Questyle M15 to mobilny DAC/AMP oparty na przetworniku ESS Technology ES9281AC oraz autorskim układzie wzmacniacza prądowego. Urządzenie ma zapewnić dynamiczne brzmienie, dużą moc oraz jednocześnie niski poziom szumu. Sprawdziłem, co potrafi Questyle M15 i zestawiłem go z modelami Astell&Kern AK HC2 oraz Cayin RU6.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

REKLAMA
hifiman

  • interkonekt USB-A > USB-C (długość ok. 5 cm);
  • interkonekt USB-C > USB-C (długość ok. 5 cm);
  • instrukcję obsługi i dokumentację.

W pudełku z Questyle M15 znajdziemy także krótkie interkonekty, zabezpieczone oplotem i wyposażone w smukłe wtyczki. Brakuje jednak wariantu z wtykiem Lightning, więc posiadacze iPhone’ów starszych niż „piętnastki” będą musieli dokupić stosowny przewód lub przejściówkę.

Konstrukcja

Questyle M15 z pewnością wygląda oryginalnie. Wzornictwo jest minimalistyczne, bo urządzenie zamknięto w aluminiowej i matowoczarnej obudowie w kształcie prostopadłościanu. Krawędzie obudowy zostały zaoblone, a na jej bokach precyzyjnie nadrukowano logo producenta oraz nazwę modelu. Nie ma jednak mowy o nudzie, bo pokrywę wykonano z hartowanego szkła, które odsłania czarną płytkę PCB z estetycznie upakowanymi komponentami. Jest na czym zawiesić oko.

 

Okazuje się, że szklana pokrywa nie jest jedynie ozdobą, bo można przez nią dojrzeć dwie diody, umiejscowione tuż przy wtyku USB. Jedna sygnalizuje działanie i kolorem wskazuje jakość próbkowanej muzyki, a druga informuje o wybranym poziomie wzmocnienia. Służy do tego suwak na dłuższym boku obudowy, który pozwala przełączyć podbicie z niskiego (LOW) na wysokie (HIGH). Z kolei na jednym z krótszych boków znajdziemy wejście cyfrowe USB-C, a na drugim wyjścia analogowe 3,5 mm i 4,4 mm.

Widać, że Questyle M15 to dongle z wyższej półki cenowej. Jego obudowę wycięto maszynowo z bloku aluminium i wykończono metodą anodowania – nie dostrzegłem na niej jakichkolwiek niedoskonałości. Hartowane szkło również nie rozczarowuje, bo zostało wzorowo spasowane z obudową. Nie ma też mowy o jakichkolwiek smugach od wewnętrznej strony czy drobinkach kurzu.

Mam jednak pewne zastrzeżenia odnośnie jakości wykonania, ale to niuanse. Po pierwsze folia zabezpieczająca szkło, którą należy zerwać, zostawiła warstewkę kleju na szybce. Na szczęście łatwo go usunąć, ale coś takiego nie powinno mieć miejsca, a już szczególnie w sprzęcie tej klasy. Po drugie pokrywka przełącznika wzmocnienia jest luźna i delikatnie stuka podczas potrząsania urządzeniem, co również nie daje się we znaki na co dzień, ale psuje efekt.

Ergonomia i użytkowanie

Questyle M15 mierzy niecałe 6,2 cm na 2,7 cm, a jego grubość wynosi 1,2 cm, więc mamy do czynienia z typowym przetwornikiem mobilnym, który będzie dyndał się na kablu podłączony do smartfona i może nie zmieścić się z nim razem w kieszeni. Raczej nie odczujemy jednak balastu, bo M15-tka waży tylko 27 gramów oraz 33 gramy wraz z interkonektem USB-C > USB-C. Dla porównania Astell&Kern AK HC2 ma 29 gramów ze zintegrowanym kablem, a Cayin RU6 z interkonektem to łącznie 33 gramy. Różnice są więc pomijalne. 

Podoba mi się, że Questyle M15 posiada gniazdo USB-C. Wydaje się to oczywiste, ale wspomniany AK HC2 ma zintegrowany kabel, co ogranicza jego funkcjonalność w zastosowaniach stacjonarnych. Zauważyłem jednak, że interkonekty z zestawu Questyle’a M15 są mniej elastyczne od tych z AK HC2 czy Cayina RU6, ale w przypadku tego typu urządzeń ma to swoje plusy – dongle podłączony do smartfona nie lata na wszystkie strony. Urządzenie raczej się też nie wypnie, bo wtyczki trzymają się wzorowo. Ponadto kabelki są na tyle giętkie, że w razie potrzeby będziemy mogli przykleić przetwornik do etui smartfona.

M15-tka to sprzęt typu plug and play. DAC nie wymaga sterowników czy oprogramowania, a do tego działa stabilnie zarówno ze smartfonem, jak i komputerem. Natrafiłem jednak na pewną niespodziankę. Po pierwszym podłączeniu do smartfona diody się nie zaświeciły, a telefon nie wykrył urządzenia, co odebrałem jako zły znak. Sprawdziłem więc jeszcze peceta oraz laptopa, a później inne kable, ale M15-tka nadal nie dawała znaków życia. Okazało się, że urządzenie włącza się dopiero, gdy podłączymy słuchawki, co jest… świetnym rozwiązaniem! Wystarczy wypiąć słuchawki, by nie obciążać akumulatora smartfona. Dzięki temu nie przegapimy też powiadomień – mimo wpiętego przetwornika, będą one odtwarzane na głośnikach smartfona.

Questyle M15 ma też pewne wady. Mocy jest pod dostatkiem, więc w przypadku czułych słuchawek dokanałowych trzeba będzie pamiętać o znacznym ściszeniu urządzenia, szczególnie z wyjścia 4,4 mm – dla czułych słuchawek wystarczało nawet 10% mocy. Momentami możemy mieć też problem z dostosowaniem głośności, bo ta jest systemowa, czyli nie zachwyca precyzją. Dla porównania Cayin RU6 posiada sprzętową regulację głośności, a Astell&Kern oferuje opcjonalną aplikację, która zastępuje tę systemową.

Niestety to nie wszystko, bo Questyle M15 jest także podatny na zakłócenia. Podczas odsłuchów za pomocą Wi-Fi sygnał był czysty, ale po przełączeniu się na połączenie 5G/LTE dało się je wychwycić w cichszych partiach lub pomiędzy utworami. Dłuższy kabel rozwiązuje problem, ale jak nosić ze sobą taki zestaw? Smartfon i Questyle M15 musiałyby znaleźć się w oddzielnych kieszeniach. Dla porównania zakłócenia w przypadku Cayina RU6 są znacznie mniejsze, a w Astell&Kern AK HC2 wcale nie występują. Czyżby szklana pokrywa nie była jednak dobrym pomysłem?

Specyfikacja

  • przetwornik: ESS Technology ES9281AC
  • wzmacniacz: 2x SiP Current Mode Amplifier
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz
  • wejścia cyfrowe: USB-C
  • obsługa: PCM 32 bit/384 kHz, DSD256, MQA
  • wyjścia słuchawkowe: 3,5 mm (niezbalansowane); 4,4 mm (zbalansowane)
  • moc: 11,97 mW/1,90 V rms @ 300 Ω (3,5 mm); 22,6 mW/2,62 V rms @ 300 Ω (4,4 mm)
  • THD+N: 0,0003%
  • wymiary: 61,8 x 27,2, x 12 mm
  • masa: 27 g

Brzmienie

Questyle M15 brzmi na tyle dobrze, że może rywalizować nie tylko z topowymi dongle’ami, ale także dedykowanymi odtwarzaczami muzyki. Słychać, że na pokładzie jest przetwornik ESS Technology, ale strojenie jest bardziej muzykalne, niż zazwyczaj, bo Questyle M15 świetnie dociąża bas, jest bezpośredni w średnicy oraz klarowny, ale nie agresywny w górze pasma. Wciąż mowa o brzmieniu oscylującym wokół równowagi, ale podawanym z ciut większą dawką ciepła oraz barw. Wisienką na torcie jest scena dźwiękowa, również ponadprzeciętna, jak na urządzenie tego typu.

Bas zachwyca od pierwszych chwil, bo jest dociążony, głęboki i sprężysty. M15-tka bez problemu reprodukuje subbas, popisuje się dynamiką niskich tonów i wzorowo je kontroluje. Można więc liczyć na gwałtowny atak, szybkie wybrzmiewanie lub długie podtrzymywanie basu. Przetwornik radzi sobie świetnie także z różnicowaniem faktury instrumentów, bo w basie nie brakuje szczegółów. Niskie tony nie są jednak wyjątkowo konturowe, twarde i przerysowane – możemy wsłuchać się w szczegóły kontrabasu, gitary basowej czy fortepianu, ale te nie są prezentowane nachalnie. Dzięki temu da się zrelaksować i odbierać muzykę całościowo, bo nie jesteśmy zmuszani do rozkładania muzyki na czynniki pierwsze.

Pasmo średnie nie daje się przytłoczyć niskim tonom, czyli instrumenty czy wokale są bliskie i klarowne. Nie słychać też konfliktu pomiędzy niskim a wyższym podzakresem średnicy, czyli M15-tka przekaże zarówno ciepło i naturalność, jak i chłód oraz syntetyczność. W rezultacie dobrze zabrzmią zarówno jazz, jak i efektowna elektronika. W paśmie średnim także nie brakuje szczegółów, bo rozdzielczość dźwięku jest wysoka. Nie stwierdziłem też problemu z kontrolą pasma czy jego zróżnicowaniem, ale szczegóły znowu nie są wypychane, a raczej czekają na ich wychwycenie. Wprawdzie w średnicy słychać lekką gładkość, ale nie ma mowy o rozmyciu czy zmiękczeniu przekazu. Instrumenty są nadal rysowane odpowiednio twardym konturem.

Mimo muzykalnego charakteru, wysokie tony są wciąż wyraziste i rozciągnięte. Muzyka jest odpowiednio doświetlona, nie należy obawiać się przyciemnienia, zgaszenia czy tym bardziej zamulenia dźwięku. Talerze perkusyjne rozbrzmiewają dźwięcznie i metalicznie, wokale czy smyczki pną się wysoko, podobnie jak solowe gitary. Nie słychać jednak agresji czy ostrości – ani razu nie czułem się przytłoczony górą pasma i to także w połączeniach z jaśniejszymi słuchawkami. Oczywiście pewna synergia jest wskazana, ale tuning Questyle’a M15 jest i tak stosunkowo uniwersalny. Zaryzykuję stwierdzenie, że sygnatura M15-tki spodoba się także melomanom, którzy zazwyczaj nie przepadają za dźwiękiem ESS Technology.

Scena dźwiękowa jest zaskakująco szeroka! Nie spodziewałem się takiej separacji kanałów z wyjścia 4,4 mm, bo przekaz rozciąga się mocno na boki, a instrumenty są pozycjonowane warstwowo. Uzyskano to kosztem głębi i wysokości, czyli przestrzeń ma raczej elipsoidalny kształt. Nadal nie sposób narzekać, bo Questyle M15 z pewnością nie osacza muzyką, nie brzmi ciasno, a raczej holograficznie i z rozmachem. To także zasługa mocnej separacji instrumentów oraz obfitego napowietrzenia. Nie spodziewałem się tego, bo mobilne przetworniki rzadko dorównują sceną do DAP-ów czy stacjonarnych kombo. Brawo Questyle!

Questyle M15 – porównania z Astell&Kern AK HC2, Cayin RU6 oraz FiiO BTR7
Astell&Kern AK HC2 ma inny charakter. Wprawdzie nadal nie brakuje basu, który jest również głęboki i dociążony, a do tego sprężysty i dynamiczny, ale AK HC2 zdecydowanie mocniej zarysowuje dźwięk, brzmi twardziej i bardziej konturowo. Dotyczy to także średnicy i wysokich tonów, więc przetwornik Astell&Kerna brzmi efektownie, ale tym samym bardziej technicznie. Przy nim Questyle M15 okazuje się być cieplejszy, gładszy i łagodniejszy w przekazie. Podobają mi się oba urządzenia, ale nie mam wątpliwości, że M15-tka brzmi przestrzenniej, bo zdecydowanie szerzej od AK HC2. Scena przetwornika Astell&Kern jest bardziej kameralna, a kanały są mniej odseparowane. Osobiście wybrałbym M15-tkę, ale aktualnie AK HC2 jest znacznie tańszy (1300 zł vs 700 zł).

Więcej podobieństw słychać do Cayina RU6, który także brzmi muzykalnie i przystępnie, bo ma w sobie ciepło i pewną gładkość, a już szczególnie w trybie NOS, bo OS standardowo rozjaśnia dźwięk i kieruje brzmienie na bardziej analityczne tory. Cayin może też konkurować w aspekcie sceny, bo także generuje szeroką przestrzeń. Zauważyłem jednak, że w przypadku Questyle’a M15 pierwszy plan jest trochę dalej, co potęguje scenę. Okazuje się też, że bas M15-tki jest trochę bardziej sprężysty i mocniej zarysowany. Niskie tony Cayina RU6 wydają się miększe, mniej zwarte i zróżnicowane, niż w przypadku modelu M15. Nie potrafię jednak wskazać faworyta – oba urządzenia brzmią świetnie, a do tego są podobnie wycenione. Warto jednak pamiętać, że Cayin RU6 ma wyświetlacz, dwa tryby dźwięku i sprzętową regulację głośności.

Sięgnąłem jeszcze po FiiO BTR7, czyli adapter Bluetooth, który może działać również jako dongle USB i jest około 100 zł tańszy. W trybie bezprzewodowym BTR7 zabrzmiał bliżej typowego ESS Technology, ale z nutką muzykalności, czyli równo, klarownie, ale tym samym gładko i z niezłym dociążeniem. Okazało się jednak, że M15-tka mocniej dociąża bas i brzmi ogólnie łagodniej oraz cieplej, a do tego mniej gładko od BTR7. Odebrałem scenę przetwornika Questyle jako szerszą i z dalszym pierwszym planem, ale w tym aspekcie BTR7 i tak wypada dobrze. Z kolei w trybie USB FiiO BTR7 zabrzmiał równie precyzyjnie i podobnie szeroko, ale znowu bliżej neutralności i w bardziej technicznym wydaniu. W tej konfrontacji Questyle M15 grał bardziej „analogowo”. Jeśli zatem wolimy muzykalne strojenie, Questyle M15 będzie górą. Gdy natomiast zależy nam na równym dźwięku i trybie Bluetooth, to FiiO BTR7 wyjdzie na prowadzenie.

Questyle M15 – synergia
Questyle M15 jest wysoce synergiczny. Urządzenie nie odbiega mocno od równowagi, a dopełnienie niskich tonów mieści się w granicach zdroworozsądkowej normy, więc DAC powinien „dogadać” się z przeróżnymi słuchawkami. W wielu przypadkach M15-tka może nawet je umuzykalnić, czyli lekko uwypuklić niskie tony i nieznacznie ocieplić dźwięk. Raczej nie będzie nam także brakowało mocy, bo na wysokim podbiciu Questyle M15 radzi sobie świetnie także ze stacjonarnymi słuchawkami. Urządzenie współpracuje także z dokanałówkami, ale trzeba uważać na ich skuteczność, o czym za chwilę.

Questyle M15 podobał mi się właściwie w każdej kombinacji. Przyjemnie słuchało mi się na nim zarówno planarnych FiiO FT5 (dopełniony bas, efektowne i muzykalne brzmienie), jak i HiFiMAN-ów Ananda Nano (neutralno-techniczne strojenie). Z kolei HE-1000 V3 czy Arya Organic jeszcze nie rozwinęły rozdzielczo-przestrzennych skrzydeł, ale wciąż brzmiały satysfakcjonująco. Świetnie słuchało mi się także basowych dynamików FiR Audio E12, jak i hybrydowych elektrostatów FiiO FX15. Te pierwsze schodziło nisko i brzmiały masywnie, a drugie zabrzmiały klarownie, ale nie ostro, a do tego niezwykle przestrzennie.

Niestety mimo obietnic producenta, sygnał nie jest idealnie czysty. W przypadku słuchawek nagłownych szum nie będzie problemem – nie byłem w stanie go wychwycić na zamkniętych słuchawkach z niskoomowymi przetwornikami dynamicznymi. Natomiast czułe dokanałówki armaturowe czy hybrydowe szumiały, ale wciąż dało się ich słuchać. Niemniej i tak lepiej unikać połączeń z wysoce skutecznymi i niskoomowymi IEM-ami. Cayin RU6, Astell&Kern AK HC2 oraz FiiO BTR7 również nie mają nieskazitelnego sygnału, ale w bezpośrednich porównaniach generowały mniejszy szum od Questyle’a M15.

Podsumowanie

Nic dziwnego, że Questyle M15 narobił dużo hałasu i zyskał wielu fanów. Przetwornik wygląda świetnie, jest wygodny w obsłudze i nie zawodzi wydajnością. Podoba mi się, że urządzenie włącza się po wpięciu słuchawek, a wzmocnienie można regulować, co nie każdy dongle oferuje. Właściwie nie mam zastrzeżeń odnośnie brzmienia, zrównoważonego, ale muzykalnego, co uzyskano sprężystym basem, barwną średnicą i wyrazistą, ale nie ostrą górą pasma. Atutem Questyle’a M15 jest także duża, a przede wszystkim szeroka scena dźwiękowa.

Nie obyło się bez wad. Po pierwsze Questyle M15 jest podatny na zakłócenia, gdy strumieniujemy muzykę za pomocą 5G/LTE. Po drugie brakuje sprzętowej regulacji głośności, więc może być potrzebna zewnętrzna aplikacja, by precyzyjnie regulować moc. Po trzecie na czułych słuchawkach dokanałowych sygnał nie jest idealnie czysty.

Questyle M15 kosztuje 1290 zł. Mamy więc do czynienia z przetwornikiem mobilnym klasy premium, który może z powodzeniem konkurować z dedykowanymi odtwarzaczami muzyki, jak i służyć stacjonarnie. Mnie słuchało się go wspaniale i gdybym oceniał jedynie jakość dźwięku, to Questyle M15 bez wahania otrzymałby rekomendację. Odejmuję jednak punkty za wspomniane zakłócenia czy szumy na czułych IEM-ach. Jeśli jednak używamy słuchawek nagłownych lub IEM-ów, które nie są ekstremalnie wymagające odnośnie czystości sygnału, to właściwie możemy zignorować wymienione przeze mnie wady.

Zalety:
+ solidne interkonekty
+ estetyczne wzornictwo
+ wygodna obsługa
+ automatyczny włącznik
+ duża moc
+ dwa wyjścia analogowe
+ sprężysty bas, barwna średnica i kontrolowana góra pasma
+ szeroka scena dźwiękowa
+ wysoka synergiczność

Wady:
– podatność na zakłócenia
– brak sprzętowej regulacji głośności
– szum na czułych IEM-ach

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
hifiman

4 KOMENTARZE

  1. Bardzo dobry sprzęt i mimo dość długiej obecności na rynku, nadal jeden z najlepszych dongli. U nas chyba trochę niedoceniony, mało się o nim pisze i mówi, więc chyba niezbyt wiele osób się na niego skusiło.

    Zaciekawiło mnie zdanie o FiR Audio E12. Będzie jakaś recka? Wyglądają ciekawie.

  2. W parze ze słuchawkami Sennheiser HD 660S2 mam wszystko, co sobie wymarzyłem – dziękuję za recenzję tego niepozornego ideału :). Ta odrobina więcej blasku oraz dociążenie i tak świetnego basu… polecam spróbować.

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj