FiiO Q7 to mobilno-stacjonarny DAC/AMP, który bazuje na topowym odtwarzaczu producenta, czyli modelu M17. Na pokładzie ma pojedynczy przetwornik ES9038PRO oraz podwójny wzmacniacz THX AAA-788+.

Początkowo zapowiedź FiiO Q7 nie wywołała we mnie większych emocji, bo to kolejne urządzenie z już dobrze znanym przetwornikiem od ESS Technology oraz wzmacniaczem THX. Podobną konfigurację sprawdzałem już kilkukrotnie, ponieważ producent wykorzystał te same układy w modelach K9 Pro ESS oraz M17. Z tym ostatnim Q7-ka ma najwięcej wspólnego, bo od razu widać, że nowy model powstał właśnie na bazie topowego odtwarzacza marki. Spragniony zmian i stęskniony brzmienia ze stajni AKM, nie podskoczyłem więc do sufitu.

Gdy przeszedł mi napad malkontenctwa, ponownie zerknąłem na specyfikację Q7 i sprawdziłem jego cenę. Okazało się, że jest on o połowę tańszy od M17-tki. Wprawdzie tym razem zastosowano jeden przetwornik od ESS Technology, a nie dwa, ale specyfikacja Q7 niemal pokrywa się z parametrami flagowego odtwarzacza. Znów mowa o urządzeniu generującym do 3 W na kanał, oferującym tryb stacjonarny, rozbudowany interfejs cyfrowo-analogowy oraz zaawansowany Bluetooth. Wszystko wskazuje więc na to, że FiiO Q7 to świetna alternatywa zarówno dla M17, jak i K9 Pro ESS. Jak jest w praktyce?

REKLAMA
fiio

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • futerał;
  • podstawkę chłodzącą;
  • kabel USB-A > USB-C do zasilania wentylatora (długość 95 cm);
  • kabel USB-C > USB-C (długość 98 cm);
  • interkonekt USB-C > USB-C (długość 10 cm);
  • interkonekt USB-C > Lightning (długość 8,5 cm);
  • adapter USB-A > USB-C;
  • zasilacz 12 V/2 A (zintegrowany 150 cm + odłączany 40 cm);
  • 4 aluminiowe zaślepki złącz;
  • 6 naklejek silikonowych;
  • instrukcję obsługi.

Świetnie, że razem z Q7 otrzymujemy podstawkę znaną z FiiO M17 wraz z dodatkowym kablem USB, który służy do zasilania wbudowanego wentylatora. Nie obyło się też bez futerału, który przypomina akcesorium z M17, ale w przeciwieństwie do tamtego jest matowy i zamykany na rzep. Wrażenie robi też okablowanie, bo tym razem producent dorzuca przewód z dwiema wtyczkami USB-C oraz przejściówkę na USB-A, co jest według mnie najlepszym rozwiązaniem. To bynajmniej nie koniec, bo nowe są także interkonekty – jeden przewidziano do smartfonów z Androidem, zaś drugi dedykowany jest sprzętom Apple.

Rozczarowały mnie za to silikonowe naklejki. Początkowo myślałem, że to podkładki, mające zabezpieczyć spód urządzenia lub odseparować je od smartfona. Nic z tych rzeczy, bo to naklejki na… przyciski. Mają one ułatwić klikanie, gdy Q7 znajduje się w futerale, wypełniając szczelinę pomiędzy odtwarzaczem a futerałem. Tak też jest, ale naklejki to miecz obosieczny – jeśli wyjmiemy Q7 z futerału, to trudno będzie wyczuć przyciski po omacku. Według producenta naklejka jest wielokrotnego użytku, więc w teorii można się jej tymczasowo pozbyć, ale w praktyce nie jest tak kolorowo. Niestety po usunięciu naklejki na przyciskach pozostał trudny do wyczyszczenia klej, zatem pomysł uważam za nietrafiony.

Konstrukcja

Wzornictwo jest… osobliwe. Kształt jest ponownie futurystyczny, a na krawędziach są efektowne „maskownice” z podświetleniem RGB, znane z M17. Producent na tym nie poprzestał, bo Q7 to też miszmasz różnych materiałów i rodzajów wykończenia. Aluminiowa obudowa została wyżłobiona na froncie, gdzie znajduje się też szklana wstawka, a tył pokryto wklejką imitującą skórę. Nie mogło też zabraknąć złotych akcentów w postaci pokrętła oraz znaczków THX i Hi-Res. O minimalizmie nie ma zatem mowy. Należy jednak wziąć pod uwagę, że dominuje matowa czerń, diody można wyłączyć, a całość schować w futerale. W praktyce Q7 nie jest więc tak krzykliwy, jak na renderach.

Na froncie jest jedynie niewielki ekranik o przekątnej 1,3 cala, który znajduje się na szczycie połyskującego paska. Wyświetlacz wygląda jak ten z FiiO BTR7 – również jest kolorowy, ostry i jasny, ale ma niższy kontrast, stąd czerń jest bardziej granatowa. Muszę przyznać, że efekt jest komiczny, bo ekranik jest nieproporcjonalnie mały w stosunku do gabarytów, co szczególnie rzuca się w oczy, gdy zestawimy Q7 bezpośrednio z M17. Z drugiej strony wyświetlacz w Q7 służy jedynie do konfiguracji, sprawdzenia statusu połączenia i aktywnego trybu, więc nie wypada narzekać.

W porównaniu do FiiO M17 interfejs został przeorientowany i zmodyfikowany. Przycisków ubyło, bo zrezygnowano z tych dodatkowych do regulacji głośności. Pozostał więc włącznik oraz trzy przyciski do sterowania muzyką, które wylądowały na prawym boku Q7. Z kolei górna krawędź wydaje się być żywcem przeniesiona z M17-tki, bo znajdziemy tam cztery wyjścia słuchawkowe (2,5 mm, 3,5 mm, 4,4 mm i 6,35 mm) oraz znajome pokrętło. To ostatnie jest jednak w całości metalowe, zostało mocniej wyfrezowane oraz pracuje bezoporowo.

Wcięło też suwak blokady przycisków, a przełącznik zasilania został przeniesiony na spód, gdzie towarzyszy mu włącznik ładowania. Nie obyło się bez gniazda zasilającego czy wejścia koaksjalnego, ale tym razem w miejscu drugiego USB-C jest wejście optyczne Toslink. Zbędny okazał się też czytnik kart microSD, bo Q7 nie jest jednak urządzeniem autonomicznym. Warto też zauważyć, że cała dolna ścianka została wydrążona, czyli złącza są wpuszczone w obudowę, co jest nowinką względem pierwowzoru.

FiiO Q7 został wykonany solidnie – aluminium jest grube, masywne i precyzyjnie wyfrezowane, połyskującą wstawkę zabezpieczono taflą hartowanego szkła, a skóropodobny spód jest przyjemny w dotyku. Nie ma więc specjalnej różnicy względem FiiO M17, ale należy pamiętać, że w odtwarzaczu tył jest szklany, a więc jest on masywniejszy i przyjemniejszy w dotyku. Dla porównania plastikowo-skóropodobne „plecki” Q7-ki lekko uginają się pod naciskiem.

Ergonomia

FiiO Q7 jest gigantyczny i ciężki – ma wymiary M17-tki i waży 620 gramów, czyli 10 gramów więcej względem odtwarzacza. Nie jest to więc urządzenie kieszonkowe czy stricte mobilne, a raczej „transportowalne”. Możemy zabrać Q7 w podróż, wziąć do hotelu czy wygodnie przenosić po mieszkaniu lub domu, ale raczej nie będziemy taszczyć go na co dzień, a już na pewno nie w kieszeni. Ergonomia nie jest zatem mocną stroną FiiO Q7.

Z drugiej strony Q7 nie jest typowym, przenośnym kombo, a raczej zamiennikiem stacjonarnego toru. Mowa w końcu o pełnoprawnym przetworniku ESS Technology oraz zbalansowanym wzmacniaczu THX, zamkniętych w obudowie o grubości trzech smartfonów. Ponadto Q7 jest też nieporównywalnie wydajniejszy od Q3, Q5 czy BTR7, jak i wielu DAP-ów. To w końcu niejako miniaturowy K9 Pro ESS z własnym zasilaniem, który jest od niego wydajniejszy, bo po podłączeniu do gniazdka generuje o jeden wat więcej (3 W).

Obsługa

Mniejsza ilość przycisków to prostsza obsługa. Niemal wszystkie guziki znajdują się na jednej stronie, a głośność reguluje się tylko na jeden sposób, więc z Q7 korzysta się bardziej intuicyjnie niż z M17. Dla porównania odtwarzacz jest naszpikowany przyciskami, ma suwaki z obu stron, więc można się w tym wszystkim pogubić. Znam to z doświadczenia, bo po dłuższej przerwie od M17 na nowo muszę uczyć się jego obsługi. Z drugiej strony Q7 mógł być jeszcze bardziej intuicyjny, bo nie wszystkie pomysły wypaliły.

FiiO Q7 włącza się przyciskiem na boku. Urządzenie startuje momentalnie, po czym na ekranie wyświetla się poziom głośności, wybrane wzmocnienie, stan akumulatora oraz aktywny interfejs, który zmienia się krótkimi wciśnięciami pokrętła. Niestety nie wybudza ono ekranu, a jedynie włącznik, co irytuje. Moim zdaniem producent powinien był w ogóle zrezygnować z włącznika na rzecz wielofunkcyjnego pokrętła. Samo pokrętło powinno być także mniej czułe w menu, bo trzeba obracać je z wyczuciem, inaczej przeskoczymy o kilka pozycji. Nie jest to specjalnym problemem, o ile nie wybieramy właśnie poziomu podbicia, mając na uszach czułe słuchawki.

Żeby skonfigurować kombo, należy wcisnąć i przytrzymać pokrętło. Wtedy wyświetli się proste menu, gdzie dostosujemy wzmocnienie (łącznie pięć poziomów), wybierzemy filtr cyfrowy (łącznie siedem), przełączymy tryb wyjść 3,5 mm oraz 4,4 mm (liniowe/słuchawkowe) i włączymy regulację napięcia dla wyjść liniowych. Jeśli jednak chcemy wybrać kodek Bluetooth, wyregulować balans kanałów lub wyłączyć podświetlenie RGB, to nie obejdzie się bez smartfona i aplikacji FiiO Control. Oferuje ona tylko kilka opcji i w trakcie testów nie wszystkie działały, bo nie udało mi się skorzystać np. z EQ. Nie jestem zadowolony z takiego rozwiązania – uważam, że Q7 powinien być w pełni konfigurowalny zarówno za pomocą menu, jak i aplikacji, a jeśli nie jest to możliwe, to niech chociaż FiiO Control ma komplet funkcji.

Funkcjonalność

Możliwości są duże, bo FiiO Q7 przyjmuje sygnał z czterech interfejsów cyfrowych. Możemy go podłączyć zarówno do komputera stacjonarnego, ultrabooka, smartfona, jak i innych przetworników czy urządzeń RTV. W grę wchodzi także interfejs Bluetooth, bo Q7 odbiera sygnał bezprzewodowo przy wsparciu kodeków AAC, aptX, aptX HD, aptX Adaptive i LDAC. Dostępny jest też tryb stacjonarny, czyli Q7 można wyeksponować na podstawce i włączyć zasilanie dedykowanym suwakiem (tryb DC), co odblokuje podbicie „Ultra High Gain”. Świetnie, że nie zabrakło również wyłącznika ładowania, który wydłuży żywotność ogniwa.

Niestety Q7 nie ma wejścia liniowego, czyli nie może służyć jako wzmacniacz dla zewnętrznych przetworników. Producent tłumaczy, że dzisiaj źródłem sygnału jest głównie smartfon, że w urządzeniach przenośnych mało kto potrzebuje wejść analogowych. Coś w tym jest, czasy się zmieniają, ale z drugiej strony w tak drogim kombo chciałoby się kompletu funkcji. Obstawiam, że było to po prostu trudne do zrealizowania w trakcie konwersji M17 na DAC/AMP – wymagałoby większej ingerencji w układ i zwiększyłoby koszty. Nie wiem jednak dlaczego wyjście koaksjalne nie jest tym razem dwukierunkowe, bo M17 pozwala także na wyprowadzenie sygnału cyfrowego, gdy Q7 jedynie go przyjmuje.

Czas pracy

Pojemność akumulatora jest taka sama, jak w M17 – wynosi 9200 mAh. Producent obiecuje do 11 godzin grania z wyjść niesymetrycznych oraz do 9 godzin z symetrycznych, zarówno podczas transmisji przewodowej, jak i bezprzewodowej. W testach uzyskiwałem tyle ze słuchawkami dokanałowymi na niższych poziomach podbicia ze swobodnie ustawioną głośnością.

Można to ocenić dwojako. Z jednej strony tak duże urządzenie powinno działać znacznie dłużej, szczególnie z mało wymagającymi dokanałówkami. Z drugiej strony wewnątrz są prądożerne komponenty klasy stacjonarnej, stąd nie ma mowy o rekordowym czasie pracy. Zresztą zbliżone osiągi oferuje dwukrotnie droższy M17.

Specyfikacja

Ogólna

  • procesor: ARM Cortex M4
  • wyświetlacz: 1,3 cala, IPS, 240×240 pikseli
  • przetwornik: ESS Technology ES9038PRO
  • wzmacniacz: 2x THX AAA-788+
  • odbiornik USB: XMOS XU316
  • obsługa słuchawek: 16-300 Ω
  • interfejs bezprzewodowy: Bluetooth 5.0 (Qualcomm QCC5124)
  • wejścia cyfrowe: USB-C, koaksjalne, optyczne Toslink
  • wyjścia analogowe: 2,5 mm; 3,5 mm (LO/HO); 4,4 mm (LO/HO); 6,35 mm
  • obsługa kodeków: SBC, AAC, aptX, aptX LL, aptX HD, aptX Adaptive, LDAC
  • funkcje: tryb stacjonarny, wskaźnik jakości muzyki, adapter Bluetooth, konfiguracja w aplikacji, obsługa MQA 8x i DSD512, szybkie ładowanie (PowerDelivery 9 V)
  • akumulator: 9200 mAh
  • czas pracy: do 11 godz. (3,5 mm), do 9 godz. (4,4 mm)
  • czas ładowania: ok. 4,5 godz.
  • wymiary: 158,4 x 88,5 x 28,3 mm
  • masa: 620 g

Wyjście słuchawkowe 3,5 mm + 6,35 mm

  • moc: 750/1500 mW @ 16 Ω, 550/1100 mW @ 32 Ω, 65/130 mW @ 300 Ω (Super High Gain/Ultra High Gain)
  • pasmo przenoszenia: 5 Hz-80 kHz
  • SNR: >125 dB
  • impedancja: <1,2 Ω
  • separacja kanałów: >75 dB
  • THD+N: 0,0005% @ 1 kHz (32 Ω)

Wyjście słuchawkowe 2,5 mm + 4,4 mm

  • moc: 1500/1500 mW @ 16 Ω, 1500 mW/3000 mW @ 32 Ω, 260/500 mW @ 300 Ω (Super High Gain/Ultra High Gain)
  • pasmo przenoszenia: 5 Hz-80 kHz
  • SNR: >125 dB
  • impedancja: <1,7 Ω
  • separacja kanałów: >114 dB
  • THD+N: 0,0005% @ 1 kHz (32 Ω)

Wyjście liniowe 3,5 mm

  • pasmo przenoszenia: 5 Hz-80 kHz
  • SNR: >125 dB
  • separacja kanałów: >114 dB
  • THD+N: 0,0004% @ 1 kHz (32 Ω)
  • napięcie: 2 V rms

Wyjście liniowe 4,4 mm

  • pasmo przenoszenia: 5 Hz-80 kHz
  • SNR: >128 dB
  • separacja kanałów: >106 dB
  • THD+N: 0,0003% @ 1 kHz (32 Ω)
  • napięcie: 4 V rms

Brzmienie

  • Słuchawki: Audeze LCD-2, Dan Clark Audio Ether 1.1, HiFiMAN Arya V3, Edition XS, HE-R9 i Sundara CB, Meze Audio 109 PRO, Sivga SV023, Campfire Audio Ara, Dorado 2020 i Solaris 2020, FiiO FH9, FH7s, FH5s i FD7, Meze Advar
  • Źródła: Astell&Kern Kann Max, FiiO M17, M11 Plus ESS, Cayin N3Pro, FiiO BTR7, Cayin RU-6, Samsung Galaxy S21 FE, Realme GT ME

FiiO Q7 brzmi podobnie, ale nie identycznie jak M17. Nowość przypomina również model K9 Pro ESS, ale w tym przypadku także nie ma mowy o przełożeniu 1:1. Mowa o niuansach, bo różnica nie jest ewidentna i łatwa do wychwycenia, ale moim zdaniem Q7 brzmi łagodniej zarówno od M17-tki, jak i modelu K9 Pro ESS.

Uważam, że pod względem technicznym M17 jest trochę wyżej, bo Q7 reprezentuje podobny poziom do w pełni stacjonarnego K9 Pro ESS, który tylko nieznacznie odstaje od odtwarzacza. Może się jednak okazać, że nowy Q7 wygra z oboma modelami, bo zadecydują subiektywne preferencje oraz synergiczność. Tak właśnie było w moim przypadku – po długich odsłuchach i szeregu porównań to Q7-ka okazała się być moim faworytem z całej trójki.

FiiO Q7 – brzmienie oraz porównanie z M17 i K9 Pro ESS
FiiO Q7 ma w sobie wiele z modeli M17 i K9 Pro ESS – dociążony i masywny bas, dużą scenę dźwiękową oraz klarowną górę, jak i optymalnie zarysowany oraz rozdzielczy przekaz średnicy. Nowość brzmi jednak trochę masywniej w średnim basie, cieplej w paśmie średnim i kapkę łagodniej w wysokich tonach od obu modeli. Ten ostatni aspekt nie jest ewidentny, bo Q7 z pewnością nie brzmi ciemno i nie ma w sopranie roll-offu. Tony wysokie Q7-ki okazują się być jednak lekko zaokrąglone, jakby nieznacznie uspokojone w najwyższych oktawach. W niektórych przypadkach to pomijalne, w innych okazuje się, że Q7 jest wyraźnie przyjemniejszy w odbiorze, brzmi masywniej, gęściej i mniej agresywnie, a w konsekwencji bardziej muzykalnie od FiiO M17.

Tym samym M17-tka mocniej rozciąga sopran, który wydaje się być swobodniejszy, klarowniejszy, bardziej wyrazisty i zarysowany, a w konsekwencji… trochę ostrzejszy. Wprawdzie odtwarzacz i tak nie brzmi ekstremalnie jasno, ale jest bardziej analityczny i techniczny w przekazie od Q7. To samo dotyczy basu, który w M17-tce nie jest wzmocniony w średnim zakresie oraz nieznacznie głębiej schodzi w subbas. Scena dźwiękowa też wydaje się być po stronie M17-tki, bo odtwarzacz jakby mocniej separuje kanały i oddala pierwszy plan. Przestaje mieć to znaczenie, gdy zaczniemy żonglować słuchawkami i okaże się, że Q7 zgrywa się także z jaśniejszymi dokanałówkami czy słuchawkami nagłownymi, które nie zawsze dogadują się z FiiO M17.

W konfrontacji modeli Q7 z K9 Pro ESS jest podobnie, bo stacjonarny wzmacniacz zintegrowany także brzmi jaśniej w górze i również raczej technicznie niż muzykalnie. Nie, K9 Pro ESS także nie jest totalnym laboratorium i jeszcze nie tnie uszu sopranem, ale Q7 i tak brzmi łagodniej od niego. Znów najłatwiej wychwycić to z jaśniejszymi słuchawkami, mocno rozciągającymi sopran, z którymi K9 Pro ESS dogaduje się gorzej. W tym przypadku wymiary sceny dźwiękowej są podobne, a poziom techniczny obu modeli bardzo zbliżony – generalnie w aspektach technicznych Q7 jest bliżej K9 Pro ESS niż flagowego odtwarzacza.

Lubię zarówno M17, jak i K9 Pro ESS, ale w tej konfrontacji to Q7 zrobił na mnie największe wrażenie. Może nie zgodzą się ze mną fani selektywnej, jak najmocniej rozciągniętej i zarysowanej góry, którą również lubię. Jednak ostatnimi czasy mam naprawdę dość wyżyłowanego brzmienia, brakuje mi łagodniej strojonych urządzeń, stąd tęsknię za dźwiękiem Asahi Kasei Microdevices. FiiO Q7 to nadal ESS Technology, a nie AKM, ale z większą dawką ciepła, gładkości i spokoju w sopranie, niż zazwyczaj. Dlatego właśnie wybrałbym Q7 zamiast M17 czy K9 Pro ESS, bo to urządzenie najbardziej muzykalne z całej trójki.

FiiO Q7 – synergia
Nie natrafiłem na problemy synergiczne i zaryzykuję stwierdzenie, że FiiO Q7 zgra się niemal ze wszystkim. Q7-tka nie skompensuje sygnatur ekstremalnie ciemnych lub ewidentnie ostrych słuchawek, bo ciągle mowa o źródle oscylującym wokół równowagi, dźwięku który nie jest mocno zmodulowany. Niemniej Q7 zgrywał się ze wszystkim, co do niego podłączyłem, zarówno z dokanałówkami na niskim stopniu podbicia, jak i słuchawkami stacjonarnymi przy wsparciu zasilacza.

Fenomenalnie słuchało mi się testowanych ostatnio Sivga SV023 oraz Meze 109 Pro, czyli modeli o mocnym przekazie sopranu. FiiO Q7 przypasował im, bo trzyma górę w ryzach, ale jeszcze jej nie wygasza, więc oba modele stały się przystępniejsze w odbiorze. Zarówno SV023, jak i Meze 109 Pro zaprezentowały pełny bas, klarowne średnice i czyste wysokie tony, a do tego rozwinęły przestrzenne skrzydła. Nie narzekały także zamknięte Sundary, czyli słuchawki mocno czułe na charakter źródła, które zyskały ciepła, wypełniły się w basie, ale nadal robiły wrażenie konturowym i twardym brzmieniem.

Z dokanałówkami także nie było niespodzianek. Klarowne Meze Advar nie stały się jazgotliwe, FiiO FH7s zabrzmiały energicznie i przystępnie, podobnie jak Campfire Audio Solaris 2020 czy FiiO FH9, które także nie atakowały żyletkami. Byłem zadowolony z holografii czy rozmiarów sceny dźwiękowej. Lekki akcent w średnim basie Q7-ki także okazał się być optymalny, a subbasu nadal było pod dostatkiem. Pozytywnie zaskoczyły mnie również Campfire Audio Ara. FiiO Q7 lekko dodał im basu, wypełnił i lekko wygładził, więc Ary lekko zyskały na muzykalności, co im posłużyło.

  

Z Arami okazało się też, że Q7 ma asa w rękawie. To wrażliwe na szum słuchawki armaturowe, które wprawdzie nie brzmiały jeszcze idealnie krystalicznie z Q7-ką, ale sygnał był i tak czystszy zarówno od FiiO M17, jak i K9 Pro ESS, które szumiały mocniej. Ten ostatni wypadał najgorzej, ale M17-tka również psuła humor szumem w przerwach pomiędzy utworami i w cichszych partiach. Moim zdaniem z sygnał Q7 był już satysfakcjonująco czysty. To duża pochwała, bo Ary to prawdziwe wyzwanie dla wielu źródeł dźwięku, a szczególnie z wyjść zbalansowanych, o których tutaj mowa.

FiiO Q7 – tryb adaptera Bluetooth
FiiO Q7 w połączeniu Bluetooth nie wymaga rozbudowanych opisów, bo sprawa jest stosunkowo prosta. Sygnatura dźwiękowa jest zbliżona do trybu USB, ale dźwięk jest trochę gładszy, miększy, jakby bardziej zaoblony, co jest standardowym narzutem interfejsu Bluetooth. Moim zdaniem Q7 satysfakcjonuje również bezprzewodowo, co nie zaskakuje, zważywszy na stopień zaawansowania układu. Jeśli jednak zależy nam na maksymalnym poziomie technicznym do krytycznych odsłuchów, to wtedy warto sięgnąć po kabel USB-C.

Podsumowanie

FiiO Q7 nie jest perfekcyjny. Obsługa budzi pewne wątpliwości, bo trzeba naprzemiennie korzystać z włącznika i przycisku w pokrętle, a ani wbudowane menu, ani aplikacja na smartfona nie oferują kompletu funkcji. Ta ostatnia jest tym razem szczególnie uboga. Zabrakło też wejścia liniowego oraz wyjścia koaksjalnego. Ergonomia również nie jest mocną stroną Q7, bo to gigant.

Mimo braków, FiiO Q7 zdecydowanie się broni. Urządzenie zostało solidnie wykonane, jest bogato wyposażone, stosunkowo proste w obsłudze, ma multum złącz, zaawansowanego Bluetootha i generuje mnóstwo mocy. Ponadto sygnał jest przyzwoicie czysty, więc nowe kombo współpracuje nie tylko ze słuchawkami stacjonarnymi, ale także dokanałówkami. Brzmienie jest moim zdaniem wysokiej klasy, bo Q7 dorównuje do K9 Pro ESS i niewiele brakuje mu do M17.

Polska cena FiiO Q7 nie jest jeszcze znana, ale jeśli wierzyć tym zagranicznym, to wyniesie około 4300 zł (750 USD). To niemal połowę mniej od M17 i tylko 300 zł drożej od K9 Pro ESS. Jeśli więc interesuje nas tylko tryb stacjonarny, to K9 Pro ESS jest bardziej opłacalny. Z drugiej strony Q7 jest najprzyjemniejszy w odbiorze i najbardziej synergiczny z całej trójki, generuje więcej mocy od K9 Pro ESS i ma wbudowane zasilanie. Według mnie Q7 to złoty środek, zarówno funkcjonalnie, jak i brzmieniowo. Sam, subiektywnie, wybrałbym właśnie niego.

Dla FiiO Q7

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ solidne wykonanie
+ dość łatwa obsługa
+ ekranik do konfiguracji
+ rozbudowany interfejs
+ zaawansowany interfejs Bluetooth
+ mnóstwo mocy
+ wysoka synergiczność i dość czysty sygnał
+ rewelacyjne, dociążone i nie ostre brzmienie
+ szeroka scena dźwiękowa

Wady:
– brak wejścia liniowego
– pewne wady obsługowe
– skromna aplikacja FiiO Control
– przeciętny czas pracy

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
hifiman

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj