FiiO M9 to najnowszy odtwarzacz azjatyckiej marki i zarazem topowa pozycja linii M. M9-tka uzupełnia braki niższych modeli i posiada układ przetwornika znany z FiiO Q5 lub X5 III, czyli podwójne kostki AKM AK4490EN.

Przetestowałem już dwa niższe odtwarzacze serii: M3K oraz M7. Ten pierwszy doceniłem za niezłe brzmienie i spore możliwości. Drugi początkowo nie zachwycał relacją jakości do ceny, ale jego oprogramowanie niedawno zaktualizowano, dodając funkcje DAC-a USB oraz dwukierunkowy moduł Bluetooth. W teorii M9 to odtwarzacz właściwie bez braków – ma Wi-Fi z opcją strumieniowania muzyki, rozbudowany Bluetooth i wiele dodatkowych funkcji. Według producenta M9 ma oferować jakość dźwięku zbliżoną do rewelacyjnego DAC/AMP-a FiiO, czyli modelu Q5. Jak jest w praktyce?

Wyposażenie

REKLAMA
campfire

W zestawie z odtwarzaczem jest podstawowe wyposażenie, którego jakość jednak nie zawodzi. Do dyspozycji są:

  • silikonowe etui;
  • kabel USB typu C (długość 1 m);
  • adapter SPDIF (4-pin 3,5 mm > RCA);
  • instrukcja obsługi oraz dokumentacja.

Etui prezentuje się bardzo dobrze, jest częściowo usztywnione i zostało wykonane precyzyjnie. Kabel jest dosyć cienki, ale ma smukłe wtyczki i matową izolację. Adapter koaksjalny to typowa przejściówka, która pozwoli wyprowadzić sygnał cyfrowy z wielofunkcyjnego wyjścia 3,5 mm. Do wyposażenia można doliczyć także hartowane szkło zabezpieczające ekran, które jest fabrycznie naklejone na wyświetlacz.

Konstrukcja

M9 wygląda jak połączenie zaoblonego M3K z kanciastym M7. Z pierwszym DAP-em „dziewiątka” współdzieli wzornictwo, przypominające odtwarzacze Sony, a z drugim ekran dotykowy. Moim zdaniem końcowy efekt jest świetny – uważam, że M9 to najładniejszy odtwarzacz FiiO. Jak zwykle nic nie można zarzucić wykonaniu – matowe aluminium jest grube, a poszczególne elementy spasowano wzorowo.

Front zajmuje 3,2-calowy wyświetlacz IPS w rozdzielczości 480×800 pikseli (zagęszczenie 292 ppi). Ekran otaczają szerokie ramki z dużym odstępem pod spodem, gdzie znajduje się wielokolorowe logo FiiO, działające jako wskaźnik jakości muzyki. Jasność ekranu jest dobra, chociaż w pełnym słońcu czytelność będzie przeciętna. W nocy natomiast ekran nie powinien oślepiać na minimalnym poziomie podświetlenia. Niestety barwy są dosyć sprane, biel lekko ochłodzona, a kąty widzenia wąskie. Ekran nadal spełnia swoje zadanie, ale w bezpośrednim zestawieniu prezentuje się gorzej, niż ten z M7, który cechuje się wyższym kontrastem, głębszą czernią i bardziej naturalną bielą.

Prawy oraz górny bok są puste, a do tego mocno ścięte. Złącza trafiły na dolną krawędź, gdzie znajdują się trzy gniazda: wyjście 3,5 mm (słuchawkowe, liniowe, cyfrowe) oraz wyjście słuchawkowe 2,5 mm, a także port USB typu C (ładowanie lub transmisja cyfrowa). Lewy bok jest wypukły i obły, a mieści on: włącznik, pokrętło regulacji głośności, przycisk odtwarzania, przyciski zmiany utworów oraz pojedynczy czynnik kart microSD.

Płaski spód odtwarzacza został ozdobiony logo marki oraz znaczkiem Hi-Res Audio.

Ergonomia i obsługa

W praktyce M9-tka wypada bardzo dobrze. Urządzenie mierzy 10,6 na 6 cm, a jego grubość wynosi 1,3 cm. Przy masie 133 g M9 to nadal kompaktowy odtwarzacz, który można obsłużyć zarówno w lewej, jak i w prawej dłoni. Gdy znajduje się w lewej, wszystkie przyciski i głośność trafiają pod kciuk, zaś palec wskazujący obsługuje ekran. Obsługa jednorącz w prawej dłoni jest również możliwa, ale wtedy należy sięgać do przycisków od tyłu obudowy, np. palcem wskazującym lub środkowym.

Przyciski działają bardzo dobrze. Wyraźnie klikają, stawiają odpowiedni opór oraz sprężyście odskakują. Dobrze, że wszystkie znalazły się na jednej krawędzi i że są rozstawione w taki sposób, że nie da się ich pomylić. Świetnie sprawdza się także pokrętło regulacji głośności, które jest bezoporowe i 120-stopniowe. Obraca się ono z wzorową precyzją, czysto i klarownie klikając, a właściwie to terkocząc. Nie mam zastrzeżeń także odnośnie interfejsu dotykowego, który działa responsywnie. Nawigacja opiera się na dwóch gestach przesuwania od dołu ekranu. Jeśli gest zostanie wykonany z lewej strony to wywoła cofnięcie, a jeśli z prawej to przeniesie użytkownika do ekranu głównego.

Wszystkie gniazda trafiły na spód, co również należy uznać za ułatwienie. Port USB C służy do transmisji plików i funkcji przetwornika, wyjście 2,5 mm odpowiada tylko słuchawkom, a w gnieździe 3,5 mm schowano pozostałe opcje, czyli wyjście liniowe, koaksjalne oraz słuchawkowe 3,5 mm z obsługą pilotów słuchawkowych.

FiiO M9 ma podobny wskaźnik jakości muzyki do adaptera FiiO BTR3 – to podświetlone logo na froncie, które zmienia kolor w zależności od próbkowania utworów. Informuje ono także o konieczności naładowania akumulatora oraz sygnalizuje proces jego zasilania. To ciekawy dodatek, ale producent nie zmusza do korzystania z diody – można ją wyłączyć lub przyciemnić, wedle gustu.

Niestety im wyższy model odtwarzacza, tym krótszy czas pracy. M3K odtwarzał muzykę ponad dobę, M7 przez około 20 godzin, a M9 przez 10 godzin, czyli standardowo dla zaawansowanych odtwarzaczy. Producent podaje czas działania dla plików MP3, więc z muzyką bezstratną można liczyć na 8-9 godzin odtwarzania muzyki. Czas działania ulegnie skróceniu także w przypadku korzystania z wyjścia zbalansowanego.

Oprogramowanie i funkcje

Na pierwszy rzut oka system operacyjny wygląda jak ten z modelu M7 – to również oprogramowanie oparte na Androidzie, z ekranem głównym w postaci dwóch pionowych rzędów okrągłych ikonek. Okazuje się jednak, że system jest bardziej zaawansowany i bliżej mu do typowego Androida. Tym razem górna belka jest rozsuwana i znajdziemy tam praktyczne skróty, a możliwe jest także wgrywanie innych aplikacji, choć nie bez ograniczeń.

Zastosowano ten sam układ marki Samsung, co w modelu M7, czyli dwurdzeniowego Exynosa 7270 z 768 MB pamięci operacyjnej i 4 GB pamięci wbudowanej. Do dyspozycji użytkownika pozostają tylko 2 gigabajty, więc karta pamięci jest nieodzowna. Wydajność odtwarzacza jest dobra – uruchamia się sprawnie i działa płynnie. Mogą zdarzyć się pewne spowolnienia, szczególnie w aplikacjach strumieniujących, ale efekty były i tak dobre. M9-tka działa szybciej niż X5 III z pełnym Androidem, który potrafi mocno zirytować.

Na głównym ekranie znajduje się dziewięć ikonek: odtwarzacz FiiO Music, menedżer plików, galeria, wsparcie techniczne, ustawienia oraz aplikacja KKBOX. Jeśli przewiniemy o jeden ekran w dół, to znajdziemy jeszcze TIDALA (z trybem offline), MOOV oraz NetEase Music. Niechciane aplikacje strumieniujące można odinstalować, a możliwe jest także zainstalowanie własnych. Niestety system nie jest w pełni otwarty – wgrać można jedynie aplikacje z listy producenta, a jest ich jedynie kilka, w tym Spotify oraz Deezer. Wgrałem tę pierwszą i działała bez zarzutu, także w trybie offline. Szkoda, że nie można skorzystać z innej aplikacji odtwarzającej – nie udało mi się zainstalować fooobara2000, na co liczyłem.

Możliwości aplikacji FiiO Music są już znane z innych odtwarzaczy. Główny ekran wyświetla skrót do ekranu odtwarzania, bibliotekę muzyki oraz utwory ostatnio odtwarzane, najczęściej odtwarzane i nowe w bazie muzyki. W górnym rogu jest także ikonka ustawień, która umożliwi skonfigurowanie wielu opcji, także tych dotyczących trybu USB czy Bluetootha. Muzykę można odtwarzać za pomocą przeglądarki plików (bez wyszukiwarki) lub dzięki bibliotece (z wyszukiwarką), a ekran odtwarzania zawiera wygodne przyciski, suwak postępu i dodatkowe opcje wysuwane po dotknięciu okładki płyty, w tym 10-pasmowy korektor.

W ustawieniach znajdują się logicznie posegregowane opcje, w których łatwo się odnaleźć, nawet mimo braku języka polskiego. Nie zabrakło funkcji oszczędzania energii, blokady ekranu, wspominanej konfiguracji diody na froncie, a także możliwości wybrania, które przyciski mają być nieaktywne, gdy odtwarzacz jest zablokowany. W zakładce „Audio” znajdziemy także wybór wzmocnienia, filtrów cyfrowych, preferowanego kodeka Bluetooth i tryb Balance Boost (Turbo). Ten ostatni bardzo mi się podoba – wzmocnienie można wyłączyć gdy nie jest potrzebne, np. jeśli korzystamy z czułych słuchawek armaturowych z okablowaniem 2,5 mm.

Warto skonfigurować łączność Wi-Fi (2,4 GHz), a także Bluetooth. Ten pierwszy interfejs, oprócz możliwości strumieniowania plików, pozwoli także na aktualizację oprogramowania. Świetnie wypada Bluetooth, który wspiera zaawansowane kodeki (aptX, aptX HD i LDAC) oraz potrafi działać w obu kierunkach (jako odbiornik i nadajnik). Aktualnie w trybie odbiornika działa jedynie kodek SBC, ale obiecano wsparcie dla LDAC. Interfejs Bluetooth z opcją nadajnika jest też dostępny w trybie DAC-a USB – dzięki temu FiiO M9 podłączony do komputera może działać jako adapter Bluetooth, umożliwiając odtwarzanie muzyki z komputera na słuchawkach lub głośnikach bezprzewodowych. Odtwarzacz bez problemu działał także jako transport cyfrowy przez USB (podłączony do FiiO Q5) oraz mobilny DAC/AMP (podłączony do smartfona OnePlus 5).

W pamięci odtwarzacza znajdują się sterowniki trybu DAC USB, ale niestety bez względu na wybrane ustawienia opóźnienia i tak dają się we znaki. Po podłączeniu M9 do komputera w grę wchodzi jedynie słuchanie muzyki – oglądanie filmów w trybie DAC-a USB nie będzie możliwe, bez względu na to czy korzystamy ze słuchawek z kablem czy bez. Należy wziąć jednak poprawkę na fakt, że testuję odtwarzacz praktycznie przedpremierowo, z oprogramowaniem we wczesnej wersji. Możliwe, że kolejne aktualizacje przyniosą poprawki i zmiany (producent obiecał np. wsparcie dla AirPlay).

Specyfikacja

Ogólna

  • układ: Samsung Exynos 7270 (2×1 GHz), 768 MB RAM, 4 GB pamięci wbudowanej (2 GB dla użytkownika)
  • system operacyjny: zmodyfikowany Android
  • wyświetlacz dotykowy: IPS (LG) 3,2”; 480×800 pikseli, interfejs dotykowy (5-punktowy multi-touch)
  • obsługa formatów: AAC, MP3, WMA, OGG, DSD64, APE, Apple Loseless, AIFF, FLAC, WAV, WMA LOSELESS, max 24 bit/192 kHz
  • przetwornik: 2xAK4490EN + A3P030 (FPGA)
  • wzmacniacz: TI OPA1612 (LPF), TI OPA1622 (bufor), 2xOPA1622 (wzmocnienie)
  • interfejs bezprzewodowy: Bluetooth 4.2 z aptX, aptX HD, LDAC, dwukierunkowy Samsung S5N5C10B01-6330)
  • Wi-Fi: 2,4 GHz z opcją strumieniowania
  • pamięć wbudowana: 2 GB + micro SD do 2 TB (teoretycznie)
  • obsługa słuchawek: 16-300 Ω
  • funkcje: DAC USB (z opcją Bluetooth), DLNA, 10-pasmowy EQ, regulacja balansu +/- 5 dB, 120-stopniowa regulacja głośności, wyjście cyfrowe SPDIF oraz liniowe 3,5 mm, wskaźnik RGB
  • akumulator: 2350 mAh (czas pracy do 10 godzin, czas ładowania 2 h z 5V/2A)
  • wymiary: 106 x 60 x 13,3 mm
  • masa: 133 g

Wyjście słuchawkowe 3,5 mm

  • moc: 125 mW @ 16 Ω, 170 mW @ 32 Ω, 19 mW @ Ω
  • pasmo przenoszenia: 5 Hz-80 kHz
  • SNR: >118 dB
  • impedancja: <2 Ω
  • separacja kanałów: >72 dB
  • THD+N: 0,002% @ 1 kHz
  • napięcie szczytowe: 6,5 Vp-p

Wyjście słuchawkowe 2,5 mm

  • moc: 125 mW @ 16 Ω, 195 mW bez turbo/220 mW z turbo @ 32 Ω, 24 mW bez turbo/77 mW z turbo @ 300 Ω
  • pasmo przenoszenia: 5 Hz-80 kHz
  • SNR: >113 dB
  • impedancja: <2 Ω
  • separacja kanałów: >98 dB
  • THD+N: 0,002% @ 1 kHz
  • napięcie szczytowe: 7,07 Vp-p

Wyjście liniowe

  • pasmo przenoszenia: 5 Hz-80 kHz
  • SNR: >117 dBa
  • separacja kanałów: >105 dB
  • THD+N: 0,002% @ 1 kHz
  • napięcie: 2 V rms

Brzmienie

  • Słuchawki: Final Sonorus III, Focal Spirit Professional, 1MORE H1707, Master&Dynamic MH30, Campfire Audio Atlas, Andromeda, Polaris i Comet, Etymotic ER-4PT, Oriveti New Primacy, Aune E1, FiiO FH5, FiiO F9 PRO, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO, Alpha&Delta D6
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila, FiiO Q5 (AM3A oraz AM3B), Leckerton UHA-760, FiiO K3, Astell&Kern AK XB10, FiiO BTR3
  • DAP: Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200, iBasso DX150, FiiO X5 III, FiiO M7, FiiO M3K, OnePlus 5
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Oriveti Affinity
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

Odtwarzacz został przetestowany z oprogramowaniem w wersji 1.0.1.

FiiO M9 pod kątem brzmienia rzeczywiście przypomina mobilny DAC/AMP Q5, ale nie jest jego autonomiczną wersją – M9 to nie Q5 z funkcją odtwarzacza. Brzmienie M9-tki jest mniej analityczne, a trochę łagodniejsze i bardziej rozrywkowe. Szczegółowe porównanie znajdzie się w dalszej części tekstu, a teraz standardowo zacznijmy od opisu sygnatury samego odtwarzacza.

FiiO M9 oferuje najlepszy poziom z całej serii M, co nie jest zaskoczeniem, a może zagrozić także odtwarzaczom z linii X. Rozdzielczość dźwięku jest wysoka, dynamika bardzo dobra, przestrzeń duża, a charakter dźwięku muzykalny, ale z zachowaniem zdrowego rozsądku. Nie brakuje basu, środek nie został wycięty, a i góra pasma pozostaje na swoim miejscu. Brzmienie nie jest idealnie neutralne i analityczne, ma w sobie pewną nowoczesność, lekką cyfrowość, która jednak nie psuje końcowego efektu. Odbieram barwę odtwarzacza jako neutralną – M9 nie wydaje się ocieplać ani ochładzać dźwięku, ale nie jest to sygnatura idealnie liniowa, ponieważ odtwarzacz nieznacznie podkreśla skrajne pasma.

Podoba mi się prezentacja basu, który nie jest odchudzony w średnim zakresie i nie został ścięty w subbasie. M9 nie ogranicza potencjału słuchawek, które generują głęboki bas ze swobodnym zejściem, ale tym samym nie robi basowych potworków ze słuchawek grających płasko. Charakter basu jest gładki, masywny i nasycony, ale nadal odpowiednio fakturowy. Detali nie brakuje, ale dół pozostaje przyjemny w odbiorze. Dźwięk nie jest suchy, twardy i konturowy, słychać trochę więcej miękkości, ale jeszcze bez rozmycia konturu, mulenia i innych braków w kontroli. Nie brakuje także energii – atak basu jest dobry, wybrzmiewanie odpowiednio długie, a gdy potrzeba niskie tony momentalnie wygasają.

Średnica jest nadal bliska, ale z rodzaju tych nowoczesnych. Sygnatura tego rejonu nie jest wyjątkowo naturalna – pasmo środkowe nie jest wypchnięte, nie sprawia wrażenia ocieplonego, ziarnistego lub piaszczystego. M9 stawia na bardziej klarowny i krystaliczny przekaz środka w neutralnym, ale jednocześnie muzykalnym tonie. Ne jest wyjątkowo technicznie, twardo, konturowo czy też sucho. Słychać gładkość, ale z kontrolą – dźwięk nie rozmywa się, nie sprawia wrażenia mdłego lub mocno zmiękczonego. Brzmienie pozostaje wyraziste, bezpośrednie i czytelne, ale jeszcze bez ostrości czy szorstkości wyższego zakresu. Lubię neutralnie przekazywaną średnicę i moim zdaniem właśnie taką generuje opisywany odtwarzacz. Efekty będą co prawda w dużej mierze zależne od samych słuchawek, ale czuję, że fani analogowości, ciepła i naturalności mogą odebrać środek M9-tki jako lekko chłodny i sztuczny. Ukontentowani będą za to ci preferujący granie „tranzystorowe”.

Góra pasma nie została ścięta, złagodzona lub zgaszona. Brzmi mocno i nowocześnie, ale nadal nie ostro. W większości przypadków połączenia z M9 brzmiały spokojnym sopranem, nadal rozciągniętym i zarysowanym, ale dosyć przystępnym. Nie chcę być źle zrozumiany – M9 nie brzmi ciemno i nie jest zamulony. Nadal nie ma krzty woalu, dystansu do dźwięku czy też mgiełki – wszystko jest podawane jak na dłoni. Góra jest po prostu kulturalna, miła w odbiorze, ale nadal krystalicznie czysta. W sopranie daje się wychwycić pewną cyfrowość, ale moim zdaniem nie psuje to efektu. Jest to raczej rezultat bardzo klarownego przekazu, wysokiej kontroli góry pasma i sporej ilości detali, który nadaje brzmieniu pewnej sterylności. Na przekaz góry mają pewien wpływ filtry cyfrowe – te typu slow wzmagają gładkość i łagodzą przekaz, a filtry sharp są trochę mniej przyjemne w odbiorze, bardziej „zadziorne” na przełomie wyższej średnicy/góry.

Podwójny przetwornik i wyjście zbalansowane łatwo docenić. Separacja kanałów jest bardzo dobra, więc scena jest szeroka, z wyraźnym podziałem na kanały. Brzmienie z chęcią „wychodzi” poza obszar czaszki. Mam wrażenie, że stereofonia ma pewien priorytet, więc określiłbym scenę jako elipsoidalną, rozciągniętą w poziomie. Nadal słychać dobrą głębię, a instrumenty pozycjonowane są także w wysokości, a przy tym dobrze odseparowane – dystanse pomiędzy dźwiękami są napowietrzone. Scena jest sporych rozmiarów (co będzie zależne od słuchawek), ale pierwszy plan jest stawiany blisko – M9 zanurza słuchacza w muzyce, nie generuje jej gdzieś obok.

FiiO M9 vs inne odtwarzacze oraz DAC/AMP-y
Producent obiecywał granie na poziomie Q5. W praktyce to nie do końca to, zarówno pod względem sygnatury, jak i jakości dźwięku. Słychać wspólny trzon, czyli nowoczesny, zarysowany, czysty i kontrolowany dźwięk. Okazuje się jednak, że Q5 z modułem AM3A brzmi bardziej przestrzennie, mocniej prezentuje górę, która jest chłodniejsza i bardziej rozciągnięta, a przy tym jest szybszy i bardziej dynamiczny. Pomiędzy dwoma urządzeniami nie ma jednak przepaści – werdykt może się ograniczyć do preferencji lub indywidualnej synergii. M9 brzmiał dla mnie łagodniej w sopranie, był mniej chłodny, trochę gładszy i spokojniejszy, co doceniałem chcąc się zrelaksować. W Q5 słyszałem za to więcej energii, wyższą rozdzielczość, bardziej bezwzględny i techniczny przekaz. Po zmianie modułu z AM3A na AM3B sygnatura obu urządzeń się zdystansowała – Q5 z AM3B brzmiał bardziej naturalnie, technicznie, konturowo z bliską średnicą, był bardziej naturalny. W takim porównaniu M9 był zdecydowanie bardziej nowoczesny i gładki w przekazie, spokojniejszy w wyższej średnicy i bardziej muzykalny.

Określiłbym M9 jako pewną wypadkową sygnatury M3K z M7. Ten pierwszy odtwarzacz brzmi mocno w średnicy, dość twardo i analitycznie, zachowując umiar w skrajach pasma i kontrolę. Drugi wyraźnie podkreśla skrajne pasma, nadając muzyce rozrywkowego charakteru, masywnego w basie, klarownego w górze. M9 potrafi zarówno zabrzmieć bliską i kontrolowaną średnicą, jak i popisać się mocnymi skrajami pasma. To odtwarzacz bardziej elastyczny, a tym samym generujący większą przestrzeń. M9 oferuje zdecydowanie wyższy poziom od obu konkurentów, co tyczy się rozdzielczości, holografii czy zróżnicowania faktury. Trudno się zresztą dziwić – M9 jest droższy i bardziej zaawansowany technologicznie.

Byłem ciekaw porównania z FiiO X5 III, w końcu w obu odtwarzaczach zastosowano ten sam układ przetwornika. Okazało się, że X5 III to odtwarzacz bardziej neutralny i liniowy o trochę większej przestrzeni. Każdorazowo X5 III wydawał mi się bardziej płaski, a w M9 słyszałem mocniejszy subbas i midbas, a także nieznacznie podkreśloną górę i średnicę prezentowaną z ciut większego dystansu. Efekt był bardziej analityczny po stronie X5 III, a muzykalny po stronie M9. Oba odtwarzacze brzmiały jednak dosyć łagodnie i gładko, pozostając podobnie przyjemne w odbiorze. Zauważyłem też, że M9 generuje czystszy sygnał, z czym X5 III ma problemy, ale nowość serii M też nie zapewnia idealnie czystego przekazu i potrafi wyciągnąć szumy na wrażliwych słuchawkach. Trudno wyłonić zwycięzcę, ale M9 jest tańszy o około 300 zł od X5 III, ma możliwość strumieniowania muzyki i działa szybciej od mulącego X5 III, więc postawiłbym na “dziewiątkę”. Topowy odtwarzacz linii M9 jest też mniejszy, bardziej poręczny oraz imponuje możliwościami interfejsu Bluetooth.

Mimo że M9 nie zawodzi przestrzenią, rozdzielczością i dynamiką, to nie jest jeszcze w stanie zagrozić wyższej półce. Astell&Kern AK70 MKII prezentował bardziej zarysowany, rozdzielczy i techniczny dźwięk z podobnych rozmiarów sceną. Brzmienie AK70 MKII było analityczne, punktowe i konturowe, a M9-tki gładsze, miększe i jeszcze nie tak zróżnicowane pod względem faktury i szczegółowości. Odtwarzacz FiiO miał za to więcej basu, który chętniej sięgał w subbas, był bardziej muzykalny i relaksujący w dźwięku, podczas gdy AK70 MKII to raczej dźwiękowe laboratorium. W brzmieniu iBasso DX150 było słychać więcej gładkości i ciepła od M9, ale także naturalności, a to za sprawą bliższej średnicy. Odtwarzacz iBasso generował trochę większą scenę o bardziej proporcjonalnym kształcie. Inny model iBasso, DX200 popisywał się wyższą rozdzielczością, mocno zarysowanym dźwiękiem, twardym i masywnym basem z głębszym zejściem i energiczniejszym uderzeniem. M9 nie budował tak dużej sceny, nie brzmiał tak precyzyjnie i naturalnie, a bardziej nowocześnie i efektownie. Ponownie nie było wstydu i rozkładania na łopatki – nadal z satysfakcją słuchałem FiiO M9, a porównywanie go z AK70 MKII, DX150 lub DX200 nie psuło mi humoru.

FiiO M9 i słuchawki
FiiO M9 nie jest odtwarzaczem problematycznym pod względem synergii – dobrze współgra z różnymi sygnaturami. Sygnał nie jest jednak idealnie czysty, więc należy uważać na niskoomowe i skuteczne armatury, które mogą lekko szumieć. W takim przypadku warto wyłączyć wspominany Boost dla wyjścia zbalansowanego, które ograniczy podbicie. W miarę możliwości warto korzystać z wyjścia 2,5 mm, gdyż separacja kanałów jest wtedy wyraźnie lepsza.

M9-tka dobrze współpracowała ze słuchawkami Campfire Audio. W przypadku najdroższych modeli brzmienie nie było na topowym poziomie, ale już w pełni satysfakcjonowało. Rezultaty były następujące:

  • Atlas – zgodnie z charakterem, głęboko w basie, przestrzennie i klarownie;
  • Andromeda – dynamicznie, przestrzennie i odpowiednio technicznie, ale trochę bardziej przystępnie dzięki gładkości;
  • Polaris – zgodnie z charakterem, przestrzennie, gładko, bezpośrednio i czysto, z kontrolą i dynamiką;
  • Comet – bez niespodzianek, z niezłym basem, ale klarownie w paśmie średnim i sopranie.

Nie było też problemów ze współpracą ze sprzętem FiiO. FH5 zabrzmiały głęboko w subbasie, dynamicznie i muzykalnie, na wysokim ogólnym poziomie. F9 Pro również rozwinęły skrzydła, nie przesadzały w górze pasma, brzmiały kontrolowanym dołem i średnicą. Uzyskałem też bardzo dobre rezultaty z Aune E1 (jasno, przestrzennie, gładko, ale z kontrolą i dynamiką), jak i Oriveti New Primacy (technicznie, precyzyjnie i jasno, przestrzennie i z dużą ilością powietrza, ale także niezłym dociążeniem w basie). W pozostałych przypadkach również nie było niespodzianek – Brainwavz B400, Simgot EN700 Pro, iBasso IT01 lub Alpha&Delta D6 zabrzmiały tak, jak powinny. Słuchawki nagłowne (1MORE H1707, Master&Dynamic MH30, AKG K551, Focal Spirit Professional) również nie wykazywały problemów synergicznych.

Podsumowanie

FiiO M9 to bardzo dobry odtwarzacz. Podoba mi się jego wzornictwo, ergonomia oraz obsługa. System operacyjny jest całkiem niezły, mimo że w dużym stopniu ograniczony. Wrażenie robią: zaawansowany moduł Bluetooth, praktyczne Wi-Fi oraz tryb DAC-a USB z opcją adaptera Bluetooth. Podoba mi się także brzmienie, które jest nowoczesne i muzykalne, ale nadal stosunkowo uniwersalne. M9-tka pod względem charakteru rzeczywiście przypomina model Q5.

Czy jednak M9 to ideał, absolutny „killer” droższych odtwarzaczy i „must have”? Niekoniecznie. Trzeba pamiętać, że mimo obecności Androida nie wgramy tu dowolnej aplikacji i nie skorzystamy z pakietu Google’a – system jest ograniczony. Do dyspozycji są tylko dodatkowe aplikacje strumieniujące, więc nie zainstalujemy ulubionej aplikacji odtwarzającej, przynajmniej na razie. Brzmienie też nie jest dla każdego. To nie odtwarzacz dla fanów dominującego środka, analogowo-ciepłej barwy i naturalności – sygnatura jest bardziej nowoczesna, krystaliczna i muzykalna.

FiiO M9 jest moim ulubionym odtwarzaczem FiiO, ale zaznaczam, że nie znam obu topowych X7. Mimo pewnych ograniczeń, M9-tka ma praktycznie wszystko czego potrzebuje współczesny meloman i jednocześnie nie próbuje być smartfonem. Wybrałbym model M9 zamiast X5 III, który może imponuje pełnym Androidem i brzmi bardziej liniowo, ale działa topornie i jest wyraźnie droższy. X5 III to koszt prawie 1800 zł, podczas gdy M9 będzie dostępny za około 1500 zł. Moim zdaniem relacja jakości do ceny jest korzystna – bohater niniejszego testu jeszcze nie kosztuje fortuny, a “daje radę” nawet na tle dużo droższych urządzeń.

Dla FiiO M9

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ solidne wykonanie
+ świetne wzornictwo
+ komfortowa obsługa
+ niezły i sprawnie działający system operacyjny
+ Wi-Fi z opcją streamingu
+ dwukierunkowy Bluetooth
+ DAC USB z opcją Bluetooth
+ USB typu C, wyjście zbalansowane i wielofunkcyjne 3,5 mm
+ czyste, dynamiczne i przestrzenne brzmienie o muzykalnym, ale nadal uniwersalnym charakterze

Wady:
– ograniczony system operacyjny
– ekran mógłby być lepszy
– pewna sztuczność dźwięku
– opóźnienia w trybie DAC USB

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
fiio

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here