FiiO K5 Pro to najnowszy, stacjonarny DAC/AMP azjatyckiej marki. Za konwersję cyfrowo-analogową odpowiada przetwornik AK4493EQ, wzmocnienie to zadanie TPA6120, a w roli odbiornika cyfrowego występuje XMOS XUF208. Co potrafi taka obsada?

Dawno nie zajmowałem się stacjonarnym sprzętem FiiO, ale i sam producent skupia się ostatnio głównie na sektorze mobilnym. Biurkowy wzmacniacz K5 miał swoją premierę w 2016 roku, a wersja z dopiskiem „Pro” to nowość rozbudowana o układ przetwornika marki Asahi Kasei, zamknięta w tej samej obudowie. Z tego powodu K5 Pro nie posiada już stacji dokującej, która w modelu K5 pozwalała zadokować odtwarzacz FiiO, który pełnił rolę przetwornika. Nowy model to więc sprzęt ściśle biurkowy, który potrafi wygenerować 1,5 W mocy przy 32 Ω, posiada trójstopniową regulację wzmocnienia, trzy typy wejść cyfrowych, wejścia i wyjścia analogowe, a do tego obsługuje muzykę do 32-bit/768 kHz.

Wyposażenie

W zestawie są:

REKLAMA
fibae
  • zasilacz z kablem zintegrowanym (150 cm);
  • kabel zasilający typu „koniczynka” (40 cm);
  • kabel USB (115 cm);
  • adapter 6,3 mm;
  • zapasowe podkładki silikonowe (4 szt.);
  • instrukcja obsługi.

Zasilacz wygląda przeciętnie, ale jest kompaktowy i ma długie okablowanie. Kabel USB również jest podstawowej jakości, ale nie brakuje mu rdzenia ferrytowego. Adapter na duży jack z pewnością się przyda, a w zestawie są także dodatkowe podkładki silikonowe, oprócz czterech naklejonych fabrycznie na spodzie urządzenia.

Konstrukcja

We wzornictwie nie ma rewolucji – K5 Pro wygląda prawie identycznie, jak K5, a tym samym kontynuuje tradycję marki sięgającą gdzieś modelu E9 z roku 2012. Aluminiowa obudowa ma prostopadłościenny kształt, ale jest zaoblona, dość wysoka, ale zarazem wąska. Oba panele (przedni i tylny) są wklęsłe i zostały wpuszczone w obudowę. Dominuje matowa czerń, którą przełamują tylko delikatne akcenty w kolorze białym (oznaczenia) oraz złotym (gniazda i naklejka standardu Hi-Res Audio).

Front przyciąga uwagę dużym i wypukłym pokrętłem z białą kreską, które znajduje się dokładnie na środku ścianki i zostało podświetlone kolorowym pierścieniem. Z lewej strony od pokrętła są dwa przełączniki z białymi nadrukami, a z prawej pojedyncze wyjście słuchawkowe 6,3 mm. Wspominany znaczek Hi-Res zdobi prawy górny róg frontu.

Na pokrywie nie zabrakło białego logo marki oraz kolejnego znaczka Hi-Res, tym razem nadrukowanego. Na bokach nie ma żadnych elementów, natomiast na spodzie znajdują się cztery, niskie, silikonowe podkładki, które wyklejono w wydrążonych oczkach.

Z tyłu jest sporo gniazd. Z lewej strony są wejścia cyfrowe, czyli koaksjalne (RCA) oraz optyczne (Toslink z zaślepką). Następnie widać dwie pary złącz RCA, czyli kolejno wejście i wyjście sygnału, a maksymalnie z prawej strony znajduje się port USB typu B oraz gniazdo zasilania. Poszczególne interfejsy są podpisane i ponumerowane.

Z jednej strony wykonanie zachwyca, ponieważ aluminium jest wysokiej jakości, wykończenie wzorowe, a spasowanie poszczególnych elementów nie budzi wątpliwości. Wszelkie nadruki są precyzyjne i czytelne, pokrętło nie ma luzu, a gniazda zostały zamocowane pewnie. Nie mam zastrzeżeń także odnośnie krawędzi, które zostały złagodzone i zaoblone, przez co nie są ostre w dotyku. Z drugiej strony urządzenie jest jednak bardzo lekkie. Waży 436 gramów, czyli niewiele, jak na stacjonarną konstrukcję. FiiO K5 Pro sprawia więc wrażenie, jakby w środku był zupełnie pusty.

Ergonomia i obsługa

Urządzenie sprawdza się nieźle w praktyce, ale niektóre elementy mogły zostać rozwiązane lepiej. Zacznijmy od zalet.

Do działania konieczna jest instalacja sterownika ze strony producenta. Ten jest jednak łatwo dostępny i działa bez problemów. Silikonowe nóżki spełniają swoje zadanie – urządzenie stoi na blacie dość stabilnie, a dzięki temu, że zostały one wpuszczone w obudowę, to nie zużyją się szybko. Pokrętło głośności działa jednocześnie jako włącznik – uruchamia urządzenie z wyraźnym klikiem i oferuje płynną regulację o gładkim obrocie i odpowiednim oporze. Palce nie ślizgają się na nim, więc dostosowywanie głośności jest wysoce satysfakcjonujące. Rozplanowanie elementów i ich funkcje również nie budzą wątpliwości. Pierwszy suwak z lewej wybiera źródło sygnału, oznaczone cyframi i literami (1, 2, 3 oraz S, L, U dla SPDIF, Line In i USB). Wyjście słuchawkowe jest umieszczone odpowiednio daleko od pokrętła, a gniazda z tyłu pogrupowano logicznie. Bardzo podoba mi się także trójstopniowa regulacja wzmocnienia, która na pierwszym stopniu oferuje podbicie 0 dB, co jest bardzo przydatne w przypadku słuchawek niskoomowych o wysokiej skuteczności, w tym dokanałówek. Szkoda, że więcej urządzeń nie oferuje podobnej funkcjonalności.

Co jest zatem nie tak? Niewiele, ale do sprzętu z hi-endowej półki trochę brakuje. Urządzenie i tak należy przytrzymywać podczas wpinania lub wypinania wtyków, gdyż może się przesuwać – do „feelingu” towarzyszącego kilkukilogramowym wzmacniaczom zintegrowanym K5 Pro jeszcze daleko. Wątpliwości budzi też pierścieniowa dioda, jasna i barwna, która sygnalizuje działanie urządzenia, a także jakość utworów – błękit wskazuje próbkowanie do 48 kHz, żółty powyżej 48 kHz, a zieleń odpowiada muzyce w formacie DSD. Niestety wskaźnik przeszkadza po zmroku, więc mała dioda w postaci kropki byłaby bardziej praktyczna. Urządzenie nie posiada też pilota, więc trzeba je ustawiać tak, by było pod ręką, ale w tej cenie jest to do wybaczenia.

Niektórzy zapewne odbiorą też brak stacji dokującej dla odtwarzacza FiiO, znanej z modelu K5, jako wadę. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by podłączyć sprzęt za pomocą SPDIF albo skorzystać ze stacji FiiO DK1, wyposażonej w złącze USB C, o ile ktoś jest gotowy na dodatkowy wydatek. Osobiście uważam jednak, że to dobre rozwiązanie – urządzenie ma już swojego DAC-a, więc jest niezależne, a tym samym wizualnie wygląda lepiej bez otworu w pokrywie, z którego nie każdy by korzystał. Osobiście nie widzę problemu w podłączeniu odtwarzacza np. kablem koaksjalnym, który może być na stałe wpięty z tyłu urządzenia. Dodam także, że K5 Pro może działać także ze smartfonem wyposażonym w stosowny adapter USB.

Specyfikacja

Ogólna

  • DAC: Asahi Kasei AK4493EQ, odbiornik USB: XMOS XU208, wzmacniacz Texas Instruments TPA6120 i filtr dolnoprzepustowy OPA1642, regulacja głośności ADC
  • obsługa DSD: do DSD512
  • próbkowanie: 32-bit/768 kHz (USB), 24-bit/192 kHz (koaksjalne), 24-bit/96 kHz (optyczne)
  • regulacja wzmocnienia: 0 dB, 6 dB, 10 dB
  • napięcie wyjścia liniowego: 2 Vrms
  • wejścia: USB (2.0), optyczne (Toslink), koaksjalne (RCA), liniowe (2x RCA)
  • wyjścia: słuchawkowe 6,3 mm, liniowe 2x RCA
  • zasilacz: DC 15 V/1,5 A
  • wymiary: 120,5 x 130 x 55 mm
  • masa: 436 g

Wzmacniacz

  • moc: 1,65 W @ 16 Ω, 1,5 W @ 32 Ω
  • obsługa słuchawek: 16-300 Ω
  • THD+N: <0,004%
  • pasmo przenoszenia 20 Hz-20 kHz
  • SNR: >115 dB
  • impedancja wyjściowa: <1,2 Ω
  • separacja kanałów: >75 dB
  • napięcie szczytowe: 19,68 Vp-p
  • natężenie szczytowe: 500 mA

Brzmienie

  • Słuchawki: Audeze LCD-2 Closed Back i LCD-2 (Double Helix Fusion Complement4), MrSpeakers Ether 1.1 (DUM i Forza AudioWorks HPC Mk2), Sennheiser HD 6XX, AKG K612 Pro, Final Audio Sonorus III, Logitech G PRO X, Campfire Audio Solaris, Atlas i Andromeda, FiiO FA7 i FA1, IMR R1 Zenith, Etymotic ER-4PT
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila, Burson Conductor Virtuoso (ES9018), Playmate Everest, FiiO Q5s (AM3E i AM3B), Leckerton UHA-760, FiiO BTR3, EarStudio ES100
  • DAP: Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200 (AMP1), FiiO M11, FiiO M5, OnePlus 6T
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Oriveti Affinity, FiiO LC-C i LC-D
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

FiiO K5 Pro jako DAC/AMP
FiiO K5 Pro nie zawodzi jakościowo, co raczej nie jest zaskakujące biorąc pod uwagę, jakie zastosowano w nim układy. Brzmienie budzi jednak pewne wątpliwości. Ponownie nie słychać sztandarowego dla Asahi Kasei „Velvet Sound”, a raczej charakterystykę w stylu ESS Sabre, choć też nie do końca. K5 Pro to brzmienie neutralno-jasne, które jednak przechyla się bardziej w stronę tego drugiego przymiotnika. Słychać dość mocny nacisk na górę pasma i idące z tym ochłodzenie. Sygnatura kieruje się też w stronę analitycznej – to nie brzmienie dla osób wrażliwych na wysokie tony, fanów zagęszczenia, ocieplenia lub przyciemnienia dźwięku, którzy szukają relaksu, łagodności i spokoju. Powinni ucieszyć się za to miłośnicy pierwszoplanowej góry i nowoczesnego grania, którzy szukają źródła dla słuchawek oszczędnych w górze lub zbyt basowych. Niestety obok krystaliczności, czystości, wysokiej rozdzielczości słychać także wyraźną cyfrowość przekazu. Ostateczny efekt będzie w dużej mierze zależał od brzmienia słuchawek i słuchanej muzyki – K5 Pro może sprawdzić się rewelacyjnie, jak i… stanowić totalne pudło.

Bas jest liniowy, ale słychać, że góra pasma ma więcej do powiedzenia, a niskie tony jej ustępują, przez co brzmienie jest rozjaśnione. Niskie tony są jednak znakomite jakościowo. Z odpowiednią synergią, gdy nie dają się zdominować przez wysokie tony, robią wrażenie zróżnicowaniem faktury, dynamiką, sprężystością i detalami. To bas kontrolowany, precyzyjny i studyjny, rysowany twardą i wyrazistą kreską. Nie słychać górek w poszczególnych podzakresach, brzmienie dołu jest wręcz transparentne, pozbawione koloryzacji. Bas nie zachwyci nasyceniem, soczystością, masywnością i gęstością osób potrzebujących niskich tonów w dużych dawkach – słychać, że analityczność wiedzie prym nad muzykalnością. Podoba mi się taki przekaz, ale uważam, że basu powinno być względem góry pasma więcej, ewentualnie góry pasma mniej względem basu.

Brzmienie średnicy układów AKM kojarzę jako nasycone, gładkie, lekko ciepłe, przyjemne w odbiorze i barwne, czyli naturalne. FiiO K5 Pro serwuje inną średnicę, raczej neutralną. Wiadomo, że rezultat zależy od aplikacji układu, ale gdybym miał określić na ucho, kto jest producentem przetwornika cyfrowo-analogowego w K5 Pro, od razu błędnie wskazałbym ESS Sabre, a nie Asahi Kasei. Środek nie jest ani wypchnięty, ani schowany, lecz prezentowany jest neutralnie – zarówno niska średnica, jak i ta wyższa mają ten sam priorytet. Dźwięk jest wykrystalizowany, tranzystorowy i ponownie raczej studyjny, laboratoryjny pod względem charakteru. Detal ma priorytet, dźwięk jest mocno odseparowany i podawany bez najmniejszego dystansu, dość agresywnie. Jeśli szukamy barw, naturalności, łagodności, preferujemy zagęszczone i „analogowe” granie, to K5 Pro może wydać się bezduszny, cyfrowy, zbyt techniczny i nieangażujący. Lubię taki przekaz, ale tutaj efekt psują wysokie tony.

Góry w wielu przypadkach jest trochę za dużo, wydaje się być wyostrzona – słychać akcent w wyższych rejonach podpasma. Nadal nie jest podawana w ekstremalnych ilościach, ale wysokie tony często wychodzą przed szereg, jednocześnie ochładzając i odchudzając muzykę. Góra jest też cyfrowa, ale możliwe, że to efekt jej zwiększonej ilości, ponieważ ogólna jakość przekazu wysokich tonów jest i tak dobra. To czysta, rozciągnięta i swobodna góra, która z odpowiednio dobranymi słuchawkami zrobi wrażenie. Bez wątpienia docenią ją fani mocnego przekazu gitar, wysokich wokali, talerzy, smyczków, czyli melomani, którzy ponad wszystko stawiają krystaliczność, jasność i bezpośredniość. Moim zdaniem FiiO trochę jednak przedobrzyło, a łagodniejsza góra byłaby bardziej uniwersalna.

Scena dźwiękowa cechuje się średnimi wymiarami. Słychać, że K5 Pro nie potrafi jeszcze brzmieć z takim rozmachem, jak większe urządzenia stacjonarne, a tym samym daje się wychwycić zastosowanie pojedynczego przetwornika. Dla przykładu FiiO Q5s potrafi zabrzmieć w scenie wyraźnie szerzej. Jednocześnie scena jest proporcjonalna, trójwymiarowa i kulista. Wysokość, głębia i szerokość mają taki sam priorytet, instrumenty są od siebie mocno odseparowane, a towarzyszy im konkretne napowietrzenie. Holografia jest więc niezła, instrumenty kształtne i odpowiednio eksponowane. Trzeba tylko pamiętać, że pierwszy plan jest blisko, wiele instrumentów trafia bezpośrednio w głowę, a priorytet miało granie jak najbliższe i jak najbardziej czytelne. Nie ma zatem co liczyć na przestrzeń niczym na koncercie, a raczej jak ze studia nagrań.

FiiO K5 Pro i słuchawki
K5 Pro to dobry wybór do słuchawek cieplejszych i ciemniejszych, które obfitują w bas i mają za mało góry pasma. Można liczyć także na niezłe efekty ze słuchawkami zrównoważonymi, ale w przypadku słuchawek neutralnych barwowo dźwięk stanie się chłodniejszy. Unikałbym chudo brzmiących i jasnych słuchawek, gdyż najpewniej staną się zbyt ostre i krzykliwe.

K5 Pro napędził słuchawki planarne z platformy testowej. Mocy nie brakowało, brzmienie było dość dociążone w basie, jeszcze nie wybitnie przestrzenne, ale już satysfakcjonujące. Audeze LCD-2 zabrzmiały przyzwoicie, ale bardziej nowocześnie niż zazwyczaj z mocniejszą, cyfrową górą. To samo miało miejsce w przypadku MrSpeakers Ether 1.1, które także zaserwowały bardziej rozrywkowy charakter. Nie zgrały się za to Audeze LCD-2 Closed Back, które były za jasne w sopranie, sztucznie wyostrzone. Jako że oferują one jaśniejszy przekaz od Etherów lub zwykłych LCD-2, zaskoczenia nie było.

Podobnie zareagowały „dynamiki”. Sennheisery HD 6XX również zabrzmiały jaśniej, bardziej klarownie, ale nadal były przystępne w odbiorze, przestrzenne i rozdzielcze. To samo można stwierdzić o AKG K612 Pro, które nabrały w górze pasma bardziej nowoczesnego charakteru. Stały się chłodniejsze, ale pozostały analityczne i szczegółowe. Nie inaczej było z Sonorusami III od Final Audio, które zostały mocne w średnicy, ale w górze pasma nabrały więcej iskry.

Na koniec sięgnąłem po dokanałówki, aby sprawdzić zerowe wzmocnienie. Sygnał był czysty z FiiO FH7, ale brzmienie jaśniejsze niż zazwyczaj, stąd zrezygnowałem z preferowanych nakładek SpinFit na rzecz zwykłych tipsów z zestawu. Campfire Audio Andromeda szumiały tylko nieznacznie w ciszy, a szumu nie można było wychwycić w trakcie słuchania muzyki, co jest imponujące, a zarazem budzi wątpliwości. Słuchawki te szumią na każdym odtwarzaczu FiiO, nawet topowym FiiO M11. Trudno zatem uwierzyć, że stacjonarny DAC/AMP może zaoferować czystszy sygnał od odtwarzaczy mobilnych. Brzmienie modelu Andromeda było niezłe, ale w górze nie zabrakło typowego wyostrzenia, co łatwo było wyłapać także z pozostałymi „dokami” z platformy.

FiiO K5 Pro vs inne urządzenia
FiiO K5 Pro nie generuje jeszcze tak dużej sceny, tak zrównoważonego dźwięku, jak większe i wielokrotnie droższe urządzenia typu Burson Conductor Virtuoso, Yulong DAART Aquila czy Burson Playmate Everest. K5 Pro jest od nich ostrzejszy w sopranie, mniej naturalny i chudszy, ale brzmi podobnie bezpośrednio, dość precyzyjnie i rozdzielczo. Dla przykładu Playmate Everest brzmi bardziej przestrzennie, wyraziście w basie, równiej i bardziej naturalnie w górze i wcale nie cyfrowo. K5 Pro jest przy nim sztuczny, wyostrzony, nie tak zrównoważony. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że Burson Playmate Everest jest od niego prawie 2600 zł droższy, wstydu nie ma.

Liczyłem, że K5 Pro będzie stacjonarnym odpowiednikiem FiiO Q5s. Mobilny DAC/AMP ma jednak podwójny przetwornik i inny układ wzmacniacza. Mimo że również brzmi klarownie, to jest przy tym znacznie mniej cyfrowy i równiejszy, liniowy, a tym samym bardziej neutralny w przekazie. K5 Pro przy Q5s sprawia wrażenie bardziej pofalowanego w wysokich tonach i nie separuje kanałów aż tak mocno. Być może jednak liczyłem na zbyt wiele, skoro Q5s to prawie dwukrotność ceny K5 Pro. W przypadku sprzętu FiiO analogii do K5 Pro szukałbym gdzieś w stylu grania odtwarzacza FiiO M9, przy czym stacjonarny DAC/AMP jest jednak od niego jaśniejszy i chłodniejszy.

Testowana niedawno dźwiękówka Tempotec Serenade PCI-E oferuje zupełnie inne brzmienie. Gdy K5 Pro stawia na górę pasma, chłodniejszy i bardziej cyfrowy charakter, to Serenade akcentuje średni bas, ociepla brzmienie w niskiej średnicy i prezentuje górę spokojnie i naturalnie. Rozdzielczość jest trochę wyższa w K5 Pro ze względu na bardziej analityczny charakter, ale to Tempoteca słucha się lepiej – robi większe wrażenie nasyceniem, barwami i jest pozbawiony cyfrowości.

Co ciekawe w brzmieniu tańszego DAC/AMP-a marki FX-Audio, czyli modelu DAC-X6 słychać podobne wzmocnienie i cyfrowość góry, a to sprzęt z tym samym układem wzmacniacza, co FiiO K5 Pro. DAC-X6 ustępuje sceną i rozdzielczością, ale jest ponad dwukrotnie tańszy. Słychać, że kostka AKM w K5 Pro ma tutaj przewagę.

FiiO K5 Pro jako AMP
Podłączyłem do K5 Pro wiele zewnętrznych przetworników, np. Yulong DAART Aquila (AKM AK4497), Burson Conductor Virtuoso (ESS Sabre ES9018), Burson Playmate Everest (ESS Sabre ES9038) oraz FiiO Q5s (2x AKM AK4493EQ).

W przypadku źródeł z kostkami AKM na pokładzie, brzmienie było bardzo podobne do trybu DAC/AMP – praktycznie nie mogłem odróżnić FiiO K5 Pro w trybie solo od połączeń z Aquilą lub Q5s. Miałem wrażenie jedynie trochę masywniejszego basu z zewnętrznymi przetwornikami, ale góra była nadal mocna, klarowna i lekko cyfrowa. Scena dźwiękowa pozostawała podobnych rozmiarów.

Urządzenia z ESS Sabre na pokładzie zapewniły natomiast K5 Pro masywniejszy bas. Brzmienie było pełniejsze, bardziej zagęszczone, ale góra nadal stanowiła mocne pasmo. Ochładzała dźwięk i windowała klarowność, ponownie w lekko cyfrowy sposób. Znów brzmienie było zbliżone jakościowo do trybu DAC/AMP, a w scenie także nie słyszałem większych zmian. Założyłem więc, że wyostrzenie dźwięku i ogólny charakter K5 Pro to sprawka układu wzmacniacza.

FiiO K5 Pro jako DAC
Okazało się, że to prawda. W przypadku używania K5 Pro jako przetwornika do zewnętrznych wzmacniaczy, można liczyć na równiejsze, bardziej liniowe brzmienie, bez tego wyostrzenia w górze i cyfrowości. Po podłączeniu K5 Pro np. do Bursona Conductora Virtuoso (układ z Soloista) uzyskałem dużą przestrzeń, łagodny przekaz sopranu, gładkie i naturalne brzmienie średnicy, ale nadal w zrównoważonej i neutralnej domenie. Tutaj już nie miałem wątpliwości co do „Velvet Sound” Asahi Kasei – było barwnie, rozdzielczo i przyjemnie w odbiorze, ale nie kosztem rozdzielczości. To samo zaobserwowałem „podmieniając” wbudowany układ K5 Pro na FiiO Q5s w trybie wzmacniacza. Efekty były lepsze od K5 Pro w trybie DAC/AMP – brzmienie stało się równiejsze, a cyfrowość sopranu zniknęła.

W efekcie K5 Pro radzi sobie znakomicie jako przetwornik. Można liczyć na dobry sygnał do zewnętrznych głośników lub innych wzmacniaczy, wysoką rozdzielczość, dynamikę i zrównoważony przekaz.

Podsumowanie

FiiO K5 Pro ma się czym pochwalić. Urządzenie robi wrażenie stroną wizualną, ergonomią, sporą dawką mocy, trójstopniową regulacją wzmocnienia oraz rozbudowanym interfejsem. Może służyć jako kombo, przetwornik oraz wzmacniacz. Kultura pracy jest wysoka, sygnał czysty, brzmienie bezpośrednie, szczegółowe, klarowne i nadal satysfakcjonująco przestrzenne. Rozdzielczość jest wysoka, dźwięk precyzyjny i nieźle kontrolowany.

Chciałoby się, żeby konstrukcja była cięższa, a dioda bardziej dyskretna. Niestety strojenie budzi wątpliwości. Nie mam zarzutów do niskich tonów i średnicy, ale w sopranie daje się wychwycić wyostrzenie i cyfrowość w przekazie. Przez to dźwięk jest ochłodzony, a góra często wybija się ponad niskie tony. W efekcie K5 Pro nie zgra się ze wszystkimi słuchawkami, a w przypadku tych z platformy testowej praktycznie zawsze było słychać sztuczność dźwięku. Mnie ta cyfrowość przeszkadzała, a to sprawka wbudowanego wzmacniacza, ponieważ w trybie DAC-a taki efekt nie występuje.

FiiO K5 Pro to koszt 850 zł. Stosunek jakości do ceny jest zatem, jak za te możliwości, bardzo wysoki. Jeśli lubimy jasne, klarowne brzmienie lub posiadamy mocno basowe i ciemne słuchawki, to zakup powinien być udany. W innym przypadku K5 Pro może okazać się za jasny, zbyt ostry i sztuczny. Z powodu wybiórczej synergii nie mogę przyznać K5 Pro rekomendacji. Sytuacja jest podobna, jak w przypadku podstawowego modelu serii, czyli K3, który również cierpi na cyfrowy, wyostrzony sopran. Być może wymiana zasilacza poprawiłaby brzmienie K5 Pro, ale to jednak dodatkowy koszt, a wtedy już bardziej opłacalny byłby wybór innej integry, np. ze stajni Aune.

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ solidne wykonanie
+ estetyczne wzornictwo
+ dobra ergonomia
+ wysoka funkcjonalność
+ trójstopniowe wzmocnienie
+ sporo mocy
+ klarowne, rozdzielcze, dynamiczne i szczegółowe brzmienie w trybie DAC/AMP
+ świetny, zrównoważony, gładki, rozdzielczy i przestrzenny sygnał w trybie DAC

Wady:
– duża i jasna dioda
– lekka obudowa
– wyostrzone, cyfrowe i ochłodzone wysokie tony w trybie DAC/AMP i AMP
– przestrzeń mogłaby być większa
– wymaga synergii

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
fiio

1 KOMENTARZ

  1. Bardzo dobra recenzja, bardzo dokładna, sprzęt wszechstronnie oceniony. Mała uwaga co do cenny, która zdaje się być zawyżona mocno u polskich importerów. U naszych zachodnich sąsiadów można dostać to urządzenie już za 150 euro (około 660 zł).

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here