LC-BT2 to nowy adapter Bluetooth od FiiO, wyposażony we wtyczki MMCX lub 2-pin 0,78 mm. Posiada naszyjny pałąk, przetwornik AKM AK4431 oraz moduł Bluetooth 5.0 Qualcomm CSR8675 z obsługą kodeków AAC, aptX, aptX LL, aptX HD i LDAC.

Miałem już okazję przetestować adapter FiiO UTWS1, który pozwala przekształcić zwykłe dokanałówki z wymiennym kablem w słuchawki typu True Wireless Stereo, czyli pozbawione przewodu. Adapter okazał się oferować niezłą ergonomię i świetnie brzmieć. Wprawdzie UTWS1 pod względem komfortu i funkcjonalności nie dorównuje jeszcze zwyczajnym słuchawkom TWS, bo nie ma ładującego etui i nie jest równie dyskretny, ale to bez wątpienia gratka dla wymagającego melomana, który chce zamienić wysokiej jakości dokanałówki w słuchawki bezprzewodowe.

REKLAMA
yulong

Nowy model, czyli LC-BT2 także „przerabia” kablowe dokanałówki w słuchawki Bluetooth, ale tym razem konstrukcja bazuje na naszyjnym pałąku. Nie jest to więc tak nowoczesne rozwiązanie, jak adapter TWS, bo LC-BT2 nie pozwala w pełni pozbyć się okablowania, ale ma niezaprzeczalne zalety, jak większy akumulator, łatwiejsze ładowanie czy obsługę zaawansowanych kodeków audio. Urządzenie jest jednak trochę droższe, bo kosztuje 350 zł, czyli o 50 zł więcej od FiiO UTWS1. Sprawdźcie, jak LC-BT2 w wersji MMCX ma się do modelu UTWS1 oraz innych adapterów Bluetooth.

Wyposażenie

Sztywne, kartonowe opakowanie o estetycznej szacie graficznej skrywa cztery elementy: futerał z adapterem wewnątrz, kabel USB typu C (27 cm) oraz instrukcję obsługi. Futerał nie rozczarowuje jakością i odpowiada kształtem urządzeniu. Jest dość duży, ale smukły, wyprofilowany wewnątrz i wyposażony w elastyczne opaski do ustabilizowania LC-BT2 oraz podłączonych do niego słuchawek, bo i na nie znajdzie się miejsce. Na zewnątrz nie brakuje logo producenta oraz opaski na nadgarstek, ułatwiającej przenoszenie.

Konstrukcja

Adapter prezentuje się bardzo podobnie do innych stosowanych w słuchawkach Bluetooth tego typu, przypomina rozwiązania JBL-a, Sennheisera czy też RHA. To po prostu elastyczny pałąk, częściowo silikonowy, a częściowo wykonany z tworzyw sztucznych. Konstrukcja jest obła i dyskretna, bo dominują matowe materiały w kolorze czarnym. Wykończenie elementów jest wysokiej jakości, a spasowanie konstrukcji poprawne – nie widać niedoróbek, więc pierwsze wrażenia są pozytywne. Co innego, że nie jest to jeszcze poziom pałąka ze słuchawek RHA T20 Wireless, który jest cieńszy, prawie w całości ogumowany i z aluminiowymi elementami.

Pałąk o smukłym i spłaszczonym profilu wykonano z gładkiej i przyjemnej w dotyku gumy. Na jego krańcach znajdują się dwa plastikowe moduły. Wychodzą z nich kable, które wyprowadzono nie z samych końców, a z początków obudów, więc są one skierowane ku tyłowi. Kabelki są z miedzi OCC, mierzą po około 15 cm, mają podłużnie wyżłobione izolacje i są zakończone zausznicami z wtyczkami MMCX lub 2-pin 0,78 mm, bo adapter dostępny jest w dwóch wersjach. Same wtyczki są połyskujące i odróżnione pierścieniami – niebieskim dla lewej słuchawki i czerwonym dla prawej.

Na prawym module nie ma dodatkowych elementów, nie licząc pieczątki wskazującej prawy kanał, która jest biała i wyraźnie widoczna. Cały interfejs trafił więc na lewą stronę – moduł rozpoczyna delikatna dioda, a wieńczy otwór z mikrofonem. Pomiędzy nimi jest rząd pięciu ogumowanych i wypukłych przycisków z wytłoczonymi oznaczeniami. W dolnej części znajduje się także zaślepka z gniazdem do ładowania USB typu C. Ten ostatni fakt bardzo mnie cieszy, bo adapter UTWS1 ładuje się za pomocą starszego typu gniazd micro USB.

Ergonomia i użytkowanie

Korzystanie z LC-BT2 jest banalnie proste – wystarczy wpiąć kompatybilne słuchawki, założyć pałąk na szyję i włożyć słuchawki do uszu. Oczywiście najlepsze efekty uzyskamy z dokanałówkami typu OTE (Over The Ear), bo adapter ma zintegrowane zausznice, które są fabrycznie odkształcone – nie są giętkie, nie można nadać im pożądanego kształtu. Podoba mi się, że kable wychodzą pod kątem i ku tyłowi, dzięki czemu nie odstają z przodu i nie będziemy o nie przypadkowo zahaczać.

Świetnie też, że pałąk jest tak lekki. Waży jedynie 39 g, więc prawie go nie czuć, ale tym samym pewnie trzyma się karku. To efekt poprawnego wyważenia, ponieważ moduły są cięższe od samego pałąka, dzięki czemu stabilizują urządzenie na szyi, przesuwając środek ciężkości ku dołowi, w efekcie czego urządzenie nie podskakuje i nie stuka nawet w trakcie biegania. Producent wspomina o powłoce zabezpieczającej przed potem, którą docenią osoby aktywne, ale wygląda na to, że LC-BT2 nie jest odporny na pył i wodę, przynajmniej oficjalnie. Nie brakuje jednak zaślepki portu USB, więc deszcz czy pot nie powinny stanowić zagrożenia.

Niestety moim zdaniem znowu przesadzono z samymi zausznicami, które są zbyt zagięte, wręcz skręcają się w precle, a w konsekwencji mocno okalają małżowiny uszne i mogą je uciskać. Wyżłobione przewody także budzą wątpliwości. Co prawda dzięki temu się nie plączą, ale są dość szorstkie oraz sztywne i cały czas czuć je w trakcie korzystania, bo ocierają się o szyję. Mnie irytowały zarówno nausznice, jak i kabel. Nadal w miarę komfortowo korzystałem z adaptera, ale nie mogłem o nim zapomnieć. To jednak kwestia subiektywna, nie każdy będzie na to narzekał.

Obsługa, działanie i akumulator

Obsługa jest łatwa, ale również niepozbawiona wad. Włącznik znajduje się na początku lewego modułu, kolejny jest przycisk do zwiększania głośności, następny klawisz wielofunkcyjny ze znaczkiem odtwarzania, a na końcu przycisk zmniejszania głośności. Łatwo zapamiętać ich kolejność i wyczuć palcami. Parowanie rozpoczyna się przytrzymywaniem guzika wielofunkcyjnego, a odpowiada on także za obsługę rozmów oraz asystenta głosowego za pomocą podwójnego kliknięcia. Nie podoba mi się natomiast mechanizm zmiany utworów. Świetnie, że odbywa się to za pomocą przytrzymania plusa lub minusa, ale ponownie działa to na odwrót, czyli plus włącza poprzedni utwór, a minus następny. To nieintuicyjne i zaprzecza standardowi stosowanemu w większości słuchawek Bluetooth – nie wiem dlaczego FiiO trzyma się takiego rozwiązania.

Tym razem także nie brakuje diody, która sygnalizuje poszczególne funkcje, a do tego kolorem odróżnia aktywny kodek, np. biały to LDAC, a żółty – aptX HD. Urządzenie można także skonfigurować w aplikacjach FiiO Music lub FiiO Control, które nadal nie zachwycają stabilnością działania oraz interfejsem, ale bez wątpienia zwiększają funkcjonalność. W obrębie aplikacji możliwe jest wyłączenie ładowania lub diody, ustawienie czasu automatycznego usypiania, dostosowanie głośności powiadomień i innych dźwięków, jak również skorzystanie z korektora lub wybranie filtra dolnoprzepustowego.

Niestety nie udało mi się skonfigurować kodeków za pomocą FiiO Music lub FiiO Control. Co prawda w obu aplikacjach nie brakuje stosownej opcji, ale po jej aktywowaniu nie wyświetla się lista z kodekami do wyboru. Mogłem się jednak pomiędzy nimi przełączać z poziomu „opcji programistycznych” Androida 10, ale nie dało się w ten sposób aktywować aptX-a HD – system operacyjny wymuszał LDAC-a, co jest częstym problemem. Cóż, mam nadzieję, że niedługo pojawią się poprawki, bo możliwość zmiany kodeka w aplikacji jest wygodniejsza, niż we wspominanych „opcjach programistycznych”.

FiiO LC-BT2 ma działać na akumulatorze do 24 godzin. Niestety nie jestem w stanie podać konkretnego wyniku, bo w trakcie testów korzystałem z wielu różnych modeli dokanałówek, a w międzyczasie doładowywałem adapter podczas aktualizowania oprogramowania układowego, które jest dostępne na stronie internetowej producenta. Niemniej procenty akumulatora spadały powoli – mogłem swobodnie korzystać z urządzenia na co dzień przez wiele dni z dala od gniazdka, korzystając z kodeka LDAC i strumieniując muzykę z Tidala. To bez wątpienia zaleta względem UTWS1, bo adapter TWS od FiiO wytrzymuje do 8 godzin i trzeba go ładować za pomocą kabla z podwójnymi wtyczkami micro USB, a nie pojedynczą wtyczką USB typu C.

Specyfikacja

  • interfejs: Bluetooth 5.0 z SBC, AAC, aptX, aptX LL, aptX HD i LDAC (Qualcomm CSR8675)
  • przetwornik: AKM AK4431
  • zasięg: do 10 m
  • pasmo przenoszenia: 5 Hz-40 kHz
  • SNR: 109 dB
  • THD+N: 0,00002%
  • przesłuchy międzykanałowe: >78 dB
  • moc wyjściowa 23 mW @ 32 Ω
  • impedancja wyjściowa: <1 Ω
  • obsługa słuchawek: 16-100 Ω
  • mikrofon: MEMS, czułość -42 dB, odszumianie CVC
  • akumulator: 360 mAh
  • czas działania: ok. 24 godziny
  • czas czuwania: ok. 350 godzin
  • czas ładowania: ok. 2 godziny
  • funkcje: USB typu C, obsługa rozmów i asystentów głosowych, multi-point (dwa urządzenia)
  • masa: 39 g

Brzmienie

  • Słuchawki: Campfire Audio Solaris, Atlas i Andromeda, FiiO FA1, FA9, FH3 i FH7, Meze Rai Solo, RHA T20 Wireless, Oriveti New Primacy, iBasso IT01, TinHiFi P1
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila II, Burson Playmate Everest, FiiO Q5s (AM3E), FiiO BTR5, BTR3K i UTWS1, EarStudio ES100 i HUD100, Oriolus 1795, Qudelix-5K
  • DAP: FiiO M15 i M11 Pro, Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200 (AMP1), OnePlus 7 Pro

FiiO LC-BT2 – brzmienie
FiiO LC-BT2 nie jest byle gadżetem, to pełnoprawny adapter Bluetooth, który nie odstaje jakościowo od modelu UTWS1, a tym samym od zewnętrznych urządzeń tego typu pokroju FiiO BTR3K czy EarStudio ES100. Urządzenie oferuje muzykalne brzmienie, które oscyluje wokół naturalnej równowagi, brzmi barwnie, ciepło i przystępnie, ale z zachowaniem wysokiego poziomu technicznego. Rozdzielczość nie rozczarowuje, dynamika jest wysoka, brzmienie precyzyjne i kontrolowane, ale ciągle angażujące. LC-BT2 nie brzmi skrajnie technicznie, nie jest sprzętem analitycznym, ale nadal umożliwia bardziej krytyczne odsłuchy. Po prostu przy okazji nie traci nasycenia, barw i nie jest ostry lub szorstki w przekazie. Słychać, że w roli przetwornika jest kostka od Asahi Kasei Microdevices.

Niskie tony są nieznacznie podkreślone, ale w granicach zdrowej normy – adapter nie brzmi basowo, dół nie dominuje. Daje się wychwycić pewien akcent w średnim zakresie basu, bo jego przekaz jest masywny, dociążony, ciepły i gęsty, ale nie ma najmniejszego problemu z zejściem, adapter osiąga wibrujące częstotliwości subbasowe. Nie brakuje wykopu – gdy trzeba niskie powoli się przelewają, a innym razem są punktowe i szkicowe. Słychać w basie pewną miękkość i gładkość, nie jest to przekaz mocno konturowy, twardy i wyjątkowo zarysowany, bo charakter niskich tonów jest jednak muzykalny. Faktura jest nadal zróżnicowana, a detali sporo, ale priorytet miała rozrywka.

Pasmo średnie nie jest oddalone, nie chowa się za basem i nie jest tłumione przez sopran. Więcej do powiedzenia ma niższy zakres, bo charakter dźwięku jest nasycony i barwny – nie brakuje ciepła, gładkości i masywności. Daleko do suchego, mocno technicznego i ostrego dźwięku, ale nadal nie ma mowy o zamuleniu czy zgaszeniu dźwięku, bo wyższa średnica ciągle jest obecna. Bardzo podoba mi się ten barwny przekaz – instrumenty czy wokale są mocno zróżnicowane i żywe, dźwięk nie jest suchy, a wciąga i angażuje. Nadal nie brakowało mi precyzji, dźwięk był odpowiednio konturowy, ale pierwszeństwo ma przyjemność z muzyki. Nie jest to sygnatura dla osób szukających maksymalnie analitycznego dźwięku, a brzmienia muzykalnego, nasyconego i przyjemnego w odbiorze.

Wrażliwi na wysokie tony nie muszą się martwić, bo LC-BT2 nie wzmaga sybilizacji. Góra jest naturalnie rozciągnięta, ciągle gwarantuje klarowny przekaz, nie sprawia wrażenia ściętej, ciemnej czy przytłumionej, ale tym samym nie jest wyostrzona. Smyczki nadal pną się wysoko, wokale rozbrzmiewają swobodnie, talerze perkusyjne są dźwięczne i bliskie, a gitary solowe nie brzmią niczym wiertarki, ale są bez wątpienia pierwszoplanowe. Góra jest precyzyjna, nie szeleści, nie jest szklista czy szumiąca. Nie słyszę w przekazie sopranu cyfrowości, która zazwyczaj pojawia się, gdy w najwyższych oktawach jest akcent. Nie można jednak jeszcze liczyć na brzmienie rodem ze sprzętu stacjonarnego, bo daje się wychwycić pewną gładkość i miękkość, a także sterylność, charakterystyczną dla interfejsu Bluetooth.

Scena dźwiękowa jest elipsoidalna i pozioma, tzn. prym wiedzie szerokość, następna jest głębia, a na końcu wysokość przestrzeni. Separacja kanałów jest kontrastowa, sporo dzieje się na płaszczyźnie przód-tył, a w pionie także słychać zróżnicowanie, chociaż ten ostatni aspekt robi już mniejsze wrażenie. LC-BT2 wydaje się brzmieć poza głową, wiele instrumentów zamiast z centrum czaszki wybrzmiewa jakby sprzed twarzy, co daje bardzo ciekawy efekt, Mimo to, pierwszy plan nadal jest blisko, muzyka nie dobiega gdzieś z oddali, lecz jest bezpośrednia. Instrumenty są dość kształtne w przypadku połączeń z hybrydami lub słuchawkami multi-armaturowymi, holografia robi ogólnie dobre wrażenie, bo potęguje ją dobra separacja instrumentów, która z kolei jest efektem niezłego napowietrzenia.

FiiO LC-BT2 vs UTWS1 i inne adapter Bluetooth
FiiO LC-BT2 nie jest po prostu adapterem UTWS1 w wersji z pałąkiem – oba adaptery można dość łatwo od siebie odróżnić. Zarówno jedno, jak i drugie urządzenie oscylują wokół równowagi, ale nowy LC-BT2 stawia na bardziej naturalną, barwniejszą i cieplejszą wizję dźwięku, podczas gdy UTWS1 to raczej równowaga w neutralnym, bardziej liniowym i analitycznym sosie. W efekcie LC-BT2 jest łagodniejszy, bardziej muzykalny i mocniej nasycony w basie oraz średnicy, a UTWS1 nie jest ani ciepły, ani chłodny, po prostu brzmi klarowniej, bardziej precyzyjnie i technicznie.

W takim pojedynku trudno wyłonić faworyta – UTWS1 wydaje się brzmieć pełniej w skrajach pasma, oferuje bardziej zarysowany i twardszy dźwięk, ale LC-BT2 jest barwniejszy, bardziej nasycony, gładszy i do tego brzmi szerzej, mocniej separując kanały. Zauważyłem też, że sygnał w nowym modelu jest czystszy, szum nie sprawia takiego problemu, jak w UTWS1. Świetnie korzystało mi się z obu adapterów i nie jestem pewien, którego bym wybrał. Decyzji nie ułatwiają inne aspekty, bo z jednej strony UTWS1 jest wygodniejszy i bardziej dyskretny, a z drugiej LC-BT2 oferuje dłuższy czas działania i obsługuje zaawansowane kodeki audio.

FiiO LC-BT2 bliżej raczej do charakteru modeli EarStudio ES100 oraz BTR3K, niż do Qudelixa-5K czy FiiO BTR5. Moim zdaniem dźwięk jest bardziej nowoczesny i pełniejszy w basie od ES100, więc w praktyce LC-BT2 najbardziej przypomina podobnie wycenionego BTR3K, co tyczy się także ogólnego poziomu jakościowego. Moim zdaniem LC-BT2 brzmi od BTR3K trochę bardziej efektownie i gładko, ale różnice są niewielkie. Nie jest to jeszcze rozdzielczość, przestrzeń, precyzja czy dynamika godna modeli Qudelix-5K czy FiiO BTR5, ale różnica jakościowa także nie jest duża.

Na koniec porównałem FiiO LC-BT2 z adapterem Bluetooth z zestawu słuchawek RHA T20 Wireless, który działa na tej samej zasadzie. Okazało się, że LC-BT2 brzmi bardziej naturalnie, jest równiejszy, przestrzenniejszy i przyjemniejszy w odbiorze. Ma więcej barw, brzmi bliżej w średnicy i przystępniej w sopranie. Pałąk od RHA mocniej V-kuje, nie ma tak naturalnej góry i nie brzmi równie czysto. Różnice nie były diametralne, ale moim zdaniem już na tyle duże, że w takiej konfrontacji LC-BT2 wychodzi na prowadzenie. Uważam też, że RHA T20 brzmiały lepiej z pałąkiem LC-BT2, niż ze swoim, dedykowanym adapterem z zestawu. Z tego powodu zakup zwykłych słuchawek MMCX oraz LC-BT2 wydaje się mieć więcej sensu, niż inwestycja w zestaw RHA T20 Wireless.

FiiO LC-BT2 i synergia
Podłączyłem do LC-BT2 szereg dokanałówek z platformy testowej i mam następujące wnioski:

  1. Nie trzeba szukać idealnej synergii – LC-BT2 zgrywa się nieźle z większością słuchawek, ale najlepsze efekty dają słuchawki neutralne lub nawet jasne, a także analityczne, bo BT2 je umuzykalnia. Dla przykładu liniowe FA1 zgrały się trochę lepiej od muzykalno-ciepłych FH3, ale obu połączeń słuchało się nieźle. Odwrotnie było np. z UTWS1, który dobrze dogaduje się ze słuchawkami łagodniejszymi i muzykalnymi.
  2. Topowe słuchawki nie pokażą pełni swoich możliwości. Nadal brzmią świetnie, ale nie generują tak dużej sceny, nie brzmią jeszcze tak precyzyjnie i rozdzielczo, jak z odtwarzaczami muzyki lub adapterami Bluetooth z wyższej półki. Tym samym, LC-BT2 to dobry wybór do dokanałówek z niższej lub średniej półki.
  3. Niskoimpedancyjne i wysokoskuteczne słuchawki nadal mogą lekko szumieć, ale nawet z moimi Andromedami, wyjątkowo wrażliwymi na czystość sygnału, efekty były niezłe. O dziwo tym razem Solarisy szumiały mocniej, więc mimo że zgrały się synergicznie z LC-BT2, to czystość sygnału nie satysfakcjonowała.
  4. FiiO LC-BT2 jest na tyle wydajny, że poradzi sobie nawet ze trudnymi dokami, wysokoomowymi i niskoskutecznymi. Bez problemu napędził i dość dobrze zgrał się wymagającymi, planarnymi TinHiFi P1, które stanowią wyzwanie dla wielu urządzeń. Mocy nie brakowało, a dźwięk był też przystępny, bo P1 to słuchawki dość ostre w nieudanych połączeniach.

Podsumowanie

FiiO świetnie radzi sobie w kategorii adapterów Bluetooth i nie inaczej jest w przypadku modelu LC-BT2 – to również udany produkt. Pałąk jest estetyczny i wygodny, zarówno pod względem ergonomii, jak i obsługi. Nie rozczarowuje czasem działania, wsparciem dla kodeków Bluetooth, portem USB typu C oraz praktycznym i solidnym futerałem w zestawie, który pomieści adapter oraz słuchawki. Brzmienie jest bardzo dobre – naturalnie zrównoważone, muzykalne, gładkie i przystępne, ale tym samym satysfakcjonujące pod względem technicznym i przestrzennym.

Szkoda, że zmiana utworów jest na odwrót – plus włącza poprzedni utwór, a minus następny. Mocno zagięte zausznice oraz szorstkie, przylegające do szyi przewody także mogą stanowić problem. W niektórych połączeniach da się wychwycić szum, ale sygnał i tak jest satysfakcjonująco czysty, jak na urządzenie tego typu. Moim zdaniem aplikacje mobilne wymagają dopracowania – działają niestabilnie, a nie wszystkie opcje są aktywne, np. nie udało mi się zmienić kodeków z poziomu FiiO Control czy FiiO Music.

FiiO LC-BT2 kosztuje 350 zł. To bardzo dobra oferta, a tym samym muzykalna alternatywa dla FiiO UTWS1. Ergonomicznie wolę ten drugi adapter, który brzmi też bardziej analitycznie i pełniej w skrajach pasma, jednak LC-BT2 ma znacznie lepszy akumulator, ładuje się go przez wygodniejsze USB typu C, brzmi barwniej, czyściej i do tego obsługuje szereg kodeków Bluetooth. Uważam, że oba adaptery są warte zakupu – UTWS1 spodoba się „analitykom”, a LC-BT2 fanom muzykalnego, nasyconego dźwięku. Polecam jednak rozważyć także FiiO BTR3K, adapter o klasycznej konstrukcji o podobnym brzmieniu.

Dla FiiO LC-BT2

Zalety:
+ solidny futerał w zestawie
+ wysoka jakość wykonania
+ lekka, wygodna konstrukcja
+ dość prosta obsługa
+ obsługa szeregu kodeków audio Bluetooth
+ zastosowanie portu USB typu C
+ długi czas działania
+ satysfakcjonująco czysty sygnał oraz sporo mocy
+ wysoka synergiczność
+ naturalne, nasycone, barwne i muzykalne brzmienie na wysokim poziomie

Wady:
– mocno zagięte zausznice i szorstkie przewody
– odwrócone sterowanie utworami
– niedopracowane aplikacje mobilne

Sprzęt dostarczył:

fiio

SPRAWDŹ AKTUALNE CENY NA CENEO.PL

REKLAMA
yulong

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here