Do oferty FiiO trafił unowocześniony K3, czyli kompaktowy DAC/AMP. Przetwornik AKM AK4452 zastąpiono ESS Technology ES9038Q2M oraz zmodyfikowano inne elementy układu w celu udoskonalenia dźwięku.

Czy FiiO K3 w ogóle wymagał odświeżenia? To pytanie, które ciśnie się na usta, ale w tym przypadku była to najpewniej konieczność. Pandemia odcisnęła swoje piętno także na rynku audio, co wynika z ogólnego popytu na mikroukłady oraz – w konsekwencji – problemów logistycznych. Nie można też zapomnieć o katastrofalnym pożarze w fabryce Asahi Kasei Microdevices, o którym wspominałem przy okazji testu FiiO M11 Plus LTD. Światło dzienne ujrzał więc nowy, miniaturowy DAC/AMP z przetwornikiem ESS Technology zamiast AKM, czyli… New FiiO K3. Nie podoba mi się jego nazwa, więc na potrzeby niniejszego testu będę go określał jako FiiO K3 (2021), podobnie jak inni recenzenci.

REKLAMA
fiio

Wyposażenie

Wyposażenie jest bez zmian, zestaw zawiera:

  • cztery naklejane podkładki piankowe;
  • kabel USB typu A > USB typu C (ok. 100 cm);
  • instrukcję obsługi i dokumentację.

Konstrukcja i użytkowanie

Nie dostrzegłem żadnych różnic wizualnych – wzornictwo jest identyczne, podobnie jak zastosowane materiały. Nie zmieniła się też jakość wykonania, więc bez zaglądania do wnętrza obudowy nie odróżnimy od siebie K3 oraz K3 (2021). Z pomocą przychodzi pudełko, które na pierwszy rzut oka jest identyczne, ale okazuje się, że przy numerze seryjnym jest niewielki dopisek „ES9038Q2M”. To jednak trochę za mało, by łatwo zidentyfikować urządzenie. Dlaczego to ważne? Na rynku wtórnym może dojść do sytuacji, że przy zakupie K3 z drugiej ręki nie będziemy wiedzieli której wersji dotyczy oferta, zatem mam nadzieję, że z czasem producent naniesie na obudowę stosowne oznaczenie.

Nie narzekam jednak na samo wzornictwo, bo K3 (2021) nadal wygląda świetnie – anodowane aluminium, obłe boki oraz rozbudowany interfejs wciąż robią wrażenie. Na froncie jest znane, ząbkowane pokrętło, a towarzyszą mu przełączniki (basu i podbicia) oraz wyjścia słuchawkowe (2,5 mm i 3,5 mm). Z tyłu nie zabrakło USB typu C, dwóch wyjść cyfrowych itd. Nie rozczarowuje włącznik w pokrętle, działanie jest bez zarzutu, a wymiary zachwycają. Szkoda tylko, że ponownie zastosowano piankowe podkładki, które są zbyt śliskie i mogą się odklejać, bo nie zostały wpuszczone w obudowę. W zestawie przydałby się także interkonekt z wtyczkami USB typu C po obu stronach.

Specyfikacja

Ogólna

  • przetwornik: ESS Technology ES9038Q2M
  • odbiornik USB: XMOS XU208
  • wzmacniacz: 2x OPA926
  • filtr dolnoprzepustowy: OPA1612
  • obsługa PCM: 32 bit/384 kHz (USB)
  • obsługa DSD: DSD64, DSD256
  • obsługa słuchawek: 16-150 Ω
  • wejścia: USB typu C
  • wyjścia: słuchawkowe 3,5 mm i 2,5 mm, liniowe 3,5 mm, koaksjalne i optyczne (32 bit/192 kHz)
  • funkcje: podbicie basu, dwustopniowe wzmocnienie
  • wymiary: 70,2 x 58 x 22 mm
  • masa: 82 g

Wyjście liniowe

  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz (+/- 3 dB)
  • napięcie: 2 V
  • SNR: -121 dB
  • przesłuchy: 94 dB

Wyjście słuchawkowe 3,5 mm

  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz (+/- 3 dB)
  • napięcie szczytowe: 5,6 Vp-p
  • moc: 220 mW @ 16 Ω; 120 mW @ 32 Ω; 13 mW @ 300 Ω
  • impedancja: <1 Ω
  • SNR: -121 dB
  • przesłuchy: 80 dB
  • THD+N: 0,0012%

Wyjście słuchawkowe 2,5 mm

  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz (+/- 3 dB)
  • napięcie szczytowe: 7,9 Vp-p
  • moc: 344 mW @ 16 Ω; 220 mW @ 32 Ω; 26 mW @ 300 Ω
  • impedancja: <2 Ω
  • SNR: -119 dB
  • przesłuchy: 113 dB
  • THD+N: 0,0014%

Brzmienie

  • Słuchawki: Audeze LCD-2, Dan Clark Audio Ether 1.1, HiFiMAN Sundara i HE400se, Sennheiser HD 6XX, AKG K612 Pro, Campfire Audio Ara, Solaris 2020, Dorado 2020 i Vega 2020, FiiO FA9, FD5, FH3, FH5s i FH7, Meze Rai Solo, Aune E1, TinHiFi P1
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila II i Canary II, Burson Playmate Everest, FiiO Q3 i Q5s (AM3B i AM3E), FiiO BTR5 i BTR3K, EarStudio ES100, Oriolus 1795, Qudelix-5K
  • DAP: FiiO M15 i M11 Plus LTD, Cayin N3Pro, Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200 (AMP1)

FiiO K3 (2021) – jakość dźwięku i porównanie z K3
Słychać, że FiiO starało się zachować charakter poprzednika jednocześnie ulepszając brzmienie. Moim zdaniem K3 (2021) nadal brzmi neutralnie i klarownie, ale sygnatura jest tym razem jeszcze bardziej neutralna. Nieznacznie ubyło basu, ale góry jest ciągle sporo, a średnica nie została wypchnięta. Poprzednik także brzmiał dość technicznie, niejako zaprzeczał stereotypowej sygnaturze AKM. W przypadku K3 (2021) mamy już do czynienia z dźwiękiem charakterystycznym dla Sabre, tj. neutralno-jasnym, precyzyjnym i technicznym. Nie mam wątpliwości, że nie jest to brzmienie dla każdego. Ja również nie jestem przekonany, bo trochę brakuje mi dolnego zakresu.

Fani podkoloryzowanego dźwięku czy mocnego basu raczej nie będą zadowoleni – niskie tony z pewnością nie są podbite. Z kolei szukający bardziej analitycznego przekazu i nieprzepadający za basem powinni zostać usatysfakcjonowani. Rozdzielczość dźwięku jest zaskakująco wysoka, a i scena robi dobre wrażenie, zwłaszcza z wyjścia 2,5 mm, brzmiącego szerzej i bardziej dynamicznie od 3,5 mm. Brzmienie może jednak wydać się chude, mnie w wielu połączeniach brakowało niskich tonów, których zejście też nie zachwycało. Na szczęście do dyspozycji jest podbicie basu, które akcentuje średni zakres niskich tonów. Jak zwykle nie przybywa subbasu, ale przełącznik i tak może poprawić zgranie ze słuchawkami.

FiiO K3 (2021) brzmi znacznie czyściej od poprzedniej wersji. Wprawdzie na wyjątkowo czułych dokanałówkach (np. Campfire Audio Solaris 2020 czy Andromeda) nadal słychać szum, ale jest on nieznaczny. W bezpośrednim porównaniu starszy K3 szumi dużo intensywniej, co wyklucza niektóre połączenia. Dzięki temu K3 (2021) ma też czystsze tło, co pozytywnie wpływa na odbiór przestrzeni i napowietrzenie. Mam też wrażenie, że góra pasma w K3 (2021) jest mniej cyfrowa od tej z poprzednika, na co narzekałem w teście dedykowanym modelowi K3, zaś w przypadku K3 (2021) nie mam już z tym problemu.

FiiO K3 (2021) – inne porównania i synergia
Nowy E10K-TC brzmi zupełnie inaczej od bohatera niniejszego testu. Okazuje się, że E10K-TC jest wyraźnie cieplejszy, generuje dużo więcej basu, przybliża niższą średnicę i ma łagodniejszą, bo mniej rozciągniętą górę. Przy nim K3 (2021) brzmi bardziej punktowo w dole, neutralnie w średnicy i ostrzej w sopranie – klarowniejszym i pnącym się wyżej. Nie mam wątpliwości, że E10K-TC jest bardziej muzykalny, ale nie brzmi tak rozdzielczo i przestrzennie, jak K3 (2021), który mocniej separuje kanały, szczególnie z wyjścia zbalansowanego. Uważam, że K3 (2021) wygrywa stroną techniczną, ale przegrywa muzykalnością – tańszego E10K-TC słucha się przyjemniej.

Zestawiłem też FiiO K3 (2021) z mobilnym FiiO Q3. Pozornie to podobne urządzenia, bo Q3 także brzmi neutralnie i dość przestrzennie, ale w tym przypadku Q3 akcentuje skrajne pasma, generuje więcej basu, brzmi masywniej i bardziej efektownie od K3 (2021). Różnice znowu nie są ekstremalne, ale Q3 jest przystępniejszy w odbiorze. Lubię równiejsze brzmienie, ale w tym przypadku w K3 (2021) brakowało mi basu, który zapewniał model Q3. Większe wrażenie dołem robił też adapter FiiO BTR5, również neutralno-techniczny, ale lepiej dociążony i przystępniejszy w odbiorze, bo spokojniejszy w sopranie. Z kolei Qudelix-5K brzmiał bardziej naturalnie, cieplej, bliżej w średnicy i także łagodniej w górze pasma. Uważam ogólnie, że adaptery Bluetooth stanowią mocną alternatywę dla FiiO K3 (2021).

Synergia jest konieczna, do K3 (2021) trzeba dobrać odpowiednie słuchawki. Skromne niskie tony i mocna góra powodują, że słuchawki chude/jasne/z wyciętą średnicą mogą stać się sykliwe i jazgotliwe. Najlepiej sięgać więc po basowe, łagodniejsze w sopranie słuchawki, które chcemy rozjaśnić – FiiO K3 (2021) bez wątpienia poprawi klarowność przekazu, w innym przypadku brzmienie będzie za chude i za zimne. Według mnie lepiej brzmiały słuchawki dokanałowe z przetwornikami dynamicznymi niż armaturowe czy hybrydowe – z K3 (2021) wolałem np. FiiO FD3 od FH3, a zgranie z tymi pierwszymi było świetne.

Podsumowanie

FiiO K3 (2021) to progres względem poprzednika. Mocy jest trochę więcej, brzmienie czystsze, a strojenie równiejsze i mniej cyfrowe. Wzornictwo oraz jakość wykonania są nadal na wysokim poziomie, a nie inaczej jest z funkcjonalnością – stabilne działanie, wygodny potencjometr, zbalansowany wzmacniacz czy dwa wyjścia cyfrowe to zalety modelu K3 (2021). Sprzęt punktuje także kompaktowymi wymiarami, a jakość dźwięku jest wysoka – bohater testu zostawia w tyle układy audio z wielu laptopów czy smartfonów.

Nie jest jednak idealnie. Urządzenie brzmi jasno, wręcz lekko chłodno i nie generuje obfitego basu, więc konieczna jest synergia. K3 (2021) może więc wygrać z „integrą”, ale brzmieć od niej mniej muzykalnie. U mnie odpadło wiele słuchawek armaturowych czy hybrydowych, które z K3 (2021) stawały się zbyt ostre. Podbicie basu nie zawsze ratuje sytuację, bo ciągle słychać braki w subbasie. Ponadto przez piankowe podkładki urządzenie ślizga się na blacie mebla.

FiiO K3 (2021) kosztuje 599 zł, czyli podobnie do poprzednika. Jeśli szukamy miniaturowego, neutralno-jasnego źródła, powinniśmy być zadowoleni. Opłacalność budzi jednak pewne wątpliwości, bo trochę droższy ZEN DAC V2 od iFi Audio jest bardziej muzykalny, wydajniejszy i lepiej nadaje się do stacjonarnych słuchawek. Z kolei gdy nie potrzebujemy wyjścia zbalansowanego i wolimy mocniejszy bas, to E10K-TC pozwoli sporo oszczędzić. Wprawdzie nowa E10-ka nie dorównuje jakością dźwięku do K3 (2021), ale kosztuje 379 zł i generuje pełniejszy bas. Warto też rozważyć adapter Bluetooth – sam zamiast K3 (2021) wolałbym chyba Qudeliksa-5K lub FiiO BTR5.

Zalety:
+ solidna jakość wykonania
+ atrakcyjne wzornictwo
+ kompaktowa konstrukcja
+ rozbudowany interfejs
+ dobry potencjometr i satysfakcjonująco czysty sygnał
+ wyjście 2,5 mm
+ precyzyjne, klarowne, techniczne i przestrzenne brzmienie

Wady:
– mało basu
– śliskie podkładki piankowe
– konieczna synergia

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
hifiman

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here