HiFiMAN zaprezentował nowy, zamknięty wariant słuchawek Sundara z dopiskiem Closed-Back. Tym razem muszle są drewniane, a przetworniki planarne wyposażono w neutralne akustycznie magnesy.

Otwarte Sundara zrobiły na mnie duże wrażenie. Uważam, że reprezentują one wzorowy stosunek jakości do ceny, są nieźle wykonane, zapewniają wysoką ergonomię i brzmią fenomenalnie. Sygnatura dźwiękowa jest stosunkowo uniwersalna, a brzmienie na tyle rozdzielcze i przestrzenne, że zaspokaja moje potrzeby. Podoba mi się nawet ich wzornictwo oraz stonowana, matowoczarna kolorystyka. Wprawdzie azjatycki producent podniósł niedawno poprzeczkę modelem Edition XS, ale Sundara są od nich łagodniejsze w odbiorze i wyraźnie tańsze, więc nadal się bronią.

REKLAMA
hifiman

Nie ukrywam, że Sundara Closed-Back mocno mnie zainteresowały, bo zamkniętych słuchawek planarnych jest na rynku jak na lekarstwo, a te otwarte wymagają optymalnych warunków do odsłuchu, by skupić się na muzyce czy odczuć imersję w grach. Mojemu entuzjazmowi towarzyszyły jednak wątpliwości. Zastanawiałem się, czy udało się zachować sygnaturę otwartego modelu, czy izolacja akustyczna jest satysfakcjonująca i jak mocno na zamknięciu konstrukcji ucierpiała scena dźwiękowa. Sprawdziłem, czy Sundara Closed-Back (CB) to nadal Sundary i porównałem je z wariantem otwartym (OB) oraz z dynamicznymi HE-R9.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • symetryczny kabel z wtyczkami 3,5 mm (długość 150 cm);
  • przejściówkę 3,5 mm > 6,35 mm;
  • statyw słuchawkowy.

Ostatni dodatek zaskakuje, ale nie należy oczekiwać cudów. Producent przerobił piankową foremkę stabilizującą słuchawki na stojak, przyklejając do jej spodu arkusz akrylu. W sztuce testowej jest on mocno porysowany, ale to jedynie podstawka, więc na co dzień i tak nie widać rys. Akcesorium ozdobiono też efektownie wyciętym logo.

 

Może statyw nie będzie wyjątkowo trwały i nie zachwyci estetów, ale to i tak świetny pomysł. Dzięki temu piankowa forma na słuchawki, która prędzej czy później trafiłaby na śmieci, zyskuje potencjalnie drugie życie. Polecam jedynie dokupić samoprzylepne podkładki z silikonu, żeby statyw nie ślizgał się na blacie biurka czy szafki.

Konstrukcja

Sundara Closed-Back mają wiele wspólnego z otwartym wariantem słuchawek, bo zastosowano identyczny pałąk z podwieszoną opaską, a podobieństwa widać także w konstrukcji obudów. Na pierwszy rzut oka wydają się być one drewniano-metalowe, ale tym razem zastosowano więcej tworzyw sztucznych – matowoczarne komory przetworników z gniazdami 3,5 mm nie są już aluminiowe. Trudno powiedzieć, czy to próba oszczędności, czy jednak sposób na odchudzenie konstrukcji. Możliwe, że jedno i drugie.

Muszle z drewna bukowego zwracają uwagę kształtem, nakrapianą fakturą oraz kolorystyką. Zostały one delikatnie pofalowane i wykończone bezbarwnym lakierem, więc wzrok przyciągają delikatne słoje oraz naturalna barwa drewna. Szkoda, że nie zastosowano ciemniejszego drewna, bo moim zdaniem matowoczarne i dyskretne Sundara OB wyglądają bardziej uniwersalnie. Niemniej z czasem Sundara CB mnie przekonały – jasne drewno ładnie kontrastuje z czarnym pałąkiem, a kształt muszli nie jest tak awangardowy, jak w modelu HE-R9.

Nauszniki nie zaskakują. Znów wykonano je z miękkiej i gładkiej sztucznej skóry, jednolitej na zewnątrz oraz perforowanej od wewnątrz. Ranty padów obszyto sprężystymi siateczkami o heksagonalnej strukturze, a wewnątrz nie zabrakło pianki pamięciowej. Zauważyłem jednak, że nauszniki Sundara CB są wypełnione obficiej niż w otwartych Sundara. Początkowo założyłem, że poduszki w modelu otwartym już lekko się spłaszczyły od czasu testu, stąd różnica. Przyjrzałem się jednak moim fotografiom modelu Sundara i jestem przekonany, że nauszniki zamkniętego wariantu są grubsze, szczególnie w tylnej części. Bliżej im do padów z HE-R9.

Obręcze pałąka są już dobrze znane, czyli metalowe i efektownie wygięte. Widełki prawie nie poruszają się na boki, ale pozwalają swobodnie obracać muszle w pionie, a nawet odwrócić je na zewnątrz. Rozmiar ponownie dostosowuje się rozsuwając pałąk, a na każdą stronę przypada dziewięć stopni regulacji. Pod metalową szyną pałąka nie zabrakło też klasycznej opaski ze sztucznej skóry, zszytej na krawędziach. Z kolei czarno-srebrne elementy pałąka są ponownie plastikowe – naniesiono na nich logo od zewnętrznej strony oraz oznaczenia kanałów od wewnętrznej.

Jakość wykonania słuchawek jest satysfakcjonująca, ale liczyłem na więcej. Konstrukcja nadal sprawia wrażenie solidnej, bo pałąk nie skrzypi, a mechanizmy pracują z dużym oporem, więc słuchawki wyglądają na trwałe. Znów nie obyło się jednak bez pewnych wad – na plastikowych częściach pałąka widać małe skazy, nie wszystkie szczeliny są równe, a na drewnianych muszlach dostrzegłem niewielką plamę. To jednak detale, trzeba się przyjrzeć, żeby je zauważyć. Nie inaczej było w przypadku otwartych Sundara czy Edition XS, które także nie są wykonane perfekcyjnie.

Ergonomia i użytkowanie

Świetnie, że zachowano hybrydowy pałąk! Producent stosuje ostatnio pałąki bez opaski, które są niestety dość sztywne i potrafią uciskać czubek głowy podczas dłuższych odsłuchów. Moim zdaniem opaska sprawdza się znacznie lepiej – jest szeroka i optymalnie elastyczna, więc dostosowuje się do kształtu czaszki. Ponadto regulacja rozmiaru jest optymalna, powinna objąć zarówno mniejsze, średnie, jak i większe głowy, z czym mają problemy np. Edition XS, słuchawki duże nawet na minimum skali.

Zamknięte Sundara CB są cięższe od wariantu otwartego. W teorii różnica nie jest duża, bo słuchawki przytyły całe 60 gramów (372 gramów vs 432 gramów). W praktyce dodatkowe gramy czuć, bo wyważenie jest gorsze, ze względu na odstające muszle. Zatem otwarte Sundary wygrywają ergonomią z wariantem zamkniętym, co nie jest zaskakujące. Wygodniejsze są także HE-R9, dynamiczne słuchawki z lżejszymi, bo plastikowymi muszlami, które ważą 328 gramów. Niemniej w trakcie odsłuchów modelu Sundara CB nie czułem dyskomfortu, nie bolał mnie kark, a nauszniki bez problemu obejmowały moje małżowiny uszne i z powodzeniem niwelowały nacisk pałąka.

Nie ma wątpliwości, że słuchawki to konstrukcja zamknięta – otoczenie jest wyraźnie przytłumione. Do perfekcji trochę zabrakło, bo hałas ciągle może przebić do uszu w trakcie odsłuchów spokojniejszej muzyki lub cichszych partii utworów. I tak byłem usatysfakcjonowany – w przestrzeni domowej nic specjalnie mi nie przeszkadzało i nie miałem problemów, żeby skupić się na muzyce, co nie zawsze jest możliwe z otwartymi Sundarami. Uważam też, że Sundara CB tłumią lepiej od modelu HE-R9. Plastikowe, cienkie i puste muszle HE-R9 przepuszczają więcej dźwięków i jakby bardziej rezonują, wzmacniając pewne częstotliwości z zewnątrz.

Kabel został uproszczony, bo przypomina ten z modelu Edition XS, czyli prezentuje się skromnie. Rozpoczyna go kątowa wtyczka 3,5 mm, rozdziela niewielki splitter, a zwieńczają dwie wtyczki 3,5 mm. Na oko nastąpił więc regres względem modelu Sundara, bo wtyczki wariantu otwartego mają metalowe obudowy, które wyglądają solidniej od plastikowych z Sundara CB. Bez wahania wybrałbym jednak nowy kabel, bo jest on zdecydowanie bardziej elastyczny, więc świetnie się układa, a do tego można go bez problemu zwinąć po odsłuchach. Dla porównania przewód otwartych Sundara jest sztywny, ma słomkową izolację i mocno sprężynuje, więc potrafi zirytować.

Specyfikacja

  • konstrukcja: zamknięta, wokółuszna
  • przetworniki: planarne
  • pasmo przenoszenia: 6 Hz-50 kHz
  • czułość: 98 dB
  • impedancja: 20 Ω
  • kabel: 2x 3,5 mm > 3,5 mm + adapter 6,35 mm (ok. 150 cm)
  • masa: 432 g

Brzmienie

  • Słuchawki: Audeze LCD-2, Dan Clark Audio Ether 1.1, HiFiMAN Arya V3, Edition XS, HE-R9 i Sundara, Sennheiser HD 6XX
  • Źródła: FiiO K9 Pro ESS, HiFiMAN EF400, Astell&Kern Kann Max, FiiO M17, M11 Plus ESS, Cayin N3Pro, FiiO BTR7, Qudelix-5K, Cayin RU-6, FiiO KA3

Sundara Closed-Back nie brzmią jak otwarte Sundara i nie przypominają też pozostałych modeli marki. Wprawdzie da się wychwycić pewne podobieństwa do otwartego wariantu, ale różnic jest tyle, że zamknięte Sundary mogłyby się nazywać zupełnie inaczej. Z pewnością nie jest to też planarny odpowiednik basowych i efektownych HE-R9, z którymi Sundary CB mają jeszcze mniej wspólnego. Właściwie bohater testu wyróżnia się na tle wszystkich, testowanych przeze mnie słuchawek HiFiMAN-a. Nie mam jednak wątpliwości, że nie są to słuchawki dla każdego i że wiele zależy od sprzętu towarzyszącego – Sundara CB to istny kameleon.

Sundara Closed-Back – sygnatura dźwiękowa
Dół popisuje się jakością, a nie ilością. Słuchawki nie faworyzują żadnego podpasma basu – wyciągają subbas, przekazują gęstszy średni zakres, jak i bardziej punktowy wyższy. Niskie tony nie zostały jednak wzmocnione, nie starają się wybić ponad średnicę, brzmią dość płasko i punktowo. Sundara CB bez wątpienia nie są słuchawkami basowymi, więc mogą nie spodobać się osobom potrzebującym dużej dawki niskich tonów. Wrażenie robi za to strona techniczna, bo niskie tony są precyzyjne, szybkie, dynamiczne i zróżnicowane pod względem faktury. Jest co podziwiać w jazzie, bluesie, funku czy muzyce klasycznej, ale słuchawki radzą sobie także z rockiem, metalem czy elektroniką, o ile akceptujemy bardziej referencyjny, monitorowy przekaz i mamy w kolekcji dobrze zrealizowane płyty. Sundary CB są na to czułe, mocno różnicują jakość masteringu – jeśli nagrania obfitują w sprężysty, kontrolowany, szczegółowy dół, to dokładnie tak zabrzmią na zamkniętych Sundarach. Z kolei utwory o rozlazłym, ściętym lub zamulonym basie mogą szybko wypaść z listy odtwarzania – słuchawki są w tym aspekcie dość bezwzględne.

Ze średnicą jest podobnie, bo pasmo jest zrównoważone, bliskie i naturalne. Nie brakuje w niej ciepła i barw, ponieważ ważną rolę gra niższy podzakres średnicy. Ten wyższy nie został jednak wycięty, więc brzmienie jest klarowne, wyraziste i zarysowane. Uwagę zwraca twardo i precyzyjnie zaznaczony kontur dźwięku – zamknięte Sundary nie wygładzają brzmienia, nie są miękkie czy mdłe. Rozdzielczość jest rewelacyjna, bo instrumenty są zróżnicowane, nie brakuje detali, a przekaz jest ogólnie maksymalnie bezpośredni. Nie czułem się jednak przytłoczony, nie odbierałem średnicy jako agresywnej czy wyostrzonej, bo słuchawki nie męczą. W średnicy także słychać tę referencyjność, bo przekaz pasma jest zrównoważony i jakby szkicowy, co znakomicie nadaje się do muzyki opartej na żywych instrumentach z mocnymi wokalami. Słuchawki potrafią zabrzmieć też efektowniej w nowoczesnej elektronice, ale nie V-kują, stąd nie brzmią tak rozrywkowo i syntetycznie. Z tego powodu średnica lepiej dogaduje się z klasyczną elektroniką.

Wysokie tony kontynuują charakter basu i średnicy – są wyraziste, precyzyjne, bezpośrednie, ale… dość łagodne, jak na HiFiMAN-a. Nie chcę zostać źle zrozumiany, absolutnie nie ma mowy o przyciemnieniu czy zamuleniu muzyki, ale pasmo jest spokojniejsze, niż zazwyczaj w otwartych słuchawkach producenta. W górze pasma nie słychać tych charakterystycznych „peaków”, ma ono dość równy przebieg i jest nadal swobodnie rozciągnięte. Wysokie tony mocno doświetlają pozostałe zakresy, więc nie należy obawiać się zawoalowania czy zgaszenia, ale Sundara CB nie brzmią żyletkowo. Nadal wskazane są dobre realizacje, bo słuchawki nie ukryją ewidentnej sybilizacji zawartej w nagraniach i nie uspokoją zbyt ostrych talerzy perkusyjnych czy gitar. Dobry mastering docenimy momentalnie, bo wtedy talerze perkusyjne zabrzmią metalicznie i dźwięcznie, bez szeleszczenia czy skrzenia. Wysokie wokale będą pięły się swobodnie w górę, ale nie staną się jazgotliwe, podobnie jak solówki gitarowe. Natomiast dęciaki zostaną przekazane klarownie i wibrująco, ale nie skrzecząco.

Scena dźwiękowa jest szeroka, co pozytywnie zaskakuje. Oczywiście nie ma tego efektu zawieszenia instrumentów w przestrzeni, brakuje tej swobodnej prezentacji ze słuchawek otwartych, ale zamknięte Sundary i tak nie brzmią ciasno nawet z niesymetrycznym kablem z zestawu. To zasługa mocnej separacji kanałów, która potęguje szerokość sceny. Scena ma zatem kształt poziomej elipsoidy, bo stereofonia wiedzie prym. Co ciekawe tym razem to wysokość sceny jest na drugim miejscu, bo instrumenty są mocno różnicowane w pionie. Mniejsze wrażenie robi głębia, ale na płaszczyźnie przód-tył i tak sporo się dzieje – część dźwięków dociera do nas z okolicy ramion, inne wydają się wybrzmiewać lekko sprzed twarzy. Uwagę zwraca także kontrastowa separacja dźwięków, bo przestrzeń jest mocno napowietrzona. To częściowo zasługa niepodbitego i kontrolowanego basu, który nie wypełnia zakamarków sceny.

Sundara Closed-Back – porównania
Odebrałem otwarte Sundary jako słuchawki brzmiące dość równo, naturalnie, klarownie oraz w miarę łagodnie, jak na HiFiMAN-a. Okazuje się, że zamknięty wariant generuje głębszy subbas, ma cieplejszą średnicę i spokojniejszy sopran, który jest pozbawiony tego charakterystycznego akcentu. Dzięki temu, że skrajne pasma są spokojniejsze od tych z Sundara OB, to do głosu dochodzi średnica, której jest więcej, ma twardszy, bardziej konturowy i zarysowany charakter. To samo tyczy się niskich tonów, które w modelu Sundara CB są bardziej precyzyjne i zróżnicowane od tych miększych i gładszych z Sundara OB. Moim zdaniem zamknięte Sundary przynoszą progres techniczny, brzmią bardziej rozdzielczo i precyzyjnie, lepiej różnicują fakturę instrumentów i łatwiej wychwycić na nich mikrodetale.

Nie znaczy to jednak, że otwarte Sundary nie mają już racji bytu. Starszy model robi wrażenie średnim zakresem basu, który jest jakby głębszy i nieznacznie masywniejszy. Sundara OB są też gładsze w średnicy, która nie jest tak bliska, a do tego brzmią bardziej krystalicznie w górze pasma. Jeśli więc preferujemy jaśniejsze brzmienie z mniej zaakcentowanym środkiem, to Sundara OB mogą okazać się lepsze. Otwarte słuchawki oczywiście wygrywają także sceną i holografią – zawieszają instrumenty wokół nas, nie wydają się ograniczać przestrzeni, brzmią w sposób napowietrzony i odseparowany. Uważam się za fana otwartych Sundara, ale bez wahania wybrałbym zamknięty wariant – łagodniejsze, bardziej średnicowe brzmienie skradło mi serce. Niestety wszystko wskazuje na to, że zamknięty wariant słuchawek będzie wyraźnie droższy – obstawiam, że Sundara CB cenowo będą konkurowały raczej z Edition XS.

I mogą śmiało stawiać z nimi w szranki. W basie słychać podobieństwa, bo zarówno Edition XS, jak i Sundara CB schodzą dość nisko. Jednak zamknięte Sundary brzmią bliżej i cieplej w średnicy, a także wyraźnie łagodniej w sopranie od Edition XS. Oba modele reprezentują podobny poziom techniczny, ale Sundara CB znów są trochę twardsze, bardziej konturowe w przekazie – wydają się jeszcze mocniej różnicować bas czy średnicę, co może być jednak sprawką spokojniejszej góry. W Edition XS sopranu jest na tyle dużo, że bas czy średnica są mniej bezpośrednie, więc trudniej je docenić. Naturalnie Sundara CB przegrywają sceną, którą Edition XS mają imponująco dużą, szeroką i swobodną. Moim zdaniem Edition XS są fenomenalne, ale… znowu wolę zamknięte Sundary, głównie za spokojniejszą górę i mocniej zarysowany kontur.

A jak Sundara CB wypadają w porównaniu do zamkniętych i dynamicznych HE-R9? To zupełnie inne słuchawki, a wręcz ich odwrotność. HE-R9 wycofują średnicę, generują dużo basu i brzmią efektownie. Z kolei Sundara CB mają spokojne skraje pasma, bliską średnicę, więc w porównaniu do HE-R9 są bardziej naturalne, techniczne i precyzyjne. Moim zdaniem HE-R9 wygrywają w elektronice, rapie czy muzyce popularnej, czyli wszędzie tam, gdzie ważny jest bas, ale wypadają gorzej w lżejszych gatunkach, bo wtedy basówki czy kontrabasy są dziwnie uwypuklone. W takim repertuarze górą są Sundary CB, które wydają się być stworzone do żywych instrumentów, ale z odpowiednim torem satysfakcjonują także w elektronice. Ode mnie punkt dla Sundara CB, bo to bardziej uniwersalne słuchawki. Warto jednak wiedzieć, że HE-R9 brzmią przestrzenniej, a szczególnie szerszej od zamkniętych Sundara, co może być sprawką mniej zaznaczonej średnicy.

Sundara Closed-Back – synergia i okablowanie
Sundara CB nie wymagają perfekcyjnej synergii, bo zgrywają się z różnymi źródłami. Nie potrzeba im też wysokiej mocy, bo przetworniki są niskoomowe (20 Ω) i dość skuteczne (98 dB). Słuchawki są jednak czułe na charakter źródła, więc można je dostroić torem i to całkiem swobodnie. Ponadto Sundary CB skalują się ze sprzętem – brzmią świetnie nawet z podstawowymi urządzeniami, ale podłączone do lepszych technicznie źródeł zyskują na dynamice, scenie czy rozdzielczości.

W trakcie testów korzystałem głównie z dwóch DAC/AMP-ów, czyli HiFiMAN-a EF400 oraz FiiO K9 Pro ESS. Słuchawki zgrały się z oboma, ale brzmienie wyraźnie się różniło – z EF400 zabrzmiały naturalnie, blisko w średnicy i z ciepłem, zaś z K9 Pro ESS bardziej efektownie, mocniej w skrajach pasma i gładziej. Sundara CB prezentowały różnice pomiędzy źródłami jak na dłoni, co także jest dobrym argumentem za ich referencyjnością i monitorowością.

Podobnie było w przypadku odtwarzaczy – FiiO M15, M17 czy Astell&Kern Kann Max brzmiały zupełnie inaczej. Ten pierwszy (M15) wzmocnił bas i dodatkowo uspokoił górę, drugi (M17) rozbudował przestrzeń i wyklarował dźwięk, a ostatni (Kann Max) zapewnił niesamowitą rozdzielczość oraz jeszcze twardziej zarysowany dźwięk. Różnice były na tyle duże, że Sundary CB zabrzmiały muzykalnie z FiiO M15 i wręcz analitycznie z Kann Max.

Sprawdziłem także alternatywy kabel, czyli zamiennik wykonany na Canare Starquad L-4E5C z wtyczką XLR. Okazało się, że słuchawki zyskują na połączeniach zbalansowanych – scena jest szersza oraz głębsza, bas pełniejszy, a góra trochę mocniejsza. Ta ostatnia zmiana nie przypadła mi do gustu, bo słuchawki stały się mniej przyjemne w odbiorze. Możliwe, że to kwestia zastosowanego przewodnika, bo inne HiFiMAN-y reagują na ten kabel podobnie.

Podsumowanie

HiFiMAN Sundara Closed-Back to bardzo ciekawe planary, które zostały solidnie wykonane, wyglądają oryginalnie i zapewniają wysoką ergonomię. Pałąk z podwieszoną opaską jest strzałem w dziesiątkę, a na pochwałę zasługują także miękkie nauszniki oraz szeroka regulacja rozmiaru. Nawet kabel spisuje się dobrze, bo jest elastyczny i optymalnie długi. Nie zawiodło mnie także tłumienie akustyczne, bo słuchawki pozwalają już skupić się na muzyce nawet w głośniejszych warunkach. Z kolei brzmienie jest znakomite – zrównoważone w każdym paśmie i niewyostrzone w sopranie, a do tego satysfakcjonująco przestrzenne.

Mogło być jednak lepiej, bo widoczne są pewne niedoskonałości, drobne wady wizualne. Szkoda także, że komory przetworników nie są już aluminiowe, czego jednak nie widać na pierwszy rzut oka. Słuchawki są też cięższe i gorzej wyważone tak od swojego otwartego protoplasty, jak i dynamicznych HE-R9.

Słuchawki kosztują 400 dolarów amerykańskich. Polska cena Sundara Closed-Back nie jest jeszcze znana, ale obstawiam, że wyniesie około 2500 zł. Zatem nowe Sundary będą konkurowały z HE-R9 (w wersji bez adaptera Bluemini) oraz z Edition XS. Osobiście wybrałbym Sundary Closed-Back, bo są bardziej uniwersalne od obu modeli, zarówno brzmieniowo, jak i użytkowo.

Jeśli jednak liczy się jak najniższa cena, otwarta konstrukcja nas nie zniechęca i wolimy klarowniejsze brzmienie, to nadal warto zainteresować się standardowymi Sundarami, bo to jednak słuchawki tańsze o około 1000 zł. Gdy natomiast chcemy przesiąść się z nich na zamknięty wariant, to należy pamiętać, że nastąpił znaczny progres jakościowy, ale brzmienie wyraźnie się zmieniło.

Dla HiFiMAN Sundara Closed-Back

Zalety:
+ sprytny stojak w zestawie
+ mocna konstrukcja
+ świetny pałąk
+ wysoka ergonomia
+ dobra izolacja akustyczna
+ elastyczny kabel
+ synergiczność i skalowanie ze sprzętem
+ zrównoważone i zarysowane brzmienie
+ szeroka scena dźwiękowa

Wady:
– pewne niedoskonałości wizualne
– plastikowe obudowy zamiast aluminiowych
– przeciętne wyważenie

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
fiio

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj