedynie fani najdrobniejszych szczegółów, laboratoryjnego i stricte analitycznego grania. Słychać, że priorytet miała muzykalność, ale nie ma co wymagać od dynamika, żeby brzmiał jak armatura, a EN700 i tak mają w sobie sporo z charakteru przetworników z kotwiczką zrównoważoną. Mimo drobnych wad szczerze polecam Simgoty EN700 Pro, które bronią się nawet w konfrontacjach z trójprzetwornikowymi hybrydami.

rek

dla Simgot EN700 Pro


Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ wzorowe wykonanie
+ atrakcyjne wzornictwo
+ bardzo dobra ergonomia
+ świetny kabel (sonicznie)
+ przestrzenne, zrównoważone, ale naturalne i muzykalne brzmienie o uniwersalnym charakterze

Wady:
– złącza 2-pin zamiast MMCX
– zaburzone proporcje sceny dźwiękowej
– wymagają synergii

Sprzęt dostarczył:

 

REKLAMA
mip

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here