Svanar Wireless są flagowymi słuchawkami TWS w ofercie HiFiMAN-a. Zastosowano w nich układ R2R Himalaya, przetworniki dynamiczne o średnicy 10 mm i interfejs Bluetooth 5.2 ze wsparciem dla kodeka LDAC. Nie zabrakło także aktywnej redukcji hałasu i innych, popularnych funkcji.

HiFiMAN Svanar w wersji bezprzewodowej wydają się być dokanałówkami bezkompromisowymi, bo łączą w sobie cechy modeli audiofilskich oraz konsumenckich. Wszak mowa o dokanałówkach z przetwornikiem Himalaya, znanym ze słuchawek planarnych Deva Pro czy stacjonarnego kombo EF400, w których zaimplementowano także kodek LDAC, ANC oraz ładowanie indukcyjne. Prognozowany czas pracy, sięgający nawet 7 godzin, także nie psuje humoru.

REKLAMA
fiio

Wątpliwości budzi za to cena słuchawek, bo Svanar Wireless są dostępne za około 2500 zł. Należy jednak pamiętać, że dzisiaj modele popularnych marek są coraz bliżej pułapu 2000 zł, więc jeśli nowe słuchawki HiFiMAN-a dorównają im możliwościami i zdeklasują brzmieniem, to mogą być tego warte. Sprawdziłem, czy cenę Svanar Wireless rzeczywiście można usprawiedliwić i porównałem nowość HiFiMAN-a z ex-flagowymi TWS 800 oraz m.in. Campfire Audio Orbit i Sony WF-1000XM4.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • trzy pary tipsów pojedynczych (rozmiary S, M, L);
  • dwie pary tipsów dwukołnierzowych (rozmiar S);
  • dwie pary pianek termoaktywnych (rozmiar S);
  • jedną parę tipsów „schodkowych” (rozmiar S);
  • kabel USB-A > USB-C (długość 55 cm);
  • etui ładujące.

HiFiMAN słynie z miszmaszu nakładek i nie inaczej jest w tym przypadku. Pojedyncze tipsy są przyzwoite, bo dość grube i przyjemne w dotyku, ale różnica w rozmiarze pomiędzy wariantami S, M i L jest niewielka – początkowo myślałem, że wszystkie nakładki są identyczne. Z kolei końcówki dwukołnierzowe są dostępne jedynie w małym rozmiarze, a pianki wręcz w dziecięcym. Nie ma to absolutnie sensu, bo pianki z założenia mają rozprężyć się w kanałach słuchowych, więc powinny być od nich szersze.

Zatem w moim przypadku większość tipsów jest bezużyteczna, bo zazwyczaj korzystam ze średnich końcówek. To spory problem w przypadku słuchawek TWS, do których trudno dobrać zamienniki lub mogą nie zmieścić się one w etui wraz ze słuchawkami. Producent zapewnia, że wzięto to pod uwagę, bo etui zostało odpowiednio powiększone, co nie omieszkam sprawdzić w dalszej części testu. Niemniej słuchawki tej klasy nie powinny wymagać dodatkowych wydatków.

Konstrukcja

Wizualnie Svanar Wireless mają niewiele wspólnego z przewodowymi Svanarami. O minimalizmie nie ma mowy, bo zarówno słuchawki, jak i etui są krzykliwe – wyglądają futurystycznie i mało uniwersalnie, więc przeczą konsumenckim trendom. Taka zapewne była idea, słuchawki miały wyróżniać się z tłumu, więc osiągnięto sukces. Mnie jednak bardziej podobają się prostsze TWS 800, jak i przewodowe Svanar. Z drugiej strony w uszach słuchawki wyglądają już dyskretniej, a kolorystyka jest stonowana, więc wzornictwo jest do przełknięcia.

Obudowy Svanar Wireless zostały wyprofilowane ergonomicznie wzorem przewodowego wariantu, czyli ponownie inspirowano się słuchawkami spersonalizowanymi. Na tym kończą się podobieństwa, bo w bezprzewodowych dokanałówkach zamiast mosiądzu i aluminium zastosowano włókna węglowe i plastik. Nie sposób nie zauważyć także kwadratowych paneli dotykowych oraz spiczastych antenek, a jeśli się przyjrzymy, to dostrzeżemy także otwory z mikrofonami, pozłocone styki ładujące i czujniki zbliżeniowe. Te ostatnie umieszczono niedaleko krótkich tulejek z metalowymi siateczkami.

Etui wygląda tak, jakby miało przechowywać nie słuchawki, a pierścionek. Pudełko jest wielościenne, ma romboidalne i trójkątne boki, a ich faktura imituje skórę. Rozplanowanie interfejsu jest także nieszablonowe, bo złącze USB-C trafiło na spód etui, a z tyłu obudowy znajduje się także pojedynczy przycisk resetowania z diodą wskazującą poziom naładowania akumulatora etui. Z kolei wewnątrz nie zabrakło sprężynowych złącz pogo-pin oraz kwadratowej diody pomiędzy nimi, która sygnalizuje stan akumulatorów słuchawek.

Jakość wykonania jest dobra, ale nie perfekcyjna. Nie zauważyłem problemów z wykończeniem elementów i nie mam nic do zarzucenia zawiasowi oraz magnesowi w etui – wieczko pracuje gładko, jest niemal pozbawione luzów, zamyka się z impetem i równo przylega. Nie zachwyca natomiast spasowanie elementów, bo niektóre krawędzie są delikatnie wyszczerbione. Przyznaję jednak, że zauważyłem to dopiero na fotografiach.

Ergonomia

Svanar Wireless punktują ergonomią. Świetnie, że producent zdecydował się na kształt rodem z przewodowego wariantu, który w moim przypadku z powodzeniem wypełnia zakamarki małżowin usznych i świetnie stabilizuje słuchawki – nie mogłem spowodować żeby słuchawki wypadły z uszu, nawet gdy usilnie się o to starałem. Nie czułem też dyskomfortu podczas wielogodzinnych odsłuchów, więc w tym aspekcie bezprzewodowe Svanary dorównują wersji przewodowej. Należy jednak pamiętać, że słuchawki są duże i wyraźnie odstają z uszu, więc osoby z mniejszymi małżowinami usznymi mogą mieć zgoła odmienne wrażenia.

Etui wypada gorzej, bo jest niestety ogromne i nieporęczne. Raczej nie zmieścimy go w kieszeni spodni, więc nie obejdzie się bez listonoszki, torby czy plecaka. Pudełko także niewygodnie się otwiera, bo przednia krawędź jest płaska, więc trudno podważyć wieczko. Otwieranie jednorącz raczej nie wchodzi w grę, chyba że mamy wyjątkowo wygimnastykowane palce. Na szczęście słuchawki wyciąga się z łatwością, a wkładanie ich z powrotem do etui także nie jest trudne do opanowania. Zauważyłem jednak, że nie zawsze wskakują one na swoje miejsca – czasami musiałem im pomóc.

Niestety etui wcale nie jest wybitnie pojemne. Końcówki z zestawu nie sprawiają problemu, ale już SpinFit CP145 w rozmiarze średnim wchodziły właściwie na styk. Ponadto same słuchawki mają bardzo krótkie tulejki, więc zdarzało się, że SpinFit spadały i musiałem je wyciągać z kanałów słuchowych, co do przyjemnych czynności nie należy. Zatem nie wszystkie tipsy zmieszczą się w etui i nie każde będą odpowiednio trzymały słuchawek, więc najlepiej celować w zamienniki stworzone z myślą o słuchawkach TWS, a nie klasycznych dokanałówkach.

Użytkowanie i funkcjonalność

Panele dotykowe mają pewne wady. Są one zbyt czułe, bo podczas zakładania słuchawek czy poprawiania ich w uszach zdarzają się przypadkowe dotknięcia. Wynika jednak to w dużej mierze z kształtu słuchawek, bo obudowy zwężają się ku pokrywkom, więc siłą rzeczy palce od czasu do czasu trafiają na panele dotykowe. Za ich pomocą możemy kontrolować muzykę, rozmowy telefoniczne czy aktywować asystenta głosowego, a także wybrać jeden z trzech trybów, czyli: „ANC”, „Transparency” oraz „High Fidelity”. Szkoda tylko, że zabrakło regulacji głośności, więc musimy mieć pod ręką smartfona.

Aktywna redukcja hałasu nie jest wybitna, ale działa przyzwoicie. Dla przykładu Sony WF-1000XM4 redukują hałas zdecydowanie lepiej, zarówno pasywnie, jak i aktywnie. Niemniej na co dzień byłem już zadowolony z pasywnej oraz aktywnej izolacji Svanar Wireless – nie czułem się odcięty od świata, ale mogłem skupić się na muzyce nawet w bardziej hałaśliwym otoczeniu. Zawiodłem się za to trybem transparentnym, który kiepsko nagłaśniał otoczenie i nie radził sobie z przechwytywaniem mojego głosu, więc wolałem wyjmować słuchawki z uszu, żeby z kimś porozmawiać.

Funkcjonalność jest wysoka, jak na słuchawki audiofilskie. Obudowy są odporne na zachlapania (norma IPX5), a dzięki czujnikom zbliżeniowym muzyka pauzuje się i wznawia automatycznie. Ponadto etui można uzupełniać na ładowarkach indukcyjnych, więc umiejscowienie USB-C na spodzie jest do wybaczenia. Świetnie, że nie zabrakło także obsługi kodeków AAC i LDAC. Niestety nie ma co liczyć na aplikację na smartfona, więc korektor graficzny czy możliwość przeprogramowania paneli dotykowych pozostają w sferze marzeń.

Natrafiłem na pewne problemy ze stabilnością działania. Pierwszy dotyczy kodeka LDAC, bo jego aktywowanie powodowało czasami trzaski i zakłócenia w lewej słuchawce. Konieczne było odłożenie słuchawek do etui i ponowne ich wyjęcie, żeby wyeliminować problem. Zdarzało się także, że przełączanie trybów przestawało działać – słuchawki nie reagowały na przytrzymanie lewego panelu. Rozwiązanie było identyczne, czyli krótka wizyta w etui. Może nie jest to specjalnie problematyczne, ale nic takiego nie ma miejsca w słuchawkach Sony czy Nothinga, z których korzystam na co dzień.

Czas pracy

Osiągi akumulatorów zależą od wybranego trybu. Producent obiecuje do 4 godzin słuchania w trybie „HiFi”, do 6 godzin działania z ANC i do 7 godzin z włączonym nasłuchem otoczenia. Sprawdziłem dwa pierwsze scenariusze. W trybie wysokiej jakości dźwięku słuchawki rozładowały się po 5 godzinach, a z ANC wytrzymały około 7 godzin, gdy odtwarzałem muzykę na poziomie 75 dB i aktywny był kodek LDAC. Rzeczywiste wyniki są więc lepsze od tych prognozowanych, co rzadko się zdarza.

Specyfikacja

  • interfejs: Bluetooth 5.2 z kodekami AAC i LDAC
  • zasięg: do 15 m
  • układ: R2R Himalaya
  • przetworniki: dynamiczne 10 mm
  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-35 kHz
  • funkcje: ANC, tryb transparentny, tryb HiFi, ładowanie indukcyjne, wodoodporność IPX5, automatyczne pauzowanie muzyki, obsługa asystentów muzyki
  • czas pracy: do 7 godzin (jednorazowo)/do 28 godzin (łącznie)
  • masa: 7,5 g (pojedyncza słuchawka); 84,6 g (etui)

Brzmienie

Brzmienie jest po prostu rewelacyjne! W mojej ocenie Svanar Wireless deklasują konsumenckie modele i dorównują do wielu słuchawek przewodowych, bo to najbardziej naturalnie brzmiące dokanałówki Bluetooth z jakimi miałem do czynienia. Szczegółowość, zróżnicowanie faktury instrumentów, dynamika i scena dźwiękowa naprawdę robią wrażenie, ale… tylko w trybie „HiFi”.

Svanar Wireless w trybach ANC oraz transparentnym to właściwie inne słuchawki, bo znacznie zmniejsza się scena, spłyca bas, znikają detale i spada moc. Nie jestem pewien, czy to kwestia implementacji ANC, bo degradacja dźwięku jest znaczna. Możliwe, że układ R2R Himalaya działa jedynie w trybie „High Fidelity”, więc to na nim postanowiłem się skupić i to jego dotyczy poniższy opis.

HiFiMAN Svanar Wireless – sygnatura dźwiękowa w trybie „HiFi”
Bas jest podkreślony w średnim zakresie – niskie tony są więc ciepłe, barwne, szczegółowe i masywne. Subbas pełni rolę drugoplanową, ale słuchawki potrafią zabrzmieć już bardziej efektownie w elektronice, bo z pewnością nie są liniowe czy tym bardziej odchudzone w dole pasma. Niemniej Svanar Wireless rozwijają skrzydła w bluesie, klasyce, rocku czy jazzie, bo świetnie przekazują charakter kontrabasu, gitary basowej czy fortepianu, a także instrumentów perkusyjnych. Instrumenty operujące niskimi częstotliwościami nie są zlane czy zupełnie wygładzone, bo faktura instrumentów jest mocno zróżnicowana. Imponująca jest także dynamika – atak basu, jego podtrzymanie i wybrzmiewanie. W efekcie Svanar Wireless brzmią z rozmachem i z pewnością nie nudzą.

Pasmo średnie kontynuuje charakter basu, czyli jest przede wszystkim naturalne, co zawdzięcza się bliskiej i ciepłej niższej średnicy. Wyższy podzakres nie został jednak wycięty, więc dźwięk nie jest wygładzony czy mdły, a odpowiednio twardy, zarysowany i precyzyjny. Pasmo średnie jest też naprawdę blisko, co nie ma zazwyczaj miejsca w modelach popularnych marek, które mniej lub bardziej V-kują. Ponadto ilość detali naprawdę zdumiewa – werble, gitary, dęciaki czy smyczki są naprawdę znakomicie zróżnicowane, a rozdzielczość dźwięku powala na kolana. Co więcej w paśmie średnim nie słychać cyfrowego nalotu, charakterystycznego dla wielu słuchawek Bluetooth. Właściwie łatwo pomylić Svanar Wireless ze dokanałówkami przewodowymi – momentami wręcz zapomniałem, że mam w uszach słuchawki TWS.

W wysokich tonach nie ma niespodzianek, bo ich charakter jest spójny z pozostałymi pasmami. Góra nie jest więc sztuczna czy wyostrzona, a raczej osadzona w wyższej średnicy. Sopran brzmi więc naturalnie i nie jest sterylny – potrafi być ziarnisty, piaszczysty czy lekko szumiący, jeśli jest to zawarte w samych nagraniach, co nie jest takie oczywiste w przypadku wielu dokanałówek Bluetooth. Wysokie tony nie są wyjątkowo rozciągnięte, ale właśnie dzięki temu sprawiają wrażenie naturalnych. Słychać to np. w talerzach perkusyjnych, które nie brzmią jak cyfrowe sample, bo są dźwięczne, wibrujące i metaliczne. Nie należy obawiać się też przyciemnienia czy zgaszenia dźwięku – wysokie tony są nadal klarowne, dobrze doświetlają pozostałe pasma, nie ograniczają wokali i nadają muzyce bezpośredniego charakteru.

Scena dźwiękowa to wisienka na torcie. Słuchawki TWS zazwyczaj nie mają problemu ze stereofonią, ale Svanar Wireless brzmią wyjątkowo szeroko, bo naprawdę kontrastowo separują kanały dźwiękowe. Przekaz rozciąga się więc mocno na boki, ale nie traci na tym głębia. Właściwie słuchawki wydają się rozbrzmiewać jakby sprzed twarzy, czym przypominają prezentację głośników stereo. Nie rozczarowuje także separacja dźwięków, bo przestrzeń jest obficie napowietrzona – pomiędzy instrumentami są znaczne dystanse, nic się ze sobą nie zlewa. Na pochwałę zasługuje także holografia, bo źródła pozorne są duże i kształtne, zajmują w scenie nie punkty, a obszary.

HiFiMAN Svanar Wireless – porównania z HiFiMAN TWS 800, Sony WF-1000XM4, Campfire Audio Orbit i innymi słuchawkami
Zacznijmy od modeli, z których korzystam na co dzień, czyli Sony WF-1000XM4 oraz Nothing Ear (2). Sprawa jest prosta, bo ani jedne, ani drugie słuchawki nie dorównują brzmieniem Svanarom Wireless. Sony brzmią mniej klarownie, mocniej w basie i w sposób wygładzony, na czym cierpią szczegółowość oraz faktura instrumentów. Scena dźwiękowa, dynamika, separacja instrumentów są także po stronie HiFiMAN-ów. Z kolei słuchawki Nothing brzmią znacznie jaśniej, bardziej neutralnie i tym samym cyfrowo, a do tego również przegrywają rozdzielczością. Aktualnie oba modele kosztują jednak ułamek ceny Svanar Wireless, więc trudno się dziwić. Z drugiej strony słuchawki Nothinga czy Sony oferują lepsze ANC, które właściwie nie degraduje jakości dźwięku. Svanar Wireless nie są zatem bezkompromisowe.

Sięgnijmy więc po wyżej pozycjonowane Campfire Audio Orbit, które… nie mają szans z bezprzewodowymi Svanarami. Orbit brzmią także ciepło i łagodnie, ale przy dokanałówkach HiFiMAN-a są mdłe, miękkie i rozmyte, czyli znowu raczej gładkie i łagodne niż wyraziste. Pozostałe aspekty są także słabsze – Orbit nie robią takiego wrażenia dynamiką, sceną czy rozdzielczością. Z drugiej strony Svanar Wireless są znacznie droższe od już kosztownych Orbitów, bo wymagają dopłaty około 1000 zł. Różnica w cenie jest więc duża, ale nie mam wątpliwości o przewadze Svanar Wireless, które przy okazji są bardziej funkcjonalne od wybrakowanych Orbitów, którym brakuje ANC czy trybu transparentnego.

Nie mogło zabraknąć porównania z modelem TWS 800, czyli ex-flagowymi dokanałówkami Bluetooth HiFiMAN-a, które debiutowały w cenie około 1600 zł, a teraz są dostępne za pięćset złotych mniej. Ze wszystkich wymienionych modeli „osiemsetki” są najbliżej poziomu Svanar Wireless – również brzmią w sposób zróżnicowany, mają bliską średnicę, sporą scenę i nie szczędzą detali. Svanar Wireless jednak podnoszą poprzeczkę – mają w sobie więcej ciepła, generują głębszy bas i jeszcze mocniej separują kanały. Nowy model brzmi też barwniej, bo przy nim TWS 800 wydają się rozbrzmiewać jakby szaro i matowo w basie oraz paśmie średnim. Ode mnie punkt dla Svanar Wireless, ale to jednak słuchawki droższe o 1400 zł. Starszy model jest więc bardziej opłacalny, jeśli oceniamy słuchawki jedynie w kategorii dźwięku, bo Svanar Wireless wygrywają także ergonomią, tłumieniem czy ogólną funkcjonalnością.

A jak Svanar Wireless mają się do przewodowych Svanarów? Okazuje się, że są one… zaskakująco podobne, bo oba modele brzmią ciepło, naturalnie, muzykalnie i przy tym rozdzielczo oraz dynamicznie. Svanar Wireless okazują się jednak brzmieć trochę klarowniej i twardziej, a do tego… przestrzenniej. Ku mojemu zaskoczeniu scena bezprzewodowego wariantu była szersza, a kanały mocniej odseparowane, nawet gdy porównywałem Svanary Wireless ze Svanarami podłączonymi do FiiO M17. Właściwie to jestem zaskoczony, mam wrażenie, że producent strzela sobie w kolano, bo mowa o słuchawkach wycenionych kolejno na 2000 USD i 500 USD. Svanar Wieless są więc czterokrotnie tańsze, a mogą stawać w szranki z przewodowymi Svanar. Jestem świadomy, że brzmi to niedorzecznie.

Podsumowanie

Svanar Wireless to rzeczywiście nie byle co. Słuchawki wyglądają oryginalnie, są nieźle wykonane, oferują wysoką ergonomię i sporo funkcji, bo aktywna redukcja hałasu, tryb transparentny, czujniki zbliżeniowe czy ładowanie Qi nie są standardem w świecie hi-endowych słuchawek TWS. Nie zawiodłem się także izolacją pasywną, a aktywna okazała się być przyzwoita. Do plusów mogę zaliczyć również czas pracy na akumulatorach. Brzmienie jest z kolei fenomenalne, bo naturalne, przestrzenne, rozdzielcze i zróżnicowane.

Niestety nie obyło się bez kompromisów. Brzmienie w trybach ANC i transparentnym jest znacznie słabsze, więc musimy wybierać pomiędzy tłumieniem a jakością dźwięku. Panele dotykowe nie umożliwiają regulacji głośności i są zbyt czułe, bo często zdarzają się przypadkowe dotknięcia. Natrafiłem też na pewne problemy z działaniem i zakłócenia. Nie podoba mi się także wielkie i nieporęczne etui, a większość tipsów z zestawu jest za mała, jak na europejskie standardy.

HiFiMAN Svanar kosztują około 2500 zł. Jeśli szukamy jak najlepiej brzmiących dokanałówek i jesteśmy w stanie przymknąć oko na wady, to zakup powinien być satysfakcjonujący. Mnie słuchało się ich z przyjemnością, byłem naprawdę pod wrażeniem. Gdy natomiast priorytet mają funkcjonalność oraz izolacja, to popularne modele od Sennheisera czy Sony wyjdą na prowadzenie. Aktualnie bardziej opłacalne są także HiFiMAN TWS 800, ale nie brzmią one jeszcze tak dobrze, są większe i mocniej wystają z małżowin usznych.

Zalety:
+ dobra jakość wykonania
+ wysoka ergonomia
+ intuicyjna obsługa
+ dobra izolacja pasywna
+ przyzwoite ANC
+ niezła funkcjonalność
+ satysfakcjonujący czas pracy
+ rewelacyjne brzmienie
+ szeroka i holograficzna scena dźwiękowa

Wady:
– niepraktyczny zestaw tipsów
– wielkie i ciężkie etui
– ANC i tryb transparentny degradują dźwięk
– brak regulacji głośności
– sporadyczne zakłócenia/problemy z obsługą

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
fiio

2 KOMENTARZE

  1. Jak zawsze świetna recenzja – dzięki! Szkoda, że słuchawki są tak duże, a ANC degraduje jakość dźwięku. Mam wrażenie, że to taki trochę pół-produkt. Niby bardzo dobry, ale widać pewne braki. Mam też mieszane odczucia co do żywotności – skoro Svanary za 2k$ potrafią się odklejać (udokumentowane na reddit), to miałbym obawy przed zakupem TWS za tyle kasy od Hifimana.

    • Słuchawki są rzeczywiście kompromisowe, a brzmienie w sprzęcie tego typu często nie jest najważniejsze. Dziękuję za komentarz i informację o wadliwych Svanarach – muszę przewertować Reddit, nie byłem świadomy problemów.

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj